Przemiany cd. - Janusz Rosek
Proza » Długie Opowiadania » Przemiany cd.
A A A

Andrzej opuścił rodzinny dom, w którym od ponad roku nie czuł się najlepiej. Postanowił rozpocząć nowy rozdział swojego życia, tym razem już na własny rachunek. Odciąć się od prześladujących go wspomnień związanych z wypadkiem na motocyklu, od spojrzeń rodziców pełnych wyrzutów pod jego adresem, od wątpliwych przyjaźni i znajomości. To, co wydawało mu się kiedyś ważne i stabilne runęło niczym domek z kart przy lekkim powiewie niekorzystnego zbiegu okoliczności. Tak, niekorzystnego, albo ściślej mówiąc katastrofalnego zbiegu okoliczności Był jeszcze młody, ale już wtedy zdawał sobie sprawę z tego, że tutaj nie dadzą mu żyć, a konsekwencje tego drogowego epizodu ciągnąć się będą za nim i wpływać na dalsze jego losy. Miał pecha. Przeciwnik, z którym przyszło mu się mierzyć, był jednym z najbogatszych ludzi we wsi. Miał nie tylko pieniądze, ale również szerokie znajomości wśród tamtejszych organów władzy. Kogo nie udało się przekupić, tego należało zastraszyć lub skompromitować w oczach Sądu. Naoczni świadkowie będący na początku po stronie Andrzeja z czasem zaczęli „tracić pamięć” i wycofywać złożone wcześniej zeznania. On sam dolał oliwy do ognia, podpisując protokół z wizji lokalnej bez drobiazgowego przeczytania zawartych w nim zapisów. Oszukali go. Młody i głupi zawierzył im na słowo, słuchając jedynie „czytanych” mu zapisów. W Sądzie okazało się, że tekst protokołu brzmi zupełnie inaczej. Przegrał. Stał się pośmiewiskiem całej wsi, ba całej gminy, gdyż w tych okolicach ludzie znali się od dziecka. Chodzili do tego samego kościoła parafialnego zrzeszającego kilka miejscowości, jeździli tymi samymi autobusami do pracy i z pracy do domu, spotykali się. Nikt mu nie wierzył.

W Raciborzu zatrzymał się u ciotki Agnieszki. Bywał tam wcześniej jako młody chłopak i lubił ją. Mąż Agnieszki był oficerem Wojska Polskiego. Służył w tych samych poniemieckich koszarach, do których Andrzej miał się zgłosić następnego dnia. Kiedyś jako małego jeszcze Andrzejka wujek oprowadził po tych koszarach i pokazał mu, gdzie jest brama przepustek, izba chorych, a nawet kantyna wojskowa. Jutro miał być ten dzień, w którym rozpocząć się powinien nowy, lepszy etap jego życia. Nie chciał jeść, ani pić, nie wspominając o proponowanym na pożegnanie wolności alkoholu. Był podniecony. Paweł, mąż ciotki studził jego zapał i przekonywał Andrzeja do późniejszego stawienia się w jednostce choćby o godzinę lub dwie po wyznaczonym terminie. Wiedział, co mówi. Andrzej jednak nie posłuchał wujka i z samego rana udał się do koszar. Przywitano go przeraźliwym krzykiem i kuksańcami. Zabrano mu cywilne ubrania i dokumenty. Ostrzyżono głowę i popędzono do jednej z koszarowych sal. Nieźle – pomyślał Andrzej. Tak ma wyglądać ten nowy, lepszy świat? Kaprale na kompanii szkolnej, na którą trafił Andrzej, dopiero się rozkręcali. Wpadali co po chwila do sali i zaczynało się podlenie: padnij, powstań, jedzie pompki. Pokazali Andrzejowi, jak poprawnie pościelić wojskowe łóżko i wyprasować taboretem. Kiedy zdaniem Andrzeja było już poprawnie zaścielone wywracali wszystko do góry nogami i kazali ścielić od nowa. „mam was w dupie” – bąknął pod nosem Andrzej i postanowił w wypłowiałym od nadmiernego prania moro i w o wiele za dużych butach udać się do kantyny oficerskiej w celu zakupienia długopisu i papeterii. Wiedział, gdzie jest, więc bez trudu niezatrzymywany przez nikogo dotarł w wyznaczone miejsce. Stanął w kolejce pomiędzy oficerami i chorążymi. Uśmiechali się, ale nikt mu nie zwrócił uwagi. Był już blisko okienka, kiedy rozległ się przeraźliwy krzyk – poborowy! Pełniący obowiązki podoficera dyżurnego kompanii kapral Dusza złapał Andrzeja za wypłowiałe moro, wyszarpnął z kolejki i popychając, zaprowadził do pokoju dowódcy kompanii. „Samowolka” obywatelu kapitanie wrzeszcząc, zdawał raport uśmiechniętemu oficerowi podoficer kompanii. Kapitan Nowacki był leciwym oficerem i zapewne nie jedno już widział podczas swojej wieloletniej służby, dlatego nawet nie uniósł się z tego powodu. Spokojnym głosem oznajmił Andrzejowi – PPK. Dziesięć dni.

Andrzej znał ten skrót. Praca poza kolejnością. Wujek wspominał mu wcześniej o tym, że kiedy żołnierze kładą się spać, to wstaje PPK. Nie rozumiał tych słów, ale wkrótce miał się o tym przekonać na własnej skórze. Nie martwił się jednak, gdyż wstawanie w nocy przez kolejnych dziesięć dni nie wydawało się być czymś przerażającym. O godzinie dwudziestej drugiej kładł się spać, by piętnaście minut później podrywać się na nowo po komendzie: „PPK pobudka, pobudka – wstać!”. Mijały dni, a Andrzej z wyznaczonych dziesięciu dni miał odpracowane zaledwie jedenaście godzin. Przez ten czas wyczyścił kawałami cegły, piaskiem i wodą wszystkie kafelki niemieckiej karbowanej terakoty, układane na przemian pionowo i poziomo, tak aby trzeba było każdą z nich czyścić osobno. Wyczyścił wszystkie metalowe koryta do porannej i wieczornej toalety oraz sanitariaty. Pastą do zębów i zmiętymi kartkami gazet wyczyścił okna w sali czyszczenia broni na poddaszu koszar, odkopywał zamarznięte kopce z jarzynami i zanosił do kuchni potrzebne produkty. Mijały miesiące, a Andrzej ciągle miał jeszcze do odpracowania kilka godzin kary. Zdarzało się, że w niedzielę przełożeni pozwalali Andrzejowi założyć wyjściowy mundur, czapkę z zielonym otokiem i biało-czerwoną opaskę na prawe ramię, w celu doprowadzania rodzin innych szeregowych do świetlicy w ramach odwiedzin. Wtedy czuł się naprawdę dobrze. Był żołnierzem WOP-u. Mundur dawał mu poczucie godności. W mundurze tym widzieli Andrzeja rodzice jego kolegi z tej samej miejscowości. Był dumny, że mogli go zobaczyć i przekazać jego rodzicom, gdyż mieszali całkiem blisko, jak ładnie prezentował się ich syn. Liczył na to, że jego rodzice przełamią się i pomimo wyczuwalnej niechęci do syna też przyjadą do Raciborza, aby osobiście go zobaczyć w tym mundurze. Mylił się. Nawet kiedy był chory i pragnął ich zobaczyć, nie przyjechali, chociaż wiedzieli o jego chorobie, załamał się. Postanowił nie podejmować kolejnych prób porozumienia się z rodzicami. Zaraz po zakończeniu unitarki Andrzej zgłosił się do szkoły dowódców drużyn i wyjechał do Poznania na kolejne sześć miesięcy. Miał plan na pół roku, ale co potem?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Janusz Rosek · dnia 31.05.2024 10:35 · Czytań: 142 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Komentarze
Kazjuno dnia 01.06.2024 07:52 Ocena: Bardzo dobre
Januszu Rosek. Mimo że załatwiłem sobie "D" kategorię wyrafinowanym szwindlem, bo nie chciałem służyć w LWP, które było na moskiewskiej smyczy, lubię wojsko. Przedsmak służby i jej "uroków" zaznałem na szkoleniu wojskowym studentów i na 2 obowiązkowych obozach.

Twardy gość z Twojego bohatera Andrzeja i wierzę, że dopnie swego. Pewnie przeżyje jeszcze nie jedno. Będę więc śledził jego losy. Rozdział czytałem z ciekawością, akcja żywa i wciągająca. Czytałem wprawdzie szybko, ale błędów nie zauważyłem.
Jak już wspomniałem, z MO nie mam sympatycznych skojarzeń. Podobnie jak armia, milicja idąca pod rękę z SB tłamsiły naród w imię pilnowania socjalistycznego porządku. Więc nie dziwi mnie, że w środowisku wiejskim Andrzej nie był z sympatią.
Ciekawi mnie dalsza przemiana wewnętrzna chłopaka, który obrał tę służbę jako życiową drogę.

Pozdrawiam
Janusz Rosek dnia 01.06.2024 10:57
Kazjuno.

Dziękuję za Twój komentarz. Masz rację w życiu Andrzeja będzie się jeszcze działo. Nieprzekonany o słuszności swoich decyzji jeszcze nie raz będzie próbował odwrócić wszystko o 180 stopni. Czy mu się uda?
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
24/06/2024 23:39
Witaj, witaj, nowy Portalowiczu! Dzięki serdeczne za wizytę… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:27
Na poezji się znam mało i mogę pisać tylko o swoich… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:15
Witaj. Świąteczny klimat sobie w letnią noc zaserwowałem -… »
D.Kwiatek
24/06/2024 21:28
Książki Twardocha czytam zawsze zafascynowany światem jaki… »
Janusz Rosek
24/06/2024 18:09
Kazjuno Dziękuję bardzo za Twój komentarz i bardzo… »
Kazjuno
24/06/2024 16:37
Cieszę się Gabrielu z Twojej wizyty. Staram się pisać na… »
Gabriel G.
24/06/2024 13:39
Witam. Czytam każdy wrzucany przez ciebie Kazjuno fragment… »
Kazjuno
24/06/2024 12:20
Znowu Januszu świetne anegdoty. Ryknąłem śmiechem, czytając… »
Dar
24/06/2024 04:57
Dorastanie bywa trudne... »
Kazjuno
23/06/2024 11:15
Ivonno, napisałem Ci wiadomość na privie. Serdeczności,… »
valeria
23/06/2024 10:45
Wiersz budzi emocje, ale każdy ma swoje teorie i… »
Janusz Rosek
23/06/2024 08:14
Kasiu. Piękny wiersz. »
ivonna
21/06/2024 22:17
Kaziu, przecież nie ma pośpiechu. Wszystkiego dobrego! i. »
Kazjuno
21/06/2024 21:08
Ivonno, dzisiaj już nie naniosę poprawek z… »
ivonna
21/06/2024 15:29
Kaziu, ja też z podobnych pobudek odkrywam tutaj swoją… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty