Sen o stołku - Marian
Proza » Obyczajowe » Sen o stołku
A A A

   Stanisław pracował w dużej fabryce. Choć wygląd miał dyrektorski, to był tylko gryzipiórkiem przekładającym papierki, popijającym kawę i czekającym końca zmiany.

   Bardzo zazdrościł ludziom na choćby najniższych kierowniczych stanowiskach i marzył, żeby kiedyś i do niego mówiono „panie kierowniku” lub przynajmniej „szefie”. Szanse na to były jednak niewielkie, bo nie miał ani wykształcenia, ani wujka na wysokim stanowisku. Mimo to usilnie starał się zrealizować swój cel.

   Z tą myślą zapisał się do partii, bo słusznie uważał, że w jego przypadku jest to warunek sine qua non jakiegokolwiek awansu. Następnie wziął się za działalność społeczną w trzecioligowym klubie piłkarskim, utrzymywanym przez fabrykę. Regularnie płacił składki na klub, pomagał przy drobnych pracach remontowych i porządkowych oraz mókł i marzł, wiernie kibicując swojej drużynie. Liczył, że zostanie to docenione podczas najbliższych wyborów zarządu klubu, w którym dostanie jakieś stanowisko. Niestety, nowym zarządem został stary zarząd, a Stanisławowi w uznaniu zasług dano karnet wstępu na domowe mecze swoich pupili. 

   Gdy praca społeczna nic nie dała, zaczął z innej beczki i zapisał się na WUML*, widząc w tym możliwość zwiększenia swoich szans na awans. Pilnie uczęszczał na zajęcia, chłonął wiedzę i z każdym dniem czuł się coraz mądrzejszy.

   – Wczoraj wykładowca mówił nam o przewadze ekonomii socjalistycznej nad kapitalistyczną – powiedział kolegom z pokoju po kilku tygodniach nauki. – To takie proste i aż dziw, że tego wcześniej nie rozumiałem.

   Koledzy pospuszczali nosy nad szklankami z kawą i milczeli, a Stanisław upewnił się w przekonaniu, że oto posiadł wielką i niedostępną byle komu wiedzę. W miarę trwania szkolenia Stanisław czuł się coraz mądrzejszy i po jego zakończeniu uważał się za przygotowanego do objęcia jakiejś ważnej funkcji w fabryce, mieście, a może i kraju. Niestety, żadnej propozycji nie dostał i wyglądało na to, że tak pięknie oszlifowany brylant nigdy nie zabłyśnie.

   Tymczasem w Polsce zaczęły wiać nowe wiatry i przywiały do Stanisławowej fabryki Solidarność. Jak w całym kraju, ludzie zaczęli masowo do niej wstępować, a wielu rzucało legitymacje partyjne. W tym niespokojnym czasie wezwał Stanisława sekretarz partii i powiedział:

   – Towarzyszu, trzeba żebyście zapisali się do Solidarności, bo partia musi wiedzieć, co oni tam knują. Zapiszecie się, będziecie chodzić na zebrania i o wszystkim mnie informować. Rozumiecie?

   Stanisław zrozumiał i zrobił, co mu kazano. Niestety okazał się marnym szpiegiem, bo nie załapał się do  władz związku i o jego działalności wiedział tyle, co każdy pracownik fabryki.

   W międzyczasie w pracy robił to, co dotychczas i tak dotrwał do stanu wojennego. Nie internowano go, więc tamten czas i lata po nim przeżył jak większość ludzi w Polsce.

   Aż nadszedł dzień, gdy w kraju wszystko się zmieniło. Zmieniło się też w fabryce, a objawiło się to przede wszystkim pędem do wyrzucania dyrektorów i innych członków kierownictwa zakładu.

   W trakcie tych czystek wypłynął Stanisław. Jako oświecony przez WUML, uważał, że wie, kto się nadaje na jakie stanowisko i gotów był służyć tą wiedzą w tak ważnym dla zakładu momencie. Nie był agitatorem przemawiającym na zebraniach, lecz działał z ukrycia. Chodził po halach, gdzie - niby to przypadkowo - rozmawiał z pracownikami, zagadywał ich w stołówce i gdziekolwiek tylko się dało. Sączył ludziom do uszu swoje uwagi, a oni chętnie go słuchali i podawali z ust do ust, co powiedział. Nikt nie zastanawiał się, czy miał rację, bo wszystkich owładnęła chęć oczyszczenia zakładu z komuchów i jego słowa padały na podatny grunt. Trudno ocenić, na ile Stanisławowa agitacja miała wpływ na dokonywane zmiany personalne, ale w wielu przypadkach pokrywały się one z jego sugestiami.

   W tym samym okresie okazało się też, że Stanisław był gorliwym katolikiem. Dotychczas - jak większość członków partii - chodził do kościoła, ale stawał gdzieś z tyłu, na tacę rzucał drobniaki i po mszy wychodził jako pierwszy. Teraz wchodził do kościoła tak, żeby go wszyscy widzieli, żegnał się zamaszyście, siadał w pierwszym rzędzie, na tacę kładł banknoty, a po nabożeństwie zostawał jeszcze chwilę pogrążony w modlitwie.

   Summa summarum, Stanisław okazał się być dobrym katolikiem oraz człowiekiem znającym się na ludziach, czyli kimś odpowiednim na nowe czasy. Przy takich zaletach jego awans na jakieś eksponowane stanowisko wydawał się być pewny. Niestety, los znowu okazał się dla niego okrutny i żadnego stołka nie dostał.

   Ten brak awansu rzucał się w oczy i ludzie zaczęli gadać. Jedni mówili, że Stanisław jest skromnym człowiekiem i na stołki się nie pcha, ale z czasem na pewno będzie doceniony. Inni twierdzili, że nowa władza poznała się na nim; wie, że to farbowany lis i odstawiła go na bocznicę. Jeszcze inni uważali, że po prostu jest za głupi, żeby iść do góry.

   Gdy w Polsce zaczęły powstawać różne partie polityczne o chwytliwych nazwach i mętnych programach, Stanisław postanowił wstąpić do którejś z nich i tak poszukać szansy na awans. Wybór jednak okazał się trudny. Dawniej rządziła PZPR i wszystko było proste, a teraz było kilka partii i Stanisław nie wiedział, która z nich dorwie się na dłużej do władzy. Bojąc się złej decyzji, postanowił trochę odczekać i na razie pozostawał bezpartyjny.

   Tymczasem fabryka pod wodzą nowego, oczyszczonego z komuchów kierownictwa zaczęła mieć problemy i głośno mówiono o likwidacji wielu stanowisk pracy oraz zwolnieniach grupowych. W tym trudnym czasie znowu uaktywnił się Stanisław, który uspokajał ludzi, że żadnych zwolnień nie będzie, bo Solidarność na to nie pozwoli.

   Któregoś dnia wezwano go do kadr. Szedł tam przekonany, że nareszcie się na nim poznano i zostanie doceniony, a tymczasem dostał… wypowiedzenie. Kadrowiec poinformował go też, że do osiągnięcia wieku emerytalnego będzie dostawał zasiłek, podziękował za długoletnią pracę, życzył dużo zdrowia i pożegnał. W ciągu kilku następnych dni wypowiedzenia dostali też wszyscy jego koledzy z pokoju i ostatnie tygodnie w pracy spędzili już tylko na piciu kawy i przeklinaniu nowych porządków.

   Kilka dni po ostatecznym rozstaniu z fabryką w domu Stanisława zadzwonił telefon. Odebrała żona i po chwili zawołała:

   – Staszek, fabryka do ciebie!

W tym momencie w jego głowie zaświtała nadzieja, że dyrekcja może się rozmyśliła i jednak przywróci go do pracy.

  – Słucham – powiedział spokojnie, opanowując podniecenie.

   – Panie Stanisławie, czy nie ma pan przypadkiem klucza od szafy w pańskim byłym pokoju? – zapytał nieznany damski głos. – Musimy ją otworzyć, ale nie chcielibyśmy uszkodzić drzwi.

   – Nie mam. Wszystkie klucze oddałem – wycedził Stanisław przez zęby, mimo że pęk zapasowych kluczy ciągle miał u siebie.

   – Trudno. Jakoś sobie poradzimy – zabrzmiało w słuchawce. – Dziękuję i przepraszam, że panu przeszkodziłam.

 

 

* WUML (Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu-Leninizmu) - organizowane przez PZPR szkolenia z zakresu filozofii marksistowskiej i ekonomii politycznej socjalizmu. Słuchacze posiadali indeksy, a po dwóch latach otrzymywali dyplomy ukończenia tej wieczorówki. Ukończenie WUML zwiększało szanse na awans zawodowy.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marian · dnia 13.04.2024 20:54 · Czytań: 338 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 8
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 15.04.2024 16:24 Ocena: Świetne!
Kopiuje mój cytat z opowi:

"Pod płaszczykiem inteligentnego humoru przekazałeś cenne spostrzeżenia, dałeś świadectwo historyczne. Mimo, że finał jest nieco nijaki, daję maksymalną ocenę".

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 16.04.2024 06:50 Ocena: Świetne!
Też podobała mi się twoja opowieść, zresztą nie pierwsza. Kameleonów zmieniających barwy polityczne w zależności od wiatru zmian historycznych bywało i bywa po dzisiejszy dzień wielu. Hipokryzję i obłudę pana Stasia przedstawiłeś, jak należy. Z humorem oraz potępieniem, na jakie zasługują tego typu ludzie.
Język bez zarzutu, prosty i bez udziwnień, taki właśnie lubię.

Mam jednak Marianie do Ciebie skryty żal. Chyba odwiedzałem Cię jako komentator dziesiątki razy, więc mam pytanie: czy nie sądzisz, że w ramach najprościej rozumianego dobrego wychowania (albo kindersztuby) wypadałoby przynajmniej raz na jakiś czas wybrać się do kolesia z PP na rewizytę?
Wszak przez takie jak twoja postawy obumiera Portal Pisarski. Coraz mniej się tu dzieje! Jeszcze kilkoro z nas: M.A. Grabowski, Pliszka, Mike 17, Zbyszek Szczypek, czasem i Darkon, Gitesik - walczymy, żeby PP ożywić (przepraszam jeśli pominąłem kogoś aktywnego w komentowaniu). Chcemy utrzymać portal przy życiu.
Dalej zamierzasz tkwić w samolubnej postawie? Jako wiele publikujący powinieneś się do nas dołączyć.

Pozdrawiam
Marian dnia 16.04.2024 07:51
Marku, dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Kazjuno, także dziękuję za odwiedziny, komentarz i opieprz.
Kilkakrotnie już próbowałem coś skomentować, ale sposób wyszukiwania czegokolwiek na tym forum zniechęcił mnie do tego. Niemniej postaram się jeszcze raz.
Kazjuno dnia 16.04.2024 11:04 Ocena: Świetne!
Toż to proste! Najeżdżasz kursorem na chcianego autora i jak na dłoni masz cale dossier jego wypocin. Potem piszesz, co ślina na język przyniesie.
Każdy komentarz dla autorów ro frajda.

Pozdrawiam.
Gabriel G. dnia 22.04.2024 20:04 Ocena: Bardzo dobre
Stasiowi się akurat nie udało. Wielu takim Stasiom się jednak udało:) Dobry tekst
Marian dnia 24.04.2024 07:49
Gabrielu, dziękuję za wizytę i komentarz.
Masz rację, wielu się udało i udaje nadal.
Zbigniew Szczypek dnia 02.05.2024 05:20 Ocena: Świetne!
Marianie
Tym razem przyciągnął mnie tytuł, a nie komentujący lub autor - mówię szczerze. Liczyłem na taki właśnie tekst i się nie zawiodłem. Bardzo dobrze, schludnie i czytelnie przedstawione ówczesne[PRL] i obecne rozumowanie co niektórych[czytaj - wielu] osób, sam wielu znam i to także tych znanych z tego, że są znani - miernoty i dorobkiewicze. Ale spotkałem na swej drodze, także ich przeciwieństwa, jak chociażby mój polonista z LO. Był nader skromnym i inteligentnym człowiekiem, został wojewodą z przekonania, że coś może zmienić na lepsze, że walka jaką prowadził ma sens. Gdy zrozumiał, jak to wszystko jest brudne i zakłamane, podał się do dymisji, gdy upadł rząd Olszewskiego. Spotkałem go przypadkiem w Poltegorze, skromnego prostolinijnego człowieka, interesowało go tylko, czy wreszcie przeczytałem "Próby" Montaigne-a - pamiętał moje braki.
Marian dnia 02.05.2024 08:06
Zbigniewie, dziękuję za wizytę i komentarz.
Tak, bywają i tacy jak Twój nauczyciel, tylko że oni mają jakoś dziwnie zawsze pod górkę.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
26/05/2024 08:24
Fajny tekst na wakacje. »
valeria
26/05/2024 08:22
Każdy potrzebuje swojego czasu. Ładny tekst. »
OWSIANKO
25/05/2024 11:19
ivonna  bardzo cieszy mnie Twój komentarz. Wolałbym nie… »
Jacek Londyn
25/05/2024 08:40
Bez obciążenia tym wszystkim fika się łatwiej.:) »
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:dobibliotekipl