Prostytucja w PRL cz. 5 - Kazjuno
Proza » Historie z dreszczykiem » Prostytucja w PRL cz. 5
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Prostytucja w PRL-u

Orbisowski Hotel Sudety – żelbetonowa bryła zawierająca jedenaście pięter o kształcie prostopa­dłościanu – stanowił przez ponad dwa dziesięciolecia oazę luksusu w Wałbrzychu zapylonym węglowymi dymami i wyziewami z miejscowych koksowni. Ulka Moczydło, w przeciwieństwie do niejednej z uboższych koleżanek, nie musiała sprzedawać swojego ciała hotelowym gościom. Jej matka, dzięki straganowi usytuowanemu przy wejściu na Zielony Rynek została jedną z najlepiej zarabiających kobiet w Wałbrzychu. Dumna z pięknej córki – wyspecjalizowanej w wyczesywaniu zasobów jej portfela – ulegała jej zachciankom. Zainteresowaniem biedniejszych od Ulki Wałbrzy­szanek, aby uprawiać z przyjezdnymi do górniczego miasta najstarszy zawód świata, cieszyli się prawie wyłącznie przybysze zza „żelaznej kurtyny”. Ci, których portfele zawierały o magicznej mocy zachodnioeuropejskie albo amerykańskie banknoty.

Poprzedniego dnia późnym wieczorem Jarek po popijawie z kolegą z wrocławskiego aresztu śledczego rozpoczął spotkanie z uznawaną przez wielu Wałbrzyszan za najpiękniejszą dziewczynę w mieście Ulką od gwałtownej napaści.

– Nie wiedziałem, że jesteś dewizową kurwą! – przywitał Ulkę, kiedy po otwarciu drzwi graciarni wprowadziła go do środka.

– Ja? – oburzyła się. – Co za debil, naopowiadał ci takich bzdur?

Rozmowę na temat domniemanego nierządu uprawianego przez Ulkę, a właściwie głośną kłótnię, młoda para toczyła do drugiej w nocy. Awantura w graciarni za ścianą mieszkania irytowała Ulki matkę. Wierciła się na tapczanie, nie mogąc zmrużyć oka.

– Jesteś pijany i czepiasz się jak rzep psiego ogona! – przeszła Ulka do słownej kontrofensywy, po kilku kwadransach umoralniającego wykładu Jarka, który jej tłumaczył, że powinna wziąć się do pracy i wrócić choćby do wieczorówki, żeby zdać maturę.

– Powinnaś się zdecydować na dewaluację zwierzęcego instynktu typowego dla nieodpowiedzial­nej gówniary na rzecz rewaluacji rozumu! – krzyknął Jarek. – Nie możesz stać się pospolitą dziwką!

Sram na twoje moralitety! Ty, kryminalista, masz mnie umoralniać? – krzyknęła dziewczyna, po czym poczuła wstrząs i ujrzała ciemność.

Nie zdawała sobie sprawy, że po ciosie w lewą skroń padła na podłogę i dokonała gimnastyczne­go przewrotu w tył, nakrywając się nogami.

Dobrze dziwce... ale przesadziłem – bąknął do siebie sprawca nokautu.

W momencie, kiedy padając, nakrywała się nogami, zobaczył, że jej zadarta spódnica odsłania fragment jej owłosionego krocza, była bez majtek. Leżąc na podłodze, miała rozchylone ponętne uda. Jarek stojąc dłuższą chwilę nad Ulką, poczuł narastające seksualne pożądanie. Podniósł dziewczynę i ułożył ją na tapczanie.

Ałłła, boli mnie okolica oka – jęknęła, budząc się z nokautu. – Co się stało? Dlaczego leżę?

Nic nie pamięta, ma wyłączoną pamięć wsteczną – przemknęło przez głowę Jarka.

Chciałaś, idiotko, mnie uderzyć, ale się potknęłaś i podczas upadku uderzyłaś twarzą w to oparcie – kłamał, pokazując drewniany występ kozetki wystający u jej węzgłowia

Chwilę później Jarek klęcząc przy tapczanie, delikatnie przykładał do opuchlizny oka namoczoną w korytarzowym zlewie podkoszulkę.

To ci złagodzi ból. – Zaczął całować Ulki dłonie.

– Owszem, bywałam w Sudetach na dancingach, nawet całowałam się z zagranicznym piłkarzem, ale jeszcze ciebie nie znałam – powiedziała. – Połóż się wariacie obok i mnie przytul, ale uważaj na oko.

Po chwilowej ciszy zasypiającą wreszcie Moczydłową ocknął kolejny hałas miarowo trzeszczą­cego za ścianą tapczanu.

* * *

Ponury pejzaż egzystencji zmagających się z trudami życia obywateli PRL-u jaskrawo kontrastował z wystawną ofertą proponowaną przez orbisowskie hotele przyjmujące gości z krajów kapitalistycz­nych. Powszechna szarość roztaczała się nad życiem przeciętnych Polaków – tych ze zmęczonymi twarzami od trosk zdobywania potrzebnych do wegetowania artykułów spożywczych i innych. W brudnych barwach prezentowały się fasady budynków, brakowało na rynku prawie wszystkiego. Przed rzeźniczymi sklepami ustawiały się długie kolejki, rzadko pojawiały się obfitujące w witaminę C cytrusy, niełatwo było o sprzęt AGD, dobrej jakości odzież. Szczęśliwcami bywali posiadacze zachodnich dewiz. Dla nich władze stworzyły sklepy Pewex, tam za dolary i inne zachodnie waluty oraz bony dolarowe. Posiadacze dewiz od wspomagających ich rodzin z zachodu oraz zarabiające twardą walutę prostytutki i cinkciarze – mogli kupować upragnione towary. Nie było w Pewexach długich kolejek, a jakość oferty była zdecydowanie bogatsza i wyższej jakości. Prawie przy wszystkich hotelach orbisowskich, przeznaczonych głównie dla gości z krajów kapitalistycznych, powstały peweksowskie sklepy.

Prostytucja była nielegalna, aczkolwiek istniała i wiele ładnych młodych Polek z walorami mogącymi pociągać złaknionych erotycznych doznań przybyszy zza żelaznej kurtyny, zaczęło odwiedzać przyhotelowe kawiarnie i restauracje. Dziewczyny oferujące swoje wdzięki dla orbisowskich gości zaczęto postrzegać jako kobiecą elitę. Kobieta świadcząca seksualną usługę przez godzinę od gościa z zachodu otrzymywała przeważnie kwotę równą, a często przewyższającą miesięczną wypłatę robotnicy pracującej przez miesiąc w fabryce.

Skoro prostytutki zarabiały dewizy, które wprawdzie prawo zezwalało posiadać, lecz zabraniało nimi handlować, w kawiarniach i hotelowych restauracjach obok nich pojawiali się milicyjni i esbeccy tajniacy. Siadywali ubrani po cywilnemu przy kawie albo wodzie mineralnej, czasem udawali, że czytają gazety lub zajęci są ze sobą rozmową. Ich zadaniem było obserwowanie nielegalnego procederu pozyskiwania zachodnich dewiz. Szukali pretekstu do aresztowania dziewczyn, nawet nie za kupczenie ciałem – co nie było łatwe do udowodnienia – a łamanie komunistycznego prawa zabraniającego handlowanie walutą. Dziewczyny nazywane cichodajami polowania na klientów wymyślały przemyślnie, kokietowały ich, ukazując obnażone minispódniczkami powabne kształty nóg, obcisłymi bluzkami eksponowały zaokrąglenia biustów, zabiegały o zwracające na nie uwagę śmiałe makijaże. Ściągały spojrzenia cudzoziemców bogatymi gamami kokieteryjnych zabiegów: kuszących spojrzeń, uśmieszków, czasem puszczaniem do nich oka. Co śmielsze, widząc śliniących się na ich widok mężczyzn, podchodziły i nauczone paru obcojęzycznych zwrotów, zwracały się wprost:

– What’s your room number? I’ll come to you. – Albo pytały po niemiecku. – Welches Zimmer­nummer? Ich komme1. – I zamiast pytać o godzinę swojej wizyty, pokazywały z pytającym wyrazem twarzy na cyferblat zegarka. Albo podawały serwetkę z długopisem, żeby amator seksu napisał godzinę, o której życzy sobie odwiedzin.

Prostytucja w Polsce rozwijała się już w okresie zaborów i wcześniej. Trwała też w latach międzywojennych. Jednak demoralizacja społeczeństwa przybrała na sile w czasie niemieckiej okupacji podczas ostatniej wojny. Za Hitlera niemało młodych kobiet dla korzyści materialnej zostawało kochankami niemieckich oficerów albo gestapowców, wiele pracowało w burdelach. Jednak podziemne polskie państwo traktowało zadawanie się kobiet z okupantem jako kolaborację z wrogiem. Dyscyplinowało kobiety świadczące cielesne usługi Niemcom, nie rzadko goląc im głowy. Stygmatyzowano puszczalskie, narażając je na publiczną pogardę. Nieraz likwidowano współpracujące z gestapo Polki.

Po rozprawieniu się przez moskiewski reżim z patriotyczną zbrojną opozycją i złamaniu karku moralnego Polakom ubeckim terrorem prostytucja przyoblekła nową twarz – zaczęła nobilitować przedstawicielki tej profesji.

– Jagoda? – Podjął się obrony uzdrowiskowej pielęgniarki, znanej Alkowi jako puszczalską dziwkę, doktor Wibusiewicz. – Znam tę zaradną i wesołą dziewczynę. – Ty trypelka musiałeś złapać, bo trzeba się zabezpieczać i cholera wie, kogo jeszcze pieprzyłeś. – Zaatakował kolegę przyprowadzonego przez Koryckiego, który za pośrednictwem znajomego lekarza wypisał receptę na zastrzyk mocnego antybiotyku.

– Nie chciałem za bardzo obrabiać Jagódce czterech liter, jeszcze nie wypisałby recepty – powiedział kolega Alka, kiedy wyszli z lekarskiego gabinetu. – Uważa ją za zaradną, bo kurwa codziennie się rucha w Sudetach za zielone i rżnie wielką damę.

Więc praktycznym podejściem do życia jest dorabianie czterema literami – nasunął się Koryckiemu oczywisty wniosek. Dotąd znajomego rodziców, wysportowanego doktora Wibusiewi­cza, uważał za moralny autorytet.

Zaskoczyła też Alka relacja matki o wczasach nad Balatonem spędzonych w jednym pokoju z młodszą lekarką.

– Byłam w szoku – mówiła matka. Żeby coś takiego lekarka? – wyrażała oburzenie, kiedy współlokatorka zaczęła się jej zwierzać z uprawiania prostytucji. Codziennie wieczorami wychodziła na dancingi, tam łowiła klientelę, a rano przeliczała zarobione nierządem przeważnie zachodnioniemieckie marki.

Do kurewstwa doprowadza zasrany komunizm, więc nic dziwnego, że wszystkie się kurwią – dedukował Alek.

C.d,n.

1Jaki jest numer twojego pokoju, przyjdę, wskaż tylko o której.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 02.04.2024 17:41 · Czytań: 317 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 05.04.2024 14:47
Dla mnie to twa teksty, więc każdy ocenię oddzielenie.

Pierwszy to krótka historyjka o pewnej patologii, niezbyt ciekawa. Do tego rozpoczęta przydługim opisem w stylu Sienkiewiczowskim. Gdybym cię nie znał, mógłbym się po nim zniechęcić.

Druga jako literacki felietonu o prostytucji w PRL-u, może być.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 05.04.2024 20:58
Tym razem, Marku, nie trafiłem w twoje upodobania. Trudno, nie zawsze jest się w topie formy. Przynajmniej zaakceptowałeś część drugą, którą określiłeś felietonem.
Ponadto "felieton" stanowi wstępniak do akcji, która przeniesie się do sopockiego Grand Hotelu i liczę na pobudzenie twojego zainteresowania. Wszak jesteś miłośnikiem opowieści z dreszczykiem

Dzięki za wpis.

Pozdrawiam
Gabriel G. dnia 22.04.2024 19:44
Pierwsza część tekstu, to wyjaśnienie akcji z Jarkiem i Ulką, która miała miejsce w "Problemach byłego więźnia". Druga... cóż, życie. Pieniądz.
W mojej skromnej ocenie bardzo dobry tekst. Czasy się zmieniają, technika idzie do przodu, ale ludzie i ich postawy się nie zmieniają:) Podoba mi fragment cyt. "Po roz­pra­wie­niu się przez mo­skiew­ski reżim z pa­trio­tycz­ną zbroj­ną opo­zy­cją i zła­ma­niu karku mo­ral­ne­go Po­la­kom ubec­kim ter­ro­rem pro­sty­tu­cja przy­oble­kła nową twarz – za­czę­ła no­bi­li­to­wać przed­sta­wi­ciel­ki tej pro­fe­sji." Aktualny. Pozdrawiam.
Kazjuno dnia 23.04.2024 06:45
Dzięki Gabrielu, za pozytywną ocenę. Trudno było mi się pogodzić z krytyką Marka Grabowskiego., chociaż: de gustibus non disputandum est.
Pozdrawiam
pliszka dnia 23.04.2024 22:45 Ocena: Bardzo dobre
Kaz, w końcu mam chwilę, aby nadrobić drobne zaległości w czytaniu Twoich tekstów.
Ten, muszę przyznać, że początkowo mnie nie zachwycił. Znasz moje stosunki do brutalnych scen, ale nie tylko to jest powodem. Moim subiektywnym zdaniem zakończenie pierwszego fragmentu nie do końca jest realistyczne. Jaka kobieta już parę minut po "nokaucie" tak wszystko puszcza w niepamięć? Rozumiem, że kiedyś taka przemoc była zdecydowanie częstsza, ale nie uwierzę, że kobieta tak po prostu zaraz po pobiciu proponuje, aby się poprzytulać. Zabrakło mi tutaj bardziej realnych przeżyć bohaterki.
Co do drugiego fragmentu to czytałam z zaciekawieniem. Naprawdę dobrze napisane z charakterystycznym dla Ciebie zawikłanym, ale i lotnym stylem. Oby więcej takich fragmentów :)
Kazjuno dnia 24.04.2024 07:20
Dziękuję, Pliszko, za cenny komentarz. W pierwszej odrażającej scenie jest rzeczywiście nielogiczność, ale nie do końca. Zawaliłem opis przez nie liczenie się z pewną niewiedzą czytelnika. Otóż po nokaucie, zwłaszcza ciężkim, następuje zwykle tak zwana "niepamięć wsteczna". Ofiara nie jest w stanie sobie przypomnieć, ani uświadomić, co się z nią stało. Więc ten fragment mojego tekstu zawiera oczywistą lukę, bo Ty niezorientowana w detalach fizjologii knockoutów, myśląc normalnym tokiem, miałaś prawo być zdegustowana. Teraz wcześnie rano nie naniosę poprawek, bo muszę się brać do pisania. Ale później wstawię wypowiedź Ulki Moczydło: "Co się ze mną stało? Dlaczego leżałam"? Jarek skłamie: "Pokłóciliśmy się, chciałaś mnie uderzyć, ale zrobiłem unik, a ty się potknęłaś i padając, uderzyłaś głową o to drewniane oparcie. Za dużo wczoraj wypiłaś z Alką Maruszczak".
Może nie wstawię tej zmiany dokładnie jak powyżej, ale pójdę w tym kierunku.

Jeszcze raz dzięki za spostrzegawczość, ściskam serdecznie i pozdrawiam, Kaz
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
26/05/2024 08:24
Fajny tekst na wakacje. »
valeria
26/05/2024 08:22
Każdy potrzebuje swojego czasu. Ładny tekst. »
OWSIANKO
25/05/2024 11:19
ivonna  bardzo cieszy mnie Twój komentarz. Wolałbym nie… »
Jacek Londyn
25/05/2024 08:40
Bez obciążenia tym wszystkim fika się łatwiej.:) »
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:dobibliotekipl