Saudade - fragment - Manuel del Kiro
Proza » Obyczajowe » Saudade - fragment
A A A
Od autora: Lizbona rok 1997

Kiedy tu zamieszkałem, najpierw pojawił się alkohol, który miał za zadanie zagłuszyć żal i ból. Zmieszany z tabletkami pozwalał przespać kilka godzin i chwilę odetchnąć organizmowi w tym biegu ku samounicestwieniu. To nie była przypadkowa dzielnica ani mieszkanie. Długo szukałem tego miejsca, aż w końcu je znalazłem.
Zanim zapamiętałem, gdzie mieszkam niezliczoną ilość razy błądziłem wśród tych domów, bloków, kamienic tak podobnych do siebie i tylko jakiś wewnętrzny kompas pozwalał mi wrócić do miejsca, które nazywałem domem.
Nie mając nic innego do roboty, włóczyłem się godzinami po mieście. Bardzo długo szukałem właśnie tego mieszkania i w końcu się udało. Byłem tu, gdzie powinienem zjawić się już dawno temu. 
Ci biedacy, którzy tu mieszkali, między jedną a drugą modlitwą oczekiwali cudu, cudu, który odmieni ich życie i staną się kimś innym, kimś lepszym nie martwiącym się, co włożyć do gara i jak wyżywić rodzinę.
Przybywali tu ludzie z portugalsko języcznych krajów z byłych kolonii w Afryce. Można tu było spotkać ludzi z Mozambiku, Angoli czy Wysp Zielonego Przylądka. Byli tu też Cyganie, których muzyka rozbrzmiewała długo, długo po zapadnięciu miasta w sen. Byli tu też handlarze narkotyków, od których roiło się na ulicach.
Prawie na każdym kroku dało się słyszeć.
- Haszysz z Maroka, marihuana, najlepsza kokaina w mieście. Czysta, jak łzy dziecka.

Zaczepiali każdego, próbując wcisnąć mu swój towar. Czasem coś od nich kupowałem, żeby uśmierzyć ból i samotność, chociaż dobrze wiedziałem, że to tylko złudzenie. Świadomie wpakowałem się w tę dzielnicę nędzy, gdzie nastolatki sprzedawały swoje ciała za rogiem, by móc kupić coś do jedzenia.
Ja to wszystko widziałem i to wszystko uderzało we mnie z każdej strony, a jednak nie wyniosłem się stąd, by zamieszkać w luksusowym hotelu, tylko brnąłem w to wszystko nasiąkając niczym gąbka.
Lubiłem chodzić na bazar, chociaż niewiele kupowałem, to jednak lubiłem przyglądać się ludziom. Bazar to specyficzne miejsce, najważniejszy punkt na mapie dzielnicy. Nie da ci tego, żaden market, co da ci bazar. Tu mieszały się kolory owoców i warzyw, pachniało przyprawami, ziołami, kawą, mięsem smażonym na niewielkim ruszcie. Te wszystkie zapachy mieszały się, wdzierając w nozdrza i sprawiając, że to miejsce na chwilę stawało się baśnią, niczym wyjęte z dziecięcej wyobraźni, ale jak na prawdziwą baśń przystało, miało też swoje mroczne strony.
Idąc na stoisko rybne brodziło się we krwi zabijanych ryb, tysiące much pasło się na rzuconych wprost pod nogi sprzedawców wnętrznościach, a bezpańskie psy walczyły o rzucane im ochłapy i kości, by kupcy mogli się trochę rozerwać, zapominając choć na chwiłę o swoich zmartwieniach.
Pewnego dnia wychodząc z mieszkania, zobaczyłem siedzącego na schodkach kamienicy staruszka opartego o ścianę. Przecierał dłonią twarz, jakby chciał odgonić zmęczenie. Spytałem, czy wszystko w porządku i usłyszałem, że słabo się poczuł.
- Nie powinien pan siedzieć na tym słońcu. Niby mamy jesień, ale słońce potrafi jeszcze przygrzać i trzeba uważać. Może niech pan wejdzie do mnie do mieszkania, napije się wody i odpocznie trochę.
Nie zaprotestował, więc pomogłem mu wyjść po schodach, posadziłem przy stole i podałem szklankę wody. Był szczupły, wręcz chudy, lekko zgarbiony, a na ciemno brązowej twarzy pooranej zmarszczkami odciśnięty był ból.
Wypił pół szklanki duszkiem, jakby, był bardzo spragniony i zaczął się rozglądać po mieszkaniu.
- Dziękuję, już mi trochę lepiej. Wyszedłem z domu bez kapelusza, wie pan, taki starczy bunt, a co mi tam, niech mi trochę przewietrzy łepetynę, ale w moim wieku, człowiek szybko się przekonuje, że jest niewiele wart. Jest pan dziennikarzem? – wskazał głową na maszynę do pisania.
- Nie, lubię czasem sobie postukać w klawiaturę, ale nic na poważnie – ręce mu drżały, kiedy podnosił szklankę do ust.
- Wydaje mi się, że skądś pana znam, ale pamięć już nie ta, niestety. Przepraszam, nie chcę być natrętny, ale czy ma pan może coś mocniejszego? Potrzebuję odrobinę alkoholu, żeby mój organizm zaczął poprawnie funkcjonować.
- Whisky może być? – wstałem, by przynieść butelkę Bushmillsa.
- Cokolwiek, byle mi się trochę w głowie przejaśniło. Wie pan, człowiek wpadł w to bagno i ciężko z niego wyjść. Piję po to, by zapomnieć kim jestem, kim byłem kiedyś, zapomnieć o bólu toczącym ciało, każdego dnia, każdej nocy i żeby nie widzieć, tego, co mnie otacza. Piję, by zagłuszyć sumienie, ale tak naprawdę, to nic nie daje. Tego wszystkiego nie da się znieść na trzeźwo. Pan też pije, by zapomnieć i nie widzieć, tego, co nas otacza?
- Zdarza się i mnie. Właściwie, to wie pan, każdy powód jest dobry, by się napić – postawiłem butelkę na stole i przyniosłem szklanki.
- To szczęściarz z pana, gdy nie musi pan zagłuszać sumienia, a może się mylę? Oczywiście nie musi pan odpowiadać, to takie gadanie starca, byle gadać. Widzi pan, ja już tak trzydzieści lat ciągnę, odkąd żona uciekła z jednym aktorem. Żeby to jeszcze jakiś gwiazdor był, panie, ale gdzie tam, zwykły grajek, który nigdy nie zrobił kariery. Kiedy odeszła sięgnąłem po ten zdradziecki napój, który potrafi ukoić starganą duszę, ale potrafi też zniszczyć człowieka.
- Pana zniszczył? – spytałem nalewając do szklanek. – Niestety nie mam lodu ani żadnego napoju.
- Panie, po tylu latach, to człowiek nie potrzebuje nic więcej do szczęścia, ani lodu, ani popitki, tylko odrobinę czegoś mocniejszego. Mnie zniszczyła miłość, potem alkohol, nie na odwrót, a to jest różnica. No, napijmy się – uniósł szklankę do góry i przez chwilę przypatrywał się złocistemu napojowi. – Pana zdrowie, bo ja już go nie mam. Alkohol mnie wykończył – sięgnął do kieszeni, wyjął pomiętą chustkę i wytarł łzawiące oczy.
Kiedy wypiliśmy, wstałem i wystawiłem na stół, chleb, wędlinę, pokroiłem pomidory i otworzyłem puszkę sardynek.
- Proszę się częstować. Poczęstowałbym pana obiadem, ale bardzo rzadko chce mi się gotować. Czasem zjem coś na mieście, a czasem nie jem nic.
- O, to nie, dobrze, musi pan jeść. Wie pan, tu niedaleko jest dobra jadłodajnia, ja tam często chodzę, więc możemy iść razem, jakby pan chciał – jadł powoli, przeżuwając każdy kęs.
- Dziękuję, ale nie jestem w aż tak złej sytuacji, żeby korzystać z jadłodajni, ale dziękuję panu za troskę.
- Jest pan jeszcze młody, to daje pan radę. Im człowiek starszy, tym jest gorzej przyjmować do wiadomości, że jest się zbędnym na tym świecie. Nikt mnie nie kocha, nikt na mnie nie czeka i nikogo nie zmartwi, gdy któregoś dnia umrę.
- Co też, pan wygaduje, nikt na tym świecie nie jest tak naprawdę sam. Ciągle ktoś obok nas jest, wciąż poznajemy nowych ludzi, którzy przychodzą i odchodzą, zostawiając w nas jakiś ślad, czegoś nas ucząc – nalałem do szklanek i znów wypiliśmy. Nie znałem tego człowieka, a tak dobrze mi się z nim rozmawiało.
- Ma pan rodzinę, panie…
- Emil Sanches – wyciągnąłem do niego dłoń ponad stołem.
- Marcos Alves. Tak, teraz przypominam sobie, skąd pana znam. Tak, tak – potarł ręką czoło i wypił jednym haustem whisky. – To pan napisał Nadzieję!
- Myli mnie pan z kimś – podrapałem się po kilkudniowym zarostem. – Wielu ludzi nosi w tym kraju takie nazwisko.
- Nie, nie, to pan, ten słynny pisarz. Widziałem kiedyś pana w jednej z bibliotek. Bo wie pan ze starego życia została mi miłość do książek. Nie stać mnie na kupno nowych książek, więc chodzę po nie do biblioteki. Zaszedłem, kiedyś, żeby wymienić książkę i pan miał tam spotkanie z czytelnikami, więc wszedłem i usiadłem na końcu sali, żeby posłuchać. Nie wiem, co pan tu robi w tej naszej nędznej dzielnicy, ale bardzo się cieszę, że pana poznałem. Niech się pan nie martwi nie mam zamiaru pana wypytywać o pańskie sprawy prywatne i nie jestem dziennikarzem, szukającym sensacji.
Polubiłem tego człowieka. Rozmawialiśmy przez prawie trzy godziny, a potem odprowadziłem go kawałek. Biedny, skromny człowiek, myślałem wracając do mieszkania.

Manuel del Kiro

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Manuel del Kiro · dnia 05.04.2024 11:29 · Czytań: 345 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
Korektorka dnia 05.04.2024 11:29
Dzień dobry,
Intrygujący tekst, dziękuję. Pozwalam sobie na pewne uwagi:

1) , pozwalał też chwilę odetchnąć organizmowi
2) , nie było to także mieszkanie.
3) zapamiętałem, gdzie mieszkam, mnóstwo razy
4) , i dzięki któremu staną się
5) portugalskojęzycznych
6) Czysta jak łzy
7) Może zamiast dwa razy "Byli tu też" lepiej napisać za którymś razem "A także"?
8) dawało się słyszeć:
9) sprzedawały za rogiem swoje ciała (wyjaśniam: ważne jest, co sprzedawały, nie miejsce)
10) w to wszystko, nasiąkając
11) Żaden market nie da ci tego, co da ci bazar.
12) choć na chwilę
13) by zapomnieć, kim jestem,
14) Kiedy odeszła,
15) potem zrobił to alkohol
16) O, to niedobrze,
17) Dziękuję, nie jestem jeszcze (...); ale dziękuję panu za troskę.
18) Wielu ludzi w tym kraju nosi to nazwisko.
19) Bo wie pan,
20) Niech się pan nie martwi, nie mam
21) dziennikarzem szukającym sensacji.

Jeszcze raz bardzo dziękuję :)
Kazjuno dnia 05.04.2024 12:56
Tekst ciekawy, choćby przez egzotyczną dla nas portugalską scenerię. Wizyta starego nieszczęśnika i dialog z narratorem też mogły zainteresować, aczkolwiek brakuje mi jakiegoś intrygującego zwrotu akcji, która w tekście jest zbyt statyczna.
Po pozytywnej ocenie Korektorki liczyłem na więcej. Chociaż w tle opowieści starca, wyobraźnia mogła czytelnikowi podpowiadać, jak bogata w dramaturgię mogła być dla niego utrata żony.
Sam odniosłem wrażenie, że opisałeś Autorze spotkanie wypalonego wewnętrznie pisarza z nieszczęśnikiem. Więc zadałem sobie pytanie, co mogło być dla głównego bohatera tak ciekawe, że zafascynowała go rozmowa z życiowym rozbitkiem.
Cytat:
Nie zna­łem tego czło­wie­ka, a tak do­brze mi się z nim roz­ma­wia­ło.

Wszak bohater pisarz stwierdził:
Cytat:
Po­lu­bi­łem tego czło­wie­ka. Roz­ma­wia­li­śmy przez pra­wie trzy go­dzi­ny, a potem od­pro­wa­dzi­łem go ka­wa­łek. Bied­ny, skrom­ny czło­wiek, my­śla­łem, wra­ca­jąc do miesz­ka­nia.


Przykra konstatacja.

Pozdrawiam Autora
Jacek Londyn dnia 12.04.2024 21:16
Dobry wieczór.

Dawno Cię nie było. Poszperałem w tym, co dawniej publikowałeś. Były tam historie, które miały klimat, wśród nich Krótka historia miasta. Podobało mi się wtedy to pisanie, podoba i dziś.

Fragment, który prezentujesz nie ma w sobie tego, co zapowiada tytuł. Nie ma tu specyficznej, niepowtarzalnej nuty tęsknoty. Nie ma brzmienia fado. Jest natomiast utyskiwanie nad własnym losem dwójki nieszczęśników. Jest też alkohol, który pisarzowi pozwala zagłuszyć ból i żal, a starcowi sumienie.

Zdecydowanie bardziej ciekawie znajduję opisy dzielnicy wyrzutków niż pozostałą część tekstu.

Pozdrawiam
JL
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
26/05/2024 08:24
Fajny tekst na wakacje. »
valeria
26/05/2024 08:22
Każdy potrzebuje swojego czasu. Ładny tekst. »
OWSIANKO
25/05/2024 11:19
ivonna  bardzo cieszy mnie Twój komentarz. Wolałbym nie… »
Jacek Londyn
25/05/2024 08:40
Bez obciążenia tym wszystkim fika się łatwiej.:) »
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:dobibliotekipl