Korycki i Kaczyńska - Kazjuno
Proza » Przygodowe » Korycki i Kaczyńska
A A A
Od autora: Szanowne Koleżanki i Koledzy z PP, poniższe opowiadanie powinno zaciekawić Was i Czytelników,
To prawda, przeżyłem romans z kuzynką braci Kaczyńskich. Nawet napisałem o tym romansie w opowiadaniu zamieszczonym tu w Portalu Pisarskim. W moim dossier ma tytuł: "Niewidoczna bariera". Parę lat temu oprawiłem opowiadanie okładką z osobiście stworzonym barwnym rysunkiem tenisisty z rakietą i piękną (trochę podobną do Kaczyńskiej) dziewczyną. Książeczkę zawiozłem na ulicę Nowogrodzką do prezesa PiS-u. Wpuszczono mnie jedynie do sekretariatu, gdzie załączyłem do opowiadania list z prośbą, aby Jarosław podał mi kontakt do kuzynki zamieszkałej w Rzymie. Chyba dwadzieścia lat temu dodzwoniłem się do Eli Kaczyńskiej, była już zamężna z Włochem. Od naszego romansu upłynęło dużo czasu, ale rozmowę przetykały miłosne obustronne zaklęcia. Więcej jej nie spotkałem, a Jarosław Kaczyński olał moją prośbę...
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Dla młodszego z braci Koryckich wieść od brata, że Ulka Moczydło została dziewczyną Jarka Menowskiego spadła jak grom z nieba, początkowo był w szoku.

Dlaczego właśnie on z Ulą? – Nie mógł się pogodzić z myślą o pozostawionej dziewczynie, z którą kilkuletni romans przyczynił się do wyrzucenia go ze studiów i nieomalże wyroku za pobicie esbeka.

Jeszcze kilka miesięcy wcześniej bardzo mu na niej zależało. O jej związku z byłym kryminalistą dowiedział się przez telefon od Radka. Był w Warszawie i porzucił pracę na budowie, która miała dać mu szansę powrotu na studia. Po półtoramiesięcznym czasie robociarskiego zatrudnienia wystawiono mu dobrą opinię, lecz nie kwapił się, by podjąć starania o powrót na studia. W tamtym czasie opanowała go nowa idea. Zrezygnował z pracy mając nadzieję na rozwinięcie umiejętności pisarskich.

Wiadomość o Jarku i Uli była dla Alka tym bardziej przykra, że pierwszą informację o opuszczeniu przez Menowskiego więzienia brat przekazał mu przed miesiącem. Radek, rozmawia­jąc przez telefon, zachwycał się wspaniałym wyglądem Jarka i niezwykłymi dla niego perspektywami na przyszłość dzięki ożenkowi Alinki z bratem miliarderki z USA.

Chciałem zapomnieć o Ulce – dywagował były student architektury. – Prowadziła hulaszczy tryb życia, podrywała facetów i doprowadzony do zazdrości pobiłem ciężko dwóch facetów – przebiegały Alkowi przez głowę, jak urywki filmu dramatyczne wspomnienia o wałbrzyskiej piękności. – Teraz, kiedy ją spotkam, będzie mi mogła zaśmiać się w nos – myślał rozgoryczony. – Jeśli na Jarka spłyną profity ze strony przyrodniej siostry skoligaconą z miliarderką, to Ula skorzysta. Będzie miała satysfakcję.

„Chciałeś się mnie pozbyć” – będzie mi mogła powiedzieć, jak ją kiedyś spotkam – „dopiero przy Jarku czuję się dowartościowana, a ty zostałeś nikim”...

Wkrótce rozgoryczenie minęło. Alek się uspokoił, zaczął myśleć zdroworozsądkowo, nawet poczuł podszytą złośliwością ulgę. – Teraz Jarek będzie miał na łbie niebagatelny kłopot. – Wątpliwe czy Ulka się zmieni? Czyżby nagle z rozrywkowej hedonistki mogła zmienić się na pokorną domową kurę? – Znał Ulkę, pamiętał jej przyzwyczajenia i zamiłowanie do alkoholu. – Jak razem z Jarkiem zaczną pić gorzałę, to ich życie zamieni się w bezustanną awanturę. – Przypomniał sobie demona wstępującego w dziewczynę po spożyciu. Jej zachowania bywały trudne do zniesienia. Kiedyś na dancingu zaczepił ją podpity kobieciarz naczelny architekt Wałbrzycha, chwilę z nim rozmawiała przy barze i znienacka trzasnęła mężczyznę w twarz. Alek nie wiedział, jak się ma zachować. Po incydencie wyjaśniała, że architekt złożył jej upokarzającą propozycję. Nie zdradziła szczegółów ponoć obraźliwej dla niej rozmowy, a jej nieskładne tłumaczenie – była bowiem pod gazem – jedynie wywołało w Alku podejrzenie, że ukrywa niekorzystną dla siebie prawdę. Czyżby architekt używał wobec Ulki szantażu? Może dysponował kompromitującymi ją zdjęciami w negliżu? Albo znał jej grzechy, które chciała ukryć? Nieraz dowiadywał się o jej skandalicznych zachowaniach, o sytuacjach, których bywała niechlubną bohaterką.

* * *

Od paru tygodni, dzięki sfałszowanej studenckiej legitymacji, Alek mieszkał w hostelu Riviera. Hostel, jeden z największych w tamtym czasie wieżowców w Warszawie, w okresach wakacyj­nych gościł międzynarodowych przybyszy z całego świata, w trakcie roku akademickiego spełniając rolę domu studenckiego politechniki. Dla Alka, zamieszkanie w Riwierze stanowiło nie lada gratkę. Już od kilku sezonów zajmował się cinkciarstwem. Jednak ciągle był świadomy, że uprawianie tego procederu było igraniem z niebezpieczeństwem. Pokusa wysokich zarobków z han­dlu dewizami była jednak zbyt silna.

Ryzyko podejmował wiele razy w minionych letnich sezonach, lecz teraz, mieszkając w między­narodowym tyglu, gdzie jak w wieży Babel mieszały się języki z wielu krajów, czuł się bezpiecznie. Po dwudziestu piętrach wieżowca mogli się kręcić milicyjni konfidenci, chociaż czerpiący nielegalne zyski Alek, zamieszkując już w Rivierze drugi sezon, nie zauważył nikogo podejrzanego.

Przed otrzymaniem zaskakującej wiadomości o Jarku i Uli coraz rzadziej myślał o dziewczynie zostawionej w Wałbrzychu, chwilami, przypominając sobie o niej, czuł jakby spadł mu z głowy ciężar, odczuwał ulgę. Krzepiła go idea nowego pomysłu na życie jakim miało być pisarstwo. Nielegalne zarobki zabezpieczały go finansowo. Ba, ponownie jak w czasie poprzednich sezonów szybko się bogacił. Przed tygodniem zaczął się spotykać z piękną blond Warszawianką. Dziewczynę poznał na wieczorku w mieszczącej się na parterze Riviery dyskotece. Dowiedział się, że jest sekretarką w dziekanacie Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Czyżbym po przejściach z Ulką znowu się zakochał? – zastanawiał się. – Zamieszkała na Powiślu blondynka nazywała się Ela Kaczyńska, a pobudzony intelektualnie próbami pisarskimi Alek fascynował dziewczynę opowieściami o swojej rodzinie z arystokratycznymi korzeniami, opowiadał zabawne anegdoty i pochwalił się siostrą cioteczną, która wyszła za mąż za wybitnego polskiego aktora Tadeusza Łomnickiego.

– Ja też mam znanych kuzynów, którzy występowali w filmie – z dumą powiedziała Warszawianka. – To bracia bliźniacy, grali w znanej kinowej ekranizacji „O dwóch takich, co ukradli księżyc” .

– Coś słyszałem o tym filmie – bąknął Alek kurtuazyjnie.

Phi… – pomyślał. – Ela wspomina jakichś dwóch gówniarzy, którzy przez rodzinną koligację noszą jej nazwisko. Kim mogą być te dwa pętaki w porównaniu do zdobywającego coraz większą sławę męża kuzynki? – Zrobiło się Alkowi dziewczyny żal. – Mogłaby pochwalić się kimś ciekawszym. – Łomnicki to wybitny aktor. W Paryżu smolił gorzałkę z samym Marlonem Brando, o czym mąż kuzynki opowiadał, kiedy zaproszony przez niego jadł ośmiornicę w restauracji Szanghaj. – No tak, Kaczyńska też chce dodać sobie prestiżu.

Przyciągnął ciało Kaczyńskiej w odruchu współczucia i pocałował w ładnie wykrojone usta.

Czuł, że się dziewczynie spodobał, bo już kiedy późnym wieczorem pierwszy raz odprowadził ją po dyskotece pod bramę przy ulicy Czerwonego Krzyża, namiętnie się z nim całowała. Nosząc pękaty od dewiz i złotówek portfel, był pewny siebie. Codziennie zapraszał atrakcyjną Warszawiankę do elitarnego studenckiego klubu Hybrydy. Trzymając się za dłonie spacerowali po łazienkowskim parku. Już nazajutrz po wstrząsającej wiadomości od brata widząc nadchodzącą na spotkanie Kaczyńską zaparło mu oddech.

Przecież to super laska, nawet może ładniejsza od Ulki – przemknęło mu przez głowę. Ponownie wchodzili do łazienkowskiego parku i Alek zaproponował kawę z lodami. Zajęli krzesła w ogródku kawiarni, w pobliżu „Pałacu na wodzie”. Usadowili się obok stolika samotnie siedzącego grubasa. Ten łapczywym wzrokiem zaczął spozierać na Elę. Czerwony na twarzy facet, którego wysokiej jakości ubiór zdradzał cudzoziemca, wlewał w gardło uzupełniane co chwila kieliszki wina.

Zagraniczniak, i to z zasobnym portfelem. – Domyślił się od razu doświadczony cinkciarstwem Alek. – Zagadnę go, niech Ela zobaczy, że rozmawiam po angielsku.

Przeprosił dziewczynę i odwrócił się do grubasa.

– Excuse me, do you need any Polish zloties?1 – wygłosił rutynowe zapytanie.

Okazało się, że sąsiad jest Francuzem. Alek swobodnie przeszedł na ojczysty język cudzoziemca. Zagadnięty facet leniwym ruchem wyciągnął pękaty portfel. Tłustymi paluchami wysunął grubą niczym brzeg stron opasłego notesu zawartość stu-frankowych banknotów. Następnie przeliczył kilka wyciągniętych nominałów złotówkowych.

Demonstruje przed Elą, jaki z niego krezus.

– Oh, oui, j’ai besoin de zloties. Combien de franc tu veux2?

Alek rzucił kwotę czterystu franków i ku jego zdziwieniu Francuz odliczył cztery setki. Korycki zaproponował po dziesięć złotych za franka. Grubas się zawahał i pokiwał przecząco głową. Dopiero kiedy Korycki podwyższył kwotę do dwunastu złotych, zobaczył potakujący gest sąsiada.

– D’accord. – Zgodził się, po czym filuternie uśmiechnięty trzymając frankowe banknoty – podczas gdy cinkciarz odliczał złotówki – zadał zaskakujące pytanie.

– Czy za te franki sprzedałbyś tę dziewczynę?

Wytrącony z pantałyku Alek, nie wiedział jak się ma zachować?

Bierze mnie za alfonsa, a Elę za cichodajkę?

– Co on powiedział? – zapytała nerwowo Kaczyńska.

– Elle est ma fiancèe.3 – powiedział Korycki do Francuza i dokończając liczenie polskich nominałów, wymienił z nim pieniądze.

– Chodź stąd idziemy – powiedział do dziewczyny, ignorując jej pytanie.

– Obiecałeś zamówić kawę i lody. – Zdziwiła się Ela Kaczyńska, lecz widząc zdenerwowaną minę Alka, niechętnie podniosła się z krzesła. – Wystraszyłeś się, że cię zaaresztują za cinkciarstwo? – zapytała, kiedy oddalili się w stronę jeziorka z pływającymi kaczkami.

– Powinienem temu francuskiemu wieprzowi dać w ryja.

– Coś mówił o mnie?

– Tak, chciał za te franki uprawiać z tobą seks.

– Co, bałeś się, że mogłabym się zgodzić? – zapytała z uśmieszkiem. – A ile złotówek dostaniesz za tyle franków? – dopytała po chwili milczenia.

– Po czarno rynkowym kursie siedem tysięcy dwieście.

– O matko! – pisnęła Ela – To możliwe, że przez jedną noc zarobiłabym tyle, co zarabiam przez trzy miesiące?

– Jak chcesz to możemy się wrócić i zostawię cię z tą świnią?

– Oj nie, głuptasie. Wolałabym się kochać z tobą za darmo. – Wzięła Alka pod ramię i przytuliła się jędrną pełną piersią.

* * *

Pragnienie, aby zespolić się w cielesnym akcie z ponętną Warszawianką, przeszkadzało Alkowi się skupiać na tworzeniu tekstu opowiadania. Zwykle siadał z brulionem w kawiarni Sejmowej. Miał za sobą poranne biegi w parku Agrykoli kończone ćwiczeniem tenisowych uderzeń o treningową ścianę przy mieszczących się tam kortach.

Przecież nie zaciągnę Eli do pokoju w Rivierze – odrzucił ten pomysł, bo mieszkał właśnie w dwuosobowym pokoju z młodym Duńczykiem. Do dwuosobowego pokoju, co jakiś czas, dokwaterowywano mu coraz to innych hotelowych gości. W mieszkaniu Kaczyńskiej pił raz herbatę, ale przedstawiony jej matce zauważył jak przystojna kobieta, niby niechcący, zaglądnęła do saloniku, sprawdzając zachowanie córki.

– Nie pojechałabyś ze mną na krótki urlop do Sopotu? – zaproponował Eli podczas popołudnio­wego spotkania.

– Teraz nie urwę się z pracy, byłam na wczasach w lipcu.

– Choćby na trzy dni – nalegał. – Mam tam ciotkę, ale wynająłbym pokój, choćby w samym Grand Hotelu.

– Chciałabym, ale naprawdę teraz nie mogę. – Ścisnęła Alka dłoń. – Posłuchaj – odezwała się, patrząc na niego z figlarnym uśmiechem. – Jak chcesz się ze mną kochać, to jest okazja. Mama wychodzi na spotkanie ze swoim panem i zwykle wraca koło północy, czasem u niego nocuje. To jak? Chcesz?

– No, jasne, przecież nie jestem pedałem.

– Okey, teraz mnie odprowadź do tramwaju i wpadnij o ósmej.

Ela wie, że dzięki niej francuski świniak dał mi dobrze zarobić – pomyślał, kiedy zatrzasnęły się drzwi tramwajowe i zza szyby zobaczył jak Warszawianka zdmuchuje z dłoni wysyłanego my buziaka. – Jestem nieźle do przodu dwa tysiące trzysta na czysto. Odpalić Kaczyńskiej prowizję? ...Może lepiej jej coś kupić? – zastanawiał się, przechodząc podziemiem centralnego ronda w stolicy. Zobaczył witrynę kwiaciarni. – Nie będę się wygłupiał z kwiatami. – Odrzucił pierwszy pomysł.

Po opuszczeniu podziemia zobaczył oszklony pawilon Cepelii, tam skierował kroki. – Zwrócił uwagę na artystycznie tkany gobelin? – Rozśmieszył go widok utkanego rozpędzonego na koniu husarza z kopią opatrzoną biało-czerwoną chorągiewką i napisem: „Bóg Honor Ojczyzna”. – Chyba pomyślałaby, że mi odbiło. Spodobała się Alkowi galeria kuchennych desek do krojenia z malunka­mi. Pewnie, któraś ją rozśmieszy. Wahał się, czy kupić deskę z malunkiem świni w sukience i na wysokich obcasach. Zdecydował się na zakup łaciatej krowy trzymającej w pysku kobiałkę z kwiatami.

Z opakowaną firmowym papierem Cepelii deską w sportowej torbie pod bramą przy ulicy Czerwonego Krzyża znalazł się prawie godzinę za wcześnie. Drżał z emocji, na myśl o czekającym go seksualnym spełnieniu. Ostatni raz erotyczne rozkosze przeżywał z Ulką Moczydło u schyłku zimy. Skierował kroki do kawiarni w znanym mu Domu Nauczyciela.

Walnę kielicha i się uspokoję – pomyślał, podchodząc do kawiarnianego bufetu.

– Polej pan pięćdziesiątkę – powiedział do barmana. – Z góry płacę. – Alek położył na blacie pięćdziesiąt złotych.

– Niech pan siądzie do stolika, poda kelnerka.

– Złożę zamówienie i następną wypiję przy stoliku. Jestem zdenerwowany, muszę się uspokoić. – nalegał.

Barman ustąpił, kiedy Alek poprosił o przyniesienie do stolika kolejnej wódki, tatara i pieczywa z masłem.

Młode laski szanują u facetów szmal i twardego wacka – przypomniał sobie niedoszły architekt jedną z „mądrości” wygłoszoną przez zaliczającego na pęczki dziewczyny Umińskiego. – Na pewno przede mną miała niejednego, przydałoby się, żeby o mnie zbyt szybko nie zapomniała – pomyślał o Kaczyńskiej. – Muszę ją porządnie wyruchać, a to będzie niezły afrodyzjak – pomyślał o zamówionym tatarze.

Po chwili mieszał siekaną wołowinę z surowym żółtkiem, zalewając olejem, posypując ostrą papryką, pieprzem, solą, a całość skropił cytryną. Zjadł, wlał w gardło drugą pięćdziesiątkę i przed wejściem do mieszkania Eli czuł się rozluźniony. Jeszcze się zawahał.

Czy nie traktuję Eli zbyt instrumentalnie? Jak debil Umniński, dla którego kobiety to towar tylko dla własnej przyjemności?

Dziewczyna z Powiśla przywitała Alka w trykotowej bluzce, spod której jaśniały owale gołych podniecających ud. Usiadł obok dziewczyny na tapczanie, wyjmując z torby deskę z krową, rozerwał firmowy papier. Nie zauważył, kiedy ściągnęła bluzkę. Jego oczy ogarnął widok doskona­le uformowanego biustu. Zatkało mu oddech.

Tak pięknych piersi nie miała Ulka Moczydło, jej balony były za wielkie i zdejmując stanik, musiała je podtrzymywać – przemknęło Alkowi przez głowę.

– Ha, ha, ha – rozbawił Elę widok pomalowanej deski. – To dla mnie?

– No, tak... – bąknął zapatrzony w biust. – Mogę dotknąć? – zapytał, nie mogąc oderwać oczu od napęczniałych zaokrągleń.

– Możesz głuptasie nawet całować. – Uśmiechnięta Warszawianka pogłaskała Alka po twarzy.

1Czy pan potrzebuje złotówek?

2O tak, potrzebne mi złotówki, ile chcesz franków?

3Ona jest moją narzeczoną.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 18.05.2024 10:22 · Czytań: 215 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 11
Komentarze
Janusz Rosek dnia 19.05.2024 09:38
Dzień dobry.
Bardzo podobał mi się ten tekst pełen szczegółowych opisów miejsc i ludzi szukających swojego szczęścia. Jak już kiedyś wspomniałem życie bywa przewrotne i zaskakujące. To, co wydaje się być celem do osiągnięcia z jedną chwilą traci na znaczeniu i przestaje być ważne. Pojawia się nowe zauroczenie, nowy cel. Iluż z nas wydawało się, że ta znajomość, ta osoba będzie tą najwłaściwszą, jedyną, z którą pragniemy iść przez życie. Zapomnieć się dla niej, w niej się zakochać. Być z nią.
Po jakimś czasie jednak zaczynaliśmy dostrzegać drażniące nas szczegóły i czar pryskał.

Bardzo zręcznie przedstawiona historia. Jedno, co już na początku przykuło mój wzrok, to powtarzające się w pierwszym i drugim zdaniu słowo "początkowo". Taki szczegół, ale drażni.
Życzę kolejnych bardzo dobrych tekstów i pozdrawiam

Janusz Rosek
Kazjuno dnia 19.05.2024 10:27
Dzięki Januszu Rosek za bardzo miły koment. Także jestem wdzięczny za bystrą korektorską uwagę.
Zaraz naniosę poprawkę.
Także inne życiowe spostrzeżenia dowodzą Twoich bogatych doświadczeń na niwie miłości.

Znakomity komentarz.

Serdecznie pozdrawiam.
Zbigniew Szczypek dnia 19.05.2024 22:57 Ocena: Świetne!
Kaziu
"ale przestawiony" - literówka - "ale przedstawiony"
Początek... Wiem, to fragment większego dzieła ale trochę dużo tego, taki natłok w małym fragmencie, by wytłumaczyć, nawiązać do poprzednich "odcinków".
Tak, ja także imponowałem otoczeniu i dziewczynie, mając kasę, będąc elokwentnym i przystojnym młodzieńcem, z manierami arystokraty. Ty wcześniej w Warszawie, a ja później we Wrocławiu. Do kina poza kolejką, na legitymację braciszka, pracownika Wrocławskiej Wytwórni Filmowej(II scenograf); do Ogrodu Botanicznego, jako syn dr botaniki; gdzie indziej, bo wspólni znajomi(w Hortex-ie koleżanka siostry); w innych wypadkach drzwi otwierała kasa. Kiedyś dobrze bawiłem się z przyjaciółmi w Novotelu, czując się tam, jak "Wielki Szu", rozmawiałem sobie dobrze z Niemieckimi gośćmi hotelu, wtedy jeszcze znając j. niemiecki, nawet z nimi żartowałem, opowiadając rodzinną anegdotę. Poznałem również kilka osób z pierwszych stron gazet, a nawet miałem swój mały wkład w historii. Nawet L. Niemczyk, w pewnym filmie, "dostał" szurikenem, przeze mnie zrobionym. Losy ludzi bywają zaskakujące i powiązane. Tak samo, jak Twoje Kaziu z rodziną Kaczyńskich. Tak, moja rodzina była skoligacona z Kaczorowskimi(prezydent), Koczorowskimi, Burghardt-ami, Von..., Von Schaffgotsch, Gogolewskimi(Ignacy), Dzieduszyckimi(Toncio). Miałem w rodzinie wspaniałych ludzi ale były też kanalie, również wysoko w SS. Historia jest jedna i nikt jej nie zmieni, choćby nie wiem jak się starał ale nie każdy to rozumie(np.: Wałęsa, Tusk. Kaczyński, Frasyniuk itp.).
Serdecznię Cię pozdrawiam, dziękując za wycieczkę w przeszłość - Zbyś ;)
Kazjuno dnia 20.05.2024 09:31
Wybacz Zbysiu, odpisuję z poślizgiem, bo o trzeciej rano wróciłem z wrocławskiego lotniska, skąd przywiozłem bratanka. Ucieszyłem się – zresztą nie po raz pierwszy – na widok Twojego komentarza, byłem zmęczony, zmorzyła mnie senność i odpisuję dopiero teraz.
Masz rację, popełniłem faux pas wobec Ciebie i Czytelników. Nie przeprosiłem na wstępie, że wklejam fragmenty powieści, nie dochowując staranności, jeśli chodzi o chronologię. Więc przepraszam, bo w odautorskim wstępie, nie powinienem się przechwalać, że Ela Kaczyńska – miłostka autora z przeszłości – to kuzynka głośnych polityków, a napisać krótki wstęp objaśniający skąd nagła zmiana zaskakująca szanownych Czytaczy. (Robiłem to instalując poprzednie teksty do PP).

Po pierwszych Twoich komentarzach już wiedziałem, że jesteś facetem z klasą, starannie wychowanym i powyższym komentarzem wreszcie odkrywasz karty, jak znakomite masz rodzinne korzenie. Za komuny ludzi o arystokratycznym pochodzeniu starano się deprecjonować. Dorabiano potomkom przedwojennych wyższych sfer gęby, rozpowszechniano obrzydliwe wyobrażenia o przedstawicielach arystokracji, tworząc ich wizerunek jako wyzyskiwaczy, podłych nikczemników i krwiożerczych pasożytów na zdrowych tkankach robotniczo-chłopskich społeczności.
Jeszcze nie wiedziałem, że jesteś skoligacony z ludźmi wybitnymi jak prezydent Kaczorowski, czy Ritter von Schaffsgotsche (Ich własnością był "Pałacyk" na ul. Kościuszki, gdzie balowałem jako student), ale już wiedziałem, że mam do czynienia z człowiekiem o otwartym umyśle, serdecznym i życzliwym, szlachetnym i taktownym.
Właśnie takie cechy mieli ludzie z nieprzeciętnych rodzin, których dane mi było poznać.

W Novotelu na Krzykach oczywiście bywałem, nawet regularnie, bo była to w drugiej połowie lat siedemdziesiątych oaza zachodnioeuropejskiego luksusu. Nie byłem tam kozakiem, bałem się proponować cinkciarskie transakcje, bo lustrowały nas z bratem oczy esbeckich tajniaków. Za to chłonąłem wykwintne wnętrze, smakowała tam kawa.

Dzięki Zbysiu za komentarz i dostrzeżenie literówki – zaraz naniosę poprawkę.

Serdecznie pozdrawiam.
Zbigniew Szczypek dnia 20.05.2024 23:59 Ocena: Świetne!
Kaziu
Pochodzenie to jedno, a kontakt z rodziną drugie. Widzisz kiedyś rodziny były spokrewnione i to , co wówczas było normalne i oczywiste, dziś jest anachronizmem. I tak "dziesiąta woda po kisielu" - Ignacy G. bawił się w nowym majątku mojego dziadka ze strony mamy(artysty rzeźbiarza, snycerza, właściciela stolarni, lasu koło Sokala) i nie tylko Ignacy ale to babcia była z bardzo wysokiego rodu(niestety nie pamiętam prawidłowego zapisu nazwiska). Dziadek był C.K. porucznikiem, a wcześniej studiował i przyjaźnił się z W. Kossakiem, razem też byli w wojsku, tylko dziadek -ranny, dostał się do serbskiej niewoli(dzięki moim siostrom przepadły listy Kossaka do dziadka). A dziadek Szczypek - zubożała dawno szlachta powstańcza - legionista, odznaczony przez Piłsudskiego(osobiście troszczył się by dziadek wybudował dom i zabudowania gospodarcze, nadając mu ziemię i materiały na budowę, jako rekompensatę za utracony majątek, odznaczył za bohaterstwo w Wielkiej Wojnie - VM, a póżniej w wojnie z bolszewikami i zdobycie Kijowa - także od Semena Petlury otrzymał odznaczenie), dziadek dużo póżniej musiał to ukrywać, nikt też go nie wydał, więc zamiast do Katynia, czy gdzie indziej(jak inni moi krewni, trafił z rodziną na Syberię, a póżniej do Andersa, Persja, Włochy(M.C.), Indie i w końcu Polska. Babcia Szczypek - między innymi ukończyła szkołę dla panien z dobrych domów Księżnej Zamojskiej. I tak mógłbym pieprzyć długo i wiele np. o wujku mojego taty, przyjaciela i najlepszego biografa gen. Sikorskiego. Kawał rodziny wymordowali Rosjanie, inny Niemcy, jednak całkiem spory- Ukraińcy, na ziemi mojego dziadka, stoi teraz cerkiew, jako symbol zwycięstwa nad Polakami.
Co do Schaffsgotsche(nie pamiętam pisowni) - bliższy mi odłam z Pałacu na Wodzie, w Kopicach pod Grodkowem(piękny projekt Aleksisa Langera z Oławy), nawet moja ciocia uczyła tam po wojnie, by być blisko - umarła przy porodzie, a moja mama wychowywała córkę swojej kuzynki, a póżniej moją chrzestną.
Jak widzisz Kaziu losy Polaków są mocno popieprzone i nie jednoznaczne, jak losy owego, wspomnianego architekta, który zostawił też ślad w Wałbrzychu, Wrocławiu, Legnicy i Ząbkowicach Śl..
Kazjuno dnia 21.05.2024 01:08
Niesamowite są dzieje Twoich przodków. Toż to materiał na znakomite powieści!!!
Napisałem dwie i mam je w wersji papierowej. Obydwie opowiadają o losach mojej rodziny. Także w trzeciej jest trochę o mojej rodzinie. Recenzję tej trzeciej znajdziesz w recenzjach tu w Portalu Pisarskim. Pod tytułem "Zabójca w bezpiece – proza niedoceniona". Książka jest wydana tylko w wersji elektronicznej w wydawnictwie E-bookowo, ale niestety nie znalazłem wydawcy, bo mam prze**bane u władz kulturalnych Wałbrzycha jako autor niepoprawny politycznie. (Uważam, że jest to najlepsza moja powieść).
Te rozdziały, które teraz publikuję w PP to fragmenty komponowanej ostatnio obszernej powieści, także wspomnieniowej opartej na faktach.

Znakomitego aktora I. Gogolewskiego uwielbiała moja Matka, sam go widziałem raz w Sopocie z rakietą tenisową. (Grywał na tamtejszych kortach, a sam jestem jeszcze czynnym instruktorem/trenerem tenisa, bo z boksera przepoczwarzyłem się na tenisistę).

Jak Ty jestem gadułą (mam nadzieję, że się nie obraziłeś) i chętnie bym się z Tobą spotkał, to byłoby dla mnie ciekawe przeżycie.

Na razie, dobrej nocy.

PS Zerknij na priva.
PS 2 Jak Ty, byłem piromanem, więc coś wiem o wybuchach. Ponadto wiem niemalo o broni strzeleckiej i też na szkoleniach w studium wojskowym okazałem się wyborowym strzelcem, ale już nie ten wzrok i ręka.
Zbigniew Szczypek dnia 21.05.2024 07:44 Ocena: Świetne!
Kaziu
Ignacego G. cenię za rolę w "Mistrzu" ze Z. Cybulskim - polecam.
Nie twierdzę, że brak mi pomysłów i tematów do pisania - jest ich aż za dużo, a ja nie mam zwyczajnie czasu, muszę niestety pracować na chleb inaczej, chociaż najchętniej zaszył bym się w głuszy i tylko pisał. Opisując losy tylko swojej rodziny, nie miałbym już czasu na nic więcej, tyle tego jest i gdy za młodu myślałem, że to jakaś fantastyka, okazywało się że to prawda, potwierdzana przez innych. Bawiłem się w pirotechnikę ale zawsze bezpiecznie, no może raz nieoczekiwanie wybuchła mi mieszanina z chloranem potasu. W swoim laboratorium, wyprodukowałem nawet parę kropli nitrogliceryny. Wszystko co kiedyś robiłem, w dużej mierze z i za sprawą starszego brata, służyło sprawdzeniu, czy potrafię, czy przekracza to moje możliwości. Do dziś, te umiejętności się przydają, oczywiście nie wszystkie ale całkiem spora ich część.
Na razie Kaziu ;)
Kazjuno dnia 21.05.2024 08:32
Zbysiu.
Rozumiem twój brak czasu.
Z. Cybulski z B. Kobielą odwiedzali moją kuzynkę (później dziennikarkę tygodników "Film" i "Ekran" i wreszcie żonę T. Łomnickiego) w sopockim mieszkaniu. Ciotuchna się denerwowała, bo po wyjściu gości, jak twierdziła, od papierosowego dymu w salonie można było powiesić siekierę.

Szacun Zbysiu za stworzenie kropel nitrogliceryny.

Nasze z bratem ręczne granaty (Tata inż. chemik znosił nam odczynniki, żebyśmy połknęli bakcyla chemii) nigdy poza małymi pożarami nie okazywały się skuteczne. Raz zawiodłem oczekiwania tłumku kolegów sprowadzonych pod kolejowy nasyp, by pokazać, jak wysadzam tory. Nie było nawet huku, tylko syk i chmura dymu...
Strzelałem b. dobrze, bo w domu były wiatrówki, a ojciec sąsiada miał 2 kabekaesy i Tetetkę, podkradane przez jego syna na wspólne leśne eskapady.
Miłego dnia Zbysiu :)
Zbigniew Szczypek dnia 21.05.2024 09:00 Ocena: Świetne!
Kaziu
Nie wszystkie eksperymenty zakończone były powodzeniem, czasem żle obliczyłem potrzebną ilość składników, nie uwzględniając zanieczyszczeń, zawilgocenia, procentowej zawartości itd.. Jeden kolega stracił dwa palce, próbując dowiedzieć się, jak robię zapalniki do granatów. Po latach całe moje laboratorium musiałem zutylizować, mógłbym wytruć pół Oławy, a drugie pół środkami ochrony roślin(sady).
Wiatrówki na początku, potem sztucer, dubeltówka, kbks i inne, średnio z 30 m do zapałki, z Dragunowa z lunetą ze 120 m do 10. Renata Mauer mówiła, że mam talent ale jestem za stary na karierę sportową, mimo wszystko dobrze smakował STOCK'84. Ale naświetliłem sobie kiedyś oczy nieumiejętnym spawaniem, przez tydzień leżałem opuchnięty, powoli odzyskując wzrok. A chciałem tylko owczarkowi, zrobić bramkę do kojca.
Gabriel G. dnia 22.05.2024 15:46 Ocena: Świetne!
Bardzo dobra historia. Uwielbiam klimat tamtych lat. Oczywiście, każde lata mają swój klimat - urok, który dobrze oddany wciąga. Drugą połowę lat 90-tych już pamiętam. Wcześniejsze lata znam z opowieści, opowiadań, filmów, książek. Nie ukrywam, czekam, na każdy kolejny Twój tekst, tym bardziej, że to nie fikcja i ciekawe sytuacje mają w nim miejsce:)
Pozdrawiam.
Kazjuno dnia 22.05.2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów. Odwiedził mnie nie byle kto, ponieważ uważam, że zdradzasz potencjał "Młodego Wilka" literatury, czego nie sposób nie dostrzec, kiedy się czyta części powieści "Koszmar".
Tym większa więc moja satysfakcja, że udało mi się Ciebie wciągnąć do mojego opowiadania.

Dzięki też za najwyższą ocenę.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
24/06/2024 23:39
Witaj, witaj, nowy Portalowiczu! Dzięki serdeczne za wizytę… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:27
Na poezji się znam mało i mogę pisać tylko o swoich… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:15
Witaj. Świąteczny klimat sobie w letnią noc zaserwowałem -… »
D.Kwiatek
24/06/2024 21:28
Książki Twardocha czytam zawsze zafascynowany światem jaki… »
Janusz Rosek
24/06/2024 18:09
Kazjuno Dziękuję bardzo za Twój komentarz i bardzo… »
Kazjuno
24/06/2024 16:37
Cieszę się Gabrielu z Twojej wizyty. Staram się pisać na… »
Gabriel G.
24/06/2024 13:39
Witam. Czytam każdy wrzucany przez ciebie Kazjuno fragment… »
Kazjuno
24/06/2024 12:20
Znowu Januszu świetne anegdoty. Ryknąłem śmiechem, czytając… »
Dar
24/06/2024 04:57
Dorastanie bywa trudne... »
Kazjuno
23/06/2024 11:15
Ivonno, napisałem Ci wiadomość na privie. Serdeczności,… »
valeria
23/06/2024 10:45
Wiersz budzi emocje, ale każdy ma swoje teorie i… »
Janusz Rosek
23/06/2024 08:14
Kasiu. Piękny wiersz. »
ivonna
21/06/2024 22:17
Kaziu, przecież nie ma pośpiechu. Wszystkiego dobrego! i. »
Kazjuno
21/06/2024 21:08
Ivonno, dzisiaj już nie naniosę poprawek z… »
ivonna
21/06/2024 15:29
Kaziu, ja też z podobnych pobudek odkrywam tutaj swoją… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty