Wigijny zakład czyli karp na ostro - mike17
Proza » Miniatura » Wigijny zakład czyli karp na ostro
A A A
Od autora: Czy warto w życiu się zakładać? Jakie mogą być tego konsekwencje? Czy może lepiej nie podejmować ryzyka i pozostać pasywnym? Odpowiedź na te pytania znajdziecie w mojej króciutkiej miniaturce. To jedna z dwóch najkrótszych jakie w życiu napisałem. Zapraszam do lektury i refleksji :)

 
- Właściwie to powinienem być na ciebie śmiertelnie obrażony, Valery – rzekł spokojnie pan Stan. – Okazałeś mi tyle niewdzięczności, nawet nie raczyłeś powiedzieć osobiście, że odchodzisz. Przez chwilę było mi przykro. Pewnie jesteś ciekaw, o co się założyliśmy z twoim kolegą, co?
- A jak pan myśli?
- Otóż miał skoczyć z mostu do rzeki i dopłynąć tu, pod nasz samochód. Wyceniłem to na dziesięć tysięcy. Śmieszna suma jak na tyle strachu. No i woda niezbyt ciepła zimą, choć jest nieźle na plusie. Tak sobie pomyślałem, że ty…
- Że co ja?
- Że ty pewnie wolałbyś zarobić o wiele więcej. Czyż nie, Val? Słyszałem o pieniądzach, jakimi do niedawna obracałeś.
- Ale już nie obracam.
- Stałeś się w międzyczasie koneserem życia, smakoszem tego i owego.
- Niech pan powie w końcu, o co chodzi.
- Właśnie to robię, drogi chłopcze. Już wcześniej chciałem się z tobą założyć, ale tak nagle nas opuściłeś, ty, mój najlepszy pracownik.
- Pan mnie zwodzi.
- Ależ skąd! Wit, czy ja kiedykolwiek, kogokolwiek zwodziłem?
- Nigdy, panie Stan. Pan nie zwodzi ludzi – rzekł poważnie szofer.
- Przejdziemy do sedna, czy mam sobie pójść?
- Mam dla ciebie wyjątkową propozycję. Ruszamy w tę niepowtarzalną podróż do krainy ryzyka? Pamiętasz, Val, moje biuro, to samo, w którym pracowałeś, zanim nie poznałeś lepszych przyjemności?
- Tak. Pamiętam.
- Stawiam je.
- Pan zwariował? Stawia pan własne biuro?
- A kto mi zabroni? Prawda, Wit? Gwiazdkowy prezent, wigilijne szaleństwo. Mam poza nim jeszcze pięć innych.
- Naturalnie, panie Stan, panu nikt nie może niczego zabronić.
- Nie rozumiem pana – Valery nie dawał za wygraną.
- To nie jest w tej sytuacji konieczne. Pytam cię zatem: czy zgadzasz się na taką nagrodę?
- Nie wiem, czy to przypadkiem nie żart.
- Wiem, Val, wiem. Nie śmierdzisz obecnie forsą. Biorę to pod uwagę i idę ci na rękę. Tak jak kiedyś, pamiętasz, jak dawałem ci tę pracę, co to ją później… Ale nieważne. Już dawno ci wybaczyłem.
- Więc co ja mogę postawić, aby…
- Umowa jest następująca: jeśli wygrasz, dostajesz na własność moje biuro, jeśli zaś nie… wracasz do niego do pracy, jakbyśmy się nigdy nie rozstawali.
- Bez mojego wkładu?
- A masz jakiś?
- No nie…
- Więc chwytaj okazję, bo drugi raz nie powtórzę.
- Czy ja dobrze rozumiem? To ma być zakład? Przecież, czego bym nie zrobił, wychodzę na swoje.
- Oczywiście, jeśli zechcesz się ze mną założyć, Val. Decyduj się szybko, bo inaczej wrócisz za chwilę do domu tak biedny, jak dziś rano z niego wyszedłeś. Chcesz dalej pchać ten nędzny wózek? A pomyśleć, że dziś na twym miejscu mógł być tamten kolega, hm?
- Dobrze. Zatem jeśli przegram i wrócę do pana biura, czy nie będzie pan chciał się na mnie odegrać za to, że odszedłem? Muszę to wiedzieć. Nie potrzebuję przykrych niespodzianek.
- Obiecuję ci przy świadku, że nie. Wit, jesteś świadkiem.
- Tak jest, panie Stan, słyszałem, co pan właśnie obiecał – odrzekł poważnie Wit.
- Procedurę wstępną mamy więc za sobą.
- O co się zakładamy? – spytał Valery.
- Przechodzę, zatem do sedna. Znasz zapewne takie miejsce za miastem, gdzie nasza piękna rzeka jest najszersza.
- Znam to miejsce.
- Zakładam, że umiesz dobrze pływać.
- Umiem.
- Pojedziemy tam zaraz. Abyś mógł zaprezentować mi swe pływackie umiejętności. Masz szansę wypływać sobie solidne, renomowane w całym kraju biuro. Popłyniesz sobie spokojnie na drugi brzeg i z powrotem. My będziemy czekać na ciebie w samochodzie, a kiedy już wrócisz, przepiszę na ciebie to, co przy świadku obiecałem.
- Ale to kawał wody. Będę musiał potem na tamtym brzegu trochę odpocząć.
- Naturalnie. Zaczekamy, ile będzie trzeba, prawda Wit?
- Tak jest, panie Stan.
- No i robi się przyjemniejsza atmosfera. Jak na Wigilię przystało. Dziś potrawy świąteczne będą smakowały inaczej, Val. Będziesz miał swojego karpia na ostro. Takiego je się raz w życiu albo nigdy. Zapraszam wszystkich do auta! – zawołał wesoło pan Stan.
 
Po kwadransie dotarli w umówione miejsce.
Podjechali samochodem nad samą rzekę.
Valery bez słowa zaczął się rozbierać. Chciał mieć to już za sobą. Pokusa była jak nigdy.
Tu nie było nad czym się zastanawiać. Skończy się w końcu narzekanie Marii, skończy się życie na krawędzi, nędza i pustka. Już nie będzie wyliczał każdego dolca, nie będzie lęku, będzie tylko lepsze jutro.
- Zaczynamy? – zapytał.
- A jakże! – sztuczna wesołość nie opuszczała tego dnia pana Stana.
 
Gdy był już daleko od brzegu, milczący dotąd Wit odezwał się nagle:
- Pan wiedział?
- Co niby?
- Że tam, na środku, jest to coś…
- To coś? – zdziwienie pana Stana było tak sztuczne jak jego wesołość.
- No ten wielki wrak…
- Wielki wrak? Mów jaśniej.
- Leży tam od stu lat, a w środku cała załoga i martwi pasażerowie. Teraz to pewnie same kościotrupy. Zakleszczył się jakoś i nie dali rady go wyjąć. Potem przestali próbować, bo tam coś nie tak jest… Ludzie bali się podpłynąć na łódkach. Nikt tam się nie zbliży.
- O! I co dalej?
- No i tam…są te wiry i podwodna niby trąba, co zasysa każdego, kto tamtędy przepływa. Ludzie boją się tego miejsca jak ognia.
 - To znaczy, że byli już chętni?
- Ponad pięciu ludzi tam utonęło jak dotąd. Ciał nigdy nie odnaleziono. Przepadli jak kamień w wodę. Choć ich potem szukano, nigdzie nie wypłynęli. Czy to nie dziwne, że oni nigdy nie wypływają?
- Co za szkoda…
- Ciekawe, czy on o tym wiedział.
- Kogo to teraz obchodzi, Wit.
- Myślę, że on naprawdę lubił się zakładać.
- Niepoprawny ryzykant.
- A co jeśli i on…
- Może jest tyle wart, ile na niego postawiłem? Przekonamy się niebawem.
- Pan nic o tym nie wiedział?
- A skądże, Wit! Czy narażałbym go na pewne utonięcie?
- No nie…
- No widzisz.
- Pan ma swoje zasady.
- Oj, żebyś wiedział.
 
Czekali długo i rozmawiali, patrząc na rzekę - nigdzie im się już nie śpieszyło. W pewnej chwili zapomnieli zupełnie, po co tam przyjechali. Był przecież taki piękny dzień.
Z twarzy pana Stana nie ginął nawet na moment jowialny, opanowany do perfekcji uśmiech dobrego ojca. Bo czyż miał on jakiekolwiek powody do zmartwień?
Valery nigdy nie wrócił.
Nie pojawił się na brzegu.
Ani na tamtym, ani na tym, gdzie stał samochód.
 
Potem, kiedy wszystko było już jasne, Wit zapytał pana Stana:
- A gdyby wrócił, rzeczywiście dałby mu pan swoje biuro?
- To raczej niewykonalne. Dwa dni temu sprzedałem je pewnemu Francuzowi.
 
 
 
1 marca 2023
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 31.03.2023 16:29 · Czytań: 419 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 27
Komentarze
Yaro dnia 31.03.2023 18:01 Ocena: Świetne!
Wow krótko i na temat lepiej się nie zakładać:)

Świetny tekst bardzo treściwy,
wiersz również będzie treściwy i krótki;


Pozdrawiam serdecznie:)
mike17 dnia 31.03.2023 18:21
Jarku, dzięki wielkie za wizytę i czytanko i cieszę się, że znów coś na mojej podstawie coś napiszesz.

Pozdro przyjacielskie :)
tetu dnia 02.04.2023 17:07 Ocena: Bardzo dobre
Pomyślałam że jednak wróci i mina karpia Stana będzie bezcenna:) ale jednak nie. No cóż chęć zysku, lepszego życia kusi, zaślepia i choć Valery był podejrzliwy, dał się podejść, podjął niewłaściwą decyzję. Stan zaś okazał się nieuczciwy w swoich zamiarach. Niestety manipulantów, oszustów, żądnych zemsty nie brakuje. Tekst mnie wciągnął. Przeczytałam z przyjemnością. Pozdrawiam.
mike17 dnia 02.04.2023 18:08
Tetu, dzięki wielkie za refleksje i bycie z moimi bohaterami :)
A jeśli chodzi o pazerność i zemstę, to ludzka głupota jest jak Rów Mariański :)

Miałem mały zamiar pokazać te cechy, czy się udało, to Wam oceniać.

Pozdrawiam warszawskim deszczem :)
valeria dnia 03.04.2023 13:48 Ocena: Świetne!
Super opowiadanie jako przestroga, do mnie codziennie ktoś pisze, że mnie kocha, a wszyscy to z domów patologicznych, z więzień lub szukających kasy, żeby kogoś oskubać i zabić :)
mike17 dnia 03.04.2023 15:00
Cieszę się, Violu, że Ci się podobało :)
W małej pigułce chciałem pokazać wiele spraw.
Ludzie od wieków się zakładali, tak samo, jak byli pamiętliwi i mściwi.
Miłego dnia!
valeria dnia 03.04.2023 15:28 Ocena: Świetne!
Mi jest zawsze żal, ale mściwa nie jestem, tego możesz być pewien :)
mike17 dnia 03.04.2023 15:50
Nie każdy potrafi oprzeć się żądzy zemsty, zwłaszcza gdy nadarza się okazja.
Przezwyciężyć ją w sobie - to jest wielka sztuka.
BeNeK dnia 03.04.2023 21:11 Ocena: Świetne!
Hazard daje wiele możliwości, w tym głównie do porażki ;) problem w tym, że wśród stu dróg do śmierci jest jedna prowadząca do raju. Czy warto podjąć takie ryzyko? Być może. Nie lubię oceniać. W Twoim tekście mike także nie odnalazłem oceniania, moralizowania, wywyższania cnót. Dlatego mi się podoba. Ogólnie bardzo lubię Twój styl, który czasami jest dla mnie wręcz zbyt ascetyczny, ale dzięki temu pozostawia więcej miejsca na przemyślenia czytelnika.

Pozdrawiam :)
valeria dnia 04.04.2023 09:50 Ocena: Świetne!
Sztuka jak sztuka, może to miłosierdzie, Jezus zwyciężył za wszystkich złoczyńców:)
mike17 dnia 04.04.2023 11:38
Witaj, drogi Benku, pod moją przewrotną miniaturą :)
Bardzo jestem kontent, że odnajdujesz się w moim stylu - masz rację - powstrzymuję się od ocen, nauczania czy tego typu zabiegów.
Daję czystą akcję, dialogi, a resztę czytacz już sobie sam dopowie.
Cieszę się, że ta miniatura przypadła Ci do gustu :)

Pozdrawiam Cię warszawskim chłodem :)

Violu, wszystko, co mam i kim jestem, zawdzięczam Jezusowi.
valeria dnia 04.04.2023 14:21 Ocena: Świetne!
Cieszę się, że to wszystko masz, naprawdę:) i pięknie piszesz:)
mike17 dnia 04.04.2023 15:16
Dziękuję, Violu, za piękne słowa :)
Kazjuno dnia 06.04.2023 08:57 Ocena: Świetne!
Wciągnęła mnie ta pomysłowo napisana historyjka.
Czego tu nie ma?
Jest okrutna i perfidnie obmyślona zemsta.
Zaciekawia pazerny utracjusz Valery.
Grozą przejmuje tajemniczy wrak, którego wiry zasysają nierozważnych śmiałków.
Jest wreszcie morał. Straszliwa kara dla chciwusów, miłośników hazardu.
(To prawda, że powinno się ich poddawać leczeniu odwykowemu, wszak rujnują życiorysy swoich bliskich).

Swoją drogą, nie miałbym nic przeciwko zakładowi o (na przykład) kufel schłodzonego piwa - w upalny dzionek - lub podgrzanego z wiśniowym sokiem w przededniu wigilii.

Mądra przypowieść, Gratuluję! Mike
mike17 dnia 06.04.2023 13:44
Witaj, Kaziu, w świecie moich miniatur :)
Jak już pisałem Benkowi, starałem się poniechać oceniania - niech fakty i dialogi przemówią same za siebie, a bystry czytacz sam wyciągnie wnioski.

Lubię takie prawie ascetyczne formy, gdzie jest czysta akcja, mało charakterystyk charakterologicznych, ot, taka naga relacja.

Przez to nie rozmywa się problem.

No i rzecz jasna suspens.

Bardzo dziękuję Ci za wizytę, ocenę i garść trafnych przemyśleń :)

Pozdro!
Quentin dnia 15.04.2023 00:48 Ocena: Bardzo dobre
Święta, święta i już po...

Czy warto się zakładać? Wg mnie ani trochę. Jakoś nigdy nie miałem żyłki hazardzisty, choć trochę pograłem u bukmachera, jednak zawsze kończyło się to (prędzej czy później) świętym wkurwem. Dziś wychodzę z założenia, że szkoda na to czasu, ale nie wykluczam powrotu do hazardowego piekiełka. Takie życie.

Historia z morałem. Twój tekst uświadamia mi, że jako faceci jesteśmy chyba aż nazbyt prosto skonstruowani. Wystarczy tylko rzucić coś w stylu: "załóżmy się!" i już gotowa droga do nieszczęść. Myślę, że u kobitek z tym jest trochę rozsądniej.

Fajna anegdotka

Pozdro
Q
mike17 dnia 15.04.2023 16:07
Kamilu, miło mi, że do mnie zajrzałeś pod tę opowiastkę z morałem :)
Zakładanie się to bardzo zła rzecz.
Zawsze ktoś ucierpi, a całość może zakończyć się wręcz fatalnie...

Zakład z mojej miniatury był ekstremalny, ale mściwość ludzka, jak i głupota, tudzież pazerność, nie zna granic.

I potem mamy życiowych loserów.

Wszelkie zakłady omijajmy zatem szerokim łukiem.

Masz rację - w męskiej naturze drzemie jakiś prymityw, który popycha do hazardu.
Kobiety współzawodniczą między sobą w nieco inny sposób, choć i jest walka na śmierć i życie :)

Dzięki ogromniaste za wjazd i pamięć :)

Pozdrowczyk!
Zbigniew Szczypek dnia 15.04.2023 18:03 Ocena: Świetne!
Witaj Michale
Prosisz o komenty? No to jestem.
Bardzo mi się podobało! Choć na początku trochę brzmiało, jak wyrwane z większego dzieła, to uznaje je za faktycznie kompletne(oczywiście można rozbudować ale niekoniecznie). Sam pomysł świetny i taki inny, od tego co czytam dokoła, trochę przypomina mi mojego ulubionego E.A.Poe
i jego "Nie zakładaj się nigdy z diabłem o własną głowę". Tak, można powiedzieć, że co niektórzy nigdy się nie nauczą, nie zmądrzeją. A przecież miał już złe doświadczenie z byłym szefem, przecież odszedł z biura nie bez powodu. Powinien znać na tyle szefa, by wiedzieć, że nikomu nie wybacza, a zakład z nim, to albo narażanie się na ośmieszenie albo coś gorszego. Ale taka czasem jest ludzka natura - oszukujemy się, łudzimy, że to może być okazja do zmiany naszego życia, odwrócenie karty, złego losu. A szef? Ten dokonał zbrodni doskonałej. Nawet szofer niczego mu nie udowodni. Super! A swoją drogą też mam takie miejsce, gdzie wystarczy bym kogoś puścił wolno, nie żywiąc urazy - no ale to inne opowiadanie.
Pozdrawiam serdecznie
Zbyś ;)
P.S.
Przypominam nieśmiało o Twojej obietnicy
P.S.
Jeszcze raz sobie poczytałem i teraz dopiero zauważyłem - tytuł!. No majstersztyk - karpia robimy, gdy się zdziwimy, no to koleś ostro się zdziwił ;-}
mike17 dnia 16.04.2023 16:13
Bardzo dziękuję, Zbysiu, za komentarz i najwyższą notę :)
Chciałem uderzyć morałem i napisać coś prawie samymi dialogami.
Lubię ten zabieg, często go stosuję w moich miniaturach.
Także zależało mi ostrej końcówce jak tytułowym karpiu.
Faktycznie można zrobić minę na karpia :)

Zależało mi też na ukazaniu ludzkiej natury, różnych jej odcieni.
Bo kim innym był Valery, a kim innym pan Stan.
I miało to także być mocną przestrogą przed zakładaniem się na ostre stawki.
Bo jak Los nie pobłogosławi, to można nieźle beknąć.

Chciałem, by wszystko toczyło się bardzo szybko, żadnych analiz psychologicznych, żadnych zbędnych dodatków, tylko akcja płynąca z dialogów.
Taki pocisk literacki.
To bardzo krótki utwór, ale myślę, że więcej byłoby gorzej.
Zresztą go nieco odchudziłem w stosunku do wersji pierwotnej.

Twój wyczerpujący i mądry koment to miód na moje pisarskie serce :)
Czuję się spełniony.
Jeśli widzę, że czytaczowi się podobało, to rosnę :)

Pozdrawiam Cię wesoło!
OWSIANKO dnia 23.04.2023 13:10 Ocena: Świetne!
Mike17
Skusiła mnie obietnica, że tekst będzie lakoniczny. Przeczytałem i w porównaniu do innych Twoich wyśmienitych tekstów jest on taki. Lecz, co cenię najwyżej, to kunszt i celność używanych przez Ciebie słów. Ostatnio zdarza mi się wyjątkowo rzadko czytać utwory długie. Sam też piszę nie na wagę, ale na sens. W centymetrach, a nie „od metra”. Związane to jest z męczliwością wzroku i manualnymi ograniczeniami. Tak więc Czechow, a nie Mann. Krótko mówiąc: gratuluję i pozdrawiam.
mike17 dnia 23.04.2023 16:01
Cieszę się, Marku, że Ci się podobała ta miniatura zwarta jak pocisk i mająca nieźle zamieszać w głowach czytaczy :)
Wszak miał być to szorcik z morałem, oparty tylko na rozmowach.
To z nich poznaliśmy przeszłość, teraźniejszość i niestety przyszłość.
Chciałem w odróżnieniu od moich dłuższych miniatur dać coś naprawdę krótkiego, ale treściwego.
I jak u Hitchcocka zwalić z nóg suspensem.

Dziękuję za pochwały, koment i wizytę.

Pozdrawiam Cię, Mistrzu!
Afrodyta dnia 25.04.2023 19:54 Ocena: Bardzo dobre
Wciągająca opowieść. Przyznaję, że nie spodziewałam się takiego zakończenia. Być może naiwnie, ale uwierzyłam w dobre intencje szefa. A może to dlatego, że jego postać została tak wiarygodnie skonstruowana, że nie mogło być inaczej. I to właśnie największa zaleta Twojego tekstu. Pozdrawiam.
mike17 dnia 25.04.2023 20:50
Bo to była opowieść z zaskoczką :)
Tak to sobie wymyśliłem, żeby nie było dosłownie.
I mamy suspens, kompletne zaskoczenie na końcu.
A i po drodze wiele można było sobie dośpiewać przy bujnej wyobraźni.
Historia przewrotna, demoniczna.

Dziękuję i pozdrawiam :)
stawitzky dnia 26.04.2023 19:47
ja wciąż nie potrafię zrozumieć dlaczego używane są anglosaskie imiona. Przecież to totalnie wybija z rytmu czytania. I w ogóle tu nie chodzi o patriotyzm, ale przecież to czuć, że to nie jest Twój świat, Mike.
mike17 dnia 26.04.2023 20:26
Widzisz, wszystko, co wiąże się z moją osobą, ma związek z Ameryką, bo?
Bo mam tam połowę rodziny, brata, i dalszych krewnych.
To mój świat, kocham Amerykę i ich styl.
Wszystkie moje opowiadania dzieją się w USA.
Tak mam i nic tego nie zmieni.
Bo ja taki polski Amerykan :)
I to jest mój świat.
Bernierdh dnia 01.05.2023 23:24
Nie lubię się zakładać. W ogóle nie lubię hazardu, bo mój ojciec lubił go za bardzo. Za to bardzo lubię grać w pokera przez internet, ale moja chęć do takiej zabawy zawsze kończy się wraz z tą porcją darmowych żetonów, którą dostaje się w każdej aplikacji na start.

Podoba mi się czarny dowcip w tym opowiadaniu i to, jak jest zbudowane niemal w całości na żywych, bardzo fajnie napisanych dialogach (swoją drogą, stworzyłeś za ich pomocą bardzo charakterne, ciekawe postacie). Bardzo podobały mi się również tematy, które poruszyłeś. A zakończenie dopełnia całość idealnie.

Cieszę się, że wpadłem :)
Pozdrawiam ciepło.
mike17 dnia 02.05.2023 14:16
Wielkie dzięki, Bernierdh, za sympatyczny koment i docenienie walorów mojej miniatury.
Zwłaszcza że to prawie w całości dialog i z niego trzeba dośpiewać sobie całą resztę.
Starałem się nie bawić w psychologię, tylko z wypowiedzi bohaterów zbudować ich postacie.
I zarysować problemy.
Bardzo lubię pisać dialogami, wiele moich miniatur powstało w ten sposób.
Fajnie się to czyta, lekko i przyjemnie.

Cieszę się, że mnie odwiedziłeś i napisałeś te miłe słowa :)

Pozdrawiam Cię wesoło :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Londyn
29/02/2024 11:09
Wreszcie ciekawszy (dla mnie) tekst. Teksty z podróży nie… »
Zdzislaw
29/02/2024 09:45
Jacku, dobrze odebrałeś mój przekaz :) Na szczęście miałem… »
Kazjuno
28/02/2024 22:59
Gosposię, Zbysiu, w odpowiedzi na mój komentarz, ująłeś w… »
Kazjuno
28/02/2024 22:13
Zbysiu Zaciekawiłeś mnie powyższym komentarzem. Bliski… »
Jacek Londyn
28/02/2024 19:03
Zdzisławie, z treści fraszki wnioskuję, że pomimo… »
Marek Adam Grabowski
28/02/2024 15:55
Zamiast pisać od nowa wklejam mój komentarz z innego… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:24
Kaziu Nie zrozumiałeś mnie niestety, jeśli chodzi o… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:06
Kaziu To jest niedokończony przeze mnie komentarz, tak jak… »
Kazjuno
28/02/2024 13:26
Sposobów na poderwanie "gosposi" może być wiele.… »
Kazjuno
28/02/2024 13:01
Cieszę się, że przeczytałeś i dzięki za taaaaaaki duży i… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:40
Kaziu Pisałem wcześniej o pomyśle na część 5-tą, już ją… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:14
Roninie Podobała mi się ta miniatura. Chociaż zacząłem od… »
Kazjuno
27/02/2024 23:32
No, Zbysiu, Muszę pogratulować! Nie należę raczej do… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 23:23
Kaziu Nie pamiętam, co czytałem i nie skończyłem… »
pliszka
27/02/2024 23:22
Muszę przyznać, że tekst ten skłonił mnie do szczególnie… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 28/02/2024 12:15
  • Dla nas to było takie samo zaskoczenie jak i dla Was ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 28/02/2024 12:00
  • No to śmieszne nie było, już rozwijałem matę i owijałem papierem ryżowym krótkie tanto... ;-]
  • Redakcja
  • 28/02/2024 11:50
  • Wracamy po krótkiej przerwie. Tęskniliście? ;-)
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:seo-city_2023