Banały - MG
Proza » Obyczajowe » Banały
A A A
Od autora: Wracam tu do Was po prawie dziesięciu latach. Żadnych wierszy, tylko proza.
Zacznę od krótkich form. Testuję głównie sposób narracji, niczym stand-uper testujący żarty.
Zapraszam!
Widzę, że edytor tekstu nadal słaby więc wybaczcie. Kiedyś zaserwuję Wam to w znacznie lepszej oprawie.

Czy mam chwilę? Może i mam, a zależy na co. Kilka pytań, tak? A co mi tam. Tylko niech pan się ze mną przejdzie kawałek, co? Bez Radosław się nazywam, a pan jak ma na imię? To śmiało panie Konradzie, niech pan pyta. Gdzie idę? A do żony, na grób. Omiotę trochę i światełko zapalę mojej Nadziei. Tak, Nadzieja, a co pana tak dziwi? Niepospolite imię, zgadzam się. Ponoć chrzestny wychylił z nerwów flaszkę przed chrzcinami i uparł się, że musi być Nadzieja. Tak księdzu powiedział i tak zostało. Kiedyś częste były takie sytuacje. Jak żona by żyła, to by mnie teraz na sumę do kościoła zaciągnęła. Ja tam, panie Konradzie, do Boga nic nie mam, ale do kościoła mi daleko. Nadzieja żyła, to chodziłem z nią w koszuli niedzielnej i zawsze pod krawatem, a jak odeszła, to i przestałem chodzić. Tylko aby tak, jak teraz, gdy przechodzę obok, to znak krzyża zrobię. O dzieci pan pytasz. Dzieci się rozjechały. Córka w Krakowie siedzi. Prawo skończył, radcą została i siedzi tam. Syn rodzinę założył w Norwegii i za morzem na stałe został. A no trochę smutno. Panie Konradzie, co mam panu powiedzieć? Moja Nadzieja zawsze się martwiła, żeby dzieciaki sobie życie poukładały. Poukładały sobie, to i czego żałować? Pieniądze mają, zdrowe są, wiedzie im się. A po co ma im stary ojciec na głowie siedzieć? Panie Konradzie, pan jesteś młody facet, pewnie jeszcze młodszy od moich dzieciaków. Powiedz pan, jak często do starych pan jeździsz? A no i co? Zatkało chyba, bo nic pan nie gadasz.

No! Rozgadałem się. To o co chciałeś pan pytać? O lotnisko? A to do jakiejś gazety? Do Internetu mówi pan, no to niech i będzie do Internetu. Powiem panu, co ja myślę o tym lotnisku. Zupełnie nic. Pytasz pan, jak to? A no właśnie tak. Nie obchodzi mnie, czy będą mi nad głową samoloty latały, czy nie, bo i tak już latają, a będzie ich po prostu więcej. A że wsie wysiedlą i że się krzywda ludzka dzieje? Panie, a co to za krzywda i co mnie te wioski interesują? Władza, jaka by nie była, zawsze wysiedlała i będzie wysiedlać albo robić z poddanymi to, co jej się tylko podoba. Za królów Piastów i później Jagiellonów już tak było. Znasz pan takie powiedzenie, że jak nie urok, to sraczka albo przemarsz wojsk? Wojska może nie maszerują ulicami jeszcze, ale kto wie, kto wie? Poza tym, panie Konradzie, ja już swoje w życiu zrobiłem. Za komuny w Ursusie na hali zakładu silników pracowałem. Wie pan, co się działo w czerwcu siedemdziesiątego szóstego roku? Wie pan, to dobrze. Aresztowali chyba około trzystu strajkujących, a potem przez ścieżkę zdrowia przeciągnęli. Ja się, panie Konradzie, nasprzeciwiałem już władzy, aż mi się te ich pałki na ciele poodgniatały. Teraz wasza kolej. Co pan tak patrzy? Młody pan jest! Trzeba skrzyknąć chłopaków i dziewczyny, a potem pójść na barykady, jak coś się nie podoba. Rząd dusz potrzebny. Mówi panu to coś?

Ja mam, panie Konradzie, trzynastą emeryturę albo już czternastą. Nie wiem, bo już ciężko się doliczyć tych obietnic. Co mi zostało? O co ja mam walczyć i czemu się sprzeciwiać? Przed panem jeszcze całe życie, daj Boże. A powiem panu jeszcze tak, że ludzie, to się do wszystkiego przyzwyczają. Daleko patrzeć nie trzeba. Przyszła pandemia w dwudziestym roku? Przyszła. No i co się stało? Nagle tego nie można, tamtego nie można, rękawiczki, maseczki, cuda na kiju i na długość kija tylko jeden do drugiego podejść może. Już mieli cmentarze zamykać, to tym mi ciśnienie podnieśli. Bo jak to do Nadziei mojej nie pójść? Było? Było. Pan każe, sługa musi. Wszystko żeśmy robili, jak nam kazali, a oni sami nie wiedzieli już, co kazać, a co zakazać. Matki w samotności rodziły. Starcy umierali w samotności, a dzieci zamknięte w domach musiały udawać, że się uczą. Tak nas wytresowali panie! Pan się teraz dziwisz, że się władzy ciężko postawić? A jak się robi to, co władza każe i to bez mrugnięcia okiem, to jak ma być? Jak mają się ludzie stawiać takiej władzy, co już sprawdziła, że ciemny lud wszystko łyknie? Choroba była, straszna pandemia, a trafił się psychopata kremlowski, psia jego mać, co bardzo szybko pandemię zakończy, bo na wojaczkę poszedł. No i co? Można? Można. Coś tam jeszcze w telewizji później mówili, że wariant nowy i nowszy zarazy, ale nikt się już tym nie przejmowała, bo każdy na granicę walił, a z granicy też autobusy pełne ludzi jechały. Dobrześmy się zachowali, nie ma co! Jako naród, bardzo dobrze. Tak uważam. Tylko się potem, pod oddolną inicjatywę ludu, władza podpięła i och, i ach, że jaki wspaniały ten polski naród, że tak pomaga sąsiadowi. Toż to ludzie, jak my! To nie musi być, że jeden naród drugiemu pomaga, a człowiek człowiekowi. Tak wystarczy powiedzieć. No ale dobra, bo znowu jęzor długi.

Do lotniska też się ludzie przyzwyczają i bardzo szybko zapomną, jak było bez niego. Panie Konradzie, a pan swoje znowu. Głośno? To idź się pan tam o, przejdź Torową. Chałupy prawie przy samej trakcji kolejowej postawiane. Pan się zapyta tych ludzi, którzy tam mieszkają, czy im pociągi przeszkadzają. Powiem panu tak. Jak pracowałem w tym Ursusie, to jakiś czas u kolegi mieszkałem na ulicy Banacha, przy szpitalu. Tam przez całą noc karetki jeździły. Po pierwszej nieprzespanej nocy pytam go:

- Witek! Cholera jasna! Jak ty możesz przy tym wyciu żyć?

On się popatrzył na mnie, jak na małolata jakiegoś i się śmieje.  

- Radeczku, tydzień ci daję i się przyzwyczaisz – powiedział.

Panie Konradzie, po trzech dniach już nie zwracałem uwagi na to wycie karetek. Człowiek się może do wszystkiego przyzwyczaić. Do pandemii się przyzwyczaił i wojna już zaczyna powszednieć. Spadła jedna rakieta, chłopów na traktorze zabiła. Było wielkie halo, ale rozeszło się po kościach. Potem w lesie znaleźli ruski pocisk, a ostatnio białoruskie śmigłowce nad Białowieżą latały! Przecież to jest nie do pomyślenia! A życie się toczy dalej i nikt nie panikuje. Spowszedniała nam wojna. To akurat niedobrze. Ludzka krzywda nie powinna powszednieć. Panie Konradzie, ale pan wojnę do budowy lotniska porównujesz? To krzywdy innego kalibru są. A nie pomyślisz pan, że może komuś zależy, co byśmy się między sobą żarli?

Powiem panu jeszcze coś. Jak ja się tu na swoje przeprowadziłem, to kościół budowali. Dworzec był i poczta, o tamta. Parę domków dla kolejarzy, a tak to pola, jak okiem sięgnął. Tam o, tam dalej, za torami jakby pan poszedł w lewo, a potem na drugim skrzyżowaniu w prawo i z górki jak się zejdzie, to bagna były. No może nie bagna, ale podmokły teren. Na początku, ten co umiał, to na własną rękę meliorację robił zanim budować zaczął. A teraz już od tylu lat chałupy stoją. Proszę mi wierzyć, panie Konradzie, ja naprawdę widziałem, jak to wszystko powstaje i to miejsce jak swoje traktuję. Tu jestem u siebie. Żeby mnie pan dobrze zrozumiał. Niech pan nie myśli, że mi wszystko jedno, jak tu będzie, bo sentyment mam. Tylko ja już walczyć nie mam siły, rozumie pan? Moja Nadzieja odeszła dekadę temu. Dokładnie dzisiaj jest dziesiąta rocznica. Cukrzyca ją wyniszczyła. Najpierw jedną nogę jej odjęli, to coś tam jeszcze chodziła o kuli. Później drugą trza było ciąć, to już na wózku usiadła. Raptem sił nie miała, to się położyła i tak już została w tym łóżku, aż do końca. A pogrzeb piękny był! Dużo ludzi przyszło i baby ryczały, jakby im matkę chowali. Ale o czym to ja miałem? Już wiem! Pan zapamięta, panie Konradzie, dopóki człowiek chodzi, rusza się, to żyje. Jak się położy, to już po nim.

Kiedyś ludzie na wszystko, co nowe, diabeł wołali. Moja matka jeszcze, jak widziała pierwsze automobile, które czasami przez wieś jechały, to darła się, że diabeł. Na pociągi też ludzie wołali, że diabły. A co się pan tak uśmiecha? Nie mieli racji? A skąd pan wie? Teraz sam pan mówi, że lotnisko złe i że trzeba się sprzeciwiać budowie. To może nie tak daleko panu do tej mojej świętej pamięci matki i jej diabłów? Mówi pan, że to co innego. A ja panu na to, że w cale nie musi tak być. I kto ma rację?

Pyta mnie pan, co ja myślę o budowie tego lotniska. To ja panu odpowiem jednoznacznie. Nic nie myślę. Będzie, to będzie. Jak nie będzie, to nie będzie i też dobrze. Mi to różnicy nie robi. Może będę sobie pluł w brodę, jak zbudują, ale co to zmieni? Czasu już wtedy nie cofnę. Minie kilka lat i się ludzie przyzwyczają. Ja też się pewnie przyzwyczaję, a może w starczej demencji będę je przeklinał, ale kogo to wtedy będzie obchodziło?

Co bym wolał? Wolałbym, żeby było tak, jak jest. To znaczy, wie pan, do niczego mi to lotnisko nie jest potrzebne i jak miałoby się nic nie zmieniać, to niech się nie zmienia. Tylko, że ja na to wpływu nie mam i mieć nie będę. Ja miałem wpływ na inne sprawy, jak byłem w pana wieku i w ogóle mnie nie dziwi pana zapał. Tylko, że to nie takich ludzi, jak ja, powinien pan pytać i nie z takimi ludźmi rozmawiać. Jak to z kim? Już Panu mówiłem przecież. Ze swoimi rówieśnikami musisz pan gadać i działać. Takich jak pan, panie Konradzie, powinno być więcej. Starzy nic już nie zwojują. Nasz czas minął tak, jak młodość. Teraz wy musicie powalczyć, a potem wasze dzieci i wnuki. Taka jest kolej rzeczy. Tylko ostrożnym trzeba być, bo z takiej społecznej działalności, to już blisko do polityki, a tego panu nie życzę. Zyskasz pan poparcie, rozgłos, to zaraz jaki krawaciarz się znajdzie, zaraz jaka partia zapuka i będą pana na listy wyborcze wpychać i złote góry obiecywać, aby tylko za panem wyborcy przyszli. A niech pan zapamięta i będzie czujny. Polityka zaczyna się tam, gdzie się kończą ideały, a na granicy leży moralność.

No i mnie pan odprowadził do samego cmentarza. Dobrze było pogadać. Ja to jestem gaduła, panie Konradzie, a no widzi pan. To też trochę dlatego, że ostatnimi czasy rzadko do kogo jest się odezwać. Albo na rynku się z kimś słowo zamieni, albo w przychodni. Tak to nie ma z kim gadać. Ludzie jakieś takie się porobiły zajadłe. Wystarczy, że się nie zgodzi pan z czyimś zdaniem, a już do diabłów wysyłają i od Niemców albo ruskich agentów przeklinają. Pan jesteś mądry, młody człowiek, ale żeby tak jeszcze czynem się ta mądrość przejawiała. Czynem, panie Konradzie. Nie wystarczy tylko gadać, trzeba robić.

To jeszcze na koniec coś panu powiem. Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia. A wie pan, co zostaje, jak już nadzieja umrze? No niech się pan zastanowi. W kościele panu powiedzą, że jak umrze nadzieja, to jeszcze wiara i miłość ostają. Może mają rację, nie wiem, nie oceniam. Jak moja Nadzieja umarła, to została mi tylko bezradność. Rozumie pan? Nie masz pan nadziei, to jesteś pan bezradny. Także, już na pożegnanie, ode mnie dla pana taka rada. Zrobisz pan z nią, co będziesz chciał. Niech pan się trzyma swojej nadziei i nie da jej umrzeć. Trzeba powalczyć. Może pan sobie teraz myśli, że stary cap banały gada. Nie dbam o to i tylko mówię to, co wiem. Dopóki ma pan nadzieję, to jeszcze przyjdzie panu pożyć w takim świecie, jaki pan chce. Chociaż chwilę.

Do widzenia panu. Niech pan się nie poddaje. Ja, tymczasem, idę zapalić światełko dla mojej kochanej Nadziei.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MG · dnia 20.09.2023 18:29 · Czytań: 393 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 21.09.2023 11:32
MG - Jak moje inicjały - M-arek G-rabowski; ciekawy zbieg okoliczności. Mam nadzieję, że nie będziemy się mylili.

Masz dziwny sposób zapisu dialogu. Rozumiem, że to artystyczna prowokacja. Co do fabuły niestety będę krytyczny. Zupełnie mnie nie zainteresowało; po za tym niektóre fragmenty są mało oryginale.

"Bez Radosław się nazywam" - Chyba zjadłeś "pan".

Pozdrawiam
Dzieliush dnia 27.09.2023 10:12
W zasadzie z tekstu nie wynika jak podmiot liryczny ma na nazwisko, więc można założyć, że nazywa się Radosław Bez.

Co zabawne (albo tragiczne) Radosław Bez pozostał bez nadziei po śmierci Nadziei Bez.

Zapis całego tekstu jest przejrzysty, dobrze się go czyta.
Pozdrawiam
d.urbanska dnia 05.10.2023 18:40
Ciekawy tekst, potoczysta narracja. Tylko mnóstwo literówek!
Ale podoba mi się. Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
pociengiel
14/06/2024 16:20
W takich parkach starzy Indianie wciąż zbierają chrust z… »
Jacek Londyn
14/06/2024 11:19
Tereso, nie daj mu dłużej czekać. Stary park to dobre… »
Kazjuno
14/06/2024 09:53
Licaaszu. Zarówno Darcon, Ivoona i ja (chociaż z moją… »
Kazjuno
14/06/2024 09:27
Odpisuję Janusz z poślizgiem. Zrezygnowałem wczoraj z jazdy… »
ivonna
14/06/2024 04:05
Hej :) Ciekawy pomysł na opowiadanie, ciekawie poprowadzone… »
valeria
13/06/2024 19:54
Dzięki, po prostu skupiam się na pisaniu. Gdybym była cały… »
mike17
13/06/2024 17:31
Akcenty przyrodnicze mile widziane, zwłaszcza że doskonale… »
Janusz Rosek
13/06/2024 13:51
Kazjuno Z przyjemnością przeczytałem Twoje teksty. W… »
Janusz Rosek
13/06/2024 09:27
Kazjuno Dziękuję bardzo. Słuszne uwagi. Nie zauważyłem tych… »
Kazjuno
12/06/2024 21:51
Jak poprzednie, Januszu, wspomnienia także 3 powyższe mnie… »
Kazjuno
12/06/2024 16:15
Bardzo dziękuję Jacku za opinię i cenne uwagi. Też… »
Jacek Londyn
12/06/2024 14:47
Kazjuno, jestem. Nie będę krytykował. Przedstawię parę… »
Kazjuno
11/06/2024 12:26
Mam Jacku nadzieję na Twoją krytykę moich wypocin… »
Jacek Londyn
11/06/2024 07:53
Dzień dobry. Dziękuję za komentarz. A przesłanie...… »
Kazjuno
10/06/2024 20:43
Wierszówka dowcipna, nawet poprawna politycznie, więc z… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Lena655