Tysiąc historii podobnych do jednej - Aleks Rafalski
Proza » Historie z dreszczykiem » Tysiąc historii podobnych do jednej
A A A

Śmierdząca klatka schodowa, łazienka, kuchnia, pokój. W pewnym momencie w pokoju zostaje za mało światła i poczucie konieczności wstania z łóżka prawie znika. Nie chodzi o chęć – tylko o konieczność. Konieczność zarabiania pieniędzy, zachowywania mniej więcej przyzwoitego wyglądu, zaspokojenia potrzeb fizjologicznych, odwracanie uwagi zajęciami, które nie wymagają dużo energii.

Ciemną ulicą po drodze do sklepu wzrok przypadkiem pada na jasne okna bloków, za którymi nic nie ma ­­­– tunel przestrzenny, sceneria w wielkiej nicości. Wokół tylko duchy, lecą do światła hipermarketu. Wózki, niekończące się regały, labirynt z łamigłówkami: cena, jakość, składniki, ochota.

Widać uśmiechy. Tu i tam, tam i tutaj. Słychać śmiech. Gwar. Niesamowity hałas. Jak w środku stada ptaków. Nagle tykanie zegarka na czyjejś ręce zagłusza wszystkie odgłosy. Ręka ta trzyma puszkę fasoli, kręci ją, przesuwa palcem po tekście, odkłada na półkę i bierze następną.

Uciekać. Nie patrzeć na regały z butelkami. Na długie regały. Na kobiece ręce z butelką wina. Na męskie, chwytające sześciopak piwa. Na włochate ręce starca z wódą. Zaniedbane, czyste, z manicure, z brudem pod paznokciami, ręce pełne życia i ręce, które drżą, ręce bez palców i na rękę bez pary.

Trzymać wolną rękę w kieszeni. Powoli ruszać się do kasy. Widzieć przed oczami te historii, które mogłyby się wydarzyć, gdyby w ręce trafiła jedna z tysiąca tych butelek. Tysiąc historii podobnych do jednej.

To wszystko tylko w głowie. Przed oczami nadal ciemna ulica. Parking przed hipermarketem. Wejście. Mdli na samą myśl o regałach, produktach, butelkach. Nie, nie dzisiaj. Kilka dni jeszcze można przetrwać. Ale wtedy co? Przez tunel z powrotem do cuchnącej klatki, do ciemnego pokoju? Nie ma mowy. Głęboki oddech, powolny wydech. Przecież musi być coś poza tym.

Szybkim krokiem w stronę przystanku. Autobus będzie za kilka minut. Dokąd – nie ma znaczenia, aby tylko jak najszybciej, aby... Nagle świat wokół przestaje istnieć, głęboki oddech i tysiąc historii podobnych do jednej znowu przed oczami – młody chłopak podszedł do tablicy, chłopak, który pachnie alkoholem. Odejść, usiąść. Przed oczyma każdy pijak, który wypełniał odorem alkoholu autobus, każdy menel z butelką piwa przy koszu na ulice, każdy bezdomny włóczęga z małpką wódeczki, nawet każdy dynksiarz na ławce w miejskim parku.

Nieszczęśliwi, bo piją. Nieszczęśliwi, bo nie piją. Obłęd. Opętanie. Diabeł. Za każdym razem, gdy diabeł robi dobrze i sprawia, że człowiek zapomina o wszystkich problemach, on także zabiera kawałek jego duszy. Kawałek za kawałkiem, dopóki nic nie zostanie. Nieznany trafnie zauważył, czując, co się dzieje z jego duszą. Z duszami wszystkich nieznanych.

Autobusem prawie do końcowego. Potem piechotą przez most Bolesława Chrobrego. „Zbyt nisko, ciemna woda rzeki za blisko”, – myśl. Po drugiej stronie mostu w przeciwnym kierunku człapał stary pijak. Tylko rzut oka i wzrok wraca do czerni Warty. Nie myśleć o ciemności, o poręczy mostu, plusku zimnej wody.

Spod mostu pojawiło się dwóch facetów. Zatrzymali się na zielonej przestrzeni pomiędzy mostem a budynkami żeby opróżnić swoje małpki. Puste buteleczki wylądowały na śmietniku. Latarnia z tyłu się włącza, ale nie świeci, tylko szybko miga. Dziwna gra cieni, gra ciemności na twarzach dwóch mężczyzn – nad bladymi ustami zamiast oczu wielkie szare plamy. Ręka wyciąga buteleczkę z wewnętrznej kieszeni kurtki i oferuje prawie niezauważalnym gestem. Długie, kościste palce drżą. Ręce drugiego faceta wyciągają się by chwycić. Plamy-oczy na twarzach ciemnieją, jak i przestrzeń wokół. Nie patrzeć im w oczy, uciekać, ratować się, zanim będzie za późno.

Bloki i światła sklepów. Tu jest spokojniej. Lepiej się nie obracać, ale to nie jest możliwe. Trzeba dokładnie wiedzieć, czy te palce wciąż sięgają do ciebie, których fantomowy dotyk czuć na ramionach.

Odległy dźwięk silników samolotu, spojrzenie i myśli skierowane ku niebu. Jasne światła w kabinie pasażerskiej, uśmiech, wokół ludzi, pełna kabina ludzi, ramiona dotyka tylko oparcie krzesła, duszę wypełnia trzepotliwa radość, bo wkrótce samolot wyląduje w Paryżu.

Puste skrzyżowanie. Nie słychać żadnego dźwięku. Dwumetrowy krzyż przy drodze. Krajobraz zmienia się wraz z miganiem latarni. Drewniany krzyż nagrobny, który głaszczą czarne, powykrzywiane palce – w pustą ulicę. Chwila – część opuszczonego cmentarza, wysoko na niebie płonący samolot. Chwila – miasto, szelest opon na bruku, wietrzyk i odległe głosy. Chwila – pochylony zgniły krzyż i samolot pełen ludzi gdzieś daleko uderza dziobem o ziemię w zupełnej ciemności, bez żadnego dźwięku.

Stary Rynek. Restauracje pełne młodych dziewcząt, trzymających eleganckie kieliszki z winą powykrzywianymi, drżącymi palcami. Pełne mężczyzn w eleganckich garniturach z drogimi zegarkami, którzy opuchniętymi, niebiesko-czerwonymi rękami wlewają w siebie whisky. Eleganckie restauracje, muzyka, głosy. Krzyk pijaka, leżącego na placu. To bowiem jego palce, jego dłonie trzymały wszystkie butelki i szklanki świata. Tylko przez jego ręce przechodziły i zawsze będą przechodzić tysiące litrów alkoholu. Jego ręce mają ludzi w restauracjach, wlewają alkohol do jego gardła. Oczywiście, że on czuje mdłości, oczywiście, on nie może wstać, jedynie, do czego jest zdolny — krzyk. Ale nikt nie patrzy. Nikt nie słyszy. Tylko setki rąk mrocznych potworów podają mu setki drinków, on zaś nie może odmówić.

Ulica Półwiejska. Uliczny muzyk. Zapach jedzenia. Tłum. Głosy. Śmiech. Wszystko nagle znika. Pod stopami teraz białe chmury, wszystko wokół białe – niby raj w kiepskim filmie. Główny bohater idzie w białym garniturze. Ujęcie jest od tyłu, więc nie widać, do czego on podąża. Za ułamek sekundy kamera zaczyna się zbliżać, omija bohatera i szybko, ale płynnie, się obraca i teraz można zobaczyć minę, pełną niecierpliwości, zdziwienia, niedowierzania, że święty eliksir został odnaleziony. Mężczyzna się zatrzymuje, kamera oddala się i na białej chmurze my widzimy zardzewiały uliczny kosz na śmieci z niedokończoną butelką piwa na daszku. Biel „raju” robi się brudny, szarzeje, pojawiają się budynki, ludzie, drzewa i bruk Półwiejskiej. Bez zmian pozostają tylko kosz, niedopita butelka i pełne pragnienia oczy.

Won. Zostawić za sobą. Uciec tam, gdzie mało ludzi, gdzie cicho. Trzeba przejść przez jezdnię. Świeci czerwone. Dwóch brodatych pijaków siedzą na bruku przy betonowym kwietniku. Czerwone światło zmienia się w czarne. Siwe brody ciemnieją, jak i oczy. Nie patrzeć na nich. Nie reagować na zimne palce na ramionach, bo inaczej zacisną się na gardle, zaciągną do czerni. Tymczasem puste butelki w kwietniku wykiełkowały i teraz czarne muchołówki powoli obracają swoje główki ze zwierzęcymi kłami. Otwierają szerzej paszcze, z których cuchnie padliną.

Dłużej nie można zwlekać. Czarne światło, czerwone – nie ma znaczenia. Światło w ogóle jest białe. Szybkim krokiem przejść przez ulicę. Na przystanek. Gdzieś daleko słychać szum tramwaju, ale w mroku nic nie widać. Ciało pokrywa się gęsią skórką od nagłej fali chłodu, nozdrza wciągają smród zgnilizny. Dziesiątki brudnych postaci powoli wypełniają przestrzeń za plecami. Szare potwory z czarnymi wystającymi żyłami stoją blisko obok siebie, ich oczy pochłaniają światło z małych żarówek na suficie przystanku, podświetlana reklama na ścianie również pozostaje bez światła. Lecz jest im tego za mało – chcą pochłonąć życie. Ich ręce są na ramionach, ślizgają się po plecach. Za ułamek sekundy czuć już na klatce, brzuchu. Szarych martwych rąk coraz więcej i więcej. Mokre, zimne palce ślizgają się po biodrach, głowie, twarzy, żeby zdezorientować, osłabić, omamić i zabrać ze sobą do miejsca, gdzie światło nie istnieje.

Tramwaj wyłonił się z mroku, kiedy już nie było prawie żadnej nadziei. Z tyłu rozległ się syk i jęk, ciała zabrali swoje ręce od światła, które sięgało do nich z wagonu, powodując oparzenie i pękanie skóry. Potwory wycofały się w ciemność, dały szansę. Z przodu otwarte drzwi pustego wagonu. Głęboki wdech. Krok do przodu. Wydech. Jeszcze kilka kroków i wokół teraz ochronne światło. Obrócić się do wyjścia – ciał teraz jeszcze więcej, ciała wypełniły całą ulicę. Czarne oczy zaczęły pochłaniać światło z tramwaju, lampy na suficie błysnęły kilka razy, ale się nie poddały. Jeden potwór zrobił niepewny krok do przodu i cofnął się, poparzony przez światło z wagonu. On stał przed innymi i martwymi oczami wpatrywał się prosto w duszę.

Ja podniosłem wzrok i spojrzałem potworowi w oczy, który wyglądał jak wersja mnie z innej rzeczywistości, ze świata martwych. Drzwi się zamknęły i na szybie, w miejscu mojego groteskowego sobowtóra, pojawiło się odbicie pełne życia. Tramwaj ruszył, zostawiając przystanek za sobą.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Aleks Rafalski · dnia 13.03.2023 19:30 · Czytań: 334 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 8
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Darcon dnia 13.03.2023 19:36
Bardzo dobre, Aleksie. Przez chwilę zastanawiałem się, czy utwór nie jest zbyt długi, ale nie. Ta walka z alkoholem, która ciągnie się i ciągnie, męczy wręcz, doskonale oddaje atmosferę opowiadanej historii.
Sprawdź tylko, czy wszystko jest poprawnie. Wydaje mi się, że tutaj coś się rozjechało:
Cytat:
Z tyłu roz­legł się syk i jęk, ciała za­bra­li swoje ręce od świa­tła, które się­ga­ło je z wa­go­nu, po­wo­du­jąc opa­rze­nie i pę­ka­nie skóry.

Pozdrawiam.
Aleks Rafalski dnia 14.03.2023 07:19
Darcon, dziękuję bardzo.
skroplami dnia 15.03.2023 17:57 Ocena: Świetne!
Tak, kilka literowych niepoprawności, bywa. Ale reszta oddana doskonale, ta ciągła walka aż czytelnika też boli. I najważniejsze bohater wygrywa, chociaż to tylko chwila, jeden dzień czy jeden wieczór czy dzień i prawie noc a po sennym koszmarze następne dni i noce :) i podobne wciąż :(, wygrywa. Tyle jeszcze walk przed nim ale nie poddał się i lepiej nie myśleć o jutrze. To zwycięstwo gdy lekkość bo drzwi tramwaju zamknęły się, warto :). Potem drugie, trzecie, ponownie i znów i nagle potwory małe i mniejsze a serce bohatera silne, silniejsze i taka niezwykłość nagle bo normalność bezcenna i duch wewnątrz skrzydlaty i oczy i myśli wszystko obejmują, porównują, myślami przenikają, dostrzegają sedno i sens aż radość i uśmiech, i bohater rozdaje wokoło jasność swą odnalezioną. Dobra, wystarczy, autorze twoja wina :). Utwór dobrze oddaje pragnienie, strach, cierpienie, walkę z nałogiem, gratulacje.
Aleks Rafalski dnia 16.03.2023 14:34
skroplami, dzięki. Cieszę się, że opowiadanie się spodobało
Marek Adam Grabowski dnia 16.03.2023 15:00 Ocena: Świetne!
Połączenie mroku, naturalizmu i turpizmu daje kapitalny efekt. Czy jest za długie? Obiektywnie patrząc jest krótkie, ale temat jest na miniaturę, wiec mógłbyś nieco przyciąć. Jednak to drobiazg.

Pozdrawiam
Aleks Rafalski dnia 16.03.2023 15:44
Marek Adam Grabowski, dziękuję. Im więcej wycinasz, tym lepszy staje się tekst - racja.
Afrodyta dnia 25.03.2023 19:27 Ocena: Świetne!
Intrygująco podjęty temat. Dlaczego? Moim zdaniem z powodu rąk, a także palców. Wydaje się, że to one, właśnie dłonie, stają się symbolicznym wymiarem zmagań podjętych przez bohatera. Ręce jako rodzaj doświadczenia postaci i jakiegoś zbiorowego doświadczenia. Czasem bohater postrzega rzeczywistość zewnętrzną poprzez dłonie, które obserwuje lub sobie wyobraża. Tak, jakby ręce stały się łącznikiem świata zewnętrznego z wewnętrznym. Potem dochodzi jeszcze światło. Tak to widzę i odbieram. Podoba mi się takie ujęcie. Pozdrawiam.
Aleks Rafalski dnia 26.03.2023 00:29
Afrodyta, dziękuję
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
24/06/2024 23:39
Witaj, witaj, nowy Portalowiczu! Dzięki serdeczne za wizytę… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:27
Na poezji się znam mało i mogę pisać tylko o swoich… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:15
Witaj. Świąteczny klimat sobie w letnią noc zaserwowałem -… »
D.Kwiatek
24/06/2024 21:28
Książki Twardocha czytam zawsze zafascynowany światem jaki… »
Janusz Rosek
24/06/2024 18:09
Kazjuno Dziękuję bardzo za Twój komentarz i bardzo… »
Kazjuno
24/06/2024 16:37
Cieszę się Gabrielu z Twojej wizyty. Staram się pisać na… »
Gabriel G.
24/06/2024 13:39
Witam. Czytam każdy wrzucany przez ciebie Kazjuno fragment… »
Kazjuno
24/06/2024 12:20
Znowu Januszu świetne anegdoty. Ryknąłem śmiechem, czytając… »
Dar
24/06/2024 04:57
Dorastanie bywa trudne... »
Kazjuno
23/06/2024 11:15
Ivonno, napisałem Ci wiadomość na privie. Serdeczności,… »
valeria
23/06/2024 10:45
Wiersz budzi emocje, ale każdy ma swoje teorie i… »
Janusz Rosek
23/06/2024 08:14
Kasiu. Piękny wiersz. »
ivonna
21/06/2024 22:17
Kaziu, przecież nie ma pośpiechu. Wszystkiego dobrego! i. »
Kazjuno
21/06/2024 21:08
Ivonno, dzisiaj już nie naniosę poprawek z… »
ivonna
21/06/2024 15:29
Kaziu, ja też z podobnych pobudek odkrywam tutaj swoją… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:9
Najnowszy:D.Kwiatek