Zmyślenie - Jacek Londyn
Proza » Długie Opowiadania » Zmyślenie
A A A

 

Ostatnie dwa miesiące byłem sam.
Nie piję. Znów próbuję malować.
Dużo zdarzyło się w tym roku, zbyt dużo. Płótna na to nie starczy.
 
Stary dom z zapuszczonym ogrodem, zmęczony płot przykucnął w wysokiej pożółkłej trawie. Wśród zdziczałych jabłoni snuje się zagubiona mgła, dzikie wino upija się w samotności. Zużyta, miałka przeszłość niedostrzegalnie wypełniła koleiny na piaszczystej drodze. Jest cicho, przejmująco cicho.  
Nie chce się gadać. Nawet pies nie wyje. Leżał przed progiem dobre trzy tygodnie, nim dał za wygraną. Zakopałem go pod starym orzechem. To dobre miejsce, nie lepsze i nie gorsze od innych.
Ojca nie ma, odszedł bez pożegnania. Marną pogodę sobie wybrał, ludzie narzekali na sakramenckie łamanie w kościach i na cholerne skoki ciśnienia. Tylko o tym gadali, a stary nie musiał już udawać, że słucha.
Zacinało deszczem i spadającymi zmoczonymi liśćmi. Ksiądz nie przyszedł. W dupie z nim.
Ojciec nie zadbał o dobrą pogodę, może nawet o nią nie poprosił. Był hardy.
Sąsiedzi postali, ile musieli, i poszli.
Stary ostatnio w ogóle nie miał farta. Od śmierci matki wszystko rozłaziło mu się w rękach. Może nawet nie chciał niczego składać. Nie próbował. Chyba wtedy już wybrał, i postanowił.
Zdjęcie matki schował do szuflady kredensu. Nie chciał patrzeć jej w oczy, a może chodziło o to, by ona nie widziała. Zawsze starał się ją chronić.
 
Stoję nieruchomo i przeglądam się w lustrze starej dębowej szafy. Szafa solidna, lustro kryształowe, takich dziś już nie robią. Ojciec też był solidny. Potrafił solidnie przyłożyć, ale trzeba mu przyznać, że nigdy za nic. Złego słowa nie powiem.
Szkoda, że nie mieliśmy dla siebie czasu. To znaczy, on pewnie by znalazł, po stracie roboty miał go aż nadto, tylko ja wciąż miałem coś na głowie – spotkanie z kumplami, dziwki, chlanie.
Nie chciałem go oglądać. Nie chciałem zobaczyć się jego oczami. Było mi wstyd.
Stary chciał we mnie widzieć zwycięzcę, a ja tylko malowałem. Potem już tylko opowiadałem, że maluję. Pewnie był rozczarowany. Nigdy tego nie powiedział, nie dał znać żadnym gestem, tylko patrzył.
Patrzył na mnie, gdy pijany i zarzygany wracałem do domu. Patrzył, gdy skacowany krążyłem rano po kuchni w poszukiwaniu lekarstwa na lepszy początek dnia. Patrzył na mnie, przeze mnie, na wylot, gdzieś daleko – tam gdzie stał jego syn, taki, jakiego chciałby widzieć.
Nigdy mi tego nie mówił, tak tylko myślę. Nie wiem na pewno, ale tak myślę.
 
Stoję przed pustym płótnem. Patrzę na siebie.
Jestem w jego kraciastej koszuli. Zachowałem ją. Pamięta to zdjęcie – ojciec, mama, i ja, w krótkich spodenkach na szelkach i powyciąganych rajtkach. W sadzie jest świetliście i owocowo. Czarno-białe zdjęcie ma barwę szczęścia.
Fotografia gdzieś się zawieruszyła, koszula została. Tylko to, nic więcej. Pachnie jego skórą i tytoniem. Zapach nie wietrzeje.
Przeglądam się w niezagruntowanym. Przestępuję z nogi na nogę.
Zajrzałem wczoraj do Bukowskiego – stał przed innym lustrem, w jasnoniebieskim garniturze swojego starego, o niebo lepszym od tych, jakie sam nosił w życiu, i poruszał ramionami, jakby chciał przywrócić ojca do życia.
Potrząsam ramionami jak on. Nic z tego.
Niestety, gdy ktoś odejdzie na dobre, nie wraca. Choćbym chciał, nie dam rady tego zmienić. To, co się stało, już się nie odstanie, muszę żyć z myślami o tym, czego nie zrobiłem, a co mogłem. Nie pozbędę się ich do końca.
Patrzę i nie potrafię dostrzec tego mężczyzny, który stanie tu kiedyś. Jak ja dzisiaj. Nie starcza wyobraźni.
 
Próbuję malować. Płótna za mało, by wszystko opowiedzieć, tyle się w tym w tym roku wydarzyło. Sam już nie wiem, czy chcę spróbować.
 
Czułem, że chcesz, że naprawdę ci zależy. Nie zrobiłem nic, by ci pomóc. Wygodniej było nie pytać. Bałem się – siebie, ciebie, nas. Tego wspólnego życia, do którego nigdy nie doszło. Był we mnie strach, żeby nie zaplątać się w coś, co za moment stracę.
Nawet, gdy byliśmy razem, zaraz znikaliśmy, wsiąkaliśmy w kolejny szary dzień jak resztki farby. Zanurzaliśmy się w sobie tylko na chwilę i już nas nie było, do następnego razu, do kolejnego oszołomienia, bez zobowiązań.
Pamiętam, widzę twoje spojrzenie. Czytałem w nim jak w pieprzonej książce. Umiałaś opowiadać bez słów, a ja udawałem, że nie słucham. Uciekałem, piłem, wracałem, uciekałem, aż nagle obok nie było nikogo.
Stara jabłoń nie udźwignęła ciężaru mojego pijanego nieszczęścia. Kazała mi pójść się jebać.
 
Puste płótno. Próbuję malować. Dzień przychodzi i odchodzi z niczym, a po nim następny, podobny jak brat bliźniak.
Stoję z zamkniętymi oczami. Patrzę.
 
Wiosenny, kwitnący sad obejmuje ramionami dom. Światło układa się na podłodze izby jak miękki dywan.
Widzę malarza stojącego przed sztalugą i kobietę, która miesza przy mnie mąkę na placki
i śpiewa,
a farba przylega do płótna jak słodycz.*
 
 
(*) Fragment wiersza „Malarz niedzielny” Charles Bukowski

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jacek Londyn · dnia 17.06.2023 10:01 · Czytań: 222 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 2
Komentarze
Kazjuno dnia 02.07.2023 11:31 Ocena: Świetne!
Podobało się. Perfekcyjnie potrafisz przedstawić klimat nihilizmu Wciągnąłeś mnie w swoje treści.
Przypomniało mi się krytyczne spojrzenia mojego Ojca, który gardził moimi artystycznymi ciągotami. Był człowiekiem praktycznym i chciał mnie wbić do szuflady z etykietką magister inżynier, co mu się nie udało...
Jako przykład wybitnej postaci historycznej podał Fryderyka Drugiego - twórcy potęgi Prus, a w następstwie imperium niemieckiego Jego następcy to tacy polakożercy jak Bismarck, Wiluś 2-gi , Hitler, a ostatnio kanclerka Merkelica, czy zawoalowany koleś Putina zasraniec Scholtz. Oni wszyscy najchętniej postrzegaliby nas Polonusów jako podludzi tańczących w ich wizjach jak kukiełki pociągane za sznureczki.
Wracając do przytaczanego jako wybitny polityk Fryderyka Drugiego, to mój ś.p. Tatuńcio, chwalił go za stosunek do artystów. Frytz potraktował ich z buta. Wywalił tę chałastrę poetów, malarzy i filozofów i innych wolnomyślicieli na zbitą mordę z dworu królewskiego. Młodzieńców wbił w kamasze i rygory wojskowej dyscypliny, tworząc zalążki elitarnych żołnierzy, jakimi byli ich potomkowie z SS.
Merkelica, w której gabinecie wisiał portret Katarzyny 2-giej - tej która przyczyniła się do 123 lata liczących rozbiorów Polski - nie okazała się tak błyskotliwa jak jej historyczna idolka. Wpuściła do Niemiec tłumy muzułmańskich obiboków, którym nie w głowie zapierd***ć na Niemczurów..

Ech... Wybacz Jacku Londynie, że twoje klimatyczne i piękne opowiadanie obudziło we mnie historyczne demony.

Pozdrawiam serdecznie
Jacek Londyn dnia 07.07.2023 08:12
Dziękuję za komentarz.
Wybudzenie demonów wybaczam. :)
Pozdrawiam
JL
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
Gabriel G.
22/05/2024 15:46
Bardzo dobra historia. Uwielbiam klimat tamtych lat.… »
Kazjuno
22/05/2024 10:12
Sprawdziłem Januszu. W Languege Tool jest możliwość zamiany… »
Janusz Rosek
22/05/2024 09:24
Kazjuno Bardzo dziękuję za konkretny komentarz i porady.… »
Kazjuno
21/05/2024 22:07
Jacku Londyn, przesadzasz. Januszu, ten program, wprawdzie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 06/05/2024 18:38
  • Dla przykładu, że tylko krowa nie zmienia poglądów, chciałbym polecić do przeczytania "Stołówkę", autorstwa Owsianki. A kiedyś go krytykowałem
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty