Czarne anioły - RafalSulikovski
Proza » Miniatura » Czarne anioły
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

                                                           Czarne anioły…

    Zaprasza mnie do swego pokoju, gdzie napotykam go pogrążonego w głębokim skupieniu. Gestem bez słów daje znak, abym usiadł. Gdy to czynię, Darek odkłada pilnie studiowany album z jakimiś fotografiami. Interesuje mnie to. Pytam, o czym jest album. Darek, obecnie około trzydziestolatek, odpowiada, że to najcenniejsza książka świata. 

- Sanktuaria. Same te największe. Jak Bóg… - ostatnie zdanie wypowiada ze szczególnym, nieco teatralnym namaszczeniem. Pytam, skąd ją ma. 

- To prezent. Od kobiety. Zanim mnie rzuciła, dała mi ten dar… - mówi cicho, ale bez smutku, raczej z lekkim bladym afektem, jak to mawiają lekarze. Przeglądam podany mi album. Są wszystkie najważniejsze sanktuaria, polskie też, w tym - jedyne uznane za powstałe na miejscu prawdziwych objawień sanktuarium w Gietrzwałdzie. Oczywiście, Łagiewniki - “ta chora zakonnica, wiesz Rafał”; rzecz jasna Jasna Góra, także mniej znane jak to w Piekarach Śląskich, Tarnowskich Górach, Górce Klasztornej oraz Świętej Górze czy na Górze świętej Anny, babci Jezusa, pierwszej świętej chrześcijaństwa. Góra ta leży niedaleko trasy 94 koło Opola. 

    Oddaję album, w którym są też La Salette, Lourdes czy Droga świętego Jakuba, brata Jezusa. Darek jest zafascynowany takimi tematami. Przypominam sobie lata 90. i myślę, że on jest właśnie tam, gdzie ja byłem. Pytam go, czy jest szczęśliwy. I wtedy nadzwyczaj niespodziewanie Darek odpowiada, że jest bardzo szczęśliwy. Lekarze podają mu końskie dawki przeciwpsychotyków, a on nadal widzi to, czego normalni nie widzą i nie widzi tego, co widzą normalni. Jego mózg działa na innych falach i te częstotliwości, takie same jak w głębokim śnie z falami theta i najgłębszymi delta pozwalają mu widzieć więcej. Dosłownie. To nie wytwór mózgu - mózg nie może niczego wytworzyć, bo receptory - jak sama nazwa wskazuje - odbierają rzeczywistość, a nie ją tworzą. Darkowi wierzę, bo nigdzie się nie rusza z pokoju, a jest spokojny. 

    Jednak w miarę, jak rozmawiamy w tym zakładzie dla nerwowo i psychicznie chorych, czuję, że powoli towarzysz niedoli się rozszczepia, a mowa staje coraz mniej zrozumiała…

Nagle ni stąd ni zowąd Darek rozpoczyna monolog, podobny do małej improwizacji. 

- Rafał, tam za oknem, o widzisz, popatrz, widzisz te koty? To nie są koty. To czarne anioły. Pełno ich tu. Niby przebrani za koty, ale to szatany. Te co budowały Petersburg. Te szatany, które weszły w stado świń i biegły jak opętane nabrzeżem jeziora Genezaret i utopiły się w morzu. Szatan istnieje. Zapamiętaj. On jest kłamcą i zabójcą, prawdy w nim nie ma. I nie było. I nie będzie. On nas tu wysłał. Ja go znam. Widziałem i rozmawiałem, jak rozmawiam z tobą. Spytałem, czemu jest taki zły i niszczy ludzkość.

 - Odpowiedział mi, wiesz co? “Bo tak mi się podoba.” Tak powiedział, a potem oprowadził po piekle. Są tam lochy, płacz, błagania o litość, jęki, jak w średniowiecznych podziemiach na zamkach wielmoży. Szatan zsyła nas do szpitala, żeby nas karmić kłamliwymi tabletkami. One nie pomagają, tylko sprawiają, że stajemy się podobni do normalnych. Wybacz, ale ty jesteś dla mnie za normalny. Nie wierzysz, założę się, w szatana, a nawet nie wierzysz w Boga. Zdecydowana większość ludzkości dawno nie wierzy w nic. Noc jest księżycowa, czarne anioły szukają ofiary, szatani krążą, biorą je i składają ofiarę na czarnej mszy…. - Darek na chwilę przerywa monolog, od którego ciarki przechodzą przez plecy, a ja nie myślę, myślenie mam wyłączone, bo nie słyszałem tego nigdy wcześniej. 

     Potem Darek kontynuuje. - Wiesz, raz szedłem ulicą, z piskiem opon podjechało czarne bmw z przyciemnianymi szybami, wciągnęło mnie do środka dwóch facetów w czerni, mieli okulary jak z Matrixa. Zawieźli mnie do opuszczonej, łuszczącej się starym tynkiem kaplicy, na ścianach której napisano “Ave satan” i tego typu, wiesz. Potem była czarna msza, złożono niemowlę w ofierze, a mnie się wydawało, że para uprawiająca seks na ołtarzu to diablica i diabeł. Wokół było mroczno, bałem się. Kazali mi coś podpisać, lecz odmówiłem. Wtedy wyrzucili mnie z kaplicy, a ja uciekłem do autobusu. Rafał, szatan istnieje. Wiesz, skąd się tu wziąłeś? Wkręcił cię. Opowiadałeś mi o sobie, chciałeś zostać dziennikarzem, naukowcem albo pisarzem, pisałeś też muzykę. Ale to szatan cię zniszczył. On może wejść w każdego. Nikt nie może czuć się bezpieczny. I robi to. Lekarze podają leki. I oprócz skutków ubocznych dalej masz depresję. Bo kiedyś wierzyłeś w Boga i diabła, potem przestałeś wierzyć w diabła, a na koniec nawet w Boga…. - jego oczy płoną, jakby mówiąc ten monolog miał jakieś obrazy w polu widzenia, jego gałki oczne się co chwila przewracały, miałem wrażenie, że zaraz będzie toczył pianę, ale nie. Zamiast tego nachylił się i gorącym, wariackim szeptem mówił, żebym się ratował, rzucił lekami o ścianę, bo za tą ścianą jest Bóg. 

- Potrzebuję tylko noża - kontynuował Darek, wysoki brunet z czarnymi oczami jak smoła, trochę przypominał mi Banderasa. 

- Po co? - pytam. 

- Żeby odnaleźć Boga. On jest. Chowa się za tą ścianą. 

       Przypomina mi się film o genialnym muzyku wiolonczeliście, chorym na schizofrenię, który grał w tunelu i zbierał na życie. Co jakiś czas, między kolejno granymi numerami, wygłaszał płomienne kazania. Raz stwierdził, że “Bóg jest za tą ścianą”, ale nikt ze słuchających tego nie potwierdził. Darek pewnie nie znał tego filmu. 

***

       Nad szpitalem dla nerwowo i psychicznie chorych zasunęła się kurtyna z ciemnych, gradowych chmur. Było dobrze po 22 i cisza jak ta w studio nagraniowym czy “silentium” w klasztornych krużgankach zapadła na całym oddziale, we wszystkich salach. Dyżurne siedziały w swoim pokoiku, gadały o czymś namiętnie, zerkając co chwila na włączony telewizor. Nagle pośród chrapania piknął mój smartfon. Na ekranie widniały słowa: “Przyjdź za chwilę do palarni. Stewardesy są w pokoju. Artur”. Z Arturem to była osobna historia. Od początku zdał mi się inteligentny, może aż za bardzo i do bólu szczery, logiczny i paradoksalnie w lepszym kontakcie ze światem niż rzeczony Banderas z sanatoryjnego. My jeszcze byliśmy na obserwacyjnym, minimum dwa tygodnie, aby leki zaczęły działać i przeszły najgorsze dla lekarzy objawy - myśli suicydalne, zwane też ładnie “rezygnacyjnymi”. 

     Wstałem. Po cichu wyszedłem z sali numer 34. Wszędzie czysto. Stewardesy zgodnie z prawdą nic nie zauważyły, zresztą do kibla i palarni można było chodzić całą dobę. Maszynki do golenia kazano nam chować do zamykanej szafki zaraz po porannej toalecie. Udałem się prosto do palarni. Artur już czekał. Siedział pod oknem, na stoliku stała miedziana, dizajnerska popielniczka, a on dopalał - założę się - co najmniej drugiego papierosa. Bez zbędnych słów usiadłem naprzeciw i wyjąłem swoją paczkę R1, wtedy najtańszych i jednocześnie najsłabszych fajek. 

-“Kosmos” - powiedział nagle Artur strzepując szaro-bury popiół. Palił tak mocne, jak kiedyś sporty albo extramocne, symbole epoki, gdy nie panowała jeszcze histeria wokół palenia i wolno było palić niemal wszędzie. 

-“Wiem” - odrzekłem, spodziewając się dłuższej rozmowy. Nie chciało mi się spać. Była chyba 22:30, gdy wszedłem do palarni. Wyszedłem grubo po północy. Byłem w punkcie zwrotnym, także dzięki Arturowi. Opowiedział najnowsze zdarzenia i swoje pomysły. Ja zdałem relację, nieco chaotycznie, z wizyty u Darka-Banderasa. 

- Wiesz, on jest chory i nie jest - wysiliłem się na oryginalne, typowo postmodernistyczne myślenie w logice modalnej, zwanej też wielowartościową. 

- Opętany - odparł jednym słowem Artur, jakby miał wgląd ejdetyczny, coś na kształt fenomenologii Husserla. - Albo święty - dodał dogaszając papierosa. 

- Powiedz to tej lekarce, co ładuje w niego wiadro leków. Wiadro jednak jest dziurawe - powiedziałem. 

- Oli? To psychopatka. Ona nie chce ich wyleczyć, tylko zrobić z nich większych wariatów niż rzeczywiście są - mówił z lekkim bladym afektem, ale to typowe w przewlekłej schizofrenii. 

- Mnie daje dobre leki, pomagają - musiałem przyznać. 

- I co, że Darek jest nafaszerowany jak świnia? Dalej widzi czarne anioły. 

- Mi powiedział, że jest szczęśliwy. Że jest bardzo szczęśliwy. Tak dokładnie mówił. 

- Mimo leków, które sprowadzają z chmur na ziemię? 

- Tak. Mimo risperidonu albo cholera wie, czego, jest zupełnie niewrażliwy na neuroleptyki. 

- Opętani reagują paradoksalnie na leki. Neuroleptyki ich pobudzają, antydepresanty powodują jeszcze większą depresję, benzodiazepiny, jak wiesz, powodują bezsenność - skąd to wiedział, do dziś nie wiem. 

- Czytasz w myślach - dogasiłem peta i wyjąłem kolejnego. 

- Darek jest dziwny. 

- Ale szczęśliwy. 

- Pewnie chwilowo. Wypuszczą go ze szpitala, wróci do swej porąbanej rodzinki i zacznie się od nowa. Najdalej za miesiąc tu wróci. - prorokował Artur. 

- A znasz historię Anneliese Michel, tej Niemki? - spytałem. 

- Jasne. Była leczona na padaczkę, w istocie opętana. 

- I wiesz, że jednocześnie uznali to za opętanie ekspiacyjne? 

- Tak. Ofiarowała się za grzechy świata. 

- Właśnie. I widziała Jezusa, Maryję, którzy mówili jej, że zostanie świętą. Wielką świętą. 

- Kościół do dziś nie uznał tego. Nawet chyba sprawa utknęła na etapie stwierdzania heroiczności cnót. Zażywała leki, cierpienie było zbyt duże, chciała się leczyć, poddawała się modlitwom. Ale masz rację. Opętanie nie wyklucza świętości. 

     Zapadło milczenie, ale nie głuche, tylko to uroczyste. Jakby prąd wisiał w powietrzu, przebiegały przez nas niewidzialne neutrina, fale radiowe, rentgenowskie i wszelkie rzeczy niewidzialne. I nawet więcej - niewyobrażalne…

 

***



Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
RafalSulikovski · dnia 27.10.2023 16:28 · Czytań: 304 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
Gabriel G.
22/05/2024 15:46
Bardzo dobra historia. Uwielbiam klimat tamtych lat.… »
Kazjuno
22/05/2024 10:12
Sprawdziłem Januszu. W Languege Tool jest możliwość zamiany… »
Janusz Rosek
22/05/2024 09:24
Kazjuno Bardzo dziękuję za konkretny komentarz i porady.… »
Kazjuno
21/05/2024 22:07
Jacku Londyn, przesadzasz. Januszu, ten program, wprawdzie… »
Jacek Londyn
21/05/2024 21:22
Januszu, Kazjuno radzi: Kopiujesz każdy z rozdziałów… »
Kazjuno
21/05/2024 20:35
Karkołomne Januszu opisałeś przygody z dzieciństwa. Czyta… »
Janusz Rosek
21/05/2024 18:36
Valerio Cieszę się bardzo, że spodobał Ci się ten prosty… »
Zdzislaw
21/05/2024 12:36
Zbigniewie - może nie ze wszystkim się zgodzę, ale z ogólnym… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 06/05/2024 18:38
  • Dla przykładu, że tylko krowa nie zmienia poglądów, chciałbym polecić do przeczytania "Stołówkę", autorstwa Owsianki. A kiedyś go krytykowałem
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty