Golda. Rozdział 2 Siedem razy TAK - A. Seta
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Golda. Rozdział 2 Siedem razy TAK
A A A

Spacerowałam po łące z Anastazją, którą jak zwykle musiałam pilnować. Trwała druga godzina słonecznego momentu w naszej mglistej codzienności. Przed nami jeszcze jedna, słoneczna godzina, którą miałyśmy wykorzystać bawiąc się na powietrzu. Potem jak zwykle -  mgła, mżawka, deszcz, mgła, wieczór, noc, mgła, mżawka, deszcz no i upragnione trzy godziny słońca. I tak w kółko. Dziwna pogoda. Od zawsze taka sama. Jedna pora roku: ni to wczesna wiosna ni to wczesna jesień. Jedna temperatura, w ciągu dnia, około 17, 18 stopni Celsjusza, w nocy około 12, 14 stopni. Te same kwiaty i zioła na łące przez cały rok. Wyglądają tak , jakby były lekko rozmazane, nierzeczywiste czy też namalowane. Jak jakaś cholerna dekoracja, przypominają kwiaty z obrazów impresjonistów. Tylko pachną i kołyszą się na wietrze. Gubią liście i płatki a za kilka dni znowu kwitną i tak w kółko. Pod naszą brzozą na przykład co dzień leży taka sama, niewielka ilość liści, którą wyrzucam  dzień  w dzień do kompostownika. A mimo tego nigdy nie zwiększa ani nie zmniejsza się ilość liści pod drzewem. Brzoza od lat wygląda tak samo. Na dworze panuje zawsze ta sama wilgotność i pada wciąż jednakowa ilość deszczu przetykana codziennym, delikatnym wieczornym wiatrem. Już dawno zauważyliśmy z Aleksem tę dziwną powtarzalność pogodowo - przyrodniczą wokół naszej latarni. Wielokrotnie pytaliśmy Ojca, Madame a nawet ciotkę Almę i wuja Ariana o te anomalia pogodowe. Nigdy oczywiście nie otrzymaliśmy żadnej, konkretnej odpowiedzi. Wciąż powtarzają, że latarnia stoi na środku łąki, a wokół panuje specyficzny, wyjątkowy dla okolicy mikroklimat i stąd ta powtarzalność pogody. I ten zapach. Niby po deszczu świeży, ale często kojarzy mi się z czymś złym.  Od zawsze wydawało mi się, że wokół naszej latarni nigdy nie wiadomo czy życie już się zaczęło czy właśnie dobiega końca…

Wczoraj w naszej kuchni w towarzystwie nieznanego jegomościa imieniem Antoni rozpoczęło się posiedzenie jakiejś Rady Głównej, jak oni to nazwali ? Wstęgi Północy: czarnej i oświeconej. Co za bzdura! Byłam tak oszołomiona i tak wiele rzeczy po raz pierwszy usłyszałam, że teraz spacerując z Aną po łące próbowałam sobie wszystko ułożyć w głowie jeszcze raz. Na spokojnie. Niestety część spraw o których mi powiedziano, nadal wymagała wyjaśnień, na które nie uzyskałam odpowiedzi.  Mała wciąż zadawała mi pytania, które rozpraszały moje myśli.

- A co to za kwiatek?

- To jest mak, Ana pytałaś o to już ze sto razy. Weź wózek i misia i pojedź sobie tam pod szklarnie na spacerek.

Chciałam się od niej na chwilę uwolnić.

- A laleckę tez wezmę, to będzie synek i córecka, dobze?

- Dobrze malutka, weź lalę.

- A lala jak ma na imię?- mówiła do siebie Ana i zaraz sobie sama odpowiadała – Marysia albo nie Basia. Moja Basia taka malutka a Anusia ją zabieze na spacerek - śpiewała Anastazja tuląc lalkę w ramionach. Przy okazji nareszcie zajęła się sobą bez angażowania mnie do zabawy w dom, w lekarza i w udawanie księdza, który błogosławi lalce i misiowi podczas zaślubin. Koszmar.

Cały czas myślałam o wczorajszym dniu. Jakaś Rada, w której członkowie mojej rodziny zasiadają, bardzo tajna. Aleksander będzie miał problemy bo zabrał jakieś głupie pióro? No coś takiego mówili, a najgorsze było to, że potem zaczęli rozmawiać w dziwnym języku i nic już do końca nie zrozumiałam.

Podeszłam do garażu gdzie Ojciec ustawił dla mnie jak co dzień łopatę, grabie i wiadro na liście. Kiedy schyliłam się po wiadro kontem oka ujrzałam….tamtego dziwnego chłopaka w białej bluzie, którego pióro trzymał w ręce mój brat przed całym tym zamieszaniem.

Odłożyłam wiadro i podbiegłam do drzewa.

- Co ty tu robisz? Kim jesteś i jak dotarłeś do naszego domu? Czy wiesz jakie problemy ma mój brat przez ciebie i twoje głupie pióro?

Chłopak patrzył na mnie jednym okiem. Drugie miał przykryte grzywką. Jego mina wyrażała tak zwaną zlewkę na wszystko. (Słyszałam że tak się teraz mówi).  A co miałam pomyśleć: Na jego twarzy widniała obojętność wobec mojego oburzenia i kłębiących się wewnątrz emocji?  

- Nie nazwałbym swojej pozy zlewką na wszystko, jak sobie pomyślałaś – odpowiedział, a ja zaklęłam w myślach:,, Cholera, przecież on siedzi mi w głowie!”

- Bez przesady nie siedzę ci w głowie. Potrafię tak jak ty czytać w myślach. Czy po prostu je słyszeć. Jeśli mi tego dostępu nie zablokujesz. Ale z tego co wiem, to nie potrafisz dokonywać wobec mnie blokady. Zresztą mniejsza z tym. Na razie mam ważniejsze informacje do przekazania, a pozostały mi jeszcze dwie minuty i trzydzieści siedem sekund.

- Ale o co ci chodzi - powiedziałam na głos lecz chłopak natychmiast mi przerwał.

- Mówiłem ci że mam na imię Wiktor, czasem wołają na mnie Wektor.  Jestem twoim przewodnikiem i posłańcem – jakkolwiek banalnie to brzmi. Mam trochę więcej niż myślisz lat, a ten wygląd jest tylko kamuflażem. Niestety dopiero po raz pierwszy mam zaszczyt uczestniczyć w przebudzeniu Irny, a tym bardziej takiej Irny, więc trochę nieudolnie mi to wychodzi. To dla mnie bardzo ważne abyś mi zaufała, chociaż nic z tego co dzieje się wokół na razie nie jest dla ciebie zrozumiałe, a ja sam nie liczę w tym momencie na zrozumienie z twojej strony. Wciąż się ukrywam i dopiero teraz, po blisko szesnastu latach udało mi się wpaść na twój trop. Dlatego jestem taki chaotyczny. Atino musisz wiedzieć, że świat wokół ciebie - jak pewnie się domyślasz- jest iluzją, a ja postaram się sprostać odpowiadając na twoje pytania. Takie mam zadanie. Siedem razy TAK. Ale nie tu i nie teraz. Za trzydzieści sekund pojawi się w drzwiach Madame i – jak pewnie znów się domyślasz - nie może mnie zobaczyć. Niedługo otrzymasz list z dalszymi informacjami. Teraz jednak proszę - zachowaj tę rozmowę w największej tajemnicy. Nikomu, powtarzam nikomu o niej nie mów. I nie bój się, nie jestem ci wrogiem. Aha zapamiętaj: pierwsze TAK: świat wokół ciebie jest iluzją.

Chłopak w białej kurtce, znaczy Wiktor stanął  za brzozą bokiem. Wyciągnął rękę, która zniknęła wewnątrz drzewa.

- Do zobaczenia Atino. Żebyś wiedziała jak bardzo się cieszę z naszego spotkania.

Mrugnął lewym, nie przykrytym grzywką okiem po czym ,,zanurzył się’’ cały w korze drzewa i no nie wiem jak to powiedzieć: po prostu zniknął w środku..

W tej sekundzie otworzyły się drzwi i wyszła Madame.

- Córko, czemu tak wpatrujesz się w drzewo i gdzie jest Anastazja??

Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach, lecz automatycznie odwróciłam się na pięcie i odpowiedziałam Matce.

- Przyglądałam się listkom na naszej brzozie,  a Mała jest koło szklarni.

- Zostaw już dzisiaj grabienie i zbieranie liści. Zabierz Małą i chodźcie na kolację. Ściemnia się już na dworze i zaraz zacznie padać. Aha umyjcie ręce przed jedzeniem.

- Dobrze Madame - odpowiedziałam cicho i poszłam po Anastazję.

- Ana idziemy do domu- zawołałam, a Mała szybko podbiegła do mnie trzymając misia pod pachą. Wózek z lalką przytargałam do domu sama, bo Ana pobiegła już do łazienki i właśnie przyciągała stołeczek do umywalki na który się wdrapywała, aby odkręcić wodę w kranie.

- Anusia myje rącki. Sama, juz umie - sepleniła.

- Ok, umyj rączki a ja podam ci ręcznik- zawołałam wbiegając za nią do łazienki. Jest taka malutka i trzeba jej pilnować na każdym kroku.

Rozmawiałam z siostrą, ale myślami byłam daleko. Cały czas kontrolowałam się, żeby moje myśli nie wyłapali : Aleksander lub nasz odźwierny Jan vel Wścibski Ryj. Zastanawiałam się nad słowami Wiktora o umiejętności, której nie posiadałam – czyli o braku zdolności blokowania myśli przed nim.

Tak dotrwałam do kolacji podczas której doszło do nieoczekiwanej rozmowy.

 

- Atino za dwa dni wyjeżdżamy do Miasta za Mgłą. Postanowiliśmy z Ojcem, że od tej chwili będziecie z Aleksandrem kontynuować naukę w Królewskim  Liceum Głównym - powiedziała Madame a mnie odjęło mowę.

-Tak Atino pewnie masz wiele pytań i bardzo byś chciała wiedzieć co w ostatnich dniach tu się dzieje. Otóż wiedz, że naszą rodzinę od szesnastu lat śledzą niebezpieczni przestępcy, nasi wrogowie. Dlatego wspólnie z Ojcem, Ciotką Almą i Wujem Arianem podjęliśmy decyzję, iż zamieszkamy w ,,latarni" na tym odludziu. Wydawało nam się - kontynuowała Madame, unosząc raz po raz palec do góry i dając mi w ten sposób do zrozumienia, że mam jej nie przerywać- że to najlepsze rozwiązanie. Daliśmy tobie i twojemu bratu możliwość indywidualnej nauki, opiekę, obdarzyliśmy was  troską i ......- Madame wypowiedziała to z trudem, przełykając ślinę- i miłością - Wzięła oddech i szybko kontynuowała-  Tu urodziła się Anastazja, a nam żyło się spokojnie. Niestety to znalezione przez Aleksandra pióro to ostrzeżenie od naszego wroga. Nie wiemy, czy dom i okolica są obserwowane. Dlatego musimy was wywieźć do wspomnianej szkoły. To najlepiej strzeżone miejsce w okolicy i w całym Mieście za Mgłą. Tam będziecie bezpieczni i dowiecie się reszty. My wraz z wujostwem i Anastazją udamy się do naszego dawnego domu, który jest jednocześnie siedzibą Rady Głównej Oświeconej Czarnej Wstęgi Północy. O samej radzie również dowiecie się szczegółowo na miejscu, w szkole. A ty Janie- tu zwróciła się do niego- zostaniesz jeszcze przez kilka dni. Uporządkujesz wszystko, tak jak ci wcześniej mówiłam. My z Arturem przyjedziemy po ciebie za kilka dni.

- Albo kogoś po ciebie i nasze graty przyślemy- odpowiedział Ojciec.

- A to pióro, powiedziałaś o jakimś Magnusie, kim on jest?- zapytałam rozgorączkowana. Za dużo na raz, za wiele pytań i wątpliwości.

- To nasz największy wróg. Właśnie przed nim was ochraniamy- wtrącił Ojciec - Dlatego- kontynuował- ostrzegam was. Żadnych niespodziewanych spotkań i rozmów z nikim obcym. Do czasu wyjazdu do Miasta za Mgłą macie zakaz wychodzenia z domu. A teraz - ciągnął dalej Ojciec - kończcie kolacje i idźcie się spakować  - powiedział spokojnie  tonem nieznającym sprzeciwu.

 

           Kolejny dzień przesiedzieliśmy w domu. Nie było lekcji, słuchania muzyki i czytania arcydzieł literatury światowej. Siedziałam w pokoju i próbowałam dokonać selekcji. Madame nakazała mi zabrać ze sobą tylko najważniejsze rzeczy na czas nieokreślony.

- Jeżeli wasz pobyt w szkole się przedłuży dowieziemy wam z Ojcem wszystko, co potrzeba - mówiła rano po śniadaniu Madame - teraz jest wczesna wiosna, więc dobierzcie garderobę odpowiednio do temperatur umiarkowanych i cieplejszych w przyszłych tygodniach. Aha - dodała Madame - książki i pościel już wam spakowałam dlatego pospieszcie się z tym pakowaniem.

 

Kiedy wyszła z pokoju poszłam do Aleksa. Wreszcie mogłam na chwilę z nim porozmawiać, może on wie coś więcej?- pomyślałam.

- Niestety nie- odpowiedział Aleksander - Było ciemno jak wjeżdżaliśmy do Miasta- ciągnął- Pełno świateł, mnóstwo ludzi, hałas, muzyka i wszechobecne neony to zauważyłem od razu. Pojechaliśmy do jakiegoś domu, starej kamienicy w centrum Miasta. Ogromny dom, czteropiętrowy ze schodami, wielką kuchnią, salonem, jadalnią. Na pierwszym i drugim piętrze po pięć pokoi i z trzy łazienki. Wszędzie obrazy, stare, eleganckie meble. Mówię ci, czułem się jakbym był w domu aukcyjnym. Wspaniałe żyrandole i tak dalej. Madame - kontynuował Aleks -  pokazała mi na drugim piętrze pokój. Okazało się że to nasz dom. Wyobrażasz sobie? Całe życie mieszkamy tu a tam, w centrum Miasta w białej, najpiękniejszej kamienicy, jaką widziałem w życiu jest nasz dom!!

- Co ty mówisz, niewiarygodne.....

- No - ciągnął Aleks - tam był też twój pokój i pokój Anastazji. Na pierwszym piętrze były pokoje ciotki i wuja.

-Nie! - krzyknęłam zdziwiona.

-Tak - kontynuował Aleks- na drzwiach były przykręcone, eleganckie metalowe tabliczki. Z twoim imieniem, moim i tak dalej. Ojciec powiedział mi, że trzecie i czwarte piętro należy do nich i nie ma tam nikt wstępu, chyba że on wyrazi na to zgodę. Kazali mi się wykąpać i iść spać. Sami poszli na górę i o czymś tam rozmawiali. Słyszałam, jak Madame kilka razy krzyknęła, a potem zrobiło się cicho.  Chciałem obejrzeć dom, ale kiedy podszedłem do drzwi okazało się że są zamknięte od zewnątrz. Nie mogłem więc nic zrobić. W oknach zasłonięte żaluzje nie dały się podnieść do góry. A i jeszcze jedno: wszędzie higieniczna czystość. No nie wyglądał na dom, w którym nikt nie mieszka od lat. Dziwne co nie?

- Dziwne  - odpowiedziałam bratu.

- No nie wiem, ale dla mnie to wszystko jakieś totalnie nienormalne jest.

-Tak, nienormalne.....- powtórzyłam - A rano jak wyglądało Miasto?

- Rano? Zbudzili mnie o piątej nad ranem  jak było jeszcze ciemno, powiedzieli że śniadanie zjemy w latarni. I tyle widziałem. Jak się zaczęło robić jasno to już byliśmy na drodze prowadzącej do latarni. Tak więc wiem tyle co ty.

- No nie za wiele - powiedziałam i zablokowałam myśl przed bratem, że ja przynajmniej wiem coś od tego Wiktora. Na głos zaś rzuciłam - Ciekawe po co cię zabrali do miasta, skoro i tak nic ci nie powiedzieli? Z drugiej strony  fajnie będzie wyrwać się z latarni i pobyć trochę z innymi ludźmi, niż tylko twoja własna rodzina, co nie?

- No to jedyne pocieszenie. Czułem się tu jak w więzieniu, czy na wygnaniu. Myślę, że wszystko będzie lepsze od tej latarni.

 

           Do końca dnia pochłonięta byłam pakowaniem. Wzięłam kilka bluzek i trzy pary spodni. Dwie spódnice i dwa grubsze swetry. Spakowałam też dres i moją jedyną śliczną, niebieską sukienkę w białe kwiatki. Wyjęłam z białego pudełeczka srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie kwiatka. Nazywałam go rumiankiem, bo listki kwiatka były wypełnione masą perłową koloru kremowego a środek był z prawdziwego bursztynu. Zawiesiłam łańcuszek na szyi i schowałam go pod bluzką. Nie wiedzieć czemu Madame nie znosiła go. A przecież był taki piękny!

- No jeszcze tylko bielizna, piżama, skarpetki- wyliczałam na głos - a i  rajstopy,  szlafrok, kapcie. Wezmę trzy ręczniki i klapki. Och skąd ja mam tyle rzeczy? - zadałam sama sobie pytanie.

- Z szafy? - odpowiedział głos, a ja stanęłam jak wryta.

- Boże, to głos Wiktora- pomyślałam skąd on tu....

- Jestem za brzozą - odpowiedział Wiktor- Bardzo jesteś zabawna z tym pakowaniem.

- Nikt cię nie słyszy?- zapytałam w myślach.

- Skoro rozmawiasz ze mną w myślach to tylko Aleks i Jan mogą nas usłyszeć. Ale ty blokujesz myśli przed bratem a ja przed Wścibskim Ryjem, bo chyba tak nazywacie Jana, co?

- Och, no tak.

- Bardzo nieładnie Atino, taka miła panienka i takie wyzwiska!- powiedział Wiktor- Żartowałem- dodał- a ten Jan naprawdę jest wścibski.

- Po co tu przyszedłeś?- zapytałam- Nie chcę z tobą rozmawiać. Ojciec mówi, że to pióro należało do jakiegoś Magnusa, naszego wroga czy jakiegoś szpiega. Zakazał mi z kimkolwiek rozmawiać. A w ogóle to boję się ciebie, jak sobie nie pójdziesz pójdę do Ojca i powiem mu o tobie.

- Nie pójdziesz do Ojca. Bo nie możesz. Atino jestem twoją nadzieją na prawdę. Twój wyjazd do szkoły jest ważny dlatego, że wyrwiesz się spod kopuły. A wtedy łatwiej będzie nam rozmawiać. Odważ się i zacznij być sobą. To trudne, te drugie TAK. Najtrudniejsze.

- Odczep się! Idź już sobie. Skończyłam z tobą rozmawiać- wykrzyknęłam w myślach- Nie mieszaj mi w głowie!

- Przepraszam Atino. Wybacz. Już nigdy więcej nie przestraszę ciebie. Obiecuję. Jutro dostaniesz list, papeterię i .......pióro. Jeśli zechcesz, jeśli zapragniesz ze mną porozmawiać, wiedz, że będę w pobliżu. Postaram się ci pomóc. Błagam, nie odrzucaj mojej pomocy, a przynajmniej nie odrzucaj mojej obecności. Zostawiam ci Trzecie TAK. Magnus jest ci bliski. Drugie TAK odkryjesz sama, a wtedy  ja ci je potwierdzę.

- Wyjdź, uciekaj mi z głowy. Mam dość!- Krzyknęłam i padłam na łóżko. Byłam zmęczona rozmową, bolała mnie głowa. Tak naprawdę nie czułam strachu przed tym całym.....Wiktorem. Czułam strach przed tym, co mogłabym się dowiedzieć. Całe moje świadome życie marzyłam o wyrwaniu się z latarni. Wściekałam się na powtarzalność dni, miesięcy. Te same potrawy, prace ogrodowe. Ta sama okolica, ta sama pogoda, monotonia przetykana poniedziałkowym wyjazdem do Miasteczka. A tu masz. Teraz, kiedy codziennie następują zmiany, całe moje życie się zmienia to ja czuję lęk. Boję się zmian, boję się tego co za zakrętem. Boże, dlaczego, dlaczego?

 

- Atino - do pokoju weszła Madame - kolacja na stole, wołałam cię ale ....chyba nie słyszałaś. Czy tobie coś dolega córko? Jesteś taka rozpalona?- zapytała Madame.

- Ja? Nie...tylko głowa mnie trochę boli ....to pewnie z emocji przed jutrzejszym wyjazdem. Już idę Mamo - powiedziałam i dopiero kiedy  wzrok Madame przeszył mnie na wskroś uświadomiłam sobie co powiedziałam. Była...wstrząśnięta.

- Jak mnie nazwałaś?- zapytała.

- Przepraszam - wyjąkałam- tak jakoś wymsknęło mi się.

Stała przede mną wysoka, surowa, blada. Podniosłam głowę i kątem oka zobaczyłam jak ociera płynącą po policzku łzę.

- Tak, dobrze. Zejdź na kolację.

I ruszyła w dół schodami do jadalni.

 

 

           

- Ja pierdolę! - pomyślałam sobie - co tu się wyprawia?

- O przeklinamy!- niespodziewanie rzucił w myślach Aleks mijający mnie na schodach- Ja kolacyjkę mam za sobą, więc jestem wolny, a ty idź i pomęcz się ze starymi przy stole skoro się spóźniasz!

- Dzięki, naprawdę wielkie dzięki- rzuciłam już na głos i zeszłam na dół do jadalni.

 

           O dziwo kolacja minęła spokojnie i bez żadnych pytań. Madame rozmawiała z ciotką, wuj zajadał się pomidorami z kozim serem, kupionym w poniedziałek w Miasteczku, a Ojciec skończył już jeść i poszedł położyć Anastazję do snu. Jan po kolacji poszedł do garażu, żeby go zamknąć. Wracając do siebie już o niczym nie myślałam. Miałam taki mętlik w głowie. Padłam na łóżko i pogrążyłam się w głębokim śnie.

 

           Byłam całkowicie naga i wcale mi to nie przeszkadzało. Nad sobą widziałam światło, które przedostawało się przez taflę wody. Zorientowałam się, że zewsząd otaczała mnie woda. ,,O Boże - pomyślałam - jestem pod wodą! Oddycham i pływam  w oceanie!". W tym momencie podpłynęły do mnie delfiny, najpierw dwa, potem cztery, siedem. Liczyłam w myślach. Jak to możliwe? Delfiny otoczyły mnie i przyglądały się moim pływackim wybrykom. Płynęłam w górę i w dół, czułam się wspaniale! Jeden z delfinów podpłynął do mnie i zaczął ocierać się o moje nagie, dziewczęce ciało. Miałam wrażenie, że otacza mnie delikatny w dotyku zamsz. Delfin co raz trącał mnie swoim  pyskiem. Otaczająca woda była ciepła, przyjemna. Nagle światło zniknęło, i w jednej chwili zrobiła się całkowita ciemność. Woda zaczęła szybko zmieniać temperaturę, zrobiło się zimno, a ja w tym momencie poczułam, że się duszę. Otworzyłam usta, chciałam coś krzyknąć, lecz woda zaczęła wypełniać moje płuca. ,,Topię się - pomyślałam- to już koniec!". Zapadła ciemność tak wielka, że z otwartymi oczyma nie widziałam już nic, nawet własnej dłoni wyciągniętej przed twarzą. ,,Koniec - ostatnim wysiłkiem pomyślałam i krzyknęłam niesłyszalne: NIE!!!".

 - Atino obudź się!- zawołał Aleks - to tylko sen, zły sen. No już obudź się.

- Sen? - otworzyłam oczy, było już szaro, ja byłam całkowicie mokra, kołdra leżała pod łóżkiem, poduszka pod biurkiem.

- No darłaś się strasznie to przybiegłem do twojego pokoju, coś ci się musiało przyśnić, może nowa szkoła? - zawołał brat- idę się wykąpać, za kwadrans łazienka będzie wolna, jakby co - powiedział wychodząc z mojego pokoju.

- No niech to już się skończy- pomyślałam zbierając pościel. Spojrzałam przez okno i poczułam się dziwnie. Tak, jakbym już nigdy nie miała tu wrócić. Wzięłam swoją walizkę i plecak i zniosłam je na dół. Zabrałam przygotowane wieczorem ubrania na podróż, które leżały na krześle i pomaszerowałam do łazienki. Aleks właśnie wychodził zostawiając mi ją całkowicie zaparowaną.

 

           W czasie śniadania prawie wszyscy milczeli. Każdy jadł w pośpiechu poza Anastazją, która wymachiwała swoim malutkim, białym misiem i kiedy tylko miała okazję nuciła pod nosem piosenkę - wyliczankę.

- Jeden dwa, jeden dwa pewna pani miała psa. Tsy i ctery tsy i ctery pies ten dziwne miał maniery- śpiewała Ana.

- Jedz kochanie - mówiła Madame - jedz dziecko. Dzisiaj jedziemy do Miasta.

- Ana tes? Ja tes jadę?

- Też jedziesz, wszyscy jedziemy, dlatego jedz ładnie i nie śpiewaj - tłumaczyła jej.

- Ja już dziękuję - powiedział Ojciec- idę przygotować samochód. Muszę rozłożyć dwa dodatkowe miejsca, które były dotąd złożone i zacznę pakować wasze walizki.

- Wy nic nie bierzecie ze sobą?- zapytałam Ojca.

- Nie. Mamy wszystko w domu, w Mieście. Zabieramy tylko twoje i Aleksa rzeczy, bo najpierw was odwieziemy do szkoły, a potem pojedziemy do siebie. A i jeszcze jedno- powiedział Ojciec -  wyjeżdżamy za pół godziny więc kończcie to śniadanie.

I wyszedł.

- Idę na moment pożegnać się z okolicą- rzuciłam nie licząc na zgodę Madame. O dziwo powiedziała:

- Dobrze, masz pięć minut. Rzuć okiem na okolicę i idź od razu do samochodu.

Zgoda Madame bardzo mnie zaskoczyła. Wybiegłam z kuchni na zewnątrz domu. Obiegłam okolicę w mgnieniu oka. Łąka, szklarnia, garaż, brzoza. Nagle zerwał się wiatr tak silny, że nasza zardzewiała skrzynka pocztowa poruszyła klapką. Spojrzałam w tamtą stronę i spostrzegłam ....biały kształt.

- Tam jest list- pomyślałam - list! To niemożliwe.....a jednak. Podbiegłam do skrzynki. Ojciec kończył pakowanie naszych walizek, a reszta kończyła sprzątanie ze stołu po śniadaniu. Podniosłam klapkę od skrzynki.

- Za wąsko- pomyślałam, nie dam rady włożyć tam ręki, a przecież nie mam klucza od skrzynki.

- Masz - odpowiedział mi głos Wiktora.

Odwróciłam się i spojrzałam w stronę brzozy ale jego tam nie było.  Podniosłam bezwiednie rękę do głowy i dotknęłam swojej spinki do włosów. Miałam ją od zawsze. Jedyna - poza wisiorkiem na szyi- ozdoba, jaką posiadałam. Spinka do włosów w kształcie wiolinowego klucza.

- Mam otworzyć skrzynkę pocztową spinką do włosów? To absurd.

- Spróbuj- powiedział głos Wiktora - masz jeszcze szesnaście sekund.

Zdjęłam szybko spinkę do włosów i przyłożyłam ją do zardzewiałej dziurki od klucza. Zgrzyt otwieranej skrzynki zaskoczył mnie bardzo. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. W środku była biała, spora  koperta. Wyjęłam ją szybko i schowałam pod bluzką. W tym momencie  drzwi od garażu zaczęły się powoli otwierać. Ruszyłam w ich kierunku szybko, tak aby Ojciec nie widział mnie przy skrzynce pocztowej.

- Zapomniałaś ją zamknąć- wyszeptał mi głos Wiktora w głowie- Trudno. Jest już za późno na to. Jedź, kopertę przeczytasz później. Na razie znikam. Na dłużej. Musisz teraz sobie poradzić sama.

- O jesteś- powiedział Kruk.- Doskonale, pakuj się do środka. Madame usiądzie obok mnie, wy z Aleksem za nami, po środku. Na końcu są szersze fotele, wiec tam usiądzie ciotka z wujem i Anastazją. Podaj mi jej fotelik, zamontuję go i będzie wszystko gotowe. A - spojrzał w stronę  nadchodzącej rodziny - już jesteście. Pomóż mi Arianie z tym fotelikiem, zaraz wyjeżdżamy.

 

           Chwilę potem odjeżdżaliśmy rozklekotanym busem w kierunku Miasta za Mgłą. Jan stał na schodach i żegnał nas wzrokiem. Na pewno nie będzie mi go brakować. W samochodzie panowała dojmująca cisza. Ponieważ Wścibski Ryj został w latarni na kilka dni celem uporządkowania naszych rzeczy, zabrania zwierząt i zgromadzenia do drewnianych skrzynek ziół  ( polecenia Madame); mogłam spokojnie blokować myśli przed Aleksem i poczuć się wreszcie wolna.

 

 

 

                                           ☼   ☼   ☼   ☼   ☼   ☼   ☼

 

 

 

 

- Jak idzie przebudzenie Irny?

- Zgodnie z planem. Po odnalezieniu jej pod kopułą nastąpił pierwszy kontakt.  Otrzymała twoje pióro Panie, list i instrukcje.

- Jaka jest nadzieja na jej szybki powrót?

- Tego nie wiem. Wiktor jej pilnował. W tej chwili jest w drodze do Miasta za Mgłą. Mamy nadzieję, że uda się ją tam przechwycić.

- Będzie strzeżona, nie uda się nam z nią porozmawiać. Niedobrze - zamyślił się, po czym odwrócił  do swojego rozmówcy i po chwili dodał - Cała nadzieja w Lidii.

 

           Pokój wypełniała słoneczna poświata. Od strony ulicy wielkie na trzy metry okna zapewniały doskonałą panoramę Miasta. Złote zasłony upięte finezyjnie zwisały po obu stronach ,,okiennej" ściany. Po przeciwnej stronie uwagę zwracały ogromne, dębowe drzwi. Miały widoczne słoje, które układały się w piękny, naturalny wzór drewna. Takie same dębowe meble dopełniały niezwykłości pokoju. Ogromny, trzymetrowy stół z dziesięcioma  krzesłami, komodą, trzydrzwiową szafą i witryną kryjącą za szklanymi drzwiami białą porcelanę zdobioną prawdziwym złotem znajdowały się po prawej stronie pokoju patrząc od wejścia. Na przeciwko ustawiono dwie sofy   z zielono - złotym aksamitnym obiciem i dwa takie same fotele. Nad stołem zwisał ogromny, kryształowy żyrandol. Magnus przechadzał się po pokoju od okna do drzwi rozmyślając intensywnie o tym, co miało nastąpić. Czekał na swojego gościa i zaczynał się niepokoić, gdyż ten miał tu być godzinę temu.

W końcu drzwi się otworzyły i do pokoju weszła ona.

- No nareszcie! - zawołał Magnus -  Jesteś. Bałem się, że jak zwykle będą problemy na punktach kontrolnych i nie daj Boże cofną cię poza Miasto.

 

- Przepraszam za spóźnienie - odpowiedziała- rzeczywiście przy ostatnim punkcie pojawiły się problemy. Przyczepili się do zdjęcia w przepustce. Ale na szczęście wszystko się wyjaśniło i jestem.

- Cudownie Lidio, siadaj, zaraz będzie obiad, jesteś pewnie zmęczona i głodna.

- No mówiąc szczerze głodna jak wilk, jadę od wczoraj. Wyruszyłam o 20.00 wieczorem i za twoją radą jechałam pociągiem, a potem dwoma autobusami. Jestem wykończona, ale musiałam tu dotrzeć. To prawda że została odnaleziona Irna?

- Tak, Wiktor potwierdził nasze przypuszczenia. Ma 17 lat i właśnie jest w drodze do Miasta. Ma rozpocząć tu naukę, więc twoja obecność jest niezbędna. Przypilnujesz małą i mam nadzieję, że uda się nam przejście. Musimy być bardzo ostrożni. To nasza jedyna szansa.

- Rozumiem, że chodzi ci o Królewskie Liceum Główne, tam ją przenoszą?

- Niestety tak. Dzięki twoim koneksjom i uprawnieniom pojedziesz jutro do Naczelnego Inspektora i otrzymasz etat nauczyciela w szkole. Będąc na miejscu wprowadzisz ją w nasze plany. Ach - zawahał się Magnus - ja z oczywistych względów jutro opuszczam Miasto. Do dyspozycji pozostawiam wam małe mieszkanko przy ulicy Liliowej 2. Tam będziesz mogła bez przeszkód spotykać się z Wiktorem. On zostanie na miejscu i będzie łącznikiem pomiędzy nami a tobą. Do Miasta przybędzie jeszcze Eva. Jest w drodze i również zamelduje się na Liliowej. Warunki mieszkaniowe są skromne, trzy pokoje z kuchnią i łazienką na pierwszym piętrze w czteropiętrowej kamienicy, ale dacie radę.

- Myślałam że będę mieszkać w szkole, przecież mieści się tam internat dla uczniów i pokoje dla nauczycieli?

- Niestety udało się załatwić ci etat nauczyciela przedmiotów fakultatywnych. To oznacza, że będziesz miała zajęcia z Irną tylko dwa razy w tygodniu, a to z kolei nie uprawnia do mieszkania nauczyciela na terenie szkoły.

W tym momencie otworzyły się drzwi i kelner wjechał ze stolikiem, na którym znajdowała się waza z zupą oraz sałatki i pięknie udekorowane półmiski z mięsem i rybami.

- Lidio, zapraszam cię do stołu. A tobie Ulryku - tu zwrócił się do kelnera - dziękuję za ten wspaniale wyglądający i pachnący posiłek. Jeżeli możesz, przynieś nam jeszcze butelkę czerwonego wina  i jesteś na dziś wolny.

- Oczywiście proszę Pana - odpowiedział Ulryk - zaraz przyniosę wino.

Wychodząc z salonu minął się z Wiktorem w drzwiach.

- A jesteś! - zawołał na jego widok Magnus - no siadaj z nami do stołu, siadaj i opowiadaj.

- Witaj Panie, witaj Lidio - skłonił się nisko Wiktor - z przyjemnością usiądę do stołu. Przyznaję, że od wczoraj nic nie jadłem i nie potrafię o niczym innym myśleć.

- No to smacznego wam życzę, zajadajcie a później wszystko nam opowiesz. O wino - zawołał Magnus na widok Ulryka - dziękuję ci i proszę poinformuj Magdę, że nie ma mnie dla nikogo. A i proszę zamknij za sobą drzwi.

 

☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼

 

 

 

           Miasto za Mgłą było ogromne. No może dla mnie ogromne. Przez całe życie poruszałam się na trasie: Załącze - latarnia, latarnia - Załącze. Co dziwne nawet we wsi Łąki Małe nigdy nie byliśmy, tylko spotykaliśmy czasem ludzi ze wsi jak rozmawiali na dworze z Ojcem czy Madame.  Nie mam w sumie porównania. A czytanie o innych miastach, no takim Rzymie, Paryżu czy Londynie  to nie to samo. Do Miasta prowadzi ogromy most. Naprawdę wielki. Pod nim płynie rzeka. A na tej rzece pływają statki. Różne. Transportowe, turystyczne, małe kutry i wielkie żaglowce. Jak dojechaliśmy do mostu zaświeciło się czerwone światło i wszystkie samochody z naszej strony mostu i z przeciwnej strony zatrzymały się. Most z obu stron zaczął się unosić do góry a kiedy obie jego  części ustawiły się  pod kątem 90 stopni pod mostem przepłynął ogromny statek turystyczny, który miał chyba z osiem pięter i wyglądał jak pływający blok. Później oba ramiona  powróciły do swojego poziomego położenia, zaświeciło się zielone światło i samochody z obu stron ruszyły przed siebie. Po przejechaniu nad rzeką wjechaliśmy w tunel, który ciągnął się dosyć długo. Wyjeżdżając z niego przywitało nas słońce i piękna stara, ceglana brama, na której umieszczono napis:

,, Verum vincit malitia"[1] 

Za bramą rozciągało się Miasto za Mgłą w pełnej krasie. Po obu stronach czteropasmowej jezdni stały piękne, stare, czteropiętrowe i pięciopiętrowe kamienice. Każda z nich miała indywidualne zdobienia. Wszystkie były odrestaurowane. Za kamienicami rozciągały się podwórka otoczone malowniczymi ogródkami pełnymi kwiatowych rabat. Po chodnikach od strony podwórzy przechadzali się mieszkańcy miasta po szerokich chodnikach. Dalej widoczne były sunące tramwaje a za nimi rozciągały się dalsze, równoległe ulice wypełnione następnymi kamienicami.

Z prawej strony, tuż za światłami rozpoczynał się piękny, wypełniony drzewami i rozlicznymi stawikami Park Miejski, do którego zmierzała grupa przedszkolaków prowadzona przez dwie panie przedszkolanki. Po lewej stronie mijaliśmy ogromny budynek, cały przeszklony, kontrastujący ze starymi kamienicami, na którym widniał napis: Naczelny Bank Miasta za Mgłą.  Zbliżyliśmy się do ronda i skręciliśmy w lewo. Wjechaliśmy w malowniczą uliczkę. Co prawda po obu jej stronach rozciągały się dalej kamienice, ale na parterze kamienic znajdowały się restauracje, kawiarenki, herbaciarnie i różnego rodzaju galerie z pamiątkami. Tu chodniki były znacznie szersze tak, aby zmieściły się wystawione na zewnątrz stoliki przy których siedziało mnóstwo ludzi nie przeszkadzając jednocześnie spacerującym mieszkańcom Miasta.

- Jaka piękna uliczka - pomyślałam- I nazwa taka ładna. Ulica Liliowa, pasuje!

- No taka dziewczyńska, dużo kwiatków i duperelek w stylu koraliki, kiczowata biżuteria i magnesy na lodówkę - powiedział na głos Aleks.

- A ja mam wrażenie jak bym tu już była - chciałam powiedzieć, ale tylko tak sobie pomyślałam, blokując dostęp brata do moich myśli.

- Aleksandrze - zwróciła się do Aleksa Madame - nie krytykuj. To jest kwestia gustu. Mnie osobiście również podoba się ta uliczka. A poza tym mają tu wspaniałe butiki.  

O - zdjęła z szyi - ten fioletowy szal kupiłam właśnie na Liliowej i wcale nie uważam, że jest kiczowaty.

Wypowiedź Madame zamknęła Aleksa, a ja z satysfakcją uśmiechnęłam się do niego. No proszę, czasami Madame popiera mnie a nie Aleksa!

Wyjechaliśmy z Liliowej i skręciliśmy w prawo. Po lewej stronie na niewielkim wzgórzu wznosił się potężny zamek, chyba krzyżacki.

- Po lewej stronie znajduje się zamek z XV wieku - powiedział Ojciec- a za nim Katedra św. Michała. O widać jej wieże. Na pewno szkoła zorganizuje wycieczkę na Stare Miasto, więc dowiecie się znacznie więcej o tych zabytkach.

- Mam w dupie zabytki. Interesują mnie dziewczyny i to, czy wśród pasztetów znajdzie się jakaś laleczka - pomyślał Aleks, a ja spojrzałam na niego z politowaniem.

- Pewnie zauważyliście- kontynuował Ojciec- że wjechaliśmy do Miasta od strony Wielkiego Mostu. Tu wszędzie rozciąga się Stare Miasto. Jadąc na północ, za kolejnym tunelem, który biegnie pod Zielonym Wzgórzem rozciąga się Nowe Miasto. Tam wszędzie są wieżowce i nowoczesne blokowiska. My jednak zawieziemy was do najstarszej tu szkoły. Jeszcze kilka przecznic i będziemy na miejscu.

I rzeczywiście. Zostawiliśmy za sobą zamek i katedrę i znowu skręciliśmy w prawo. Wszędzie otaczały nas stare, piękne kamienice, a co jakiś czas wyłaniały się kolejne miejskie parki. Ja naliczyłam ich ze cztery.

- W mieście jest dużo parków. Tamten mijany na początku jest największy. Wewnątrz  znajduje się Pałacyk na Wodzie. Pewnie też tam będziecie mieli wycieczkę szkolną. Te mijane po drodze parki są znacznie mniejsze, ale każdy jest urokliwy. Szczególnie Park Miły- powiedziała Madame - Wiesz Atino jak byłaś malutka, no jak miałaś prawie roczek, właśnie tutaj przychodziłam z wózkiem na spacery. Wtedy mieszkaliśmy z Ojcem na Starym Mieście. Później, po urodzeniu Aleksa, przenieśliśmy się pod Zielone Wzgórze, na granicę Starego i Nowego Miasta.

- Naprawdę?- zdziwiłam się bardzo- nigdy o tym nie mówiłaś Madame.

- Och nie było okazji. Tak mi się przypomniało przejeżdżając obok.

Anastazja spała, zresztą wuj również. Ciotka czytała gazetę, a Aleks ziewał. Wydawało mi się, że po raz pierwszy jestem zauważalna przez Madame i Ojca. W sumie widząc mój zachwyt nad Miastem zwracali się wyłącznie do mnie i wciąż opowiadali o jakiś ciekawostkach związanych z Miastem. A ono było naprawdę imponujące! Stare i nowe jednocześnie. Barwne, kolorowe, pełne drzew, kwiatów, uśmiechniętych ludzi. Wokół imponujące kamienice, galerie, sklepiki, restauracje i .....pełne słońca. Boże tu było pełno słońca. Po raz pierwszy zobaczyłam wiosnę w pełnej krasie. Wszędzie rabaty z kwiatami i pomimo jeżdżących samochodów i tramwajów ( które widziałam po raz pierwszy na żywo) słyszałam śpiew ptaków, śmiech dzieciaków, jakąś muzykę płynąca wprost z ulicy, na której grał uliczny muzyk,  a nawet dźwięk dzwonów z katedralnej wieży. Byłam tak szczęśliwa, że nie wiedząc dlaczego powiedziałam na głos:

- Redii dilectus![2]

- Atino!- zawołała Madame - co ty wyprawiasz, co to znaczy?

- Uspokój się Anito - szybko wkroczył Ojciec- podjeżdżamy już do szkoły. Anna zaraz do nas wyjdzie.

- No tak - powiedziała już znacznie spokojniej Madame - dojechaliśmy.

 

 

 

☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼

- Magnusie- zaczął Wiktor- nie wszystko poszło zgodnie z planem.

- Co to znaczy? Mów do cholery. Chyba już skończyłeś jeść?

-Tak Panie- odpowiedział pospiesznie Wiktor- Skończyłem i bardzo dziękuję. Ryba była przepyszna.

- Do rzeczy Wiktorze. Kończy się moja cierpliwość.

- Otóż- zaczął Wiktor przełykając ostatni kęs - pióro trafiło do Aleksandra.

- Co?!!! Przecież to JEJ miałeś podarować znak. Jej miałeś powiedzieć czym ono jest i dlaczego jest takie ważne!

- Tak wiem, ale...

- Oni są nierozłączni- wtrąciła Lidia łagodząc narastające napięcie- Tak zostali wychowani. Zresztą on też jest telepatą.

- To prawda - Wiktor westchnął z ulgą i rzucił spojrzenie Lidii, które znaczyło jedno: ,,dzięki, jesteś cudowna"- Poszedł za nią- kontynuował- Wywiązała się szarpanina. Chwycił mnie za kurtkę i przypadkowo wyrwał pióro, które schowałem dla Atiny. Później próbowałem ratować sytuację. Nawiązałem kontakt z Irną za pomocą telepatii, ale rozmowy trwały przez chwilę. Zarówno Aleksander jak i ten zdrajca szczur Jan, ich odźwierny, potrafią czytać w myślach. Trudno mi było wszystko jej wyjaśnić. Poza tym są pod ciągłą obserwacją. Czarna wstęga czuwa.

- Co dalej?- zapytał wyraźnie zniecierpliwiony Magnus.

- Kiedy pokazałem jej list i kolejne pióro od ciebie nie było czasu zamknąć skrzynki pocztowej.

- O nie!!- zawołała Lidia- a zatem już wiedzą, że połączenie zostało otwarte.

- Wiedzą lub za chwilę ich odźwierny im  o tym powie- skończył smutno Wiktor i spuścił w rezygnacją głowę.

- Trudno- skomentował Magnus- i tak by się dowiedzieli. Wcześniej czy później musiało do tego dojść. Mam nadzieje, że i tak jesteśmy o krok przed nimi. Cała nadzieja w tobie Lidio. Będziesz miała na nią oko. Pewnie przeczyta dziś list, a ty ją jakoś przekonasz . Po przejściu będzie gładko. Zaatakujemy. Z całą siłą.  Dobra, wracam jeszcze dziś. Przygotuję wszystko na miejscu i będziemy na was czekać. Oby nasze starania po tylu latach zakończyły się wreszcie odzyskaniem Irny.

- Panie jesteśmy już tak blisko- zaczęła Lidia- za trzy dni rozpoczynają się zajęcia fakultatywne w szkole. Obejrzę Atinę i ocenię jej możliwości. Myślę, że w ciągu miesiąca przekonam ją do przejścia. Na pewno się uda. Musi się udać.

- Oby Lidio, oby. A na razie- westchnął- musimy czekać.

Wstał i podszedł do drzwi.

- Kończę nasze spotkanie, jestem wykończony i tracę moc. Muszę wracać. Nie jestem w stanie już dłużej tu być. Czuję ich bliskość i to odbiera mi siły witalne. Do zobaczenia Lidio. Wiktorze- tu zwrócił się do niego - dokończ zadanie. Liczę na ciebie.

Oboje w ciszy patrzyli jak Magnus wychodzi z pokoju.

- Pójdziemy skrótem- powiedziała Lidia, kiedy Magnus zamknął za sobą drzwi- Chodź.

Wyszli z salonu. Przeszli korytarz, skręcili w lewo aż doszli do klatki schodowej.

- Jest! - zawołała Lidia- Czasami mają jakieś problemy z energią i wtedy możesz czekać nawet dwie godziny.

- Jakbym miał tyle czekać to poszedłbym piechotą- odpowiedział Wiktor i przepuścił przodem Lidię.

W tym momencie otworzyły się drzwi i w środku pokazała się przestronna, jasna, nowoczesna winda.

- Naciśnij 2- powiedziała Lidia.

Winda wbrew pozorom ruszyła w górę. Minęli kilka pięter kamienicy, a kiedy nad nimi otworzyła się klapa dachu wystrzeliło ich w górę. Ruszyli windą wciąż unosząc się nad dachami kamienic. Było już ciemno i nocny pejzaż Miasta prezentował się pełen świateł, neonów i migoczących nad nimi gwiazd.

- Zawsze lubiłam to przejście. Można podziwiać Miasto. I pomyśleć, że kiedyś było wspólne.

- Tak - powiedział Wiktor i podszedł bliżej do Lidii - nie uważasz, że jest bardzo romantycznie.. Ludzie w windzie często wykorzystują jej ograniczoną przestrzeń.

- Wiktorze, pomyśl co by powiedziała Atina widząc ciebie teraz. Trzynastolatek w białej kurtce dobierający się do dorosłej kobiety?

- Ale ja nie mam trzynastu lat- odpowiedział stojący tuż przy niej, napierający na jej delikatne ciało rosły, potężnie zbudowany mężczyzna. Schylił się i wreszcie zrobił to, na co czekał od momentu wejścia do pokoju Magnusa. Zaczął całować jej szyję, jedną ręką przytrzymywał ją w pasie i dociskał do swojego spragnionego ciała. Drugą dotykał lewej piersi. W końcu wbił się w jej usta i zaczął namiętnie całować. Lidia płonęła i oddawała mu uczynnie pocałunki. Czuła jego męskość i to doprowadzało ją do szaleństwa. Opanowała się z trudem wciąż drżąc na całym ciele. Delikatnie odepchnęła kochanka i wyszeptała.

- Jesteśmy na miejscu. Poczekaj jeszcze chwilę.

Wyszli z windy. Znajdowali się na klatce schodowej kamienicy mieszczącej się na ulicy Liliowej 2. Podeszli do drzwi i wyciągnęli klucze. W tym momencie drzwi otworzyły się i ukazała się w nich rudowłosa, niska, piegowata i uśmiechnięta szeroko kobieta.

- No nareszcie!

- Eva - zawołała Lidia- jesteś kochana, jesteś!.

I padła w jej ramiona. Wiktor poczekał, aż kobiety wejdą do środka i zamknął dokładnie drzwi. Na trzy zamki.

 

☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼

 

Przesłuchanie kontynuowano przez wiele godzin. Bicie, kopanie, podpalanie, polewanie kwasem. Potem podwieszanie na linie zwisającej z sufitu, przymocowanej do zardzewiałego haka i dalsze bicie.

Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wszedł Kruk.

- Powiedział coś, wydusiłeś z niego coś?!!- rzucił od drzwi.

-Twardy jest, nie pisnął ani słowa nie jeden by już wymiękł- odpowiedział  łysy koleś. Jego ciało pokryte było w całości tatuażami. Miał ręce we  krwi swojego więźnia.

- Ale ja jeszcze się z nim trochę pobawię, zobaczymy!- zawołał i zaczął ponownie okładać nieszczęśnika pięściami po całym ciele.

- To dopiero rozgrzewka!- dodał i wyszczerzył się ukazując dwie złote jedynki.

- Zaczekaj- powiedział spokojnie Kruk ja z nim porozmawiam.

Podszedł do nieszczęśnika. Był cały zalany krwią.

- Posłuchaj mnie uważnie, to może się skończyć. Uwierz mi nie warto być męczennikiem. Oni nie trafiają do nieba tylko gniją w swoich plugawych grobach. Nie ma żadnego Boga i żadnej sprawiedliwości. Jedyny bóg jaki istnieje stoi przed tobą. Jedyna sprawiedliwość, jaka istnieje na tym świecie to ja i moje prawa, więc zacznij mówić. Zapytam ostatni raz. SKĄD WZIĘŁO SIĘ PIÓRO MAGNUSA W KIESZENI MOJEGO SYNA!!!

Ostatnie zdanie wykrzyczał tak głośno, że mury celi zatrzęsły się, a zwyrodnialec z tatuażami przewrócił się i poleciał na drzwi. Nieszczęśnikiem siła głosu potrząsnęła z taką siłą, że poleciał na ścianę celi za sobą.

- Dobrze. Szkoda na niego czasu. Irna jest już w mieście a Aleksander jest bezpieczny.

Więzień wyszeptał łamiącym się głosem.

- Nie będzie bezpieczny. Już nigdy...

Kruk nie wytrzymał i zaryczał na cały głos:

- Zdychaj plugawe ścierwo!! Zarządzam KONIEC!

Ciało więźnia zatrzęsło się. Od środka zaczęła pojawiać się jasna poświata, która rozdzielała milimetr po milimetrze komórki, mięśnie i ścięgna nieszczęśnika. Ten zaczął potwornie krzyczeć, błagać o litość, wyć, wić się, szlochać.

- Błagam, przestań!! Powiem, powiem, powieeeeeeem!!!

 Kruk ze spokojem patrzył jak światło rozrywa jego ciało. Siła światła przybrała na sile i nagle nastąpił wybuch, który rozerwał od środka nieszczęśnika rozrzucając części jego ciała po całej celi.

- Za późno- powiedział spokojnie Kruk.

- Ale zajebista sztuczka szefie!- zawołał bezmózgi wstając i otrzepując się z resztek mięsa.

- Posprzątaj. Potem czekaj na rozkazy.

Wyszedł z celi, przeszedł po schodach do góry. Następnie skierował się ku wyjściu. Przed potężnymi drzwiami spojrzał na swoją dłoń, na której były widoczne ślady krwi więźnia.

- Cholera - powiedział sam do siebie  - Ubrudził mnie skurwysyn. Szkoda, że można zabić kogoś tylko raz.

 

☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼

 

W pokoju panował półmrok. Wiktor przyniósł kilka pachnących świec z szafki na przedpokoju i zapalił je ustawiając w różnych częściach pokoju. Na stole, na parapecie, na nocnym stoliku i jedną na podłodze podkładając pod nią stary talerzyk.

- Jak romantycznie- wyszeptała Lidia i spojrzała wymownie na niego.

- To, co wam powiem nie jest romantyczne- skwitowała Eva wchodząc do pokoju  z tacą, na której niosła trzy filiżanki z imbrykiem, świeżo zaparzoną herbatą i kawałkami drożdżowego ciasta.

- Kupiłam  na wieczór do herbaty w cukierni obok. Ekspedientka twierdzi, że to najlepsze ciasto pod słońcem.

- Jesteś kochana, zawsze o wszystkim myślisz -powiedziała Lidia i podbiegła do Evy, żeby pomóc jej donieść tacę do stołu. Była od niej wyższa o całą głowę. O ile Lidia była szczupłą, wysoką, szatynką z kręconymi włosami do ramion, miała piękne, zielone oczy i cudownie kształtne, wiśniowe usta a mężczyźni oglądali się za nią zawsze na ulicy, o tyle Eva była posiadaczką nienachalnej urody. W sumie to nie wiadomo było czy jest ładna, czy bardzo pospolita. Niska, piegowata, lekko korpulentna. Nie, nie gruba tylko ...zbita, masywna. Miała szare oczy i jedynie włosy stanowiły jej niewątpliwy atut. Długie, sięgające do pasa, kasztanowo - rude włosy budziły zachwyt przechodniów. Patrząc na nią można się było od razu zakochać albo zniesmaczyć. Ona sama mówiła o sobie, że ma trudną urodę. Bo czasami jest urodziwa, a czasami  brzydka. Tego wieczoru Eva wyraźnie piękniała. Być może dlatego, że światło świec podkreślało jej kolor ognistych włosów.

- Jestem trochę zmęczony- powiedział Wiktor- mam za sobą ciężki dzień.

- No tak, rozumiem- szybko zareagowała Eva- powiem od razu bez owijania w bawełnę. Dorwali Jacka.

- Co?? Nie!! Tylko nie to.

- No...niestety. Właśnie dlatego przyjechałam bezpośrednio tutaj. Bałam się. Jestem przerażona. Próbowałam nawiązać z nim kontakt. Bili go głównie po głowie. Boże to straszne....oni go strasznie torturowali...Słyszałam jego modlitwy. Powiedział mi w myślach, że to dla Irny, dla naszej sprawy...Próbowałam zorganizować pomoc, odbić go jakoś. Ale ....- zawahała się i zniżyła głos - wyczułam obecność Kruka.

- Jeśli Artur wszedł do celi Jacka, to on już nie żyje - powiedział Wiktor. Wstał i wyszedł na balkon. Wyciągnął papierosa.

- Wiktor- zawołała Lidia- przestań, tyle lat nie paliłeś.

- Daj mi spokój Lidio- odpowiedział stanowczo - To przeze mnie go zabili. Kurwa mać! I przez to cholerne pióro - zaciągnął się- Gdyby ten gnojek go nie dostał, Jacek by żył. To jest wyłącznie moja wina, spierdoliłem!

- Nie mów tak, przestań to się mogło przytrafić każdemu z nas...

- Ale - jak to się wyraziłaś? Przytrafiło się mnie. Jestem beznadziejny. Dobranoc.

Wychodząc do swojego pokoju  w absolutnej ciszy, odprowadzany wzrokiem kobiet zabrał ze sobą butelkę wódki z barku.

 

- No i się wkurzył- skwitowała Lidia.

- Przejdzie mu, jest trochę winny całej tej tragedii.

- Evo jak możesz tak mówić? Przecież wiesz, że Wiktor naprawdę poświęcił wiele, żeby dostarczyć pióro Atinie. No...trochę się porobiło.

- Zawsze go bronisz. Czy wiesz co oni robili Jackowi, czy wiesz jak on umarł?

- A ty wiesz?!

- Nie, ale się domyślam. To przecież nie pierwsza ofiara Kruka. A Wiktor zaleje robaka i mu przejdzie.

- Mam nadzieję. To niesprawiedliwe osądzać go i twierdzić, że przyczynił się do śmierci Jacka.

- No ok. Przepraszam. Wiesz, że za nim nie przepadam i wiesz dlaczego. Może zbyt surowo oceniam go. Ale już się w tym wszystkim gubię i jeszcze ta cała mobilizacja, bo odnalazła się Atina.

- No...a ta bidula nic nie wie. Dopiero teraz, jak dostanie list to dopiero będzie...

- W sumie to jeszcze dzieciak. Szkoda mi jej. Cały świat wywrócony do góry nogami. ..

Obie zamyśliły się na chwilę. Niebo pokryły gęste chmury przysłaniając księżyc i gwiazdy.

- Będzie burza. Jak nic zaraz zacznie lać. Zamknij balkon - powiedziała Eva.

Lidia zamknęła balkon i poszła do łazienki. Eva - już wykąpana- kończyła sączyć zieloną herbatę, potem poszła do Lidii.

- Można? Chciałabym tylko umyć zęby.

Cisza. Szum wody.

- Lidia?

Weszła do środka. Lidia wyszła spod prysznica i podeszła do Evy.

-Nareszcie mam cię tylko dla siebie moja malutka - wyszeptała i zaczęła całować trochę zaskoczoną Evę.

- Przestań, Wiktor jest za ścianą.

- Już śpi, a ja się boję burzy i nie mogę sama spać.

- Jak możesz, on cię naprawdę kocha.

- Ja też go kocham i kocham moją małą Evę- wyszeptała Lidia i zaczęła całować ją po szyi.

- Ale ja tak nie mogę!

- Nie możesz?! A miesiąc temu w szkole? A od dwóch lat w mojej sypialni, jakoś nie stawiałaś oporu!

- A teraz stawiam. Wiktora nie znoszę bo jest z tobą, a ty z nim. Oficjalnie. Ale jeszcze bardziej nie znoszę tej twojej podwójnej gry. I wiesz co? Mam tego dosyć. Jacek był moim przyjacielem, dziś prawdopodobnie umarł. I nie potrafię o niczym innym myśleć. Jestem załamana, a tobie chodzi tylko o seks z kochanką pod nosem pijanego kochanka. Mam tego już dosyć! Odczep się Lidia, raz na zawsze!

 

           Wyszła z łazienki i poszła do swojego pokoju. Lidia wybiegła za nią, ale Eva była już u siebie i zdążyła tuż przed jej nosem zamknąć drzwi na klucz. Położyła się na łóżku, ale długo nie mogła zasnąć. Płakała nad sobą, nad Jackiem i nad Lidią, którą kochała. Coraz mniej.

Wiktor przewrócił się na lewy bok, kiedy do łóżka weszła Lidia. Próbowała się do niego przytulić ale ten udawał, że we śnie odsuwa się od niej w stronę brzegu łóżka. Nie spał teraz ani wcześniej. Wypił niewiele. Zawsze mało pił. Miał ochotę wykrzyczeć co myśli o tym wszystkim, ale wciąż blokował dostęp do swoich refleksji. Zresztą tak samo jak Lidia i Eva. Klasyczny pat. Trzeba wytrzymać. Najpierw Atina. Potem Lidia. Tak to się nie skończy. Jeszcze sobie porozmawiamy Lidio. Jeszcze porozmawiamy.

 

☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼  ☼

 

           Podjechaliśmy do szkoły.  Gmach był ogromny i cały z cegły. Główna część szkoły przypominała ogromny, sześciopiętrowy prostokąt z drewnianymi oknami. Do szkoły prowadziły jasne i wielkie na dwa metry mosiężne drzwi. Dwa pozostałe skrzydła szkoły przylegały prostopadle  do głównej części gmachu. Lewe i prawe skrzydło połączone zostały murem o wysokości około dwóch, trzech metrów. W środkowej części muru również była umieszczona brama. Znacznie niższa, na około półtora metra wysokości. Śmieszne. Większość uczniów i wszyscy nauczyciele przechodząc przez nią musieli schylać głowy. Widziałam to  już pierwszego dnia, jak weszliśmy do szkoły prowadzeni przez panią dyrektor. Annę jakąś tam, nie zapamiętałam nazwiska. Przechodząc przez główny hol wyszliśmy na wewnętrzne podwórko. Stały tam ławki i rosło kilka pięknych, starych drzew. W rogach podwórka urządzono piękne rabaty kwiatowe a na środku patio wzniesiono fontannę przedstawiającą jakiegoś mężczyznę siedzącego na koniu. W jednej ręce trzymał miecz a w drugiej wodze. Miał stanowczy, władczy wyraz twarzy. Nie wiem, może to złudzenie ale kogoś mi przypominał.....Okalała go roślinna konstrukcja z której tryskały kropelki wypuszczanej wody.

- Ciągle te fontanny!- pomyślałam- nawiedzeni jacyś?

Ale szkoła była piękna, ogromna, stara i doskonale pasowała do otaczających ją kamienic. No i właśnie wtedy zauważyłam grupę uczniów z nauczycielem przechodzących przez bramę w murze. Wszyscy bez słowa przechodzili przez nią spuszczając głowy.

 

- Zapraszam do mojego gabinetu- powiedziała Anna i zaprosiła całą czwórkę do środka- siadajcie.

Za ogromnym biurkiem usiadła wysoka czarnowłosa kobieta około pięćdziesiątki ubrana w granatowy żakiet, pod  który  włożyła białą bluzkę z kołnierzykiem zakrywającym wszystko pod szyję.

Anita i Artur usiedli obok siebie na przeciwko biurka Anny. Atina i Aleksander usiedli w głębi gabinetu pod ścianą, gdzie stała zielona sofa.

- No-powiedziała Anna- witamy w naszej szkole. Zdaję sobie sprawę, iż dołączacie do grupy w ciągu roku szkolnego i może to być dla was trudne- tu spojrzała  w stronę dzieci i zatrzymała na dłużej wzrok wpatrując się w Atinę - Ale...- zawahała się na chwilę- wiem, ze ty Anito wraz z Almą doskonale wywiązałyście się z zadania poprzez nauczanie domowe.

- Tak, starałyśmy się bardzo. Realizowałyśmy skrupulatnie program.

- Doskonale, doskonale. Niemniej jednak- tu wzięła wdech- konieczny będzie egzamin sprawdzający wiedzę Aleksandra i Atiny. Jutro zaproszę was- tu zwróciła się do dwójki siedzącej na sofie- do mojego gabinetu  i w obecności trzech nauczycieli oraz mojej skromnej osoby napiszecie egzamin sprawdzający waszą wiedzę. A następnego dnia przedstawię was swoim klasom.

- Swoim klasom? To nie będziemy z Atiną w jednej?- zawołał Aleksander, który i tak był już wściekły z powodu jutrzejszego egzaminu.

- No.....- zawahała się pani dyrektor.

- Taką decyzję podjęliśmy z Madame- szybko i stanowczo odpowiedział Kruk, a jego  ton jak zwykle nie przewidywał sprzeciwu czy renegocjacji warunków umowy.

- Tak. To jeżeli wszystko jest już jasne zapraszam was do swoich pokoi. Przydzieliłam wam na dzisiaj opiekunów- przewodników, to jest uczniów z najstarszych klas. Jak wiecie nasi uczniowie rozpoczynają naukę w naszej szkole w wieku czternastu lat. Szkoła jest czteroletnia a w wieku osiemnastu lat po zdanym egzaminie otrzymują dyplom ukończenia naszego liceum. Wy macie.....

- Siedemnaście  ma Atina, Aleksander rocznikowo siedemnaście, ale skończy je dopiero w grudniu......- wyrwała się Madame.

-No tak- kontynuowała pani dyrektor- A zatem pozostało wam półtora roku nauki w naszej szkole. Mam nadzieję, że twórczo spożytkujecie spędzony tu czas. Nasza szkoła jest najlepsza nie tylko w całym Mieście, ale też w całym regionie. Możecie już być dumni, że będziecie się tu uczyć.

- Dziękujemy Anno- zaczęła Anita.- To wspaniale, że zgodziłaś się przyjąć Aleksandra i Atinę w środku roku szkolnego. Jesteśmy ci z Arturem bardzo wdzięczni, a nasze dzieci na pewno nie zawiodą. Obiecuję. Prawda?

Tu odwróciła się do tyłu, a smutna dwójka pokiwała głowami na znak uległości.

Tak zakończyła się rozmowa z panią dyrektor a Atina i Aleksander po tym jak pożegnali się z rodzicami poszli w dwóch różnych kierunkach szkoły, udając się za swoimi opiekunami, oczekującymi na ,,nowych" pod drzwiami gabinetu Anny. 

 

☼☼☼☼☼☼☼

 

           Siedziałam w pustym pokoju. Na przeciwko drzwi było duże, stare okno z zieloną zasłonką i białą, staromodną firanką. Na szczęście - czyste i uprasowane, co dodawało trochę elegancji temu miejscu. Przy oknie stało małe, brązowe biurko z obrotowym, używanym czarnym krzesłem. Na biurku zwykła lampka biurkowa - o dziwo zielona, pasująca kolorystycznie do zasłon w oknie. Po lewej stronie patrząc od wejścia do pokoju znajdowało się pojedyncze łóżko z pojemnikiem na pościel. Na łóżko rzuciłam torbę z pościelą, kołdrą, poduszką i moją maskotką- przytulanką czyli brązową, pluszową małpką. Na przeciwko łóżka dwudrzwiowa, brązowa szafa. W środku szafy z jednej strony półki na ubrania i dwie szuflady. Z drugiej miejsce na wieszaki - dostałam ich dziesięć i jedna, głębsza szuflada. Nad łóżkiem obrazek z widoczkiem : ośnieżone góry, w dole wierzchołki świerków czy sosen. Trudno stwierdzić. Szczęście, że nie jelenie na rykowisku. A i jeszcze dwa elementy wystroju pokoju. Wiszący żyrandol z - a jakże- zielonym kloszem i ....w głębi, za szafą ścianka kartonowo- gipsowa a w niej drzwi. Za drzwiami zlew i toaleta. Nad zlewem małe lusterko a z boku dwa haczyki na ręcznik do rąk i buzi. Pod zlewem plastikowa miska. Na zlewie pojemnik na mydło w płynie. Obok pojemnik na szczoteczkę do zębów i pastę. Obok zlewu wąziutki słupek- stojąca szafka. W środku trzy półki na ręczniki, kosmetyki i środki czystości.

- No cóż - powiedziałam sama do siebie-  Brak prysznica czy wanny, ale mam własny kibelek. A to już coś!

 

           Mogłam również bezkarnie przyglądać się swojej twarzy w lustrze, bo wreszcie je miałam!

Rozpakowałam swoje ubrania i włożyłam równiutko do szafy. Zajęłam wszystkie wieszaki i wyjęłam swoje książki. Na szczęście w biurku znajdowały się dwie półki i dwie szuflady. Udało mi się swoje książki, zeszyty i długopisy upchnąć do szuflady i na półki. Na biurku postawiłam ulubiony kubek : biały w czerwone maczki, do którego włożyłam ulubione flamastry, długopisy, ołówki i cienkopisy.

,,- No i wszystko gotowe - pomyślałam".  W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.

- Kto tam?- zapytałam.

- Jestem Lidia. Uczę w szkole historii sztuki. Przyniosłam ci radiomagnetofon.

-Radiomagnetofon?- zapytałam i otworzyłam drzwi.

Rzeczywiście w drzwiach stała piękna, wysoka kobieta z jakimś antykiem. Na uwagę zwróciły jej kręcone ciemnoblond włosy i szeroki uśmiech.

- Lidia Bart. Jestem twoją nauczycielką Atino. Przyniosłam Ci radiomagnetofon z odtwarzaczem cd. No i trochę płyt. Na zajęciach zajmujemy się szeroko rozumianą sztuką. Malarstwem, rzeźbą, fotografią, historią teatru, kina, wzornictwem przemysłowym,  muzyką a nawet historią mody. Mam nadzieję, że spodobają ci się zajęcia. A tu masz - w tym momencie podała mi wraz z radiomagnetofonem- również płyty ze słuchowiskiem: Mistrz i Małgorzata Bułhakowa.  Przesłuchaj na jutro. Będziemy rozmawiać o realizacji tego słuchowiska. A - dodała- i życzę ci w nowym miejscu pięknych snów. Dobranoc.

 

           Kobieta spojrzała na mnie tak jakoś dziwnie, jakby mi się przyglądała badawczo, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku schodów. Zamknęłam drzwi bąknęłam pod nosem: dziękuję.

 

Ustawiłam radiomagnetofon na biurku i zaczęłam szukać kontaktu pod biurkiem.

,,- O jest!- pomyślałam- zaraz sobie posłuchamy". W tym momencie zobaczyłam pod biurkiem białą, sporą  kopertę.

,,- Ach no tak- pomyślałam- to koperta z naszej skrzynki pocztowej! Zupełnie o niej zapomniałam. Miałam ją pod bluzką, którą zdjęłam i powiesiłam w szafie." - przypominałam sobie.

Byłam już w piżamie ponieważ ,,zaliczyłam" już na końcu korytarza wspólny prysznic w łazience dla dziewcząt i zjadłam kolację w szkolnej stołówce.

,,- Musiałam nie zauważyć, jak wypadła mi spod bluzki i poleciała pod biurko" - tłumaczyłam sobie w myślach ciąg wydarzeń. - Zobaczmy co tam jest w środku."

 

Otworzyłam białą kopertę. W środku, odręcznym, eleganckim charakterem pisma było  zapisane......

 

 

 

7 X TAK

 

  1. Tak, świat wokół Ciebie jest iluzją.
  2. To: TAK musisz odkryć sama.
  3. Tak, Magnus jest Ci bliski.
  4. Tak, zawsze i wszędzie blokuj swoje myśli. A szczególnie w szkole.
  5. Tak, Golda czeka na Ciebie.
  6. Tak, jesteś Irną.
  7. Tak, musisz pomóc. Bo możesz.

 

 

 

Na kolejnej kartce znalazłam instrukcję.

 

 

INSTRUKCJA

 

  1. Idąc wieczorem spać zadawaj sobie pytanie: Czy widzę źródło? Czy jestem blisko źródła?
  2. Przemywając rano twarz powtarzaj w myślach: Goldo otwórz swoje bramy!
  3. Otrzymane pióro trzymaj blisko ciała. Pod bluzką. Słuchaj go, kiedy przemawia.

 

Do instrukcji dołączam pióro Magnusa.

Pozdrawiam,

Wiktor. 

 

- ,,Co za bzdura – pomyślałam - Jestem Irną? A może czarodziejem? Jak Harry, po prostu Harry. Może za chwilę przyleci tu Hagrid na miotle i dlaczego nie wysłali sowy z listem??? A nie, zapomniałam! Kruk opowiadał o filmie Matrix. Czyli co? Zaraz mi coś wylezie z brzucha?? Ha, ha, co za bzdury. Golda!!! Jakaś złota Żydówka, bo mi to tak jakoś brzmi ! O Boże! Myślałam, że to jakaś poważna sprawa, a tu takie badziewie! 7 X TAK, też mi coś!"

- Jestem Irną! - zawołałam na cały głos- A fontanna się rusza i uśmiecha! Wal się Wiktor. Ty i twoja wielka tajemnica! - wołałam wściekła.

Podarłam głupią kartkę i instrukcję i wyrzuciłam do  reklamówki. Pióro było piękne, chociaż niestety nie świeciło jak tamto, które podniósł Aleks. Postanowiłam je zachować. Nie wiedzieć czemu schowałam je pod poduszką.

- ,,Jutro postaram się o kosz na śmieci- pomyślałam- a teraz posłuchajmy Mistrza i Małgorzaty".

Włożyłam otrzymaną płytkę do odtwarzacza, włączyłam nocną lampkę, usiadłam na łóżku i przykryłam się kołdrą. Umościłam sobie poduszkę i przytuliłam się do małpki.

- No to teraz mogę już was posłuchać- powiedziałam na głos wciskając przycisk : play.

 

 

☼☼☼☼☼☼☼

 

           Następny dzień i pozostałe były takie same. W szkole panowała nudna jak flaki z olejem, powtarzalna rutyna. Rano prysznic, wspólne śniadanie na stołówce a od godziny 9.00 lekcje. Blok przedpołudniowy moja klasa miała w sali 21 A. Siedzieliśmy sobie w tej samej sali do 13.00, a nauczyciele różnych przedmiotów przychodzili do nas na lekcje.  Siedziałam w przedostatniej ławce przy oknie z Grubą Bertą. Tak nazywano moją koleżankę z ławki, chociaż ona miała na imię Jagoda. Ja oczywiście mówiłam jej po imieniu. Jagoda rzeczywiście miała sporo kilogramów nadwagi . Była za to bardzo sympatyczna i niesamowicie gadatliwa. Ponadto posiadała cenny dar. Była doskonale zorientowana w życiu szkoły. Kto? Z kim? Po co? Dlaczego? Jagoda nie była też klasową ofermą, a wręcz przeciwnie. Kilka razy pobiła się z dziewczynami w klasie i od tej pory nikt z nią nie zadzierał. Miała tzw. ciężką rękę. Nie wiem dlaczego, ale poza Jagodą nikt ze mną za bardzo nie chciał rozmawiać. No chyba, że w ramach dyskusji na lekcji. Trochę się różniłam od innych. Tu wszyscy wyglądali jak Aleksander. Byli wysocy, mieli czarne włosy, długie lub krótkie i taki sam sposób chodzenia. Nawet mówili podobnie. Powoli, jakby każde słowo ważyli. Tylko Jagoda różniła się od nich swoją tuszą i gadatliwością. Ja ze swoim średnim wzrostem i bardzo jasnymi blond włosami wyglądałam jak jakieś dziwadło. Ponadto zdałam egzaminy celująco i podobno to było bardzo źle widziane wśród uczniów. Niby, że się wywyższam. Aleksander popełnił dwa błędy i z tego co mi mówił ( telepatycznie) zyskał w klasie wielu nowych przyjaciół. Zresztą z bratem widziałam się sporadycznie, na tak zwanych zajęciach wspólnych. O godzinie 13.00 następował cudowny czas dla Jagody. Przerwa obiadowa, która trwała aż godzinę. Tak naprawdę można było zjeść w dwadzieścia minut obiad i resztę czasu spędzić na świeżym powietrzu. Ogromnym plusem szkoły było patio, wydzielone miejsce z ławkami i drzewami, gdzie zazwyczaj siadałam, aby poczytać książkę. Miałam spokój, ponieważ Jagoda nie tylko zjadała swój obiad ale później dojadała resztki po kolegach i koleżankach. Do czternastej! Czasem do mnie na ławkę przychodzili  Adam i Ewa. Tak, to nie żart. Para przyjaciół z klasy równoległej. Oni również nieznacznie się różnili od przeważającej większości wysokich brunetek i brunetów. Mój rocznik został podzielony na trzy klasy. Ja byłam w klasie A, mój brat w klasie B a Adam i Ewa byli z klasy C. Ewa - niziutka, niższa ode mnie rudowłosa, piegowata, drobna dziewczyna. Zawsze uśmiechnięta z zielonymi oczami . Ubrana w zieloną sukienkę ( różne wariacje zielonych sukienek i ciemnozielone buty). Czasem miałam wrażenie, że Ewa jest zieloną roślinką, która do mnie mówi ludzkim głosem. W sumie w tej zieloności jej rude, krótkie włosy były jedynym akcentem kolorystycznym, który nie był odcieniem zieleni. Adam był ode mnie  wyższy o głowę, ale nie tak wysoki, jak czarnowłosi koledzy z jego klasy. Miał niebieskie ( takie jak ja) oczy i był ciemnym szatynem. Nosił okulary i często kilka książek pod pachą. Czasami razem czytaliśmy tę samą książkę. Muszę przyznać, iż od pierwszej chwili polubiłam ich.

           Na szczęście po obiedzie o godzinie 14.00 zaczynały się zajęcia wspólne i wtedy właśnie mogłam zawsze  porozmawiać z bratem albo z Ewą i Adamem. Zajęcia wspólne odbywały się na dworze lub w auli numer 2B. Mamy tam zajęcia z historii sztuki, malarstwa, rzeźby, grafiki komputerowej, muzyki, słuchamy koncertów muzyki poważnej czy np. uczestniczymy w zajęciach związanych z historią jazzu. Mamy zajęcia teatralne, zajęcia związane z ochroną środowiska i ekologią, zajęcia z wiedzy społecznej no i oczywiście zajęcia sportowe. Zależy od grafiku. Dwa razy w roku odbywają się warsztaty psychologiczne dla młodzieży. W zależności od grafiku ( zajęcia wspólne odbywają się w trybie warsztatów, np. tydzień z ekologią albo tydzień z teatrem szekspirowskim) spotkania dla danego rocznika trwają do godziny 16.00.  Po tej godzinie jest podwieczorek, który możemy zjeść w stołówce albo w swoich pokojach. Trwa też do godziny 18.00 czas wolny. Wtedy chętnie przebywam w pokoju Ewy i jej koleżanek, których najczęściej nie ma. Czasem wpada do nas Jagoda no i jest oczywiście Adam. Kilka razy był też Aleksander, ale niestety nie polubił się z moimi nowymi przyjaciółmi. Ja też nie pałam miłością do jego nowych znajomych, z którymi teraz on spędza większość wolnego czasu. O godzinie 18.00 musimy się wszyscy udać do biblioteki. Tam do 19.30 należy odrobić lekcje, przygotować się do dnia następnego.  O godzinie 19.40 rozpoczyna się kolacja i trwa do godziny 20.00 Wieczorem możemy jeszcze skorzystać z basenu, który 2 razy w tygodniu jest obowiązkowy, a w pozostałe dni dobrowolny. Ja bardzo lubię pływać, zatem chodzę na basen codziennie. Około godziny 21.00 wracam do swojego pokoju. Bardzo chciałabym być w pokoju wieloosobowym - jak większość uczniów. Niestety decyzją Madame mamy z Aleksandrem pokoje jednoosobowe. O godzinie 22.00 wszyscy muszą mieć zgaszone światło. Obowiązuje cisza nocna do 6.30 rano. No i nie wolno chodzić po korytarzach. Czasami myślę sobie, że to jakiś Hogwart. Niestety jest o wiele mniej magicznie.

 

           Oczywiście nie muszę mówić, że NIE POWTARZAŁAM żadnych dziwnych pytań o jakieś tam źródła i nie wzywałam Goldy.  Za to coś dziwnego zaczęło się dziać, od kiedy pióro znalazło się pod moją poduszką.

 

[1]Prawda zwycięży niegodziwość.

[2]Wróciłam ukochany!

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
A. Seta · dnia 24.12.2023 09:56 · Czytań: 155 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
21/02/2024 12:34
Przyznam się, że z niemałym trudem przebrnąłem przez nieco… »
Zbigniew Szczypek
20/02/2024 00:55
Gabrielu No niestety Kazjuno ma rację - to już nie jest ten… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 23:56
Cześć Nikon Nie wiem, jakiej prawdy szukasz, według górali… »
mike17
19/02/2024 20:38
Jarku, piszesz w bardzo amerykańskim stylu. Nie ma tu… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 15:28
Spoko. To chyba rzeczywiście jedno z moich lepszych, a… »
Kazjuno
19/02/2024 14:15
Dzięki Marku. Na Ciebie mogę zawsze liczyć. To kontynuacja… »
Kazjuno
19/02/2024 14:11
Ten kawałek też przegapiłem. Sorry! Pomysł, jak to u Ciebie… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 13:39
Sympatyczne opowieść. Niestety słabo pamiętam poprzednie… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 13:30
Dzięki Kazju! Bardzo fajny komentarz. Pozdrawiam »
Kazjuno
19/02/2024 11:41
Masz rację Marku, że olałeś roszczeniową Witch. Babsztyl za… »
Kazjuno
19/02/2024 11:18
Przeczytałem Gabrielu G. Niestety nie całość. Dlaczego, za… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 10:02
Dziękuję; miło słyszeć o takich grzebaniach. Polecam też… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 10:00
Dziękuję za miły komentarz. Przy okazji przypomnę o mojej… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:56
Bernierdh Nie było mnie w tedy, więc piszę teraz ;) Jest… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:23
No tak Marku, babie nie dogodzisz! Całkiem, jak w bajce… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 20/02/2024 16:43
  • Nie mamy nic przeciwko, jeśli każdy z narzekających sprowadzi choć jedną osobę ze starej gwardii. Nie mamy niestety siły, żeby konkurować z mediami społecznościowymi, jesteśmy skromnym portalikiem ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 18/02/2024 22:24
  • Szkoda, wielka szkoda! Co zaglądam, a trochę mnie nie było, to jest coraz gorzej! Przez tydzień obserwuję zapaść, było żle ale teraz, to jakaś tragedia z komentarzami, czy to martwy magazyn?
  • RonaczeK
  • 09/02/2024 19:16
  • Chciałem tylko powiedzieć że choć ostatnio nie mam czasu na to by być tu online to zaglądam poczytać. A Ty czytasz? [link]
  • mike17
  • 09/02/2024 16:19
  • Wczoraj minęło 12 lat, jak jestem na portalu :) Jak ten czas leci. To były naprawdę fajne, udane lata. Szkoda tylko, że tak wielu wartościowych użytkowników już tu nie zagląda...
  • Druus
  • 20/01/2024 22:16
  • Bywam tutaj co jakiś czas i domniemam, że Wasz Król „umarł”.
  • ajw
  • 13/01/2024 15:52
  • Również wszystkiego dobrego :)
  • Wiktor Orzel
  • 02/01/2024 09:38
  • Wszystkiego dobrego Wszystkim, dziękuję że tu nadal jesteście! :)
  • mike17
  • 31/12/2023 18:00
  • Oby ten Nowy Rok był dla Was lepszy niż ten, który się właśnie kończy, niech dopisuje zdrowie i wena, a co do portalu, to najlepszy portal w Polsce i tak trzymać, ole :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty