Proza » Miniatura » Niebo?
A A A
Od autora: Ku pokrzepieniu serc, także albo przede wszystkim tych, złoszczących się na brak komentarzy - to dla Was, piszcie mimo wszystko i sami komentujcie, choćby nie było odzewu - Zbyszek

- I co mój synu, jak podobało ci się u nas, czy było lepiej niż tam na „dole”.

- O tak, było mi tu lepiej, niemal wspaniale… - urwał, bo postać przed nim błyskawicznie zmieniła swój łagodny wyraz twarzy, zastępując go „burzą gradową”

- Niemal?!! Chyba żartujesz sobie..! – wykrzyczała postać

- Nie, mówię szczerze, przecież wiem przed kim stoję. – próbował pospiesznie poprawić niekorzystny wydźwięk, swoich poprzednich słów

- Czyżbyś się rozczarował? – postać nieco złagodniała, wyraz gniewu zastępując zaskoczeniem ale i zdziwieniem – może wszystko działo się za szybko i jeszcze nie ochłonąłeś?

- Ależ skąd, to nie to! Jest dokładnie tak, jak zawsze sobie wyobrażałem. – odrzekł już nieco pojednawczo, równocześnie zbierając wszystkie swoje przemyślenia i siły, by racjonalnie się wytłumaczyć, nie ściągając na siebie poprzedniego gniewu, tej wspaniałej postaci

- Spędziłem tutaj najpiękniejsze chwile, nigdy nie byłem w ładniejszym, cudowniejszym miejscu, nigdzie też nie byłem tak serdecznie i bezinteresownie przyjmowany. To było niesamowite, spotkać tak wielu przyjaciół, bliskich, ukochanych rodziców, wszystkich tych, których zdawało mi się, już bezpowrotnie utraciłem… Jednak… - przerwał, bo nabrzmiałe tamy już nie wytrzymały, a fale powodzi rozlały się obficie po policzkach

- Jednak – kontynuował, połykając napływające łzy – zrozumiałem to doskonale, gdy porozmawiałem z rodzicami, już po tym jak mi wszystko pokazali, to nie jest moje miejsce.

- Mylisz się, to jest twoje miejsce, jesteś jego częścią, brakującym ogniwem, które się odnalazło. Jeśli jednak myślisz w innych kategoriach, że jesteś niegodny, czy coś podobnego – pamiętaj, przypomnij sobie dlaczego tu się znalazłeś – uśmiechnął się porozumiewawczo, a zarazem jowialnie staruszek w bieli, wypowiadając się w tonie wyrozumiałego i cierpliwego belfra.

- Bardzo przepraszam, jeśli w jakikolwiek sposób uraziłem, nie chciałem, nie było moją intencją okazać się niewdzięcznikiem. Nie, jestem niezmiernie wdzięczny, zawsze byłem, starając się na różne sposoby zasłużyć, spłacić dług…

- Daj spokój! Gadasz jak potłuczony – tak się chyba u was mówi? – postać przyglądała się z politowaniem – Nic nie jesteś dłużny, podobało mi się synu twoje postępowanie, może nie wszystko ale tak właśnie miało być, taki zostałeś stworzony, zawsze miałeś wybór. Zresztą czasem coś ci podpowiedziałem, gdy było źle lub oddalałeś się za bardzo. Jednak nigdy nie byłeś na smyczy, mogłeś odejść, a ja bym to uszanował. Ale teraz, tutaj, gdy jesteś z nami..? Doprawdy, nie rozumiem cię mój synu! Cóż takiego zrozumiałeś? Jestem bardzo ciekaw!

- Jeszcze raz proszę o wybaczenie ale jak rozumiem – obdarzony wolną wolą i prawem wyboru, mogę decydować o swoim losie? Czy tak jest istotnie?! – niemal wykrzyczał

- Ależ tak! Oczywiście! Nie bądź niemądry, przecież powiedziałem. – już nieco poirytowany odrzekł staruszek

- Więc jeśli mogę decydować o sobie i wybierać, to wybieram… Właściwie to już wybrałem. – i tu nagle zaszła w nim zmiana, poczuł się pewnie, wstąpiła w niego nowa siła, czuł że to nic złego, że jego prostota i czyste intencje, nie mogą zasługiwać na karę, tym bardziej na potępienie. Spojrzał postaci prosto w głąb źródlanych oczy i powoli wyszeptał – Możesz spojrzeć teraz w moje myśli, moją duszę?

- Jak możesz wątpić? Tak, mogę! O co ci chodzi?

- Patrz! – powiedział i niemal natychmiast wyczarował swój zszarzały pokój, pełen zalegających na półkach książek, zakurzonych teraz, z których wiele oczekiwało cierpliwie na przeczytanie, na okiennych parapetach zaczynały więdnąć niepodlane kwiaty; za oknami widać było szerokie i długie podwórze z samotną ławką koło trzepaka, siedział na niej nastoletni chłopiec, blady i osowiały, w towarzystwie znanego w miasteczku młodego dealera; nagle obraz się zmienił, ten sam chłopiec, rumiany i szczęśliwy ściskał prawą ręką ster, drugą trzymając mocno piegowatą i roześmianą rówieśniczkę, skręcając żaglówką na czystym jeziorze; inny obraz przeniósł gdzieś w góry, ci sami co poprzednio – chłopak i dziewczyna, już nie tacy młodzi, razem z dziećmi rozglądają się na szlaku, ich serca przepełnia wzajemna miłość – ciemność zasłania obraz – To wszystko! Rozumiesz?

- Rozumiem, rozumiem. Wszyscy trafiając tu, zastanawiają się, martwią się o bliskich tam, „na dole”, nie jesteś wyjątkiem, chociaż wyjątkowy. Cóż więc, według ciebie, mam zrobić? Odesłać z powrotem? Potem będziesz żałował.

- Nie sądzę, wiele zrozumiałem. Udało mi się odzyskać spokój, połączyć się z nim, z mądrością, jakiej nigdy sobie wcześniej nie wyobrażałem. I za to dziękuję. Jednak proszę o jeszcze jedną szansę, nie na długo przecież, zdaję sobie sprawę z tego, co nieuniknione.

- No rozumiem ale ty także spróbuj mnie zrozumieć – możesz tu nigdy już nie wrócić, czy jesteś na to gotowy?

- O tak, teraz tak, jestem wreszcie gotowy! Czasem trzeba umrzeć, by zrozumieć czym jest życie, jaki ma sens. Tylko świadomość bezpowrotnej straty życia, kogoś bliskiego, przyjaciół, uwypukla nam, jak byliśmy mali i głupi, jak wiele utraciliśmy. A co do żalu – tak, będę żałował, może bardziej niż innych odebranych mi rzeczy, było tu wspaniale. Jednak czuję się tu trochę, jak wczasowicz, oczekiwany gość ale zbyt długo przebywający w jednym miejscu – obcy, niczym intruz. Wakacje są piękne ale ponad miarę wydłużone zmieniają się w karę, a kurort w więzienie. Dlatego po życiu przychodzi śmierć, niosąc odpoczynek od trudów i cierpień i niektórym to wystarczy, mnie jednak nie, bo czegoś jednak nie dokończyłem, urlop przyszedł za wcześnie, jakbym nie zmęczył się wystarczająco.

- No cóż, czasami zdarza mi się ustąpić, bywa też, że później żałuję. W twoim przypadku to może być nader interesujące, będę uważnie się przyglądał. Pamiętaj jednak, że zawsze mogę to przerwać, w najmniej oczekiwanym przez ciebie momencie. Rozumiesz?

- Tak, teraz dokładnie rozumiem!

- No to - powodzenia! I do zobaczenia, mam nadzieję – uśmiechnęła się szczerze postać.

- Dziękuję i do… - nie zdążył dokończyć, gdy przeszywający, koszmarny ból wyrwał go ze snu. Poczuł się obrzydliwie we własnym ciele, które jak myślał – porzucił już bezpowrotnie, a teraz kłuło go tysiącem igieł. Dopiero po chwili jeszcze jedno pulsujące, wściekle gorące rwanie, „odezwało się” w lewej nodze. Powoli odzyskiwał wzrok, a nachylające się nad nim cienie, nabierały ludzkich kształtów, jeden rozpoznał natychmiast – Tomek – wyszeptał i znowu zemdlał.

Miał straszne pragnienie, językiem nerwowo wodził po wyschniętych, popękanych wargach. Jak na zawołanie, wodonośna gaza zaczęła powoli gasić pożar w przełyku, wciąż jednak wybuchający nowym zarzewiem. I tak odzyskał przytomność.

- Gdzie ja jestem? – ledwo wyszeptał, jakby nieswoim głosem

- Spokojnie panie Piotrze, jest pan pod dobrą opieką, zaraz lekarz wszystko wyjaśni… Tutaj doktorze, wybudził się!

- Nareszcie! Tak, no wygląda że się stabilizuje. Ale nas pan straszył, ładnie to tak? No chyba będzie już dobrze. Siostro dzisiaj jeszcze płyny, a jutro zobaczymy, może zabierzemy z OIOM-u i zaczniemy karmić, rany ładnie się goją.

- Jego siostra chciała z panem porozmawiać

- A to będę w dyżurce, niech podejdzie ale tak siostro za kwadrans. I nie wpuszczać obcych, tylko rodzina, żadnych dziennikarzy! No chwilę pan sobie pogada, a potem spać, jest pan jeszcze słabiutki ale będzie dobrze.

- Doktorze, co mi jest i jak ja...

- Ciii, spokojnie, niech pan tyle nie mówi, na razie słuchać. Nie wiem ile pan pamięta? Miał pan wypadek, ratując jakiegoś dzieciaka, chyba kolegę pańskiego syna, sam pan… no samochód potrącił. Liczne urazy i złamanie, obrażenia wewnętrzne, no i konieczne były operacje. Profesor Faliński operował, ja tylko asystowałem, usunęliśmy fragment jelita, na szczęście cienkiego. I to tyle. A, od operacji trzymaliśmy pana blisko 3 tygodnie w śpiączce farmakologicznej.

- A Tomek, mój syn?

- To dzielny chłopak, jest tu codziennie, musimy go wyganiać, bo nie odstępuje pana. Jest pod opieką pańskiej siostry. Ale dość już! Jeszcze się nagadamy bohaterze.

- Bohaterze? Nie rozumiem?

- Tak, jest pan bohaterem, uratował pan młodego człowieka! Nie wiem, jak ja bym się zachował w tych okolicznościach, na Pana miejscu. Ratuję ludzi ale w ten sposób..? Podziwiam pana, zresztą nie tylko ja, całe miasto na pana czeka.

14 lat później, Tatry, Szpiglasowa Przełęcz:

- Dziadku, a tam byłeś?

- Tak, tam też. To Kozi Wierch, z tej strony nie widać ale kiedyś omal nie zginęliśmy z przyjaciółmi, gdy zaskoczył nas nagle halny wiatr, szliśmy od Krzyżnego, to tam, przez Granaty. Na Kozim Wierchu już ostro wiało, gdy zarządziłem zejście. Zrobiło się ciemno, nie mieliśmy już wody. Spragnieni, wyczerpani schodziliśmy Czarnymi Ścianami do Zamarłego Stawu. Ta brudna woda smakowała nam, jak najlepszy zdrój i każdy całował swój ocalały tyłek…

- A jak to zrobiliście? Przecież to niemożliwe!

- Co wnusiu? Co jest niemożliwe?

- No całowanie swojego tyłka, dziadek był z gumy? Człowiek guma?

- Niemożliwe? Nie ma rzeczy niemożliwych! Zapamiętaj to! W tamtej chwili wszystko wydawało mi się możliwe, nie zginęliśmy, chociaż niewiele brakowało, później także działy się cuda, to że z wami tu dzisiaj jestem, to dopiero cud. Ale oczywiście wy dwaj Pawełku i Grzesiu jesteście dla mnie cudem największym.

- Daj spokój tato, bo jeszcze karzą się nosić na rękach. Ha! Ha! Nie Aniu?

- No jeszcze czego, Co to, to nie! Ja nosić nie będę. A w ogóle to miały być jakieś świstaki!

- Świstaki? Oj słabi z was obserwatorzy, patrzcie tam, jest na razie jeden, to „wartownik”, pilnuje bezpieczeństwa całej rodziny. O, są następne. Czy to nie piękne? Wszystko tak, jak chciałem, jak chciałem wam pokazać…

- Tato, co ci jest?! Tato?

- Nic Tomku, wszystko dobrze. Tak, już czas, chyba zrozumiałem.

- Co tato?

- A nic synku, kiedyś zrozumiesz. Tak, kiedyś na pewno.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Zbigniew Szczypek · dnia 09.05.2024 13:46 · Czytań: 167 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 10
Komentarze
Kazjuno dnia 09.05.2024 15:02 Ocena: Świetne!
Pomyślałem Zbysiu, że kuria biskupia mogłaby tekst ocenzurować.
No bo, jak to? W niebie nudy jak flaki z olejem? Nie rozgarnięty czytelnik może pomyśleć, że już chyba lepiej w piekle. Tam przynajmniej weselsze towarzystwo. Co z tego, że pełno włochatych osobników z rogami i zamiast chórów anielskich dźwięki dzwoneczków przymocowanych do diablich ogonów. Jak Mefisto popuści cugle i pozwoli powyłazić z kotłów ze smołą, na dodatek rzuci hasło: RÓBTA, CO CHCETA, PIEKŁA NIE MA, znowu huczna zabawa na całego.

Bardzo fajnie opowiedziałeś o bliskości przejścia ze stanu śmierci klinicznej w zaświaty. No i pożegnanie z życiem w pięknym tatrzańskim otoczeniu.

Cytat:
- Świ­sta­ki? Oj słabi z was ob­ser­wa­to­rzy, pa­trz­cie tam, jest na razie jeden, to „war­tow­nik”, pil­nu­je bez­pie­czeń­stwa całej ro­dzi­ny. O, są na­stęp­ne. Czy to nie pięk­ne? Wszyst­ko tak, jak chcia­łem, jak chcia­łem wam po­ka­zać…

- Tato, co ci jest?! Tato?

- Nic Tomku, wszyst­ko do­brze. Tak, już czas, chyba zro­zu­mia­łem.

- Co tato?

- A nic synku, kie­dyś zro­zu­miesz. Tak, kie­dyś na pewno.


Napisałeś Zbysiu oryginalne opowiadanie lekko i na wesoło.

Gratuluję i pozdrawiam.
Zbigniew Szczypek dnia 09.05.2024 19:13
Witaj Kaziu
Nie obawiam się biskupów, ani nawet papieża, no i w dupie mam poglądy imamów, braminów i rabinów. Wszyscy niby mają rację, a cholernie się mylą. Tutaj niebo jest także tylko spełnieniem wyobrażeń o nim, głównej postaci. To taka swoista bajka dla wszystkich, by trochę oswoić ale też dać do zrozumienia, że może niebo jest tu i teraz i do cholery - nie zmarnujmy tego, wykorzystajmy każdą chwilę. Ja dokładnie wiem, co jest po drugiej stronie, krótko, bo krótko tam byłem ale to oni mnie nie chcieli, za dużo było we mnie "ziemskiego życia", nie było tam jednak żadnych postaci, a tylko niesamowita mądrość i spokój, jakich nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Bóg w trzech osobach to tylko personifikacja tego, czym jest ta mądrość i w małym procencie, nie odzwierciedla prawdy. Dla wielu bluźnię - no ale czy to oni przypadkiem nie są bluźniercami. Szukajmy tego co łączy wszystkie mądre religie - trzeba być dobrym, reszta przyjdzie sama.
I tę prawdę i nie tylko, zrozumiał mój bohater i wcale na koniec nie umarł, a dopiero poczuł, że żyje i czym jest życie.
Opowieść "o całowaniu tyłków", wpleciona w tekst - autentyczna, uratowałem 6 osób.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny i że Ci się podobało - taki oryginał ze mnie -Zbyś ;)
Kazjuno dnia 10.05.2024 06:44 Ocena: Świetne!
Pisząc o kościelnej cenzurze, ujmowałem problem z przymrużeniem oka, już nie mówiąc o piekle. Odniosłem wrażenie, jakby bohater budzący się ze śpiączki farmakologicznej był na krawędzi między śmiercią kliniczną a biologiczną. Starca w białej szacie odczytałem jako uosobienie Boga.
Natomiast słowa syna wędrującego z bohaterem i jego wnuczętami:
Cytat:
- Tato, co ci jest?! Tato?
odczytałem, jakby główna postać była bliska zapaści, po spełnieniu się i przeżyciu pięknie darowanych mu lat, poczuła nadchodzący koniec.
Cytat:
Tak, już czas [...],


Zaciekawiłeś mnie uratowaniem 6 osób, czyżbyś pracował jako ratownik medyczny, albo plażowy?
Mnie się udało może raz. Napisałem "może", bo nie jestem pewien, czy ofiara potrącona przez tramwaj przeżyła. Stanąłem na środku ruchliwej ulicy i zatrzymałem taksówkę, myśląc, że ranny powinien natychmiast znaleźć się w szpitalu. Z czyjąś pomocą ułożyłem ofiarę na tylnym siedzeniu taksówki i dowiozłem do szpitala. Później się dowiedziałem, że zrobiłem to niefachowo, bo rannych się nie podnosi, a najwyżej ostrożnie układa na noszach.
Teraz kiedy to piszę, przypomniałem sobie o jeszcze jednej podobnej interwencji, ta
następna była bardziej fachowa, ale raczej nie groziła śmiertelnym zejściem ofiary.

No, to się nachwaliłem. Jednak dwie dyskusyjne interwencje to nie sześć. Pewnie czytelników zaciekawiłyby Twoje.

Miłego dnia, Zbysiu, pozdrawiam.
Zbigniew Szczypek dnia 10.05.2024 08:01
Kaziu
Ależ ja to wszystko rozumiem, sam tekst "Niebo?", jest z przymrużeniem oka, jak pisałem - to swego rodzaju bajka. Zresztą piekło i niebo mamy w swojej głowie.
Rozczaruję Cię Kaziu ale nikogo nie opatrywałem(chociaż potrafię) i nie reanimowałem(też potrafię). Moje wyczucie zmian w górach i szybka decyzja, uratowała nam życie. Orla Perć, a na tym właśnie szlaku byliśmy, to nie przelewki, a pogoda potrafi zaskoczyć, radykalną zmianą. Tak też było latem 1992 roku. Czując narastającą zmianę, zdecydowałem o szybkim zejściu stromym i trudnym ale w miarę krótkim i osłoniętym, podejściem pod Kozi Wierch, przez Czarne Ściany, zamiast długim, łatwiejszym zejściem ale narażonym na gwałtowne ataki wiatru i marznącego deszczu, do Doliny Pięciu Stawów Polskich.
Jak póżniej mówił mój przyjaciel Stasiu Mateja(zginął w katastrofie śmigłowca na Olczyskiej Hali) - ta decyzja nas uratowała, a oni(ratownicy TOPR, bo u nich nocowaliśmy) nie musieli nas ściągać martwych po hipotermii. Mogliśmy wspólnie zasiąść do zakrapianej biesiady w kawiarni "Klimek"(teraz jest tam sala pamięci ratownictwa górskiego) i oglądać olimpijskie zmagania naszej reprezentacji.
Równie miłego Kaziu dzionka i też Cię pozdrawiam ;)
Kazjuno dnia 10.05.2024 09:41 Ocena: Świetne!
Rzeczywiście! Gapowata była moja ciekawość. Przecież pisałeś o tym w "Niebie"!

Też pochodziłem po Tatrach, są piękne, aczkolwiek budzą czasem zgrozę. Ojciec był jednak doświadczonym bywalcem Zakopanego i gór, więc czułem się z Nim bezpiecznie.

Miłego...
Zdzislaw dnia 10.05.2024 09:46 Ocena: Bardzo dobre
Krótko, a treściwie - dobre opowiadanie, napisane sensownie i z zacięciem. Na plus.

Bohater zdążył dokończyć w życiu, co zamierzał, pozamykać sprawy i mógł wreszcie spokojnie odejść - tak zrozumiałem zakończenie. Nie każdemu to jest dane...

Popraw literówkę "W tedy...".

PS. Nie chodzę po górach. Moją przyjemnością jest spokojne pływanie przez godzinę-dwie-trzy w jeziorze. Tak mam do dzisiaj. Lata temu udało mi się uratować jedną topiącą się dziewczynę (sam prawie nie utonąłem, ale nie wiedziałem jeszcze "jak ratować", miałem lediwe 15 lat), drugi raz już wiedziałem jak.

Co do waszego zejścia z góry przy załamaniu pogody - przeżyłem coś podobnego w wodzie, ok. 5 lat temu. Kiedy pływam, to obserwuję niebo - nagle zaczęło się zaciągać ciemnymi chmurami. W kilka minut zerwała się potężna burza - te kilka minut pozwoliło mi dopłynąć do trzcin i tam stać, trzymając nogi razem (podstawowa zasada przy piorunach - aby nie powstał przepływ prądu przez ciało). Waliło potężnie, w wodę też; na szczęście nie blisko mnie.
Lubię też jeździć na rowerze, było kilka zdarzeń... ale to już byłoby na zbyt długie opowiadania. Wykorzystuję je w swoich książkach ;)

Pozdrawiam.
Zbigniew Szczypek dnia 10.05.2024 20:12
Zdzisławie
Dziękuję Ci za pozytywny komentarz i podzielenie się własnymi przygodami. To już tak jest, że czytamy innych i przypominamy sobie, co sami robiliśmy w takich sytuacjach. Ja, dzięki Tobie, przypomniałem sobie, jak pewien pan wyciągnął mnie(8 lat miałem) za bujną czuprynę, gdy zacząłem tonąć, tuż za pomostem, na Jeziorze Dominickim. Niemal we wszystkie wakacje, w dzieciństwie, towarzyszyłem ojcu w zajęciach ze studentami 3 roku geografii fizycznej, na jeziorach : Sławskim, Łagowskim i Trześniowskim oraz Dominickim. Ale kawał duszy zostawiłem w Tatrach. Tam wiele razy, śmierć była blisko.
Serdecznie pozdrawiam - Zbyszek ;)
ivonna dnia 14.05.2024 02:28 Ocena: Bardzo dobre
Ja Zbysiu, odbieram Niebo jak wewnętrzny dialog "sam ze sobą na sam" - uświadomienie sobie spraw ważnych i ważniejszych. No i tego, o czym przypomina postać, że "człowieku: zawsze miałeś wybór" = jesteś kowalem swego losu, Ty odpowiadasz za swoje kroki, decyzje, współżycie społeczne itd. Nie zmarnuj tego, dobrze wykorzystaj swój przystanek na ziemi.
Fajnie i dowcipnie to napisane, mimo że przez zabieg powypadkowej śpiączki. Dialog z postacią jest super!
Z drobnostek taka mini uwaga - w paru miejscach chyba przecinki gdzieś wcięło albo ich za dużo i widzę też zbędne kropki przed myślnikiem po wypowiedzi.
W każdym razie podobało mi się.
Z pozdrowieniami,
ivonna
Zbigniew Szczypek dnia 14.05.2024 19:01
Ivonko(tak będzie prościej, jeśli oczywiście pozwolisz)
Przyznam się, że to opowiadanie jako chyba jedyne, oprócz niektórych wierszy, publikowałem na gorąco i dlatego szwankuje interpunkcją i nie tylko. Nie poprawiam, bo jestem zbyt zmęczony, a tu potrzebna jest większa koncentracja. Zresztą napisałem jak zwykle, próbując napisać coś zupełnie innego i nagle długopis ożył własnym życiem, a ja patrzyłem tylko, jak zapełnia się kartka. Tak już mam! Pamiętam tylko, że pisałem pod wpływem(nie alkoholu ;-} )przywołanych emocji, oglądając powtarzany niedawno film "Joe Black". Słowa wypowiadane przez starszą, schorowaną murzynkę, zawsze mnie poruszają.
Tak Ivonko, czasem prowadzę sobie taki wewnętrzny dialog "sam ze sobą na sam" i bywa, że wtrąca się ktoś jeszcze, szepcząc coś z pozoru niezrozumiale. Jak się jednak okazuje, słyszę to wszystko doskonale.
Serdeczności i bardzo Ci dziękuję za odwiedziny - Zbyś ;)
ivonna dnia 14.05.2024 23:07 Ocena: Bardzo dobre
Zbysiu, sprawa przecinka czy kropki jest kwestią drugo, a wręcz dalszorzędną :), bez wpływu na odbiór treści, która jest pełna emocji, udzielających się czytelnikowi. Zaznaczyłam, że to drobnostka, a zaznaczyłam chyba ze skrzywienia zawodowego. Nie, nie jestem korektorką, ani nauczycielką, ale od lat moim narzędziem pracy jest język i niejednokrotnie dostawałam po głowie za błędy i literówki. Nie znaczy to jednak, że jestem od nich wolna, o nie. W każdym razie na pewno moim zamiarem nie była krytyka, a Ty nie musisz się tłumaczyć. Po prostu zrobiłam coś, co mnie samej się zdarza - patrzę po jakimś czasie na to, co napisałam i odkrywam, że tu czy tam użyłam złego przypadku, coś uciekło itd. i biorę się za czyszczenie, jeśli jeszcze można. Także wybacz.
I też tak mam, że długopis wędruje swoją ścieżką. To jest nawet coś fantastycznego, że nie wiesz, co za chwilę Twoja głowa przerzuci na papier.
Co do "sam na sam" i wtrącania obcego (?) głosu - czy też tak masz, że Twoi bohaterowie potrafią Tobą zawładnąć? Stworzyłam dawno temu pewną postać o charakterystycznym usposobieniu. I nie było siły, aby móc sformułować jej słowa inaczej niż tyko w jej stylu. Gdy tylko jakąś wypowiedź skreśliłam inaczej, czułam, że to fałsz, że do niej nie pasuje. Nie było rady, trzeba było poprawiać. Podobnie jest z całą resztą bohaterów. Usłyszałam kiedyś, że to typowe, normalne.
Do miłego Zbysiu. Do kolejnych odwiedzin :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
26/05/2024 08:24
Fajny tekst na wakacje. »
valeria
26/05/2024 08:22
Każdy potrzebuje swojego czasu. Ładny tekst. »
OWSIANKO
25/05/2024 11:19
ivonna  bardzo cieszy mnie Twój komentarz. Wolałbym nie… »
Jacek Londyn
25/05/2024 08:40
Bez obciążenia tym wszystkim fika się łatwiej.:) »
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty