Angenebris - Anabelle
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Jego życie zostało już zaplanowane w dniu jego własnych urodzin. Jednak nie przez Bogów, których miłowała jego rodzina, a przez nich samych, którzy dla dobra ideału, potrafili zniszczyć wszystko i wszystkich, którzy stawiali na drodze ich rodzinnej tradycji. Tradycji, która przejmowała za słuszne poddanie próbie kolejnego istnienia i zapewnienie siebie samych, że będzie kontynuować już wyrytą przez nich ścieżkę. Ścieżkę władzy, dominacji i krwi. 
Jednak nie ich krwi, a tych, którzy dla ich idei musieli, a nawet byli gotów z własnej woli oddać życie w imię męskości, szlachetności i hołdu. I choć te cnoty nacechowane były z góry narzuconym zwycięstwem, żadne nie potrafiło uleczyć serc żon, synów i córek tych, którzy oddawali życie w imię wyższemu dobru, bo nikt z rodziny w głębi nie wiedział, o jakie dobro faktycznie walczyli polegli.  

Bloodvale było stolicą, wszystkiego, co najlepsze. A przynajmniej tak mówili tylko handlarze z innych krajów, którzy nie interesowali się polityką, a w kraju nie zostawali na długo. Głównie przez wysokie ceny i małe zainteresowanie lokalnych kobiet. Nic dziwnego zresztą, kobiety z Bloodvale były określane przez artystów jako te, stworzone przez samych Bogów. Tak piękne, a jednocześnie malowane w swojej niewinnej okrutności, będąca zasłonięta płachtą namiętności, która niejednemu przysłoniła logiczne myślenie. Dziewczęta te jednak nie były zainteresowane obcokrajowcami. Głównie przez inną kulturę oraz wartości, które rzadko pokrywały się z tymi ich.  
Prostytutki nie były wstanie zapewnić handlarzom wrażeń, na miarę tych, które usłyszeli w barach od swoich bardziej doświadczonych kompanów. Dużo mężczyzn opowiadało o swoich przygodach z okolicznymi pięknościami, które potrafiły godzinami rozmawiać o nierealistycznych konceptach z takim zaangażowaniem, jakby miały się za chwilę spełnić. W tym miały swój urok. Były mądre, sprytne i na pokaz wrażliwe, co było mocną kartą, jeśli chodzi o młodych mężczyzn, którzy dopiero, co opuścili gniazdo, bez wiedzy, jak okrutne są kobiety z Bloodvale.  
Jednak ci, którzy się o tym przekonywali, byli brani za łajdaków oraz kłamców, którzy zostali odrzuceni przez ludzkie rusałki. 
Kraj ten, górował nad innymi krajami również w edukacji. Synowie ważnych arystokratów byli gotów zabić za miejsce w szkołach rycerskich, które cechowały się niezwykłą okrutnością i widocznym podziałem na słabych i silnych. Nikt jednak nie przejmował się tym, bo dla każdego liczył się prestiż, który zasłaniał wszystkie negatywne cechy. Niektórzy również nie obawiali się tego podziału, bo każdy, kto o nim wiedział, był pewny, że to on jest drapieżnikiem. I zazwyczaj się nie mylili. 

Angenebris miał specyficzne dzieciństwo. Sam był pewny, że do końca swojej edukacji, będzie siedział indywidualnie z nauczycielem. Od małego wszyscy wokół wmawiali mu, że jest ciężkim przypadkiem. Sam naprawdę chciał wiedzieć, dlaczego. I chciał wiedzieć, co inni mają w głowie w jego wieku, bo on definitywnie nie miał w niej zabaw. Całe swoje dzieciństwo miał wrażenie, że ktoś go obserwuje, że ma przyjaciela, którego nikt inny nie widzi.  
Chciał w to wierzyć, jednak zostało mu wmówione, że z nikim nie rozmawiał i że tak naprawdę prócz tego, że jest trudnym dzieckiem, nie ma w sobie nic wyjątkowego. Oprócz krwi, która wydała na niego wyrok. Urodzenie się następcą tronu nie było dla niego marzeniem. Ze zwiększeniem swojej świadomości, czuł, że nie pasuje do roli, którą musi codziennie odkrywać. Niestety był tylko pionkiem swojego ojca i sama świadomość tego posuwała jego myśli do haniebnego czynu. Pragnął go zabić. W zasadzie nie tylko jego. Każdego, kto wejdzie mu w drogę, lecz mimo planów, pozostał w cieniu swojego ojca, bo był tchórzem.  
Bo był nikim. Nikim ważnym w oczach swojej rodziny, co go dziwiło, jednak nigdy nie pytał. Nie chciał poznać odpowiedzi, dlaczego ojciec bardziej od niego, woli przeglądać księgi i robić notatki, prawdopodobnie szukając czegoś. Całe życie czegoś szukał, lecz Angenebris nie wiedział, czy to znalazł. Nie pytał, nie szperał, nie prosił o uwagę. Nauczył się być cicho. Była to skuteczna umiejętność i mimo, że milczał, nie oznaczało to, że nie miał nic do powiedzenia. I to nie strach go przykrywał, a zdrowy rozsądek, który mówił, by się nie interesować. Mimo że był częścią rodziny, widział wszędzie egoistów, dążących do celu. Pracujących na swój własny sukces. Jego siostra była zalatana i pragnęła czegoś ponad wszystko. Dokładnie nie wiedział czego, ale widział, jak potrafiła zrobić wszystko, by coś dostać. Taka sama była jego matka, jednak ona nie musiała prosić, zawsze brała wszystko bez pytania, bo każdy w tym domu należał do niej. Miał ambitną rodzinę, lecz on mimo wielkich chęci, nie umiał znaleźć sobie miejsca na świecie. Nie od dziś wiedział, że nie pasuje do całokształtu jego rodziny. I mimo tego, że chciał dla każdego dobrze, nie wyszło.  

Przymknął oczy, ostatni raz kopiąc w twarz delikatnego chłopca o kręconych, brązowych włosach. Usłyszał ciche skomlenie, które momentalnie zostało zagłuszone ironicznym śmiechem swojego przyjaciela. I mimo że często zważał na słowa, tak nigdy nie potrafił odnaleźć odpowiedniej definicji ‘przyjaciel’, dlatego miał wielu przyjaciół, chociaż domyślał się, że żadnego wiernego.  
- Te pierwszaki są coraz zabawniejsze. - Usłyszał, na co się lekko uśmiechnął. 
- Ciekawe, kiedy się zemści. - Odpowiedział, ostatni raz spoglądając na twarz pełną krwi oraz przylepionych do czoła włosów.  
Nie lubił, jak ktoś mu odmawiał. Nie lubił wracać do przeszłości i do tego, kim był. W domu był nikim, zwykłym dzieckiem zniszczonym przez tłumienie tego, co powinno wychodzić, jednak w szkole. W szkole był królem. Królem, którym miał zostać po śmierci ojca. 
- Najpierw musi wstać, a z tym już ma niemały problem. - Mruknął Eldric, ostatni raz z rozmachu, ładując swoją stopę w brzuch chłopaka, który tylko bardziej się skulił. 
Angenebris wiedział, że Eldric zadaje się z nim dla korzyści. Przynajmniej taki system sobie wyrobił i absolutnie nikomu nie ufał. I choć może zabrzmieć to niepokojąco, to tak naprawdę sobie również nie ufał. 
Od momentu, w którym każdy wmówił mu, że jego myśli tworzą coś, co nigdy nie miało miejsca. 
- Idziemy dziś na dziewczyny? Nie wypada tego mówić, ale polubiłem Selene, mimo że jest zwykłą dziwką. - Eldric zatarł rączki. 
Angenebris spojrzał na niego i cicho prychnął, ruszając w stronę szkoły, słysząc jak żegnają go fale morza, uderzające o brzeg.  
- Idź sam. Nie mam dziś ochoty. - Oznajmił, chociaż nigdy nie miał. Chodzenie na 

prostytutki było na samym dole listy rzeczy, których nie lubił robić, a robił, bo myślał, że to pomoże odnaleźć mu swoją męskość. Nie pomogło. 
Miał pokój z widokiem na całe miasto, zawsze był świadkiem pięknych wschodów i zachodów słońca. Mimo tego widoku, tęsknił za swoją sypialnią, z której czuł poranną bryzę, a niekiedy silne fale, potrafiły go zbudzić. Zamek był położony na obszernym klifie, zaraz przy morzu. Było to najwyższe miejsce w całej stolicy, które zapewniało doskonałe przeżycia w zaćmienie bądź pełnie. Na tę okazję zawsze było wystawiane przyjęcie, na które zbierały się największe rody.  
Szkoła była jednak inna pod każdym względem i z pewnością tworzyła dla niektórych wielki kontrast między domowym siedliskiem, a tym budynkiem.  Tu były zasady, których łamanie mogło doszczętnie zniszczyć życie ucznia. Chociaż chłopaka to nie dotyczyło. Jego wuj był założycielem, a gdy się ma władze, daleko jest od sprawiedliwości, dlatego on mógł robić wszystko, co mu się podobało. Głównie też dlatego, że był ulubieńcem wuja, choć absolutnie tego nie odczuwał, rozmawiając z nim, jednak czyny i poblazne traktowanie z pewnością to rekompensowało. 

Usiadł przy swoim biurku, sięgając po swój dziennik. Można powiedzieć, że nie miał celu, widocznego dla kogoś, kto znał go z tego, co sobą reprezentował. Zachowywał się jak wieczny egoista, którego prawo nie obowiązywało. Jak hipokryta, który wypominał każdemu niedoskonałości, sam nie będąc idealny. Jego prawdziwa osobowość była przysłonięta wymuszonym, sztucznym okresem dojrzewania, którym zawsze były tłumaczone jego czyny. Mimo tego, na kogo się kreował, miał cel. Podobnie jak cała jego rodzina. Tylko, że on próbował odnaleźć tajemniczego nieznajomego, który z pewnością naprostował jego światopogląd i to, do czego jest stworzony. I choć każdy wmówił mu, że ten nie istniał, Angenebris miał przed sobą namacalny dowód, rzecz, którą mu zostawił. 
Miał jego dziennik, jednak nie potrafił go rozszyfrować, bowiem język ten, nie należał do tego ludzkiego. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Anabelle · dnia 27.05.2024 10:31 · Czytań: 166 · Średnia ocena: 1 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Wiktor Orzel dnia 29.05.2024 11:53 Ocena: Słabe
Cytat:
Jego życie zo­sta­ło już za­pla­no­wa­ne w dniu jego wła­snych uro­dzin. Jed­nak nie przez Bogów, któ­rych mi­ło­wa­ła jego[quote]


Dużo tutaj tych zaimków przymiotnych. ;)

Cytat:
Tak pięk­ne, a jed­no­cze­śnie ma­lo­wa­ne w swo­jej nie­win­nej okrut­no­ści, bę­dą­ca za­sło­nię­ta płach­tą na­mięt­no­ści, która nie­jed­ne­mu przy­sło­ni­ła lo­gicz­ne my­śle­nie.


Leży tutaj styl.
Cytat:
eśli cho­dzi o mło­dych męż­czyzn, któ­rzy do­pie­ro, co


bez przecinka tutaj.

Cytat:
Kraj ten, gó­ro­wał nad in­ny­mi kra­ja­mi rów­nież w edu­ka­cji. Sy­no­wie waż­nych ary­sto­kra­tów byli gotów zabić za miej­sce w szko­łach ry­cer­skich, które ce­cho­wa­ły się nie­zwy­kłą okrut­no­ścią i wi­docz­nym po­dzia­łem na sła­bych i sil­nych. Nikt jed­nak nie przej­mo­wał się tym, bo dla każ­de­go li­czył się pre­stiż, który za­sła­niał wszyst­kie ne­ga­tyw­ne cechy.


Nie podoba mi się szczególnie ostatnie zdanie. Cały ten akapit brzmi odrobinę naiwnie.

W całym tekście pełno jest dziwnych konstrukcji i jeszcze dziwniejszych przeskoków narracyjnych. Pracę nad nim rozpocząłbym od ogarnięcia struktury - gdzie mamy wstęp, w którym zarysowane jest królestwo, gdzie wprowadzamy bohatera i dokąd to wszystko ma zmierzać. Nie wiem, czy to celowy zabieg, ale cały opis krainy i panujących tam zwyczajów wydaje się odrobinę infantylny, polecam autorowi poczytać choćby Diunę, żeby zobaczyć, jak robią to najlepsi w tej dziedzinie. ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
24/06/2024 23:39
Witaj, witaj, nowy Portalowiczu! Dzięki serdeczne za wizytę… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:27
Na poezji się znam mało i mogę pisać tylko o swoich… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:15
Witaj. Świąteczny klimat sobie w letnią noc zaserwowałem -… »
D.Kwiatek
24/06/2024 21:28
Książki Twardocha czytam zawsze zafascynowany światem jaki… »
Janusz Rosek
24/06/2024 18:09
Kazjuno Dziękuję bardzo za Twój komentarz i bardzo… »
Kazjuno
24/06/2024 16:37
Cieszę się Gabrielu z Twojej wizyty. Staram się pisać na… »
Gabriel G.
24/06/2024 13:39
Witam. Czytam każdy wrzucany przez ciebie Kazjuno fragment… »
Kazjuno
24/06/2024 12:20
Znowu Januszu świetne anegdoty. Ryknąłem śmiechem, czytając… »
Dar
24/06/2024 04:57
Dorastanie bywa trudne... »
Kazjuno
23/06/2024 11:15
Ivonno, napisałem Ci wiadomość na privie. Serdeczności,… »
valeria
23/06/2024 10:45
Wiersz budzi emocje, ale każdy ma swoje teorie i… »
Janusz Rosek
23/06/2024 08:14
Kasiu. Piękny wiersz. »
ivonna
21/06/2024 22:17
Kaziu, przecież nie ma pośpiechu. Wszystkiego dobrego! i. »
Kazjuno
21/06/2024 21:08
Ivonno, dzisiaj już nie naniosę poprawek z… »
ivonna
21/06/2024 15:29
Kaziu, ja też z podobnych pobudek odkrywam tutaj swoją… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty