Dziś mam lenia - ivonna
Proza » Humoreska » Dziś mam lenia
A A A

Mam pomysł. Dziś nie pójdę do pracy. Nie chce mi się i już. 

To… śpię dalej.

…..

Cholera jasna! Nie mogę spać! Rzucam się z lewego boku na prawy, z prawego na lewy, z lewego…  Dość, wstaję. Ale nie idę do pracy, o nie.

Która to godzina? Już ósma. Rany boskie, dopiero ósma.  Może jednak pójść do tej pracy, spóźnię się, chociaż jeszcze nie tak bardzo, jakoś to wytłumaczę. Nie! Zostaję, przecież decyzja podjęta, po męsku. Trzeba być konsekwentnym.

Śniadanie zjem. Mam czas, to zrobię jajecznicę albo omlet. I grzanki. Do omletu? No dobrze – do jajecznicy, z szynką i pieczarkami, chyba trzy leżą w lodówce.

Pycha. Żeby tak było codziennie, chociaż jutro zamiast jajecznicy na patelnię wrzucę omlet, trzeba sobie życie urozmaicać. Postanowione, a teraz pora na kawę. Nie, za chwilę, do porannej prasówki. Gdzie gazeta? No tak, nie kupiona, przecież wciąż jestem w domu. Która to godzina? Już dziewiąta. Już? Dopiero! Swoją drogą, dlaczego szef jeszcze nie dzwoni? Zawsze się niecierpliwi.

W telewizji nudy, w kółko te same wiadomości, jakieś nieciekawe seriale.  Zobaczmy, co w internecie. Polityka, polityka, kolizje drogowe, porady, jak skutecznie się odchudzić, no proszę – jutro spadnie śniegu tyle, co przez cały ubiegły miesiąc. I mróz idzie, mróz. Ciekawe, czy samochód zapali. Właśnie, która teraz godzina?  Jedenasta, dopiero jedenasta. Co z tym szefem?!

Drr drr drrr…

O, dzwoni! Jednak nie, jakaś namolna panienka po raz setny zaprasza na spotkanie o zdrowiu.  Mam tych zaproszeń powyżej uszu. Kiedyś trzasnę słuchawką zanim powie, po co dzwoni.

To co, może na spacer. Kiepski pomysł. A jeśli coś się stanie? Jak to wyjaśnię, przecież nie ma mnie w pracy. Właściwie gdzie jestem? W domu. Racja, a dlaczego? Bo nie w pracy. A dlaczego? Potem pomyślę, jakoś to wytłumaczę, ale chyba bezpieczniej zostać w domu.  Zakupy zrobię później, po szesnastej. Dobry pomysł.

Przyszedł listonosz, przyniósł list polecony. Gdyby mnie nie było, wrzuciłby awizo do skrzynki i trzeba by fatygować się potem na pocztę. Ha, dziś nie muszę. Fajnie, no nie? 

Kogo znów licho niesie?

– Cześć!

– Cześć.

– Cukierka chcę. Mmmm, proszę! – jasnowłosy siedmiolatek, syn sąsiadów z piętra wyżej, wyciąga bladą dłoń prosto mi pod nos. Drugą rękę trzyma za plecami.

– Prosisz, a dlaczego?

– Coś mam dla tobie.

– Hm, raczej dla ciebie.

– No co ty, mówię, że nie dla mnie, to dla tobie. Od nosiciela.

– Kto to taki ten nosiciel?

– Nie wiesz? Na pewno wiesz, taki duży, prezenty nosi…

– Pan Mikołaj? Święta już były.

– Hihihihhi. Co ty, co ty. Jaki Mikołaj, to przecież ten, no ten, oj, tata mówił…

– Już wiem. To pewnie kurier. Daj więc, co masz od niego – przerywam zawstydzonemu chłopcu.

– Cukierka najpierw przynieś.

– Zęby sobie popsujesz. Mamusia pozwala?

– Już popsute, mamusia pozwala, bo mówi, że mi niedługo wszystkie naprawi pan donta.

– Kto?

– Tak mówi. Dasz cukierka?

– Nie mam cukierków, weź czekoladkę. A czemu ty nie w szkole?

– Bo mamusi się nie chciało.

– Co takiego?

– Nie chciało się iść do pracy, to nie chciało się też mnie do szkoły odprowadzić. Wie pan co?

– Nie wiem.

– Mnie się też nie chciało, hihihihihhi. Proszę, to prezent od kuriera. Mama mówi, że przyniósł do nas, a nie do pana, bo tam jak zwykle zły adres jest i mnie wysłała, bo jej się nie chciało enty raz do pana z paczką chodzić. Mówi, że musi pan z tym porządek zrobić – chłopiec wyciąga zza pleców paczkę.

Faktycznie, w adresie jest błędny numer mieszkania. Znowu!

– Dziękuję synku.

– Jeszcze jedną daj czekoladkę – odpowiada „synek”.

– Dla mamy?

– Mama nie lubi, mówi, że zęby się psują. To dla siostry, została w domu, bo tacie nie chciało się zawieźć jej do przedszkola. Mani będzie smutno, że ja mam czekoladkę, a ona nie.

– Jasne, dobry z ciebie braciszek.

Poszedł, zadowolony z siebie, w podskokach, z uśmiechem szerokim od ucha do ucha. Misja kurier wypełniona i wynagrodzona.  „Synek” miał szczęście, nie jadam słodyczy, te dwie czekoladki zostały z jakiejś świątecznej przesyłki.

Jasny gwint, dlaczego znów paczka trafiła piętro wyżej. I to ponownie z ulubioną moją kawą, przestanę ją tam zamawiać. Ile razy można tę samą sprawę prostować. Na tym świecie same lenie, nikomu niczego się nie chce. Trzeba będzie kiedyś jakoś podziękować sąsiadom za kłopot. Hm, ciekawe, nawet nie wiem, jak sąsiad wygląda. Sąsiadkę widuję z dziećmi na podwórku, jego nie. Cóż, nowe budownictwo, człowiek wychodzi z mieszkania, zjeżdża windą do garażu i tyle go widzieli.

Może jednak zadzwonić do szefa. Dochodzi czternasta. Ale co mu powiem o tej porze? Właśnie, co? Myśl człowieku, myśl.

Najpierw zjem obiad, będzie łatwiej zebrać myśli. Co było w planie na dziś? Spaghetti, ależ uczta, palce lizać. I winko, mmm. Jakie winko, hola, nie teraz,  dopiero po szesnastej. No jasne…

W telewizji nuda bez zmian, za oknem zaczyna prószyć śnieg, robi się jakoś pochmurno. Żarówka! Przepaliła się, trzeba wymienić zanim się ściemni na dobre. Załatwione. Co teraz? Nie wiem, trzeba poczekać. Na co? Na szesnastą, już tylko kwadrans. Ale dlaczego? Bo o szesnastej fajrant…

Drrr drrr drrr…. Moja komórka,  ups – szef dzwoni.

– Cześć.

– Cześć szefie.

– Nie mogłem się do ciebie dodzwonić na biurko, więc postanowiłem na komórkę. Wybacz.

– Ależ…

– Mam prośbę. Jutro, o godz. 8.30 jestem umówiony z Nowakiem, wiesz, prezesem tej spółki, z którą zaczęliśmy współpracę. Muszę do niego zadzwonić, przesunąć godzinę spotkania. Jestem poza firmą, nie mam przy sobie wizytówek, jego numer wpisałem w kalendarzu na biurku w moim pokoju. Podejdź tam proszę i przedyktuj mi. Jeśli kończysz coś pilnego, kończ, ale postaraj się dać mi ten numer w ciągu pół godziny.

– Ale…

– Nie krępuj się, przecież pozwalam ci zajrzeć do kalendarza.

– Ale…

– Nie wygłupiaj się. Idź. Oddzwoń, albo nawet prześlij esemesa. Narka, czekam i z góry dziękuję.

Trzask. Koniec rozmowy.

Jasna cholera!!! Za Chiny nie zdążę teraz do biura w pół godziny. Kto tam jeszcze może być? Maniek w delegacji. Kacha ma dyżur pod telefonem.  Zocha lubi wychodzić przed czasem. Oczywiście, nie odbiera, nie może być inaczej. Lutek, oj Lutek – w tobie nadzieja. Dzwonię. „Nie mogę teraz rozmawiać, zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału”…  Zaraz, Nowak? Ten człowiek nazywa się Nowak? Takie pospolite nazwisko. Może się mylę, ale czy to nie on, właśnie ten nowy partner z charakterystycznym wąsikiem, polecał mi świetnego rehabilitanta? Miałem dzwonić w razie potrzeby, żeby mi podał adres gabinetu. Zobaczmy. Komórka> kontakty> a, b, c… n – nie ma, żadnego Nowaka! Gdzie notes? Gdzie teczka? W samochodzie? Jazda, do garażu!

Winda jak na złość najpierw zjeżdża na dół, potem rusza w górę i jak zwykle nie zatrzymuje się po drodze. Ktoś wyżej gramoli się do niej, ktoś jakieś paczki wciąga, ktoś ma jeszcze komuś coś do powiedzenia na odchodnym. Ludzie, zlitujcie się!

Nareszcie. W windzie sami dobrzy znajomi – „synek”, jego siostra, mamusia, która nie lubi czekoladek i... ten wąsik.

– Cześć. Co dostałeś od kuriera? – chłoptaś pyta.               

– Synku, nie wypada tak. Przeproś pana – mówi mamusia do malca, a do mnie: – Proszę wybaczyć.

– Wybaczy pan? – pyta siedmiolatek i nie czekając na odpowiedź, zwraca się do „wąsika”: – Tato, to ten pan dał nam czekoladki.

– To miłe. Dziękujemy panu – odzywa się „wąsik”, który ku mej radości na 100 procent jest w tej chwili najbardziej poszukiwanym prezesem we wszechświecie.

– To ja przepraszam za kłopot, te paczki wciąż są źle adresowane, mimo moich zabiegów – zaczynam się tłumaczyć, szukając sposobu, aby przejść do sedna najważniejszej dziś dla mnie sprawy.

– Żaden problem – mówi „wąsik” i sam ułatwia mi zadanie: – Sąsiedzie, widzimy się tu chyba pierwszy raz, ale…

– Tak, to nowe budownictwo… – wtrącam.

– … ale pana twarz wydaje mi się znajoma. Nowak jestem – mówi sąsiad, uważnie mi się przyglądając.

Nie czekam dłużej na rozwój kurtuazyjnej rozmowy, szybko wyłuszczam prośbę o przypomnienie numeru telefonu i mogę odetchnąć z ulgą. „Wąsik” to TEN prezes i TEN sam człowiek, który podczas kuluarowych rozmów przy okazji konferencji organizowanej przez moją firmę polecił mi świetnego rehabilitanta.

– No proszę, cóż za zbieg okoliczności. Jesteśmy sąsiadami. Gdyby nie dzisiejszy szczególny dzień, jeszcze długo moglibyśmy się tutaj nie spotkać. Zwykle wcześnie zaczynam pracę i późno kończę, często działam poza miastem. Pewnie szybciej spotkalibyśmy się służbowo – wyznaje prezes Nowak.

– Tak, najpewniej tak – przyznaję szczerze uradowany splotem wydarzeń i tym, że ten człowiek nawet nie pyta, czemu ja nie w biurze, lecz w domu. Dobrze wychowany gość.

– A niech tam, za te czekoladki dla dzieci przyznam się do czegoś. Proszę tylko, tak po sąsiedzku i dla dobra dalszej współpracy, tego nie rozgłaszać – kontynuuje prezes z tajemniczym uśmiechem na twarzy, wychodząc z windy.

– Słowo Zawiszy.

– Świetnie się złożyło, prawda? Cóż za miłe przypadkowe spotkanie. Czasem warto nie iść do pracy i.... – rzuca przez szparę domykających się drzwi – dziś mi się najzwyczajniej nie chciało!

Szef, szef! Trzeba dzwonić, czas ucieka. Winda wolno pnie się w górę, zasięg w niej zerowy.

– Szefie, mam ten numer.

– Świetnie. Dyktuj, muszę zdążyć Nowaka złapać w biurze.

– Spokojnie, to komórka.

– Komórka? Wydawało mi się, że stacjonarny.

– Okazuje się, że mam komórkę. Dostałem kiedyś numer od niego.

– Ok. Więc?

 – Prześlę esemesa.

– Dobrze.

– Szefie, mam jeszcze prośbę.

– Tak? Ale szybko.

– W przyszłym tygodniu mogę mieć trochę ważnych zabiegów z rehabilitantem. Możliwe, że w niektóre dni będę musiał zwalniać się z pracy na 2–3 godziny. Zgodzi się szef na to?

– To pilne? Mogę dać odpowiedź jutro?

– Oczywiście.

– Muszę zajrzeć do kalendarza, zobaczyć, kto z ekipy będzie na miejscu i na jakich spotkaniach będziesz mi potrzebny. Maniek pewnie wróci z delegacji, ale sprawdzę to jutro. Dziś, jak wiesz, cały dzień nie było mnie w firmie…

– Szefie, ja…

– Tak, wiem, rehabilitacja ważna sprawa. Rozumiem to, zdrowie najważniejsze. Trzeba o nie dbać. Dlatego mnie też dziś nie było w firmie.

– Coś się stało?

– Czy coś się stało? Nie, nic. Tylko, hahhahahaha…

– Szefie!

– Chyba mogę mieć do ciebie zaufanie?

– Zawsze.

– Nie było mnie dziś w pracy, bo… Zachowasz to w tajemnicy?

– Jak kamień w wodę.

– Bo, chłopie, po prostu mi się nie chciało!

*/*

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
ivonna · dnia 12.05.2024 12:39 · Czytań: 144 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 11
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Zbigniew Szczypek dnia 12.05.2024 23:53 Ocena: Bardzo dobre
Ivonna
Głupio mi się przyznać ale w tym zwariowanym tekście, w dużej mierze odnajduję swoją osobę. Czasem przepracowany i zwyczajnie zmęczony, nie chcę wstać ale niestety muszę, bo jestem opiekuńczym ojcem i dla syna robię co mogę czyli śniadanie i tradycyjnie życzę mu powodzenia ale czasem zamykam za nim drzwi i do łóżka, czyli na wagary. Bywa też, że piję kawę, gdy Krystian je śniadanie i roją się różne pomysły - coś napiszę, pójdę załatwić odkładaną sprawę w urzędzie, należy mi się odpoczynek, praca nie zając zaczeka do jutra, dzisiaj nie jadę - jeszcze pomyślą że mi zależy. I tak uciekam na chwilę od obowiązków reorganizując swój zwykły dzień. Najgorsze jest to, że takiego, wydzielonego dnia, tyle myśli mnie dopada i zwykle się materializują np.: telefon lub osobiste spotkanie osoby, o której myślałem(tak potrafię przyciągać), to czasem dotyczy różnych zjawisk, jak przewidziana awaria lub patrol policji po drodze(100 zł mandat). I tak zrobienie sobie wolnego dnia, tak jak u Ciebie Ivonno, wywołuje ciąg przyczynowo skutkowy, którego jeszcze rano, w ogóle bym się nie spodziewał. Czyli wystarczy zburzyć porządek, wyjść poza schemat, by poczuć, jak naprawdę wygląda życie i brać je na gorąco. Tak odbieram Twoje opowiadanie i nie zawsze winne jest lenistwo.
Pozdrawiam serdecznie - Zbyś ;)
ivonna dnia 13.05.2024 21:40
Hej Zbysiu :) A to dopiero! Taki późny wieczór kiedyś miałam, że z jakiejś przekory czy zmęczenia nadmiarem wszelakich obowiązków popełniłam Lenia. Teraz z Twojego komentarza dowiaduję się, że odnalazłeś siebie w tym "dniu buntu". W Leniu wszyscy jego główni aktorzy potrzebowali uwolnić się od trudów dnia codziennego - nie tylko narrator, ale też mamusia, dzieciak, a nawet prezes i sam szefunio. Nie z lenistwa, a dla zdrowia psychicznego.
Przyznam się, że akcja, która tak się potoczyła, mnie samą zaskakiwała, gdy nagle moja wyobraźnia podpowiadała mi z akapitu na akapit, że kolejna pojawiająca się postać ma właśnie taki dzień. Taki oto chochlik przy mnie siedział, bo gdy zaczynałam tę humoreskę, nie miałam z góry opracowanego scenariusza ;) I - masz Zbysiu rację - oderwanie się od pewnego porządku otwiera nowe możliwości, nowe emocje itp. W życiu nie ma wszak pustki. W Leniu chyba wszystkim to na dobre wyszło - mieli dobry w sumie dzień.
Dobrego nastroju Zbysiu życzę!
ivonna
Zbigniew Szczypek dnia 13.05.2024 21:59 Ocena: Bardzo dobre
Ivonno
I dziś właśnie był ten dzień, dzień może nie lenia ale to miał być luźniejszy czas, czas załatwiania odkładanych spraw. No i fatum 13-tego dopadło mnie niestety! Zaczęło się zwyczajnie od rozbitej szklanki, później chleb okazał się nadpleśniały i wreszcie cudowna sprawa - puste bankomaty, jakby zaczęła się u nas wojna. Nawet pytałem - czy ktoś nas napadł, może jak dawniej - wymiana pieniędzy? Ale do licha - nie tu i nie teraz! I tak zamiast spokojnie wszystko dziś załatwić od rana, straciłem 4 godziny na zorganizowanie pieniędzy. I tak mnie to wszystko wkurzyło, że wiem już, co zrobię w następny trzynasty - nie wstanę aż do obiadu i nigdzie tego dnia nie wyjdę, wymyślę jakiś wiersz lub opowiadanie, może będzie na temat.
Dobrego wieczoru - Zbyś ;)
ivonna dnia 13.05.2024 22:14
Zbysiu, a ja tu o dobrym nastroju prawiłam. Trzymam kciuki, żeby następne dni wynagrodziły ten paskudny dzisiejszy.
I czekam na wiersz lub opowiadanie - może na temat 13-ego, a może o 29 lutego roku pańskiego (nie)przestępnego ;)
Spokojnej nocy,
ivonna
Zbigniew Szczypek dnia 13.05.2024 22:41 Ocena: Bardzo dobre
Ivonko
Ależ mam dobry nastrój - teraz jest wieczór, a właściwie noc, zły ranek przechodzi do historii. Teraz cieszę się kontaktem z literaturą, to wspaniale nastraja przed snem, do którego napisałem już scenariusz i plan zdjęciowy, scenografia to też moje dzieło, jeszcze reżyser i aktorzy, może dzisiaj nie będą tacy kapryśni i cały film zrealizujemy, a nie tylko pojedyncze sceny?
A 13 - tego, piątego dnia tygodnia, roku pańskiego ..., od tej pory w śród ludu powszechnie uznawanego za dzień pechowy, z rozkazu Jego Świątobliwości Ojca Świętego.. - nie, to takie banalne, wolę szukać ich skarbów, niż znowu zamęczyć, przed Św. Oficjum. Zresztą w tedy, to jeszcze były "pieszczoty", dopiero jako Torquemada, mogłem wykazać się inwencją twórczą... - życie mniej zwyczajne
Słodkich snów ;)
Kazjuno dnia 15.05.2024 08:32 Ocena: Bardzo dobre
Należy Ci się Ivonno duża pochwała za wygenerowanie komizmu sytuacyjnego. Początkowo seria banałów: co zjem na śniadanko, co smaczniejsze? Potem niepokoje o konsekwencje bumelki i zabawna rozmowa z brzdącem sąsiadów. Śmiesznie zaczęło się, gdy po nitce do kłębka, zaczęło się wyjaśniać, że pandemia lenistwa ogarnęła całą zbiorowość, otaczającą bohatera.

Miałem jednak pewien dyskomfort, bo pisałaś w pierwszej osobie, więc myślałem, że bohaterką jest kobieta, a tu sąsiad-brzdąc zwraca się do Ciebie:
Cytat:
Wie pan co?

Przejęzyczenie?
Dopiero z dalszych dialogów wynika, że leniem - głównym bohaterem - jest mężczyzna.
Hmmm... ten detal uwierał mnie prawie do końca opowiadanie.

Najistotniejsze jednak, że na "dzień dobry" udało Ci się mnie rozweselić. Cenię u Autorów poczucie humoru, a potrafiłaś w "Dziś mam lenia" efektownie to potwierdzić

Pozdrawiam serdecznie, chociaż ukarzę Cię za wspomniany dyskomfort, nie dając najwyższej cenzurki :)
ivonna dnia 15.05.2024 17:56
No cóż, bo "Wie pan co?" Panie Kaziu ;) W dniu pandemii lenistwa nie lenił się jeno jakiś takiś chochlik. Rzekł do mnie: ej, zrób psikusa, wejdź w skórę narratora rodzaju męskiego, jakie znaczenie ma dla czytelnika to, czy pisząc w pierwszej osobie, jesteś - lub nie - wierny/na własnej płci jako autor/ka. Wszak to fikcja... no, może poza dniami z rzeczywistego życia, w których do roboty idziemy sekwencją "jeden krok do przodu, trzy w tył".
Karę za dyskomfort przyjmuję z pokorą, a obniżoną cenzurkę z radochą. Nie obiecuję jednak, że się w każdym przypadku "pierwszej osoby" poprawię. Nie wiem, co mi w duszy zagra, jak i było, gdy spotkałam w czeluściach wyobraźni głównego bohatera zbiorowej bumelki i zdradzę tu, że tak mnie to przekorne pióro prowadziło, a nie żaden obmyślony plan.
Serdeczności Kaziu :) - od leniwej od czasu do czasu ivonny rodzaju żeńskiego ;)
Kazjuno dnia 15.05.2024 22:48 Ocena: Bardzo dobre
Chochliki bywają wredne, ale masz rację, może podpowiedź tego z czasu pandemii była i słuszna? Tylko ja mam zatwardziały łeb i sobie wkręciłem, że tak jak Autorka główna leniucha musi być ONA. :)
Więc tępą autosugestią pogwałciłem autorską wolność wypowiedzi. Sorry Ivonno oczywiście racja po Twojej stronie.
Zawiniło lenistwo mojego procesu myślowego. :O

Smacznych snów. :)
ivonna dnia 16.05.2024 01:21
Halo, halo Kaziu! Jakie sorry, nie masz przecież za co, ani wcale mi jakiejś racji przyznawać. To wszystko wina "nieutemperowanego" pióra, które zapanowało nade mną, nie odwrotnie. I wszelkie uwagi do jego poczynań chłonę z zainteresowaniem, bo jak już wspominałam, ujawniłam się na PP, aby się uczyć.
A w szczególe i przede wszystkim dziękuję Tobie za poczytanie Lenia i jego recenzję, na dodatek z bardzo przychylną oceną.
Także tak.
Smacznych snów :)
Janusz Rosek dnia 20.05.2024 19:22
Ivonno.

Bardzo podobał mi się ten tekst pełen zakrętów i emocji.
Też bym chciał być szefem, który może pozwolić sobie na odrobinę fantazji i nie pójść choćby raz do pracy. Nie odbierać telefonów o nieludzkiej porze i czytać e-maili pięć minut przed północą. Niestety to mi się nie zdarza. Ciągle jestem na "dyżurze"

Swoją drogą ciekawy jestem, co było w tej źle zaadresowanej paczce.
Pozdrawiam - Janusz
ivonna dnia 21.05.2024 01:17
Januszu,
Sprawiłeś mi miłą niespodziankę swoim komentarzem. Tym bardziej, że choć zabiegany z Ciebie człek i na ciągłym "dyżurze", to znalazłeś na to chwilkę. Doceniam - także dlatego, że i ja taki kierat doskonale znam.
Z wdzięczności uchylę rąbka tajemnicy - źle zaadresowana paczka cały czas jest zapieczętowana i leży gdzieś rzucona w kąt, zapomniana przez bohatera "w pierwszej osobie" wyczekującego nerwowo telefonu od szefa. No i ważniejsze było celebrowanie spaghetti, na co w biurze nie miałby szans. Muszę więc z nim poważnie pogadać, bo znów mamusia z piętra wyżej wyśle do niego synka i to już nie będzie słodka rozmowa.
Dzięki Januszu za ciekawość ;)
Także pozdrawiam - ivonna
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
26/05/2024 08:24
Fajny tekst na wakacje. »
valeria
26/05/2024 08:22
Każdy potrzebuje swojego czasu. Ładny tekst. »
OWSIANKO
25/05/2024 11:19
ivonna  bardzo cieszy mnie Twój komentarz. Wolałbym nie… »
Jacek Londyn
25/05/2024 08:40
Bez obciążenia tym wszystkim fika się łatwiej.:) »
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:dobibliotekipl