"Grzeczny" - zbiór 68 opowiadań - Janusz Rosek
Proza » Długie Opowiadania » "Grzeczny" - zbiór 68 opowiadań
A A A
Od autora: „ Grzeczny ” ( zbiór 68 opowiadań)

Dzisiaj mam już 56 lat i prowadzę ustabilizowany tryb życia, ale nie zawsze tak było.
Sporo ciekawego się działo, bo i okres na który przypadły lata mojego dzieciństwa, młodości i wchodzenia w dorosłe życie był bardzo ciekawy.
Kiedy opowiadam o przeżytych sytuacjach swoim bliskim, albo znajomym nie wierzą mi.
Twierdzą, że niemożliwą rzeczą jest, aby to wszystko przydarzyło się jednemu człowiekowi, a jednak…

                                                                                       Kraków, dn. 21 marca 2023                                                                                                                                                                                                               

 

„ Grzeczny ” ( zbiór 68 opowiadań)

 

Dzisiaj mam już 56 lat i prowadzę ustabilizowany tryb życia, ale nie zawsze tak było.                             

Sporo ciekawego się działo, bo i okres na który przypadły lata mojego dzieciństwa, młodości i wchodzenia w dorosłe życie był bardzo ciekawy. Kiedy opowiadam o przeżytych sytuacjach swoim bliskim, albo znajomym nie wierzą mi. Twierdzą, że niemożliwą rzeczą jest, aby to wszystko przydarzyło się jednemu człowiekowi, a jednak…

 Pierwszych lat mojego dzieciństwa nie pamiętam, ale z tego co opowiadali mi moi rodzice zawsze byłem grzeczny. Ojca nigdy nie było w domu , bo pracował w delegacjach. Ja wychowywałem się pod okiem mojej mamy i babci. Z nimi rozmawiałem, bawiłem się i uczyłem. Nic więc dziwnego, że co słyszałem to powtarzałem. Mówiłem: byłam, robiłam, myślałam. Pomimo, że byłem chłopcem wysławiałem się i zachowywałem jak kobieta. Ojciec po powrocie z delegacji był przerażony. Postanowił nie wyjeżdżać już na kolejną i zająć się wychowaniem syna.

Już jako dziecko miałem wyrobione poczucie wartości i odróżniałem dobro od zła. zła.                                                                W trakcie zabaw to ja zawsze odgrywałem te pozytywne postacie: policjanta, Indianina, strażaka, itp.

 

„ Dół z wapnem” (1)

 

W 1971 roku moi rodzice mieszkający do tej pory w małym drewnianym domku z dala od głównej drogi, postanowili rozpocząć budowę nowego murowanego domu. Zakupili materiały budowlane i wykopali duży głęboki dół na wygaszenie wapna. Zasypali dół wapnem i zalali dużą ilością wody. Z nadejściem wiosny śniegi stopniały i w dole tym wody było po same brzegi. Brzegi zaś porastały sitowia, stokrotki i mlecze. Gdzieniegdzie spod świeżej zielonej trawy wystawały kępy suchej, brudnej i brzydkiej roślinności. W tym właśnie okresie wraz z moim kolegą Kazimierzem przystąpiliśmy do nowej zabawy. Postanowiliśmy, jak na „dorosłych” przystało zachowywać się odpowiedzialnie, tzn. kiedy Kazimierz podpalał zapałkami suche kępy traw, ja w ślad za nim szedłem ze słoikiem pełnym wody i dogaszałem tlące się jeszcze pogorzeliska. Tą mądrą naszą zabawę obserwowali rodzice i stryjowie pracujący przy budowie naszego nowego domu. Nikt jednak nie zabronił nam i nie przerwał. Wszystko było dobrze, dopóki miejsce z którego nabierałem wodę do słoika nie wypełniło się wodą. Nie mogłem już tam stawać. Musiałem znaleźć inne równie dogodne miejsce do czerpania wody. Kazimierz podpalał coraz to nowe skupiska traw, a mnie brakowało wody do ich gaszenia. W końcu znalazłem jedno miejsce, ale było zbyt wysoko. Postanowiłem chwycić się sitowia, aby dosięgnąć lustra wody. Udało się. Sięgnąłem lustra wody nie tylko słoikiem, ale całym sobą. Sitowie zerwało się i niczym kamień poszedłem na dno tego dołu z wapnem. Podobno, bo tego nie pamiętam zachowywałem się  jak spławik podczas brania. Wynurzałem się i zanurzałem, wędrowałem od prawej do lewej krawędzi zbiornika zanim zaalarmowana przez robotników mama przy pomocy drewnianych grabi doholowała mnie do brzegu i wyciągnęła z wody. Dobrze, że miałem taką zapinaną pod brodą czapkę ze szpicem, bo było za co złapać. Stryjowie śmiali się ze mnie, że z wody widać było tylko ten szpic mojej czapki. Ha, ha, ha.

 

 „ Chybotliwa ” (2)

 

Mając siedem lat rozpocząłem swoją edukację w Szkole Podstawowej w Rącznej. Niektórzy twierdzą, że do szkoły mają pod górkę. Ja nie tylko miałem pod górkę, ale jeszcze daleko. Z Dzikowca, gdzie mieszkałem do centrum wsi było jakieś trzy kilometry, a do szkoły jeszcze z kilometr. Podejmując ten trud codziennego spaceru do szkoły spodziewałem się choćby odrobiny komfortu, a tu co? Posadzono mnie w takiej niewygodnej ławce, gdzie blat i siedzisko połączone były jedną rurą. Tragedia. W dodatku w tej ławce nie dało się siedzieć, bo była krzywa. Kiedy opierałem się o oparcie blat podnosił się do góry i przybory piśmienne spadały na podłogę. Kiedy przesuwałem się do przodu aby obciążyć blat, noga ławki unosiła się w powietrzu. To było nie do zniesienia. Nie mogłem tego tak zostawić. Mając zakorzenione w sobie poczucie obowiązku naprawiania złych rzeczy, poprosiłem kolegów z pierwszej klasy o pomoc. W czwórkę unosiliśmy ławkę w górę i z impetem opuszczaliśmy na podłogę sali lekcyjnej, aby skorygować nieprawidłowości. Koledzy podobnie, jak ja byli grzeczni i uczynni, więc czynność powtarzaliśmy kilkanaście razy. Pewnie by nam się udało, gdyby nie fakt, iż pod nami był pokój nauczycielski. Spadający z sufitu tynk zaalarmował panią Dyrektor i inne nauczycielki. Po zaproszeniu nas do siebie starały się przy pomocy długiej drewnianej linijki i sznura od czajnika wytłumaczyć nam , że zachowanie nasze było niewłaściwe.

Nie wiem, o co tyle krzyku, my tylko prostowaliśmy tą chybotliwą ławkę i to w dodatku w czynie społecznym. Na domiar złego pani Dyrektor wezwała moją mamę i obniżyła mi ocenę z zachowania.

To niebywałe i deprymujące, przecież byłem grzeczny.

 

„ Wigry2 i Wigry3 ” (3)

W drugiej klasie Szkoły Podstawowej przypadała Pierwsza Komunia Święta. Wszyscy nerwowo oczekiwaliśmy tego dnia. Nie tylko ze względu na jego duchowy charakter, ale przede wszystkim ze względu na prezenty, jakie spodziewaliśmy się otrzymać od rodziców chrzestnych z tej okazji.

Byłem grzeczny, dobrze się uczyłem. Spodziewałem się dostać ładny rower i elegancki zegarek. Dostałem od mojej chrzestnej Honoraty zegarek marki Poliot w złoconej oprawie i od mojego chrzestnego Stanisława rower. Kurcze. Wielki męski rower z ramą, której ze względu na mój wiek i wzrost nie byłem w stanie przekroczyć. Nienawidziłem go. Starałem się jeździć na nim pod ramą , ale częściej lądowałem w rowie lub pokrzywach, niż pokonywałem większe odległości. Po roku czasu mój komunijny rower wyglądał, jak złom.

Kolega Ryszard dostał ładny składak Wigry2, kolega Kazimierz dostał dwa rowery. Od chrzestnego Wigry2 i od ojca, który z nimi nie mieszkał nowiusieńki Wigry3 z przerzutkami.

Tak nie mogło być. To było niesprawiedliwe. Trzeba było temu jakoś zaradzić. Będąc grzecznym i koleżeńskim chłopcem zaprosiłem Ryszarda i Kazimierza do wspólnej, ciekawej zabawy. Było lato.

W obejściu Ryszarda ojciec zostawił czterokołowy wózek do jarzyn, którego rama pospawana była z grubych rur. Układając jedną z burt tego wózka na rurce łączącej przednią i tylną oś stworzyliśmy wspaniałą równoważnię, po której kolejno przejeżdżaliśmy na drugą stronę.

Kazimierz przyjechał najpierw swoim Wigry2, a po godzinie dobrej zabawy postanowił sprawdzić swoje Wigry3. Piękny rower. Był piękny dopóki nie stanąłem przednim kołem swojego poobijanego roweru na brzegu równoważni, podczas kiedy Kazimierz był na samym jej szczycie. Nie miał szans.

Efekt był piorunujący. Spadające z deski Wigry3 złamały się na pół, a dumny Kazimierz jęczał z bólu, gdyż kierownica wbiła mu się w brzuch. Tak to „pycha Marka strąciła”. Właściwie to nie Marka, tylko Kazimierza. Troszeczkę mi ulżyło, bo przecież jakaś sprawiedliwość musi być, co nie?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Janusz Rosek · dnia 12.05.2024 12:31 · Czytań: 84 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 2
Komentarze
Kazjuno dnia 18.05.2024 09:18 Ocena: Dobre
Wspomnieniowa literatura fajna sprawa. Sam zagrzebany jestem w niej po uszy. Najbardziej emocjonująca wydaje się historyjka
Cytat:
„Dół z wap­nem”

Opowiedziałeś komiczny jej aspekt z punktu widzenia, świadków wydarzenia. Wygląda na to, że sam jej nie pamiętasz.
Ale to zrozumiałe. Pamięć ma to do siebie, że często wypiera najdramatyczniejsze momenty. Twoja wyparła straszne duszenie się, chwile kiedy próbując zaczerpnąć powietrza, wciągałeś do płuc wodę. Śmierć przez utonięcie jest jedną z potworniejszych, a Ty Autorze byłeś na jej krawędzi.
Więc w historyjce o tym ani be, ani me. A właśnie te momenty obok śmiesznego wypływania szpica twojej czapki, mogłyby podkręcić opis niedoszłego odejścia w zaświaty.

W opowiadanku
Cytat:
„ Chy­bo­tli­wa ”
przypomniałeś mi, jak sam w podstawówce otrzymywałem w dłoń bolesne razy dębowym piórnikiem od kierownika szkoły. Jedyną refleksją po przeczytaniu stała się myśl, czy ponownie nie należałoby przywrócić kary cielesne. Niektórym by się przydały.

Opublikowane fragmenty oceniam średnio na jeża. Inaczej mówiąc, trudno mi wystawić wysoką cenzurkę. Może w pozostałych 65-ciu kawałkach są rodzynki, przed którymi pochyliłbym głowę z uznaniem dla Twojego talentu.

Pozdrawiam
Janusz Rosek dnia 18.05.2024 12:15
Serdecznie dziękuję za wspaniały i trafny komentarz. Założeniem tych opowiadań nie było użalanie się nad sobą i swoim losem, chociaż moje życie nie było ani łatwe, ani proste. Napisałem te opowiadania właściwie dla moich znajomych i przyjaciół, którzy już je ode mnie słyszeli, ale nie mogli spamiętać. Przewodnim motywem jest słowo "grzeczny" pojawiające się w prawie każdej historyjce, mające na celu pokazanie że czasami człowiek bardzo się stara aby nie podpaść, aby się przypodobać komuś innemu, aby zostawić po sobie jak najlepsze wrażenie, a życie i tak pokrzyżuje nasze plany i uzyskamy zupełnie coś innego, odwrotnego niż to, co chcieliśmy osiągnąć.
Opowiadania te są swego rodzaju pamiętnikiem i opisuję w nich rzeczywiste zdarzenia starając się sytuacje przykre, smutne, a czasami nawet bolesne przedstawić w nieco żartobliwy sposób. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Każda życiowa sytuacja jest nową lekcją pozwalającą zdobywać kolejne doświadczenia i uczyć się radzenia sobie z problemami.

Jeszcze raz dziękuję za sugestie i podpowiedzi. Będą one dla mnie cenną pomocą, jeżeli zdecyduję się napisać kolejny dłuższy tekst. Nie mam żadnego doświadczenia w pisaniu.
Postanowiłem się jednak podzielić wspomnieniami z innymi czytelnikami, gdyż wielu z nas pamięta tamte czasy i często do nich w rozmowach powracamy. Mam nadzieję, że kolejne opowiadania nie zanudzą Was na śmierć.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
26/05/2024 08:24
Fajny tekst na wakacje. »
valeria
26/05/2024 08:22
Każdy potrzebuje swojego czasu. Ładny tekst. »
OWSIANKO
25/05/2024 11:19
ivonna  bardzo cieszy mnie Twój komentarz. Wolałbym nie… »
Jacek Londyn
25/05/2024 08:40
Bez obciążenia tym wszystkim fika się łatwiej.:) »
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty