Nie ma śniadania, mistrzu - Jacek Londyn
Proza » Długie Opowiadania » Nie ma śniadania, mistrzu
A A A

Siadasz za biurkiem.

A mógłbyś robić, co innego. Najlepiej coś pożytecznego. Coś przynoszącego jakieś pieniądze. Do domu.
Jesteś młody – do dzisiaj pozostałeś taki w swoich oczach – zdolny, inteligentny, masz błyskotliwe poczucie humoru (kilka osób podzielało nawet kiedyś ten pogląd), masz jeszcze możliwości, masz parę nieodebranych wiadomości od dawnych znajomych, masz nadal przypadkowe kobiety, częste ostatnio kłopoty z komunikacją, masz aktualnie żonę i (przy okazji) jej dzieci z pierwszego związku.
Jednym słowem, masz wszystko. Mógłbyś też robić dosłownie wszystko. Nawet to, o czym inni mogą tylko pomarzyć. Gdybyś zechciał.
 
Ale ci się nie chce.
 
Wbijasz wzrok w ścianę, jeszcze niedawno w kolorze Man on the Moon OC-106. Wybranym przez twoją pierwszą żonę, wtedy początkującą dekoratorkę wnętrz. Patrzysz, ale jej nie widzisz.
Ściany i żony. Pierwszej i drugiej. I dzieci.
Patrzysz, ale nie widzisz, że kolor – wtedy musiał być koniecznie ten, żaden inny, koniecznie Benjamin Moore – już tak wyblakł, że przesunął się o kilkadziesiąt pozycji w rozkładanym w wachlarzyk wzorniku farb. W kierunku barw zmytych i trudno identyfikowalnych.
Patrzysz, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że to robisz.
 
To twoje niewidzące niczego spojrzenie jest zawsze na początku.
Zwiastuje pustkę, niesłyszenie, niemyślenie, zawieszenie w czasie i przestrzeni. Chwilowy reset nawet początkowo ci służy, ale szybko przestaje być lekiem na to, co nad i pod tobą, na lewej i prawej flance, na froncie i tyłach.
Zaczynasz podświadomie czuć, że krąg wokół ciebie się zaciska. Zaciskasz dłonie, nie chcesz dać się zamknąć w środku tych wszystkich osaczających cię niedogodności i nieprzyjemności.
Choć nie patrzysz i nie słuchasz, masz dość tego wszystkiego, co cię otacza. Tego zewnętrza wokół twojego wnętrza.
Nie wydaje się warte twojej uwagi, twojego czasu, którego nie masz, bo w kółko coś, a to to, a to tamto. Zawsze znajdzie się ktoś, kto chciałby twój wolny czas zagospodarować z korzyścią dla siebie.
To miałaby być oczywiście też korzyść dla ciebie, wiesz o tym, bo przecież miłość bliźniego, bo jak dajesz, to wraca, i tak dalej, ale jakoś nie jesteś do końca przekonany.
Męczysz się, zawieszony między tym, co musisz, bo nie można inaczej, a tym, do czego ci bliżej. Podskórnie czujesz, że to bliższe jest dla ciebie lepsze.
Przekłuwasz błonkę niemyślenia, podejmujesz wysiłek myślowy i decydujesz się na ucieczkę.
 
Nie dociera do ciebie, że tam, gdzie pójdziesz znajdziesz znów światy nierealne. Wymyślone, nadmuchane jak balonik twoimi marzeniami i myślami o marzeniach. Myślami o tym, jak je – dzisiaj nierealne – uczynić kiedyś realnymi.
Nie będziesz do tego oczywiście dążył za wszelką siłę. O, nie. Nigdy w życiu. To musi być proces naturalny, dziejący się sam, bez twojego udziału, bez twojej w nim szarpaniny.
Zdajesz sobie sprawę, że ucieczka nie będzie doskonała. Powłokę balonu nierealności będzie chciała, i to niejednokrotnie, przebić jakaś niechciana natrętność.
Pewnie będzie to chwila, nie ta, to inna – chwila z gasnącym gwizdem czajnika w ręku, z szalonym wyciem alarmu w samochodzie sąsiadki, z dobijającym biciem kościelnego dzwonu tuż za rogiem, wrzaskiem i płaczem twoich przyszywanych dzieci, którym na podwórku ktoś zabrał zabawkę, chwila ze śniadaniem, obiadem i kolacją i jej głosem, że powinieneś coś zjeść i choć na chwilę od tego pisania odpocząć.
Dziś dopadła cię późnym wieczorem. Nadstawiłeś początkowo uszu jak zając myśląc, że chwila z wiadomością dotyczy tym razem ciebie.
„Autorem najlepszego wiersza, jury ogólnopolskiego konkursu poetyckiego…”
Położyłeś uszy po sobie już chwilę potem, słysząc:
„organizowanego corocznie przez Areszt Śledczy w Krasnymstawie, uznało Zuzannę M. skazaną na 25 lat więzienia za zamordowanie razem z Kamilem N. rodziców chłopaka”.
Miałeś ochotę mordować i palić, zły na to, że znów docenili kogoś innego. Ty, na co dzień spokojny człowiek!
I zrobisz to, jeśli nie będzie innego sposobu.
 
 
Podobne chwile zdarzą się zapewne niejednokrotnie. Musisz z tym żyć, w tym nieżyciu, do którego uciekasz.
Budzisz się wtedy, gdy przychodzą, wracasz do rzeczywistości, ale tylko na moment. Odganiasz ją jak natrętną muchę i znów znikasz.
Dla innych niby jesteś, niby słuchasz, uśmiechasz się, odpowiadasz, że tak, że wiesz, że jak najbardziej, że spróbujesz, że załatwisz. Ale tylko ty wiesz, że to pozory. Chociaż… to nieprawda.
Ona też już wie. Od dawna. Tylko nie wie, ile jeszcze jest w stanie to wytrzymać. Tę twoją wieczną nieobecność.
Ty nie chcesz wiedzieć. Nie myślisz o tym. Nie myślisz, myśląc, że w ten sposób unikniesz problemu.
Nie unikniesz, on rośnie z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, podkarmiany troskliwie, aż wreszcie nie zmieści się na tych waszych – kiedyś tak jej mówiłeś o swoim mieszkaniu po rodzicach – czterdziestu czterech metrach kwadratowych.
Unikasz jej spojrzeń, wiesz, że masz zarabiać, że tymi mrzonkami o pisaniu nie opłacisz rachunków.
Myślenie o przyziemnych sprawach zbyt cię dołuje. A ty chcesz unosić się nad ziemią, prawie wierzysz, że kiedyś ci się uda. Nawet, jeśli nie wierzysz, to przed innymi udajesz, że właśnie nadszedł ten wielki moment. Masz pewność, że tym razem, że już…
 
Miałeś obiecujące spotkanie, ktoś tak zachwycił się zbiorem twoich opowiadań, że wydanie go jest kwestią miesiąca. No, góra trzech.
 
No, tak. Znowu sobie pofantazjowałeś.
 
A nie powinieneś. Powinieneś chwycić się konkretu. Uczepić się i nie puścić. I wycisnąć go jak pryszcz, z całą jego zawartością.
Dla siebie, dla rodziny.
A może jednak nie? A może powinieneś jeszcze bardziej zanurzyć się w świat fantazji, bo jak z konkretem nie wyjdzie, to co? Do czego wrócisz?
 
Łapiesz się na tym, że nawet teraz, gdy prowadzisz te głupie rozmowy sam ze sobą, to na dobrą sprawę nieświadomie już robisz to, czego nie powinieneś. To, czego nie powinien robić normalny człowiek. Znowu piszesz.
Jeszcze nie otworzyłeś szuflady biurka, nie wyciągnąłeś z niej czystej karki, ale już piszesz.
Tak naprawdę, w momencie, gdy masz na blacie biurka wszystko, czego ci potrzeba do pisania, w zasadzie już się napisało. Samo ułożyło w głowie.
I wtedy zaczyna się. To najtrudniejsze – przepisywanie.  Niekończące się poprawki, dopiski, skreślenia, bo ten fragment zawiera przecież niezbyt szczęśliwe określenia, a tamten nie oddaje dokładnie sensu tego, co chciałbyś powiedzieć.
Tracisz pewność. Nic ci nie pasuje, wkurzasz się na siebie, tniesz tekst, krwawisz, nie możesz znieść tych amputacji fragmentów samego siebie rzuconego na papier.
Papieros, kawa, papieros, kawa, spojrzenie za okno, które sobie wyobrażasz, papieros i gryzący dym. Otwierasz szeroko okno. Cholernie zimno. Brr! Oddychasz łapczywie zmrożonym azotem z dodatkiem tlenu i paru innych lotnych dodatków.
Wraca polot. W głowie robi się jaśniej, wraca rytm i sens. Znów zaczyna się porządkować i  układać jak w tablicy Mendelejewa.
Czytasz jeszcze raz, poprawiasz ostatnie szczegóły i… jest. Jesteś zmęczony, wyżęty do ostateczności, ale szczęśliwy. Czujesz, że  t o  j e s t  t o.
Chowasz pisanie wraz z towarzyszącym mu szczęściem do szuflady…
Zdejmujesz nadstawkę wanny – blat biurka z szufladą. Wychodzisz suchą stopą na znany i niechciany ląd.
 
Wyciągasz się na rozkładanym fotelu w kuchni, w kącie za kredensem.
Łyk wystygłej kawy, jeszcze niedawno czarnej jak noc. Krzywisz się. Napój stracił barwę, naciągając bladym świtem poranka.
Wpatrujesz się w swoją blaknącą szczęśliwą gwiazdę na szarym suficie. Szkoda iść spać. Jesteś jeszcze zbyt nakręcony.
Wstajesz. Bierzesz pod pachę blat biurka. Z nieodłączną przepastną szufladą.
 
 
***
 
Siadasz za biurkiem.
A mógłbyś robić, co innego. Najlepiej coś pożytecznego. Coś przynoszącego jakieś pieniądze. Do domu.
Jesteś młody – do dzisiaj pozostałeś taki w swoich oczach – zdolny, inteligentny, masz błyskotliwe poczucie humoru (kilka osób podzielało nawet kiedyś ten pogląd) masz jeszcze możliwości, masz parę nieodebranych wiadomości od dawnych znajomych, masz nadal przypadkowe kobiety, częste ostatnio kłopoty z komunikacją, masz aktualnie żonę i (przy okazji) jej dzieci z pierwszego związku.
Jednym słowem, masz wszystko. Mógłbyś też robić dosłownie wszystko. Nawet to, o czym inni mogą tylko pomarzyć. Gdybyś zechciał.
Ale…
Wbijasz wzrok w ścianę. Patrzysz, ale…
Nawet gdybyś spojrzał uważnie – tak, żeby zobaczyć – nie zobaczysz.
Nikogo tu nie ma. Nikt nie poda ci śniadania. To chyba…
 
                                                   Koniec

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jacek Londyn · dnia 05.05.2023 20:52 · Czytań: 470 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
Darcon dnia 05.05.2023 21:03
Dobry tekst, Jacku. Nawet jeśli nie każdy widzi pisanie tak samo, warto zapoznać się z "widzeniem" innych, w tym przypadku Twoim, czy też Twojego bohatera. Warto zajrzeć, dlatego z przyjemnością polecam tekst na stronie głównej.
Pozdrawiam.
Jacek Londyn dnia 08.05.2023 11:05
Darconie, dziękuję za przychylną ocenę.

W krótkiej reklamie tekstu ująłeś sprawy najistotniejsze. Nic dodać, nic ująć, więc... komentarzy pewnie nie będzie. :)

Pozdrawiam
JL
Dobra Cobra dnia 15.05.2023 09:28 Ocena: Świetne!
W kategorii dzieł egzystencjonalnych na PP to mistrzostwo.


Jacek Londyn,

Czasem życie stałoby się prostsze, gdyby ludzie (oraz bohaterowie opowieści) nie myśleli za dużo. Myślenie - podobnie jak złość piękności - szkodzi ;)

Bo wszak nie od dziś wiemy, że prawdziwe życie jest piękne i roztańczone. (Może stąd w ostatnich latach taki wysyp ogólnoświatowych telewizyjnych programów o tańczeniu).


Brawo i gratulacje za stworzenie tak udanego tekstu.


DoCo
Jacek Londyn dnia 15.05.2023 17:18
Dziękuję Dobra Cobro za komentarz i podpowiedzi.
Od jutra spróbuję żyć pięknie i bezmyślnie, w rytmie samby. :)

Pozdrawiam
JL
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ks-hp
18/04/2024 20:57
I taki autor miał zamysł... dziękuję i pozdrawiam... ;) »
valeria
18/04/2024 19:26
Cieszę się, że przypadł do gustu. Bardzo lubię ten wiersz,… »
mike17
18/04/2024 16:50
Masz niesamowitą wyobraźnię, Violu, Twoje teksty łykam jak… »
Kazjuno
18/04/2024 13:09
Ponownie dziękuję za Twoją wizytę. Co do użycia słowa… »
Marian
18/04/2024 08:01
"wymyślimy jakąś prostą fabułę i zaczynamy" - czy… »
Kazjuno
16/04/2024 21:56
Dzięki, Marianie za pojawienie się! No tak, subtelnością… »
Marian
16/04/2024 16:34
Wcale się nie dziwię, że Twoje towarzyszki przy stole były… »
Kazjuno
16/04/2024 11:04
Toż to proste! Najeżdżasz kursorem na chcianego autora i jak… »
Marian
16/04/2024 07:51
Marku, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Kazjuno, także… »
Kazjuno
16/04/2024 06:50
Też podobała mi się twoja opowieść, zresztą nie pierwsza.… »
Kazjuno
16/04/2024 06:11
Ogólnie mówiąc, nie zgadzam się z komentującymi… »
d.urbanska
15/04/2024 19:06
Poruszający tekst, świetnie napisany. Skrzący się perełkami… »
Marek Adam Grabowski
15/04/2024 16:24
Kopiuje mój cytat z opowi: "Pod płaszczykiem… »
Kazjuno
14/04/2024 23:51
Tekst się czyta z zainteresowaniem. Jest mocny i… »
Kazjuno
14/04/2024 14:46
Czuję się, Gabrielu, zaszczycony Twoją wizytą. Poprawiłeś… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 01/04/2024 10:37
  • Z okazji Św. Wielkiej Nocy - Dużo zdrówka, wszelkiej pomyślności dla wszystkich na PP, a dzisiaj mokrego poniedziałku - jak najbardziej, także na zdrowie ;-}
  • Darcon
  • 30/03/2024 22:22
  • Życzę spokojnych i zdrowych Świąt Wielkiej Nocy. :) Wszystkiego co dla Was najlepsze. :)
  • mike17
  • 30/03/2024 15:48
  • Ode mnie dla Was wszystko, co najlepsze w nadchodzącą Wielkanoc - oby była spędzona w ciepłej, rodzinnej atmosferze :)
  • Yaro
  • 30/03/2024 11:12
  • Wesołych Świąt życzę wszystkim portalowiczom i szanownej redakcji.
  • Kazjuno
  • 28/03/2024 08:33
  • Mike 17, zobacz, po twoim wpisie pojawił się tekst! Dysponujesz magiczną mocą. Grtuluję.
  • mike17
  • 26/03/2024 22:20
  • Kaziu, ja kiedyś czekałem 2 tygodnie, ale się udało. Zachowaj zimną krew, bo na pewno Ci się uda. A jak się poczeka na coś dłużej, to bardziej cieszy, czyż nie?
  • Kazjuno
  • 26/03/2024 12:12
  • Czemu długo czekam na publikację ostatniego tekstu, Już minęło 8 dni. Wszak w poczekalni mało nowych utworów(?) Redakcjo! Czyżby ogarnął Was letarg?
  • Redakcja
  • 26/03/2024 11:04
  • Nazwa zdjęcia powinna odpowiadać temu, co jest na zdjęciu ;) A kategorie, do których zalecamy zgłosić, to --> [link]
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty