Czy Krzysztof Hołowczyc wielkim poetą jest? - Ronin
Proza » Obyczajowe » Czy Krzysztof Hołowczyc wielkim poetą jest?
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Witaj w programie Auto Mapa. Ze mną na pewno dojedziesz do celu. Krzysztof Hołowczyc.

Przyzwyczaiłem się do głosu Krzysia. Mówi spokojnie i kompetentnie. Kiedyś eksperymentowałem z innymi lektorami, ale szybko mi się znudzili. Głos świętej pamięci Leppera, informował mnie, że właśnie: „Wjechałeś w buraki”, kiedy pomyliłem trasę. Czarujący, modulowany trel Dody, podniecał informacją - „Kowboju, nie ujeżdżaj mnie tak szybko. Zwolnij ogierze”. Tak śpiewała, kiedy przekraczałem prędkość.

Ale wróciłem do Hołka.

Ustawiam trasę, choć to w zasadzie niepotrzebne. Po stu kilometrach będę kojarzył z pamięci. Jeździłem nią co miesiąc przez sześć lat, pracując na kontrakcie w Ratyzbonie. Teraz kolejny kontrakt w BMW w trochę innych rejonach Bawarii i odkrycie, że byłem w tym miejscu dwadzieścia lat temu. Z ówczesną narzeczoną (dziś żoną,) przyjeżdżaliśmy tu przez dwa lata na zbiór ogórków. Robota parszywa, warunki życia jak u podłej rasy trzody chlewnej na głębokiej Ukrainie, ale są wspomnienia.

Przejeżdżałem przez Landau w drodze do nowej pracy i poczułem swoiste deja vu. Nazwa `Landau` też mi się kołatała w zmęczonej pamięci. Niemieckie miasteczka są do siebie podobne jak kontynuacja eksperymentu na owieczce Dolly, ale tym razem pompa…

Ta sama, obok której mamy wspólne zdjęcie z tamtego okresu, wiszące teraz nad kominkiem.

Pięknie odlana w brązie z fantazyjną rączką w kształcie krowiego ogona.

Obok ten sam sklepik z płytami, gdzie za ciężko zarobione marki kupiliśmy kolekcję płyt z muzyką lat sześćdziesiątych. Orbison, The Packamers, Sweet. Serce się krajało, widząc cenę, ale oboje lubiliśmy tę muzykę.

Teraz leżą gdzieś na strychu, zarastając kurzem, a ja mam znowu tutaj mieszkać i przechodzić koło tego sklepiku.

I pompy.

Zadziwiające koło.

 

Jest noc i leje jak z cebra. Przede mną osiemset kilometrów nużącej autostrady.

Dokąd? A jakie to ma znaczenie?

Za pięćset metrów skręć w prawo.

Dobra Krzychu. Już nie pamiętam za dobrze tych miejsc i dróg, więc muszę ci zaufać. Za sto kilosów będzie Ratyzbona, a wtedy jestem już w zasadzie u siebie.

Wrzucam płytę z nagraniami muzyki ambitnej, czyli „Kraina Łagodności”. Rozpoczyna ją „Wolna Grupa Bukowina”. Potem będzie „SDM”, Żółtek, Turnau i Rodowicz. Dostałem ją wiele lat temu od uczennicy. Biedna nastolatka chyba podkochiwała się w swoim profesorze, bo wręczyła mi ją jakoś bez okazji i czerwieniąc się mocno jak pomidor po zastrzyku z denaturatu. Pewnie z nadmiaru uczuć, biedaczka źle napisała moje nazwisko w dedykacji na okładce.

Pamiętam jej twarz, a nie pamiętam imienia. Szkoda. Fajnie jest łączyć osoby z ich mianem. Nawet bogowie potrzebowali takiej prymitywnej personifikacji.

Chujowo nie mieć imienia.

 

Diesel mojego „Pabla” mruczy usypiająco. Dopóki nie dojadę do autostrady, nie może się żabojad rozwinąć i zaryczeć jak pewien byk w Daskach.

Na najbliższym rondzie skręć w lewo. Trzeci wyjazd.

Dobrze, że cię mam, Krzychu. Po tych wsiach kręciłbym się jak gówno w przerębli i nigdy nie dojechał do celu. Choć czy ja właściwie mam jakiś cel?

Coś tam ustawiłem na navi.

Żótko śpiewa o zabijaniu w nadfiolecie i powstających z obłędu wierszach. Jest noc, więc nie ma na niebie złotego mordercy (znaczy pożyję jeszcze parę godzin), a wiersz sobie właśnie składam w głowie. Rzeczywiście czysty obłęd.

Przez najbliższe siedemdziesiąt kilometrów, prosto.

A więc już Autobahn. Bierz się do roboty „cytryno”.

Ratyzbona. Niemiecki Regensburg. Sto sześćdziesiąt tysięcy moich niemieckich przyjaciół. Odliczając dzieci, baby, starców, chromych i ułomnych, kilka dobrych dywizji.

Nic nie poradzę, że jako polski historyk, tak będę na nich patrzył.

Piękne miasto. Pełne nowych zabytków, czyli gotyckich katedr i mostów, podnoszonych z kolejnego szaleństwa ludzkich wojen. Dlaczego historia uczy nas jednego? Że nigdy, nikogo i nic nie nauczyła? Odbudowali wszystko, zginęło ich dziewięć milionów, a oni znowu w przewadze ilościowej.

Kto to robi?

W któryś weekend na kontrakcie pojechaliśmy na zwiedzanie ratyzbońskiej starówki. Oczywiście zatankowani w sposób polski. Był późny wieczór. Kumpel wyrwał jakąś Niemrę i poszedł z nią w podwórko kamienicy. Ona chciała normalnie, a on „w paszczu”. Słuchamy i nikt nie wie, czemu on taki oporny. Niemka faktycznie brzydka jak noc listopadowa, ale przecież jest ciemno!

I nagle słychać: `Bierz suko! Za trzydziesty dziewiąty!`

Pomyślałem sobie, że kocham jego nauczyciela historii, a na rozmnażanie dzięki Polakom, to oni nie za bardzo mogą liczyć.

Zostaje im fala emigrantów, pączkowanie albo podział.

Z autostrady pięknie widać oświetloną katedrę i stare miasto. Tam przechadzał się wielki ratyzbończyk, Ratzinger.

I mój kolega.

Za kilometr trzymaj się lewego pasa.

Dobra chłopie. Wiem, że zjechać trzeba na A-92.

SDM śpiewa, ze jest czwarta nad ranem. Faktycznie.

Jesteś poza trasą.

Chyba jednak zmienię tego Krzyśka na Dodę. Gdyby mi powiedziała : „Kowboju, nie schodź ze mnie. Jesteś na balkonie, a ja tu” to byłoby super. Taki tekst w jesienną, deszczową noc , mógłby mnie nieco ożywić.

A tak, to zjechałem na parking, bo oczy mi się zamykają. Chyba trzeba płytę zmienić, bo coś marudzą o zakochanych wariatach, pędzących nocami do dziwnych kobiet. Idioci.

Rany, to parking Pilsting!

Wracaliśmy w grudniu z kraju fałwejem transporterem. Pięciu, nie licząc kierowcy. Wypiliśmy chyba z pięć butelek kochanej polskiej „Pomroczności jasnej”. „Zbenio” uwalił się na trzecim rzędzie siedzeń, nakrył kocem i zginął dla otoczenia.

Zatrzymaliśmy się na tym parkingu, bo nie wiadomo czemu przepijaliśmy czterdzieści procent, sześcioprocentowym „Żubrem”. Ot, polska fantazja ułańska, ale pęcherz nie zna tego terminu.

Wszyscy wyszczani, siadamy i jedziemy. Nagle krzyk: Kurwa, gdzie jest „Zbeniu”?!

Zawracamy po stu kilometrach. „Zbenio” stoi w kiblu. W cienkim sweterku ( a zima jest) i nie ma przy sobie nic – ani portfela, ani telefonu.

„ Chłłłopakkki, jjja teeeż się chciałłłem wy… wy… lllać”.

„Zbenio” nazywał się Grudzień. Parszywa ironia losu.

 

Zapisałem wiersz na telefonie i zaliczyłem piętnastominutową drzemkę.

Jesteś na trasie. Jedź prosto dwieście – dwadzieścia – siedem - kilometrów.

To będzie Drezno, ale póki co przejeżdżam przez most na Elsterze. To ulubione miejsce kąpieli dla niektórych Polaków. Co spowodowało, że znany birbant, dziwkarz i hulaka, czyli Józef Poniatowski ksywa „Pepi”, postanowił tu zażyć śmiertelnych ablucji? Wszyscy opuścili Napoleona, jemu obiecywano złote góry, a on powiedział „Nie”.

Czym jest honor i dlaczego może takich ludzi skłaniać do skoku do zimnych nurtów? Czy można być skurwysynem i świętym? Wielkim i małym? Istnieć i nie?

Eh, jak fajnie jest znaleźć się na kartach podręczników z powodu jednej decyzji. Wprawdzie głupiej (nie przeżył), ale zawsze.

Zapuściłem płytę `zz Top`. Od razu lepiej. Napierdalają chłopaki aż miło. A jak usłyszałem „Gimme All Your Lovin’” to zamrowiło mi w stopie na pedale gazu, oczy się nieco rozszerzyły, a mrowienie poczułem też gdzie indziej.

Jeny, czy ktoś pamięta niesamowite laski z tego teledysku?!

Zjedź na A-4.

Kierunek Polska. Jeszcze sto dziesięć kilometrów do kraju. Tego z poezji Mickiewicza, Norwida czy Różewicza. Tej poezji o skrwawionych stopach, miłości do psów, zbroi i złotych łanów.

Ooo, ten fragment powinien szczególnie cenny dla naszych rządzących…

„… Jego dom podpalili Niemcy

A on nie ma broni, on się nie mści...

 

Hej ty brzozo, hej ty brzozo-płaczko,

smutno szumisz nad jego tułaczką,

 

opłakujesz i armię rozbitą

i złe losy, i Rzeczpospolitą...”

 

Jest brzoza i umęczony Chrystus narodów.

Alkoholik Broniewsk to `popełnił` jak dobrze pamiętam.

Pewnie nieźle był napruty.

 

Z autostrady roztacza się panorama Drezna. Kolejne z miast podniesionych z ruin totalnych.

W lutym czterdziestego piątego, tysiąc bombowców zrównało go z ziemią.

Zginęło około dwadzieścia pięć tysięcy ludzi. Burza ogniowa spowodowała pewnie, że matki widziały swoje płonące dzieci. Żony, swoich mężów, a bracia – zwęglające się uroczo, siostry.

Czy można było współczuć? Przecież to oni zbierali burzę, skoro posiali wiatr. Pewnie wyli z entuzjazmu na wiecach Hitlera. Pewnie głosowali na niego w wyborach trzydziestego drugiego.

Mają prawo do współczucia?

Tysiąc bombowców, to osiem tysięcy ludzi, zamkniętych w metalowych rydwanach fosforowej śmierci. Na jednego wojownika odwetu wychodzi nieco ponad trzy ofiary. Czy sumienie pozwoli pogodzić się z zamordowaniem trojga niewinnych w imię wyższego celu? Idei?

Do celu jeszcze trzysta – dwadzieścia kilometrów.

Bautzen (Budziszyn), Sprewa (Szprewa), Goerlitz (Zgorzelec). Same rdzennie germańskie nazwy. Trochę żeście tych Słowian przetrzebili w ramach „Drach nach Osten”.

Tysiąc lat temu szedł sobie tutejszym borem młody, jasnowłosy blondynek z charakterystycznie wyeksponowanymi kościami policzkowych. Pucołowaty, jasny i niski. Targał ze sobą śliczne, blondynkowate dziewczę. Miał jakieś drewniane narzędzie do obrony, bo na żelazo nie było go stać. Te Teutony zawsze bogatsze były.

I właśnie wyskakuje taki „Allgemaine” w zbroi i z żelaznym mieczem. Miłego chłopaka w łeb, kobietę za włosy i pod drzewo w celach seksualnych. Dzieci pod nóż, albo do roboty na własnym polu.

To się nazywa cywilizowanie dzikich.

 

A teraz piękny kawałek autostrady, który bardzo lubię. Tu z reguły jest pustawo i blisko do Polski.

Kiedy jeździłem tędy „Omegą”, dociskałem pedał gazu do oporu.

Kiedy już wiedziałem, że „omesia” pójdzie na żyletki, postanowiłem sprawdzić co jest warta. Do kraju niedaleko, wiec zobaczymy. Właśnie na tym kawałku drogi.

I zamknęła licznik! Dwieście dwadzieścia, szum powietrza i napięcie psychiki na granicy losowania toto – lotka, kiedy wyczytali twój piąty, poprawny numer.

A potem się okazało, że zgubiła w tym szalonym pędzie lusterka, antenę i boczną listwę. O dziwo, kierowcę, nie.

Ale jak zapierdalała!

Za pięćset metrów granica Państwa.

A tu nic. Droga leci nieprzerwanym ciągiem betonu. Nawet nie ma już śladów po przejściu granicznym. Wyburzyli strach, towarzyszący sprawdzeniu bagaży (fajki, alkohol, narkotyki). Nie usłyszę już: „Papieren, bitte” i nie będę się zastanawiał, czy gdzieś nie funkcjonuję w niemieckim systemie komputerowym.

Kiedyś z obrzydzeniem spojrzeli na tylną kanapę „Omesi”. Był tam totalny syf, zrobiony przez moich synów. Torebki po chipsach, opakowania po batonikach i porozwalane puzzle.

Chciałem błysnąć znajomością języka, a jednocześnie jakoś wytłumaczyć „Polnische burdel”, więc mówię do nich:” Kinder kaputt”.

Jezu, rozebrali mi w specjalnej hali pół samochodu, a ja jadąc dalej, uświadomiłem sobie, co powiedziałem.

Mało nie wypadłem z samochodu ze śmiechu.

Granica Państwa.

Tysiące ludzi poległo za kreskę na mapie. Umierali, oglądając swoje wyprute flaki. Zostawili żony i dzieci. Cierpieli i mówili, że to dla ojczyzny. W obronie granic. Niezależności, niepodległości i innych chujności.

A ja teraz przejeżdżam i nawet nie wiem, że ją przejeżdżam. Oczywiście nie wiedziałbym, gdyby nie Hołek i jakiś napis „Republic Polen” na pięknym niebieskim szyldzie z gwiazdkami Unii.

Durny świat.

Jedź prosto dwieście kilometrów.

No tak, do bramek pod Wrocławiem. Dlaczego niemiecki beton jest bezpłatny, a polski nie? Czym się różni? Czym się różnią te kraje? Podobny klimat, podobne bogactwa naturalne, ziemia i kultura. A kierunek do normalnego życia jest od setek lat jest jeden. Od nas, do nich.

Wojny przegrali, miliony w zaświatach już nawet nie pamiętają, gdzie są ich kości (zapewne mają tę wiedzę w dupie), miasta odbudowane, drogi zrobione i znowu jeździ się do nich.

Trzymaj się lewego pasa.

Węzeł „Bielany`, czyli Wrocław. Bilet na bramce i zostało dziewięćdziesiąt kilometrów. Leci płyta „ Live” zespołu „Nazareth”. Jako nastolatek byłem fanatykiem tej walijskiej kapeli. Jak słyszę „Telegraph” to mi się włoski łonowe jeżą. Od wspomnień, więc nie wiem, czemu łonowe. To musi być jakieś niewłaściwe połączenie półkul w mózgu, niemniej nie słyszałem, aby wynaleziono na to lek, więc trzeba z tym żyć.

No, chyba że chirurgia ma coś do powiedzenia.

Trzydzieści kilometrów do celu.

No właśnie. Kiedyś złapałem tu gumę. Zaczęło szarpać „Cytryną”, a ja umarłem ze strachu, ze się zepsuł totalnie. `Panie Boże, bądź miłościw mnie, grzesznemu…”.

Zjechałem na pas awaryjny i jest kapeć. Hola, to nie jest takie proste dla potomków Napoleona. Umieścili zapas gdzieś pod podłogą. Zaczepy są skorodowane, więc stoję jak idiota, płakać mi się chce i nie wiem jak wyjąć to jebane koło.

Zatrzymują się jacyś goście, wracający z pracy, bo ich samochód pełen jest narzędzi, brudnych ciuchów i żelastwa do wszystkiego. Dają mi brzeszczot i leżę pod „Pablem”, tnąc ten kretyński uchwyt. To była godzina, bo tam nie ma praktycznie podejścia. Obok śmigały super- sprzęty, a ja spocony i zziajany.

Magda, czy warto jechać do ciebie zziajany i spocony?

Na najbliższym zjeździe, skręć w prawo. Potem w prawo.

Sześć dziewięćdziesiąt do zapłaty na wyjazdowej bramce i parę kilometrów przez piękny, jesienny las. Dwa parkingi, na których stoją zawsze te same dziwki. Jedna ładna, druga rodem z pornosów Transsylwanii.

I miasto. To, gdzie chciałem przyjechać. Z romantycznym mostkiem i kłódkami zapiętymi na barierce. Głupimi „A +M = WM”, pieczołowicie wyskrobanymi w metalu.

Jednak lubię trochę ten świat.

Jesteś u celu. Prowadził cię Krzysztof Hołowczyc.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Ronin · dnia 05.11.2022 12:54 · Czytań: 230 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 9
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 06.11.2022 19:08 Ocena: Świetne!
Tytuł Gombrowiczowski. Ogólnie świetnie napisane. Odbyłeś malowniczą podróż. Na minus uznaję zmienię czasu z przeszłego na na teraźniejszy i mało satysfakcjonujący finał. Ale ogólnie jest ok.

Może GIP-es zaprowadzi cię do Kości Wielkich? Dawno tam nie byłeś.

Pozdrawiam
Ronin dnia 06.11.2022 20:43
To stary tekst i kopię wybrałem na chybił trafił, nie czytając.
Stąd widocznie ta kwestia niepoprawionych czasów.
Ja nie uznaję fajerwerków i zaskakujących zakończeń. Stawiam na otwarte, z poszukiwaniem przez czytelnika sensu opka i samodzielnej oceny peela.
To w końcu klasyczna obyczajówka. W tym wypadku raczej adresowana do mężczyzn i klasyczna z nurtu tzw. literatury drogi.
Jak np. Mariana "Jedzie pociąg z daleka".
Co do Kości - wiesz, że mnie w pewnych miejscach już nie ma.
Daj namiar, gdzie jeszcze Kości publikujesz.
Marek Adam Grabowski dnia 06.11.2022 21:33 Ocena: Świetne!
Jestem i publikuję tutaj. Dwa odcinki Kości są na głównej (niestety na dolnej), inne w archiwum.

Pozdrawiam
Afrodyta dnia 07.11.2022 17:17 Ocena: Świetne!
Bardzo dobrze się czyta. Dla mnie podróż w dosłownym znaczeniu tego słowa staje się dla bohatera punktem wyjścia dla innych podróży, są wspomnienia, powrót do sytuacji i miejsc z przeszłości, ale także uczuć czy przemyśleń, które się z tym wiążą. Są nawiązania do teraźniejszości, a także nawiązania do historii w szerokim znaczeniu i kondycji człowieka, który zachowuje się tak, jakby niczego się z niej nie nauczył. Ciekawy tekst, przeczytałam z przyjemnością.
Ronin dnia 07.11.2022 20:01
Dokładnie taka jest idea tego tekstu i podporządkowana tej idei, konstrukcja.
Dobra Cobra dnia 12.11.2022 17:22
Są równi i równiejsi. Jak Hołowczyc jechał o wiele za szybko, niż dozwolona prędkość, to rownie szybko zamieciono sprawę pod dywan. Gdybyś Ty albo ja dokonał takiego drogowego przewinienia, to od razu potworny mandat byśmy dostali, zabrano by nam prawo jazdy, a może i auto, które było dowodem przestępstwa.

Więc jakoś pana Hołowczyca nie szanuję. W związku z tym i na prozę z taką osobą w tytule tez nie powinienem patrzeć pozytywnie. Jeśli w ogóle.


Ronin,

Tu jednak czytamy kawał dobrej prozy obyczajowej. Może nie ma w niej wodotrysków, rzeczy niespotykanych i rąbniętych, które są zawsze wyznacznikiem dobrego opowiadania. Ale jest solidna proza.

Może jako Polacy nie zasłużyliśmy na nic innego?


Pozdrawiam,

DoCo
Ronin dnia 12.11.2022 19:47
DoCo, tytuł jest przewrotny, gombrowiczowski i nie ma nic wspólnego z moją oceną Hołowczyca.
Kiedyś nawigacja TomToma mówiła właśnie jego głosem. A że wplatam w tekst trochę prozy poetyckiej stąd dodatkowe nawiązanie do tekstu Gombrowicza bo jak wiadomo dotyczył poety Słowackiego.
Co do braku fajerwerków.
W zasadzie sam sobie odpowiedziałeś. To klasyczna obyczajówka, a nie film Hitchcocka, gdzie zaczyna się od trzęsienia ziemi.
Po prostu proza drogi, gdzie przeplata się ona ze wspomnieniami peela i jego refleksjami natury ogólnej.
Dzięki za słowo.
Kazjuno dnia 24.11.2022 09:42 Ocena: Dobre
Przeczytałem, raz parsknąłem śmiechem, czyli poczucie humoru jest, a to cenię. Trochę w tekście chaosu, znalazłem orta. (Nie "Drach nach Osten",a"Drang nach Osten";).
Czasem irytowało tanie szpanerstwo, niby to luzaka, jakby Autor fechtując czytelnika, czy jest kumaty(?), testował, na ile jest nowoczesny i błyskotliwy.
Lubię szpanerstwo, choć nadto przyprawiona strawa czasem wywołuje gorycz, piecze w gardło, wywołuje niesmak.
Po przeczytaniu mam mieszane odczucia. Niby tekst fajny, ale daleko mi do zachwytu.

Pozdrawiam
Ronin dnia 24.11.2022 15:03
Przyznam, że nie rozumiem słowa "szpanerstwo" w kontekście tego tekstu.
Różne zbierał opinie, ale o szpanie nikt nie wspomniał. Szpanerstwo, czyli chwalenie się (często bezpodstawne).
A czym tu autor szpanuje? Autor z pewnością jest starszy niż ty, więc nie garnie się do testowania nowoczesności.
A co odbioru... - każdy ma swój.
Tekst napisany był akurat z życia i w określonej konwencji "Literatury drogi".
Mam nadzieję, że łapiesz pojęcie.
Odzdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Wiolin
08/12/2022 10:26
Witaj Valerio. W połowie erotyczny, w połowie zimowy. Na… »
Wiolin
08/12/2022 10:14
Witaj Wierszokleto. Szokujący obraz dnia alkoholika.… »
Wiolin
08/12/2022 10:03
Wolnyduchu. Te neologizmy raz pomagają raz przeszkadzają.… »
AnDob
08/12/2022 09:10
To zależy jaki jest cel?Jeśli np. ktoś leczy perfekcjonizm… »
Kazjuno
07/12/2022 23:43
Ucieszyłem się Aldono z twojej wizyty. Postaram się… »
Kazjuno
07/12/2022 23:27
D.urbanska, Dzięki za przeczytanie i celne korekty. Po… »
Nuria
07/12/2022 22:29
wolnyduch - Nigdy nie należy zapomnieć o sobie, ale bliscy,… »
wolnyduch
07/12/2022 21:46
Witaj Kasiu Nie wiem czy w zamian za ból warto coś… »
wolnyduch
07/12/2022 21:40
Witaj Nutrio Piękne założenie, czyli takie, aby żyć… »
wolnyduch
07/12/2022 21:34
Witaj Wiolinie Tak, faktycznie to bardziej piosenka, ale… »
wolnyduch
07/12/2022 21:27
Cześć Abi Dobry wiersz, z tym marazmem to msz nie do… »
wolnyduch
07/12/2022 21:19
Witaj Al - szamanko Masz rację, że jesień może być… »
wolnyduch
07/12/2022 21:14
Msz, wiersz może być do kogoś adresowany, niczym list,… »
wolnyduch
07/12/2022 20:36
Witaj Wiolinie Dziękuję za czytanie i Twoją sugestię, co… »
Ronin
07/12/2022 19:37
Sugestia Wiolin jest ze wszech miar słuszna. Wiersz o wiele… »
ShoutBox
  • akacjowa agnes
  • 07/12/2022 20:48
  • Dobry wieczór, szanowni Portalowicze. Gdyby ktoś znalazł kilkanaście wolnych minut i miałby ochotę posłuchać moich wierszy w Poczcie Poetyckiej Radia Koszalin, to serdecznie zapraszam. Link powyżej :)
  • Kobra
  • 02/12/2022 17:58
  • Pociengiel piękny link.
  • akacjowa agnes
  • 02/12/2022 11:28
  • Darcon, z tego co wiem, to lista była przedwczoraj u przedostatniego uczestnika. Czyli powinna już raczej dotrzeć do wszystkich :)
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:sehunds
Wspierają nas