Marionetki (fragment) - Apolonia
Proza » Historie z dreszczykiem » Marionetki (fragment)
A A A

Paryż, rok 1952

 

 

   Młoda kobieta wpatruje się zachłannie w śpiącego mężczyznę, zapamiętując każdy szczegół jego twarzy, ucząc się na pamięć jego zarysu ust i kształtu znamienia na szyi. Ona wie, że  prawdopodobnie to ich ostatnie spotkanie. Kiedy mężczyzna usłyszy nowinę, każe jej zniknąć ze swego życia. Na zawsze.

   Trzy lata potajemnych schadzek. Ciągłe czekanie na jego telefon.  Dzwonił zawsze, gdy przyjeżdżał do Europy, podawał nazwę hotelu, w którym się zatrzymał, a ona jak na skrzydłach biegła na spotkanie. Nie wiedziała nic o jego życiu osobistym, wszelkie pytania na ten temat ignorował lub zbywał lekceważącym gestem.  

   Kobieta zanurza palce w jego włosach. Mężczyzna mruga powiekami i spogląda na nią badawczo.

   - Stało się coś?

   Kobieta milczy, na jej ustach błąka się niewyraźny uśmiech. On zerka na zegarek i zrywa się z łóżka.

   - Dlaczego mnie nie obudziłaś? - Mężczyzna zaczął się miotać po pokoju, zbierając z oparć foteli części garderoby. - Za godzinę mamy być na bankiecie!

   - Nic nie mówiłeś - odpowiada kobieta łagodnym głosem, kładąc się w prowokacyjnej pozie. Satynowe prześcieradło zsuwa się wolno z jej nagiego ciała i ląduje na miękkim dywanie.

   Brunet przełyka nerwowo ślinę.

   - Nie prowokuj mnie, dziewczyno. I ubieraj się, nie wypada się nam się spóźnić. 

    Nagła decyzja mężczyzny  o wspólnym wyjściu zbiła ją z tropu, wywołując lekki niepokój.  Nigdy, przenigdy nie przebywali razem w miejscach publicznych; nawet posiłki były zamawiane do hotelowych pokoi. Pokazanie się razem na bankiecie oznaczałoby zapowiedź nowej fazy ich związku, a tego chciałaby uniknąć.

   - Nie wiem, czy chcę tam iść. Nie mam się w co ubrać, a poza tym boli mnie trochę głowa...

   - W szafie wisi suknia, powinna pasować. A jeśli masz ból głowy, weź jakiś proszek - mężczyzna spogląda na zegarek. - Masz pół godziny.

   Kobieta przebiera się z ociąganiem. Poprawia przed lustrem  makijaż, wpatrując się w odbicie swej szczupłej twarzy. Nigdy nie umiała się mu przeciwstawić. Mężczyzna ma w sobie niebezpieczny magnetyzm, a z jego głosu bije wyraźny władczy ton.

   Podjeżdżają limuzyną pod ogromną, trzypietrową willę, na schodach której rozłożono czerwony dywan. Kilkunastu ochroniarzy tworzy szpaler chroniący wejście przed natrętnymi dziennikarzami i tłumem gapiów. Para znika w przepastnej sali, gromadzącej setki gości. Kobieta dostrzega kilka znanych polityków, a w odległym rogu sali rozpoznaje twarz francuskiej aktorki filmowej. Czuje się oszołomiona i zagubiona, tym bardziej, że towarzysz zostawia ją nagle samą,

dołącza do grupy mężczyzn, po czym znika z zasięgu jej wzroku.

   Kelner podaje kobiecie lampkę szampana, ona upija łyk i krzywi się z niesmakiem.Kiedy wychodzi z sali, nikt na nią nie zwraca najmniejszej uwagi. Staje na tarasie, opiera się o balustradę i próbuje powstrzymać nadciągające mdłości. Między jednym a drugim głośnym wdechem docierają do niej strzępy rozmowy kilku mążczyzn. Jeden z głosów wydaje jej się znajomy. Na palcach podchodzi do okna i zagląda ostrożnie do środka.

   Na środku pokoju dostrzega jego postać. Brunet trzyma w ręku cygaro, wpatrując się intensywnie w siedzących w skórzanych fotelach rozmówców, w których kobieta rozpoznaje mężczyzn towarzyszących mu w Weimarze, miejscu ich pierwszego spotkania.

   - Jak wygląda sytuacja? - pyta okularnik z silnym, teksańskim akcentem.

   - Trzymamy rękę na pulsie - odpowiada tubalnym głosem blondyn. - Większośćz nich mamy w kieszeni, ale paru opornych trzeba przycisnąć. Co ty na to, Zac?

   Brunet spogląda na nich z zadumą.

   - Czasem trzeba ponieść drobne ofiary dla dobra sprawy. Dajcie mi nazwiska tych, którzy nie chcą z nami współpracować. Zajmę się wszystkim. Znam świetnego sprzątacza, który za odpowiednią stawkę wyczyści wszystko co trzeba, nie zostawiając śladów.

   Z głębi pokoju rozległ się szyderczy śmiech blondyna, do którego po chwili dołączyli pozostali mężczyzni. Okularnik uderzał dłonią o kolano, dusząc się ze śmiechu. Zdjął okulary, aby przetrzeć chusteczką mokre od łez policzki i spocone czoło.

   Kobieta oparła się plecami o chłodny mur, próbując powstrzymać nudności. Na drżących nogach zaczęła się cofać w stronę balustrady, modląc się w duchu, żeby nie upaść. Kiedy jej ręce dotknęły balustrady, zatoczyła się lekko na bok, omal nie zderzając się z Zaciem.

   Mężczyzna spogląda na nią podejrzliwie. Zerka szybko w stronę okna gabinetu.

   - Co tu robisz? - pyta po angielsku.

   Kobieta wpatruje się w niego  szeroko otwartymi oczami, jak gdyby nie zrozumiała jego słów. Jest przerażona tym, co przed chwilą mimowolnie usłyszała.  Mężczyzna powtarza pytanie po niemiecku.

   - Dalej źle się czuję, ten ból głowy mnie wykończy - rozciąga twarz w grymasie cierpiętnicy. - Możesz mnie odwieźć do domu?

   Zbliża twarz do jej twarzy i , cedząc wolno słowa, mówi:

   - Pojedziemy razem, jak przyjdzie odpowiedni czas.

   Przeszywa ją lodowatym spojrzeniem, a po chwili jego usta wykrzywiają się w wystudiowanym uśmiechu.

   - Chodź, poznam cię ze znaną aktorką, poplotkujecie sobie.

   Daje się bezwolnie poprowadzić w stronę grupy kobiet, którym zostaje zdawkowo przedstawiona, a które nie zwracają na nią większej uwagi. W jednej z kobiet rozpoznaje wspomnianą przez Zaca amerykańską aktorkę, w drugiej żonę francuskiego premiera. Pozostałych twarzy nie zna. Przysłuchuje się ze znudzeniem bezładnej konwersacji i czuje wzrastającą złość pod adresem Zaca, który znowu zniknął w jednym z gabinetów. Nie rozumie, w jakim celu ściągnął ją na to przyjęcie, skoro i tak nie była mu do niczego potrzebna. No i ten władczy, nieznoszący sprzeciwu ton jego głosu...

   Dzisiaj ujrzała po raz pierwszy jego prawdziwe oblicze, tyrana i despoty.

   I być może mordercy.

   Czas stanął w miejscu, gdy tak tkwi wśród tych wystrojonych, roztrajkotanych kobiet, uśmiechając się głupawo i kiwając miarowo głową. Wtem ktoś ujmuje ją lekko za łokieć.

   - Czas na nas - mrozi ją męski szept. Kobieta drgnęła, jakby budziła się z długiego letargu. Jak automat daje się prowadzić ku wyjściu, nie zerkając ani razu w stronę kroczącego obok niej mężczyzny.

   Na schodach Zac uderza się dłonią w czoło.

   - Zapomnieliśmy o naszych płaszczach! - zwraca się do kobiety. Wykonuje półobrót i robi krok do przodu. Wtem na widok niskiego szatyna jego twarz ożywia się. - Witam, panie premierze. Dawno się nie widzieliśmy...

   - Przyniosę płaszcze . - Kobieta wyswobadza się z jego rąk i przemyka do garderoby. Chwyta okrycia i nagle, wiedziona jakimś impulsem, sięga do kieszeni męskiego płaszcza. Rozgląda się uważnie po pokoju i rozpościera papier.

   W górnym rogu kartki znajduje się dziwny znak przedstawiający piramidę z otwartym okiem u jej szczytu. Pod rysunkiem widnieją cztery nazwiska. Jedno z nich należy do włoskiego polityka, pozostałe nazwiska są dla niej obce. Odczytuje kilkakrotnie wyrazy, zamyka oczy, kodując słowa w pamięci, po czym szybkim ruchem wkłada kartkę z powrotem do kieszeni i wychodzi na zewnątrz.

   Zac stoi samotnie, pali papierosa.

   - No, jesteś wreszcie. Taksówka czeka.

   W samochodzie siada obok niej, rozsiewając intensywny zapach perfum wymieszany z whisky.

   - Jedziemy od razu do hotelu czy wstąpimy jeszcze do restauracji? Tymi francuskimi przystawkami podanymi na bankiecie jakoś się nie najadłem.

   Ujmuje mocno jej pierś i próbuje pocałować, jednak kobieta odwraca twarz i usta Zaca lądują w zagięciu jej szyi. Zdecydowanym ruchem mężczyzna podciąga sukienkę i wodzi zaborczymi rękoma po udach kobiety, dysząc coraz szybciej. Kiedy przyciąga ją do torsu, kobieta czuje jego erekcję.

   - Proszę, zawieź mnie do domu. Czuję się coraz gorzej.

   - Zaraz ci zapodam lekarstwo, które postawi cię na nogi - przyciska kobietę mocno do siebie, wkładając język do jej ucha.

   Ona tłumi krzyk i zaczyna sie gorączkowo zastanawiać, jak wybrnąć z tej nieciekawej sytuacji. Nie chce tracić energii na szamotaninę, mężczyzna jest od niej o wiele silniejszy fizycznie.

   Spoglada odważnie w jego oczy i oznajmia stanowczo:

   - Zac, chcę jechać do domu. Obawiam się, że zaraz mogę wymiotować - przełyka ostentacyjnie ślinę i kładzie rękę na podbrzuszu.

   Mężczyzna wypuszcza ją z objęć i opada ciężko na oparcie siedzenia.

   - OK, odbijemy to sobie następnym razem - rzuca lekkim tonem. Tłumiąc w sobie wściekłość, podaje kierowcy adres jej stancji.

   Stojąc pod drzwiami pensjonatu, mężczyzna postanawia jeszcze raz ją przekonać do zmiany zdania . 

   - Nie zaprosisz mnie na górę?

   Wzdycha z rezygnacją.

   - Przecież wiesz, że moja gospodyni nie toleruje męskich odwiedzin. - Kobieta stara się zmienić szybko temat. - Kiedy wyjeżdżasz? Zobaczymy się jeszcze?

  - Jutro wyjeżdżam. W takim razie... do zobaczenia - drwiący uśmiech błąka się na jego ustach.

   Ona spogląda po raz ostatni w jego zmrużone oczy, szukając jakichkolwiek oznak uczuć.

  Widzi jedynie porażającą obojętność.

   - Żegnaj, Zac - szepcze, znikając we wnętrzu domu.

   Kiedy dociera do swojego pokoju, opiera się plecami o drzwi, a jej ciałem wstrząsa spazmatyczny szloch. Po chwili się uspakaja. Zaciska powieki i próbuje powrócić do równowagi psychicznej. Oddychając ciężko, głaszcze uspakajającym gestem lekko zaokrąglony brzuch.

   Wtem odrywa się od drzwi i zdecydowanym ruchem sięga po walizkę, wrzucając do niej swój skromny dobytek. Bez żalu rozgląda się po skromnie urządzonym pokoiku, schodzi cicho po schodach i bez słowa pożegnania rusza spacerowym krokiem w stronę dworca kolejowego.

   Za trzy godziny odjeżdża poranny pociąg do Paryża. Powinna zdążyć.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Apolonia · dnia 11.04.2024 18:54 · Czytań: 291 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 3
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Darcon dnia 11.04.2024 19:05
Hej, Apolonio. Fragment, który opublikowałaś jest dobrze napisany. Lubię, gdy tekst jest doszlifowany, sprawdzony i pozbawiony błędów. Uważam, że to podstawy, które świadczą o szacunku do czytelnika.
Jeśli chodzi o treść to nie przekonałaś mnie, mocno melodramatyczny jest ten fragment, powiedziałbym nawet, wręcz naiwny. Ale to nie znaczy, że zły. Każdy ma inne gusta. W mojej opinii to literatura celująca wyraźnie w żeńską część czytelniczą.
Pozdrawiam i życzę dalszej wytrwałości w pisaniu.
Jacek Londyn dnia 12.04.2024 13:25
Dzień dobry, Apolonio.

Podzielam opinię Darcona – fragment opowiadania/książki napisany z dużą dbałością o formę, nie ma do czego się przyczepić. Pewnie to zachęciło mnie do czytania i skomentowania.
Zwróciłbym jedynie uwagę na niezręczne sformułowanie „rozpościera papier” oraz użycie czasownika uspakajać się zamiast uspokajać się i przymiotnika uspakajona. Takie formy były obecne w twórczości dziewiętnastowiecznej, dziś uważa się je za niepoprawne. Zastanawiam się też, czy imię mężczyzny nie powinno być zapisane jako Zack.

Sama historia wydaje się mało prawdopodobna. W tle mroczne sprawy, dotykające zapewne świata wielkiej polityki i finansjery, a jeden z głównych aktorów widowiska prezentuje zachowanie mało profesjonalne, świadczy o tym chociażby karteluszek z piramidą z otwartym okiem na szczycie w kieszeni płaszcza pozostawionego w garderobie. Profesjonalne działanie w jego branży polega przede wszystkim na dobrym zacieraniu śladów, a w zasadzie zapisywaniu rzeczy najistotniejszych w pamięci.
Dyskusja grupy mężczyzn w pomieszczeniu z otwartym oknem, wychodzącym na ogólnodostępny taras, też może budzić wątpliwości. Nie rozmawiają przecież o tym, czy przyjęcie jest udane.
Niedowierzanie powoduje także nagła zmiana postępowania Zaca, ukrywającego latami swoje prywatne życie przed bohaterką opowiadania i organizującego życie partnerki w ściśle określony sposób. „Trzy lata potajemnych schadzek” i nagle BUM?
Końcówka – „…rusza spacerowym krokiem w kierunku dworca. Za trzy godziny odjeżdża poranny pociąg do Paryża. Powinna zdążyć.” – wybrzmiewa nieco humorystycznie. Szykuje się niezły spacerek. :)
Na odchodne – nie zgadzam się z Darconem, że to typowy tekst przeznaczony dla kobiet.

Pozdrawiam
JL
Kazjuno dnia 16.04.2024 06:11 Ocena: Świetne!
Ogólnie mówiąc, nie zgadzam się z komentującymi "Marionetki" Darkonem i Jackiem Londynem. Fragment większej całości, bynajmniej nie wydał mi się naiwny ani nieprawdopodobny. Wprawdzie Autorka przedstawia parę scenek z 1952 roku, jednak nie straciły one wiarygodności, bowiem takie dzieją się i mogą się dziać współcześnie. W kulisach polityki nie brakuje skrytobójczych zamachów, polegających na likwidowaniu przeciwników władzy i niewygodnych świadków.
Nie będę przytaczał listy dziwnych zgonów, jakie miały miejsce w Polsce. Wystarczy przypomnieć parę z wielu morderstw popełnianych przez służby kremlowskiego satrapy: niewygodna dziennikarka Politkowska, wykończony polonem Litwinienko, wysadzone materiałami wybuchowymi bloki mieszkalne, by stworzyć pretekst do inwazji na Czeczenię. Wystarczyłoby poczytać Fryderyka Forsytha, który napisał wiele sensacyjnych powieści o udokumentowanych zamachach w Europie Zachodniej.
Apolonia pokazuje taki spisek z perspektywy zapewne atrakcyjnej młodej kobiety. Jej unurzany w brudach świata polityki kochanek pokazany jest wiarygodnie, jako typ wpływowy, bezwzględny i pewny siebie.
Przytrafiła Ci się Apolonio drobna literówka,
Cytat:
Ko­bie­ta do­strze­ga kilka zna­nych po­li­ty­ków, a w od­le­głym rogu sali roz­po­zna­je twarz fran­cu­skiej ak­tor­ki fil­mo­wej.

Powinno być "kilku znanych polityków. Ale drobne usterki zdarzają się wszystkim autorom. Sam popełniam ich na pęczki, starając się je prostować po opublikowaniu tekstu.
Twój pomysł, żeby bohaterkę opisać jako piękną i wrażliwą kobietę trafiony w dziesiątkę. Takie mają wyostrzoną intuicję. Wprawdzie przez przypadek, ale odkryła prawdziwe oblicze zleceniodawcy morderstwa.

Gratuluję świetnego fragmentu i pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
26/05/2024 08:24
Fajny tekst na wakacje. »
valeria
26/05/2024 08:22
Każdy potrzebuje swojego czasu. Ładny tekst. »
OWSIANKO
25/05/2024 11:19
ivonna  bardzo cieszy mnie Twój komentarz. Wolałbym nie… »
Jacek Londyn
25/05/2024 08:40
Bez obciążenia tym wszystkim fika się łatwiej.:) »
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty