Ludwik Ołomski - Kazjuno
Proza » Przygodowe » Ludwik Ołomski
A A A
Od autora: Eh, znowu u mnie pochrzaniona chronologia! Tym razem wklejam rozdział swojej powieści, który dopisałem później, ponieważ bohater tego rozdziału odegrał ważną rolę w dziejach jednej z głównych postaci powieści – Alka Koryckiego. Mam nadzieję, że mimo nie dochowania prawidłowej kolejności, przedstawiony poniżej tekst okaże się dla Koleżanek i Kolegów z PP ciekawy. Zapraszam do przeczytania i komentowania. Pozdrawiam Portal Pisarski, Kazjuno
Klasyfikacja wiekowa: +18

Amerykańskie samochody zwane szosowymi krążownikami w ponurym PRL-u widywało się bardzo rzadko. Ich pojawianie się na polskich drogach wzbudzało sensację. Zdarzało się, że zatrzymywały się przed orbisowskimi hotelami i wysiadali z nich elegancko ubrani zagraniczni właściciele, na których spoglądano z podziwem i zazdrością. Żywe i lśniące wysokiej jakości lakierami karoserie tych budzących podziw samochodów kontrastowały z nadwoziami sowieckich Pobied i Wołg, lub poszarzałymi od matowych barw Warszaw i innymi samochodów produkowany­ch w obozie krajów socjalistycznych. Nierzadko te cuda technologii oblepiał tłumek ciekawskich gapiów i z niemal przyklejonymi do ich szyb nosami podziwiał wyposażenie pełnego komfortu wnętrza. Patrzono na iskrzące się od niklu zegary i podświetlane wskaźniki, efektownie zaprojektowanych desek rozdzielczych. Jedynie mali chłopcy mogli być rozczarowani, widząc na prędkościomierzach górną granicę szybkości „140”, nie wiedząc, że prędkość podawana jest nie w kilometrach a milach na godzinę.

Po raz pierwszy Alek Korycki zobaczył Ludwika Ołomskiego przed trzema laty jeszcze w czasie luźnego semestru na wydziale mechanicznym. Wtedy, poza praktyką w fabryce autobusów, nie obciążony natłokiem nauki szkolił w boksie studiujących we Wrocławiu kolegów z Wałbrzycha, a przy okazji pracował nad własną pięściarską formą. Ta rosła powodując wydzielanie testosteronu działającego jak afrodyzjak. Student coraz częściej rozglądał się za atrakcyjnymi kobietami i dziewczynami, marząc o seksualnym spełnieniu.

– Najładniejsze przychodzą do Narcyza. To niedaleko przy ulicy Piastowskiej, może wyskoczy­my tam na kawę? – pewnego dnia zaproponował Bogdan Maruszczak.

Rzeczywiście w kawiarni Narcyz nie brakowało atrakcyjnych dziewczyn i szukających rozrywek studentek. Za drugim razem, podczas wizyty w młodzieżowym lokalu Korycki zobaczył zatrzymujący się przed kawiarnią amerykań­ski krążownik. Był to o oszałamiają­cym wyglądzie Ford Mustang. Z samochodu, po dzień dzisiejszy uważanego za kultowe auto, wysiadł młody chłopak.

– Patrz, taki szczeniak, a rozbija się amerykańskim krążownikiem – powiedział Maruszczak.

Nie trudno było dostrzec na twarzy studenta polonistyki pomieszania podziwu z zazdrością.

Wyglądający na szesnastolatka długowłosy blondyn wysiadł z samochodu, zamknął drzwi i nie oglądając się za siebie ruszył do Narcyza. Wpatrzony w piękny wytwór amerykańskiej myśli technicznej Alek ujrzał zaskakujące zjawisko, samoczynnie zaczął zamykać się dach kabrioletu i jednocześnie zasuwały okienne szyby.

Ten samochód sam myśli? – zakołatało się w głowie Koryckiego. – Jakim cudem po opuszczeniu samochodu przez kierowcę samo się wszystko zamyka? W tamtych czasach, żaden europejski samochód nie zamykał się jeszcze pilotem, którego przycisk przy kluczyku do stacyjki młody właściciel nacisnął, trzymając dłonie w kieszeniach.

Chwilę później Alek poczuł ogarniającą go zazdrość. Jedna z podobających mu się dziew­czyn poderwała się z krzesła i opuszczając towarzyszącego jej chłopaka, pociągnęła za rękę ładną koleżankę. Obydwie ruszyły w stronę wła­ściciela wspaniałego samochodu.

Kim on jest? Synem amerykańskiego milionera? Może jakiegoś za­chodniego konsula, albo dyplomaty? – przez głowę Alka przemknęła seria pytań o najwidoczniej urodzonego w czepku chłopaka.

* * *

Intrygującego właściciela Forda Mustanga Alek poznał rok później przez Radka. Spotkali się w hali Gwardii-Wrocław podczas pierwszoligowego bokserskiego meczu wrocławskiej drużyny z Polonią- War­szawa.

– Ludwik – przedstawił się, podając Alkowi rękę modnie ubrany chłopak o chłopięcej twarzy i starannie przystrzyżonej czuprynie długawych blond włosów.

– Alek – odpowiedział Korycki. – Interesujesz się boksem? – Zaciekawił się rozpoznanym kierowcą krążownika szos spod Narcyza.

W tym momencie właściciel Forda Mustanga podniósł w przepraszającym geście dłoń i odszedł do potężnego zawodnika Denderysa noszącego jak on imię Ludwik. Podał ubranemu w klubowy dres bokserowi wagi ciężkiej rękę i zaczął z nim rozmawiać.

Nowy znajomy ma niezłe znajomości – z respektem pomyślał Alek.

– Skąd znasz tego chłopaka? – zapytał brata.

– To kolega z roku, lubi sport i interesuje się boksem – wyjaśnił Radek.

– On studiuje medycynę? – Zdziwił się Alek. – Przecież to typowy playboy, a zdecydo­wał się na takie ciężkie studia?

* * *

Poznany przez Alka student zdecydował się na studiowanie stomatologii, lecz pierwsze dwa lata obowiązywał go ten sam program nauki co Radka na wydziale ogólnolekarskim.

Chyba szybko wyrzucą go ze studiów – spekulował w tamtym czasie młodszy z braci Koryckich.

Już po następnych trzech burzliwych dla Alka latach okazało się, że nie docenił chłopaka, któremu pozazdrościł luksusowego cabrio i powodze­nia u dziewczyn.

Ludwik Ołomski wiedział czego chce, był wyjątkowo dobrze zorganizowanym i spostrzegaw­czym studentem. Dzięki analitycznemu umysłowi, z łatwością typową dla utalentowane­go detektywa, wiedział, co z poszczególnych działów medycyny jest istotne dla prowadzących zajęcia i czego może się spodziewać na egzaminach. Jako wysportowany chłopak miał też dużą zdolność koncentracji. Wiedział, że zawalenie studiów mogłoby oznaczać utratę kluczyków od Mustanga, bowiem ambicją dobrze radzących sobie finansowo rodziców było, aby ich syn zdobył dyplom lekarza stomatologa.

* * *

Alek zaciekawiony osobowością Ludwika, poczuł sympatię do kolegi studiującego z bratem, kiedy wyrzucono go ze studiów. Ludwik się od niego nie odwrócił. Wydarzenie odbiło się głośnym echem nie tylko na politechnice. Mówiło się, że powodem incydentu na otrzęsinach wydziału architektury była zazdrość Koryckiego o piękną Wałbrzyszankę. Szczególnie znający ją z widzenia i chcący ją poderwać donżuani z Pałacyku na Alka zaczęli spoglądać z niepokojem jak na niebezpiecznego wariata. Oburzona jego aktem przemocy była większość kolegów i koleżanek studiujących z nim na drugim roku. Jeszcze zanim odbyła się rozprawa przed sądem uczelnianym, zawieszony w zajęciach Alek pojawiał się na korytarzach politechniki i część studentów na jego widok odwracała oczy. Niektórym znającym ofiarę Alka nie chciało mieścić się w głowach, jak szczupły Korycki mógł pokonać znanego z mocnej kulturystycz­nej budowy Wlarczyka?

Zanim Koryckiego dziewczyną została Ulka Moczydło, poznał ponętną Wrocławiankę. Bardzo mu się podobała, ale nie zdobył się na odwagę, żeby zaproponować jej spotkanie. Zobaczył ją późnym wieczorem koło Hotelu Monopol po dwóch latach. Od kilku dni mieszkał w stolicy Dolnego Śląska u kolegi, przygotowując się do egzaminu wstępnego na architekturę. W tamtym czasie żałosną rutyną stało się u Alka co kilku miesięczne zrywanie „na zawsze” z Ulką i po pewnym czasie kolejne przeprosiny. W tych dniach, czując się singlem, ucieszył się z widoku atrakcyjnej Wrocławianki i miał ochotę do niej podejść. Dziewczyna jednak trzymała pod ramię wprawdzie niższego od Alka, jednak mocnej postury faceta, a z drugiej strony przytulała się do niego mniej atrakcyjna jej koleżanka. Alka ośmielił uśmiech, jakim go obdarzyła ładna znajoma.

– Dobry wieczór – powiedział podchodząc do Wrocławianki.

– Spierdalaj stąd – warknął osiłek.

Alek stanął jak zamurowany.

Facet wydawał się groźny. Był podpity i widząc nie ruszającego się z miejsca Koryckiego, przestąpił krok w jego kierunku. Wyrwał ramiona, oswobadzając się od dziewczyn.

– Ty lepiej stąd idź, to ci się opłaci – powiedziała mniej atrakcyjna towarzyszka mężczyzny. – Nie potrzebujemy tu awantury.

– No? Słyszałeś? – mruknął facet o przysadzistej sylwetce.

Niezdecydowanym krokiem chłopak ze Szczawna się oddalił, czuł swoją porażkę.

Co to za bydlak? – Był rozgoryczony i zły na siebie. – Potraktował mnie jak śmiecia. Powinienem zaproponować mu solówkę.

Od pierwszego spotkania Wlarczyka minął ponad rok i w międzyczasie Alek co nieco o nim usłyszał. Ponadto widywał go na korytarzach głównego gmachu politechniki i już wiedział, że jest studentem ostatniego roku architektury.

Koło Mostu Zwierzynieckiego była najczęściej okupowana przez studentów piwiarnia Pod Dębem. W tej knajpie – potocznie nazywanej „U Stefy”, bo tak miała na imię właścicielka lokalu – można było spotkać znanych polskich aktorów i personel techniczny z niedaleko za Odrą leżącej Wytwórni Filmów Fabularnych. Jeżdżący z Biskupina na zajęcia Alek, parę razy przez okno tramwaju widywał wśród klienteli mocarną sylwetkę siedzącego tam faceta, który go poniżył. Mówiono, że wśród studentów miał opinię samca alfa, co potwierdzał przy piwie, dzieląc się opowieściami o zaliczaniu nastolatek.

W trakcie feralnego balu otrzęsin, Alkowi – o którym koledzy wiedzieli, że był bokserem – zapropono­wano, by na balu stanął jako ochroniarz. Zaproszona przez niego Ulka Moczydło, obok zdobywają­cych sławę muzyków zespołu Romuald & Roman, stanowiła także nie lada atrakcję. Przyciągała spojrzenia urodziwą twarzą, dużym biustem i bardzo drogą krótką sukienką, spod której widoczne były nieomal do majtek jej kuszące uda i łydki. W głowie Koryckiego zapaliła się czerwona lampka, kiedy zobaczył Ulę tańczącą w ciągu długiego bloku bluesowych melodii w ramionach Wlarczyka. Kiedy muzycy przestali grać, dłuższą chwilę się rozglądał za zaproszoną Wałbrzyszanką. Wreszcie zobaczył ją siedzącą samotnie przy jednym z wielu stolików.

– Uff – odetchnął z ulgą – jednak ulga trwała tylko kilkanaście sekund. – Ujrzał podchodzącego do stolika Wlarczyka z tacą zatłoczoną kieliszkami wódki. Alkohol samiec alfa postawił na stoliku przed szeroko uśmiechniętą Ulką.

– Ona nie będzie tego piła – powiedział kategorycznie Alek.

– Coś ci się nie podoba? – mruknął Wlarczyk.

– Chodź wyjdziemy, no chodź – odpowiedział chłopak Ulki.

– Chcesz oberwać? – zapytał osiłek.

Po wyjściu z sali bankietowej Alek wskazał schody prowadzące na piętro. Szarpnął go za rękaw znany z widzenia przedwcześnie łysiejący kulturysta kolega Wlarczyka.

– Ty do niego? – Z niedowierzaniem spojrzał na Alka wyraźnie szczuplejszego od kolegi z siłowni.

– Chodź. – Pociągnął Korycki rywala za pękaty biceps.

Kiedy znaleźli się na korytarzu piętra Wlarczyk podciągnął rękawy marynarki, chcąc uzyskać większą swobodę ruchów podczas bójki, a być może wystraszyć przeciwnika mięśniami obnażonych przedramion.

– No? – rozległ się baryton osiłka.

Prawy sierpowy wystrzelony przez Koryckiego klasnął w szczękę wywołując dodatkowo trzask, jakby rozbijanego młotkiem orzecha. Żuchwa Wlarczyka doznała czterokrotnego złamania z przemieszczeniem.

* * *

W czerwcu następnego roku Alek stawił się we Wrocławiu na wezwanie prokuratury. Szukając zawartego na wezwaniu numeru pokoju na drugim piętrze ponurego gmachu sądu, drżał z niepoko­ju.

Czego ode mnie chcą? Chyba nie chodzi o Wlarczyka? Czyżby kolejny ciężko znokautowany zimą oficer SB nie zadowolił się ogromny­mi sumami, jakie wyciągnął od matki? Wszystko znowu przez Ulkę – gmatwało się Alkowi w głowie. – Może odwieszą wyrok w zawiasach za Wlarczyka? Jeszcze dołożą parę lat za tego esbeka? – Zadrżał na myśl o aresztowaniu. – Jednak coś tu się nie zgadza, po tylu miesiącach mieli sobie o mnie przypomnieć?

Nacisnął klamkę pokoju z właściwym numerem. Przy biurku siedziała nawet atrakcyjna referent­ka, uważnie przeczytała wezwanie.

– Ach, to pan? – Uśmiechnęła się uwodzicielsko i zaczęła przekładać leżące na boku biurka teczki.

Co jej tak wesoło? – Nic nie rozumiał Korycki.

– Pański wyrok został anulowany.

– Jak to? – Z ogłupiałą miną bąknął przybyły młodzieniec.

– Objęła pana amnestia. Nie rozumie pan?

– No, rozumiem, rozumiem – przytaknął zaskoczony Alek.

– Ten pobity przez pana Wlarczyk okazał się lepszym gagatkiem. Wiemy, że poszło o dziewczy­nę. Dotarło do nas zadawnione oskarżenie Wlarczyka za obcowanie płciowe z nieletnią. Pozew złożyła jej matka mająca pretensje za zarażenie jej córki chorobą weneryczną. – Teraz chyba pan rozumie, dlaczego pani prokurator, postanowiła oddalić pańskie oskarżenie. Nawet powiedziała, że na pańskim miejscu zrobiłaby to samo.

Ulka zawsze miała ciągoty do

podejrzanych typów – przyszło Alkowi do głowy, kiedy dochodził do Placu Kościuszki. Czuł ulgę, zalana upalnym słońcem ulica Świdnicka jak i Wrocław przypominały sytuację w jakiej znalazł się po feralnych otrzęsinach. Miał w pamięci pełne potępienia, a nawet wrogie spojrzenia znajomych z architektury. Także z niechęcią zerkali na niego mili dla niego przed bójką wykładowcy. Po wyrzuceniu go ze studiów Alek tylko raz odwiedził studencki kombinat rozrywek Pałacyk. Spotkani tam wrocławscy playboye na jego widok odwracali głowy.

Wrocław mnie olał i ja też mam gdzieś to miasto. – Przyspieszył kroki w kierunku dworca Wro­cław Główny.

Mijał kawiarnię Stylową zastawioną na tarasie stolikami z parasolami chroniącymi klientelę przed słońcem, kiedy usłyszał swoje imię. Odwrócił głowę i zobaczył wstającego z krzesła przystojnego modnie ubranego chłopaka w lusterkowych przeciwsłonecznych okularach. W pierwszej chwili go nie poznał.

– Nie przywitasz się z kolegą? Chodź, wypijesz mrożoną kawę. – Dopiero teraz Alek rozpoznał Ludwika Ołomskiego.

– Ludwik? – Skierował kroki w stronę znajomego, któremu kiedyś pozazdro­ścił Forda Mustanga i powodzenia u dziewczyn. Przez moment tamten czas wydał się Alkowi odległy, jakby z dawnej już pokrytej kurzem epoki.

– Siadaj, mów, co się z tobą dzieje? – głos studenta stomatologii był przyjazny.

Korycki odetchnął z ulgą. Nieoczekiwanie we wrogim mieście spotkał kogoś sympatycznego – na dodatek darzonego szacunkiem kolegę brata – nie był do niego uprzedzony. Opowiedział, że właśnie został amnestionowany przez prokuraturę, wyjaśnił też, co zdaniem referentki przesądziło o uwol­nieniu go z oskarżenia.

– Wiesz? Sam chciałem walnąć w ryja tego Wlarczyka – powiedział Ludwik. – Kiedyś w piwiarni u Stefy przechwalał się, jak w nocy nad morzem doprowadził do orgazmu szesnastolatkę. Ten zwyrodnialec, mówił, że w czasie stosunku na plaży wyjął kutasa, wsadził w piasek i dopiero wtedy zaspokoił małolatkę. Powiedziałem, że takim sposobem mógł poranić dziewczynie pochwę i doprowadzić do zakażenia krwi. Ten bydlak zaczął się do mnie rzucać. Gdyby mnie nie powstrzy­mano, to walnął­bym mu w pysk.

W dalszej rozmowie Alek powiedział o zamieszkiwaniu u ciotki w Sopocie i dzisiejszym przyjeździe na wezwanie nocnym pociągiem. Opowiadał, że zamierza zamieszkać w Warszawie, gdzie pracując na budowie i po przedłożeniu dobrej opinii z pracy, może dostać szansę powrotu na studia.

– No i zobacz jaka świnia z tego Wlarczyka – przerwał Koryckiemu Ołomski. – Wyszedł z tobą się bić i dostał w dziób. Czy musiał bydlak się potem skarżyć jak baba i kompli­kować ci życie? Bydlak nie ma honoru.

– Masz rację, uważa się za wielkiego kasanowę, a ma mentalność cwela.

Pojawiła się kelnerka z pucharem mrożonej kawy.

– Powiedz, jak długo będziesz w Sopocie? – Ludwik zmienił temat – Mam ważny egzamin i potem bym przyjechał. Popływalibyśmy w morzu, moglibyśmy pograć w tenisa. Słyszałem, że grywasz.

– Trochę to nie na czasie, bo w przyszłym tygodniu wyjeżdżam do Warszawy.

– Może spotkamy się jeszcze innym razem – powiedział Ludwik i na chwilę zamilkł. – Przepra­szam, może nie wypada o to pytać. – Ołomski spojrzał na Alka. – Ty dalej jesteś z tą Ulką?

Korycki spuścił oczy.

– Zostawiłem ją, fatalnie na mnie działała. Przez nią pobiłem jeszcze jednego faceta, tym razem oficera SB. Matka wypłaciła kupę kasy, żeby mnie nie zamknęli. Potem się załamałem. Wyjechałem i zamieszkałem nad morzem u ciotki.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 31.05.2024 10:33 · Czytań: 157 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
Zbigniew Szczypek dnia 31.05.2024 20:24 Ocena: Świetne!
Kaziu
Grasz na moich wspomnieniach, jak na bałałajce! Wrocław, dawny Wrocław i tamto życie, nieco tylko późniejsze, z inną nazwą lokali i nowszymi miejscami, jak Herbowa w rynku, z mrożoną kawą i herbatą po muzułmańsku, gdzie Ruskich robiliśmy w konia, a kelnerka na widok kolegi, bankowo wywalała tacę. Filmowy świat trzymał się hotelu Panorama i tam dostałem w pier. od brata, że tam bywam...
Popieprzone te ludzkie losy, tak bardzo zbieżne i podobne. Najlepszego kumpla omal nie zabiłem, przez dziewczynę.
Kaziu, może to zamierzone, jednak chyba brzmi niezręcznie - "nowy znajomy, ma niezłe znajomości".
Po za tym, że się troszkę już gmatwa moja chronologia czytelnicza, to i tak ciekaw jestem, brakującej treści, realizacji której Tobie i sobie życzę, a najbardziej możliwości przeczytania jeszcze raz, już całej treści, bez niedomówień - brakujących rozdziałów.
Pozdrawiam Cię serdecznie, życząc weekendowego odpoczynku(jadę jutro na ryby - amator z dwoma wędkami i zawodowcami wokół ale oni o tym nie wiedzą ;-} ) - Zbyś ;)

P.S.
I tak całkiem zapomniałbym o samochodach, a przecież jeden, szczególnie był obiektem mojego pożądania - Porsche 928 na wałbrzyskich numerach
Kazjuno dnia 31.05.2024 23:26
Zbysiu, dzięki za pojawienie się z komentarzem. Cieszy mnie, że mimo chaosu wynikającego z pogwałcenia chronologii potrafiłem zagrać na twoich wspomnieniach. (spodobała mi się bałałajka).
Trzy dni temu portalowy kolega Janusz Rosek zagrał, chyba jeszcze głośniej, jak na Oliwskich Organach(!) na wspomnieniach moich. Do tego z taką mocą, że nie powstrzymałem się przed rewanżem:
https://www.portal-pisarski.pl/czytaj/75037/grzeczny-zbior-68-opowiadan-opowiadania-789-i-10/#komentarz503833
Ty też Zbysiu nosisz pękaty i ciężki plecak wspomnień i życzę Ci (pomny Twego talentu), żebyś też kiedyś ulżył plecom, dostarczając czytelnikom niemało emocji.

Wdzięczny też jestem za super ocenę.

Pozdrawiam serdecznie, Kaz

PS, Żeby mieć Porsche 928 nawet, nie marzyłem. Chyba jeździło takie po Wałbrzychu, mogła mnie ukłuć zazdrość. Jeżdżę leciwą Skodą Oktawią i chwalę jej niezawodność.
Janusz Rosek dnia 02.06.2024 11:39 Ocena: Świetne!
Kazjuno.

Bardzo ciekawa historia z zaskakującym zakończeniem. Jedno, co się nie zmienia to to, że przyczyną naszych męskich problemów za każdym razem jest kobieta. Nieszczęśliwa miłość, zazdrość, czy brak możliwości zaspokojenia jej potrzeb. Gotowi jesteśmy zrobić dla nich wszystko, ale, to nasze wszystko przeważnie dla nich oznacza za mało. Wierzę, że Alek odnajdzie swoje miejsce, dostanie dobrą pracę i pokocha właściwą dziewczynę, dlatego już nie mogę się doczekać kolejnego fragmentu. Pozdrawiam - Janusz
Kazjuno dnia 02.06.2024 12:11
Janusz Rosek
Sympatyczne są twoje oczekiwania odnośnie przyszłości Alka Koryckiego. Jednak jego losy nadal będą się gmatwały.
Święta prawda, co piszesz o wyśrubowanych oczekiwaniach naszych partnerek. Nie każdemu jest dane ich spełnienie. Weźmy Melanię Trump, była już pierwszą damą USA, nie wykluczone, że zostanie nią po raz drugi. Praktycznie oznacza to bycie pierwszą damą połowy globu ziemskiego. Jest piękną kobietą. Ale cholera wie, jakie myśli kłębią się w czaszce tej super laski.
Czy na pewno uszczęśliwia ją pożycie intymne z panem o kilkadziesiąt lat od niej starszym? Niewykluczone, że rodem z piekła chochliki podszeptuję jej, by wskoczyła do łóżka z jednym z supermanów ochroniarzy. Ona może mieć wszystko, ale nie wszystko jej wypada, więc cierpi.
Co my przeciętniacy możemy powiedzieć o tęsknotach naszych partnerek? Co ukrywają pod przybranymi maskami? A przecież diabły nie ustają w swoich krecich dążeniach :sourgrapes:
Życie jest pełne niespodzianek.

Pozdrawiam i dziękuję za komentarz oraz najwyższą ocenę.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
24/06/2024 23:39
Witaj, witaj, nowy Portalowiczu! Dzięki serdeczne za wizytę… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:27
Na poezji się znam mało i mogę pisać tylko o swoich… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:15
Witaj. Świąteczny klimat sobie w letnią noc zaserwowałem -… »
D.Kwiatek
24/06/2024 21:28
Książki Twardocha czytam zawsze zafascynowany światem jaki… »
Janusz Rosek
24/06/2024 18:09
Kazjuno Dziękuję bardzo za Twój komentarz i bardzo… »
Kazjuno
24/06/2024 16:37
Cieszę się Gabrielu z Twojej wizyty. Staram się pisać na… »
Gabriel G.
24/06/2024 13:39
Witam. Czytam każdy wrzucany przez ciebie Kazjuno fragment… »
Kazjuno
24/06/2024 12:20
Znowu Januszu świetne anegdoty. Ryknąłem śmiechem, czytając… »
Dar
24/06/2024 04:57
Dorastanie bywa trudne... »
Kazjuno
23/06/2024 11:15
Ivonno, napisałem Ci wiadomość na privie. Serdeczności,… »
valeria
23/06/2024 10:45
Wiersz budzi emocje, ale każdy ma swoje teorie i… »
Janusz Rosek
23/06/2024 08:14
Kasiu. Piękny wiersz. »
ivonna
21/06/2024 22:17
Kaziu, przecież nie ma pośpiechu. Wszystkiego dobrego! i. »
Kazjuno
21/06/2024 21:08
Ivonno, dzisiaj już nie naniosę poprawek z… »
ivonna
21/06/2024 15:29
Kaziu, ja też z podobnych pobudek odkrywam tutaj swoją… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty