Z Warszawy do Sopotu - Kazjuno
Proza » Przygodowe » Z Warszawy do Sopotu
A A A

Z Warszawy do Sopotu

Ujrzawszy młodego faceta wychodzącego z ulicy Bagatela po drugiej stronie Placu Unii Lubelskiej, Alek Korycki pomyślał, że to cudzoziemiec ze Skandynawii.

Pewnie Szwed, a może Fin albo Norweg? – Zastanawiał się, widząc blondyna z modnie przystrzyżoną długawą czupryną. – Cinkciarska intuicja podpowiadała, że to jednak Swen. – Może przystojniaka klepnąć?1. – Wytężył wzrok, kiedy domniemany Szwed okrążając plac, przybliżył się do marketu Super-Samu, gdzie Alek właśnie opuszczał kawiarniany taras po trudzeniu się pisaniem.

Ja go znam, Ludwik Ołomski! – Ucieszył się Alek, rozpoznając przyjaznego Wrocławianina, który nie potępił go za incydent z Wlarczykiem.

Poderwał sportową torbę z wystającym trzonkiem tenisowej rakiety i podbiegł do znajomego.

– Cześć – zatrzymał skręcającego na Marszałkowską znajomego. – Co tu porabiasz? – z uśmiechem zapytał Alek.

– To ty? – Uśmiechnął się też Ołomski. – Dobrze wyglądasz – powiedział i zerkając na torbę z tenisową rakietą, dodał: – Mieliśmy pograć w tenisa, w Sopocie.

W tramwaju wiozącym ich do centrum Warszawy Ludwik opowiedział, że właśnie opuścił ambasadę Szwecji, gdzie załatwił wizę stałego pobytu.

– Jakim cudem? – Nie mógł pojąć Alek.

– Ożeniłem się ze szwedzką obywatelką. Moją dziewczyną była jeszcze we Wrocławiu i emigro­wała z Żydami ponad rok temu. – Ołomski spojrzał badawczo na Alka. – Chyba nie jesteś antysemitą? – zapytał.

– No nie. Zresztą nawet bym nie mógł. – Alek chwilę się zawahał. – Jestem pół-Żydem. Mam matkę Żydówkę.

– Tak? – zdziwił się Ludwik. – Nie wyglądasz na Żyda. – Przez chwilę przyglądał się koledze. – To przecież też mogłeś wyjechać z tego syfu.

– Matka nie chciała. Jest asymilowaną Żydówką wychowaną jako katoliczka i nie specjalnie integrowała się z gminą żydowską. Poza tym od lat jako lekarka ma wygodną posadkę dyrektorki sanatorium dla dzieciaków w Szczawnie i mamy tam willę z dużym ogrodem.

Ołomski pokiwał głową ze zrozumieniem.

– No tak... jak lubi się swoją pracę, to można się przyzwyczaić nawet do tutejszego kołchozu.

Na pomysł, by w Sopocie wspólnie wykorzystać chylące się ku końcowi lato, wpadł Ludwik. Przedtem, kiedy popijając mrożoną kawę, siedzieli na tarasie kawiarni Sezam, Alek opowiadał o najprawdopodobniej zakończonym romansie z blondynką z Powiśla. Nie chciał się zwierzać z zaskakującego go rozstania z Elą. Mając nadzieję, że nie było ostateczne i przypomniawszy sobie jej namowy, żeby wznowił studia, podał koledze nieprawdziwy powód ostatniej wizyty u Kaczyń­skiej.

– Wiesz? Ona chce mnie odwieść od moich nowych życiowych planów, a postanowiłem zająć się pisaniem.

Ludwik spojrzał na Alka zdziwiony.

– Chcesz być pisarzem?

– No, tak. Ta dziewczyna naciska, żebym wracał na studia – kontynuował Alek. – Mam jej dość. Wierci mi w głowie dziurę. Przyłączyła się do chóru rodziny, wywierającej na mnie przez całe życie presję, że mam robić to lub tamto.

– Nie gniewaj się, ale ta Kaczyńska ma raczej rację. Z czego będziesz się utrzymywał? – Ludwik akuratnie sięgnął po pieniądze na widok podchodzącej kelnerki.

– Dzisiaj ja płacę. – Alek zatrzymał rękę kolegi, wyciągając własny pękaty portfel. – Ty postawi­łeś mi kawę we Wrocławiu. – Ostentacyjnie wyjął trzos polskich banknotów z kilkoma stu-frankowymi i dolarowymi nominałami. – Reszty nie trzeba. – Podał kelnerce sto złotych, a ta z uśmiechem podziękowała. – Właśnie z tego się będę utrzymywał. – Korycki machnął wyjętym plikiem banknotów i schował do rozwartego portfela.

– Dużo ryzykujesz. – powiedział Ludwik. – Znałem takiego kozaka, też jak ty kiedyś boksował. Cynkował koło wrocławskiego Pewexu, potem zamknęli go na rok i... handluje dalej. Ale zrobili z niego szmatę, wszyscy wiedzą, że jest kapusiem na milicyjnej smyczy. Teraz musi się dzielić kasą z gliniarzami i kabluje na kolegów.

* * *

Do Sopotu Alek przyjechał rozgoryczony, po tkwiącym mu w głowie wspomnieniu gwałtownego rozstania się z Kaczyńską.

Czy musiałem na nią krzyknąć: „Zostań z tym zapłakanym komediantem”! i wychodząc z jej mieszkania trzasnąć drzwiami? – trawił w głowie chyba pochopną decyzję.

Kiedy po raz ostatni złożył jej wizytę, zastał u Warszawianki starszego od siebie o kilkanaście lat mężczyznę trzymającego w dłoni bukiet kwiatów.

– To dla niego chcesz mnie porzucić? – Zdziwił się elegant w garniturze, na widok wchodzącego do mieszkania Alka.

– Ty mnie porzucałeś kilka razy, wracając do swojej rzekomo niedobrej żony.

– Nie wracałem do niej, a do córki – rozpaczliwym tonem powiedział przystojny fagas. – Przyjmij ten bukiet, przepraszam. – Mężczyzna uklęknął przed Elą przybierając rozpaczliwy wyraz twarzy. – Jutro składam do adwokata rozwodowe papiery. – Zakrył oczy zgiętym w łokciu przedramieniem.

– Nie rób mi wstydu i przestań się mazgaić – powiedziała Ela.

– Jaką przyszłość zapewni ci ten lowelas? – Spojrzał załzawionymi oczami na Alka.

Wtedy niepotrzebnie się uniosłem – przypomniał sobie Korycki:

– Ten frajer to twój kochaś? – zwrócił się do dziewczyny. – Jak chcesz, to go stąd wyrzucę – dodał.

Pobladłej Kaczyńskiej drżały usta.

– Ty się stąd wynoś, gówniarzu! – Mężczyzna poderwał się na nogi i doskoczył do Alka. Zaatakował zamachowym ciosem, który zderzył się z Alka łokciem. Napastnik jęknął z bólu.

Gdyby nie Ela, dopuściłbym się kolejnego pobicia – Korycki zdał sobie sprawę.

– Nie bij go! – pamiętał jej rozpaczliwy krzyk, kiedy powstrzymał pięść, chcąc zdzielić niedoszłego rozwodnika i po wygłoszeniu pożegnalnych słów zatrzasnął za sobą drzwi.

Pierwsze dni nad morzem spędził jak zaplanował. „W zdrowym ciele zdrowy duch” – miało być dewizą jego wrześniowego pobytu nad morzem. Miał przekonanie, że zrelaksowany dzięki sportowemu spędzaniu czasu i rozstaniu z Elą Kaczyńską, wreszcie dokończy długie opowiadanie o okupacyjnych przeżyciach ojca ratującego matkę przed holokaustem.

Płonna nadzieja – zdał sobie sprawę, przypominając sobie o wetkniętym do notatnika telegramie z Wrocławia. – Przecież dzisiaj wieczorem przyjeżdża Ludwik.

Po porannym marszobiegu do Orłowa umył się z potu, zjadł śniadanie i opuścił mieszkanie ciotki z zawieszoną na ramieniu ortalionową torbą zawierającą notatnik. Na ulicy Bohaterów Monte Cassino było słonecznie i wiał ciepły wietrzyk. Zaskoczył Alka pustoszejący z dnia na dzień deptak.

Normalna kolej rzeczy, wyjeżdżają letnicy, sezon się kończy.

Po zamówieniu kawy i szarlotki usiadł przy stoliku na tarasie kawiarni Fregata, usytuowanej po prawej stronie przy wejściu na deski sopockiego mola. Kawiarniany taras w sąsiedztwie plaży był Alka ulubionym miejscem. Tu, jeszcze kiedy miał czternaście lat, naciągali z bratem matkę, aby im uległa i zafundowała lody. Przypomniał sobie, że już wtedy znad pucharków z lodami i bitą śmieta­ną rozglądali się z Radkiem za dziewczynami wchodzącymi na molo.

No tak, podrywanie lasek stało się naszą pasją. – Żachnął się na wspomnienie romansu z seks­bombą Moczydło. – To przez zazdrość o nią zjechałem tu wiosną jako wyrzutek społeczny i czarna owca rodziny. – Kolejny raz przemknęły mu przez głowę ciężkie chwile przeżywane u ciotki, kiedy po rozstaniu z Ulką trudno mu było pogodzić się z życiową klęską. – Ten koszmar mam za sobą – pomyślał, patrząc na otwarty notatnik z opowiadaniem.

To jest dobre – pochwalił się w myślach po przeczytaniu ostatniego stworzonego fragmentu. Opis sceny, w której sąsiadka folksdojczka, która okradła matkę z biżuterii, atakuje ojca chcącego odzyskać precjoza, powinna wywołać u czytelnika emocje.

Załatwię cię przystojniaczku! krzyczała zaprzedana hitlerowcom kobieta. Wiem kim jest twoja żoneczka. To Żydówa! Ukrywasz ją, srasz na zarządzenia wodza tysiącletniej Rzeszy! czytał Alek stworzony fragment. – Już ja się postaram, żeby ciebie z Żydówką przepuścić przez komin w Auschwitz groziła folksdojczka.

Alek sięgnął po długopis. W następnych zdaniach opisywał paniczną ucieczkę rodziców z mieszkania sąsiadującego z pokojami niebezpiecznej kobiety. Ojca i matkę ponaglała świadomość nieuchronnej wizyty Gestapo.

Ten opis zapowiada pasjonujący zwrot akcji. Mocno to opisałem – ogarnęło Alka samozadowole­nie. Zamknął notatnik i zaatakował widelczykiem szarlotkę. Zaczął myśleć o popołudniowym spotkaniu z wrocławskim kolegą. Ekscytowało go, że będzie spędzał czas z kimś, kto zostanie obywatelem „Wolnego Świata Zachodu”.

Ludwik osiągnął coś, co jest pragnieniem większości młodych Polaków. Nawet więcej: kiedy będzie chciał, może przyjechać do Polski i będzie tu szanowany z prawie nabożną czcią, jak odwiedzający PRL cudzoziemcy zza żelaznej kurtyny.

On chyba myśli, że uprawiając cinkciarstwo, jestem idiotą – uwierało Alka wspomnienie ostrzeżenia kolegi na balkonie warszawskiej kawiarni Sezam. – Pewnie uważa, że jak ten prymitywny cynk, którego we Wrocławiu aresztowała milicja, zaczepiam ludzi pod Pewexem.

Ołomski mnie nie docenia – przyszło do głowy Alkowi. – Muszę mu wytłumaczyć, o ile mniej ryzykownie cynkowałem zamieszkując w Rivierze i jak pomocna w przestępczym procederze jest znajomość języków obcych.

Korycki spojrzał na zegarek. Dochodziła czternasta, a pociągu z Wrocławia spodziewał się koło siódmej pod wieczór. Wstał z krzesła, chciał opuścić kawiarniany taras, zaczął wkładać do torby notatnik, lecz dotarło do niego, że nie wie, co robić z nadmiarem wolnego czasu.

Zjem drugą szarlotkę, wypiję jeszcze jedną małą kawę i napiszę list do Eli – postanowił.

Już wiedział, że nie zacznie listu od słów „Droga Elu”. – Jaka ona dla mnie „droga”? – się zastanawiał, wracając z bufetu do stolika z kawą i ciastkiem. – Chętnie bym zaczął od: „Ty głupia krowo” – buzowała w Alku złość.

Wybacz, że wyjechałem bez pożegnania napisał z cynizmem.

Nie wiedziałem, że spotka mnie w twoim domu niespodzianka. Początkowo myślałem, że mam do czynienia z intruzem. Okazało się, że fagas jest Ci bliski. Czyżbym był dla Ciebie przejściowym narzędziem zemsty, tylko do odreagowania za niefortunny z nim związek? A może chciałaś grać na dwa fronty? Mną się pocieszać i dalej kontynuować pechowy związek z żonkosiem, który dzieli przyjemności między swoją ślubną a Tobą.

Na początku, zanim nie wyszło szydło z wora, wydawało mi się, że jesteś piękną dziewczyną, o jakiej mogłem marzyć.

Cóż, nie pierwsze moje rozczarowanie.

Żałuj, że Cię tu nie ma. Jest piękna pogoda i pisząc te kilka słów na tarasie ulubionej kawiarni, słyszę szum morza przerywany krzykami mew. Coraz więcej satysfakcji daje mi pisanie.

Pozdrawiam.

Opuszczając kawiarnię Fregatę, Alek wyrwał list z kołonotatnika, zmiął w kulkę i wrzucił do kosza.

1Dokonać z nim cinkciarskiej transakcji.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 10.06.2024 14:39 · Czytań: 125 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
Jacek Londyn dnia 12.06.2024 14:47
Kazjuno, jestem.

Nie będę krytykował. Przedstawię parę sugestii, ale to za chwilę.
Zacznę od tego, że nie jestem fanem podobnych opowieści, co nie oznacza krytyki. Na pewno tekst znajdzie swoich zwolenników. Nie gustuję w powieściach Bondy, ale ona nic sobie z tego nie robi i zarabia kasę. :)

A teraz do rzeczy... Wydaje mi się, że zdecydowanie za dużo w tekście imiesłowów przysłówkowych. Myślę, że można często obejść się bez nich. Niekiedy użyte są niewłaściwie, w miejsce "dostrzegając" nie lepiej "ujrzawszy"?
Inne: skręciłbym w Marszałkowską, a nie na Marszałkowską.
Nie wiem, kto to Swen. Nie dość zgrabnie połączyłeś Super-Sam z kawiarnianym tarasem. To tyle. Może uwagi wykorzystasz, może nie.

Pozdrawiam
JL

Dostrzegając młodego faceta wychodzącego z ulicy Bagatela po drugiej stronie Placu Unii Lubelskiej, Alek Korycki pomyślał, że to cudzoziemiec ze Skandynawii.

Pewnie Szwed, a może Fin albo Norweg? – Zastanawiał się, widząc blondyna z modnie przystrzyżoną długawą czupryną. – Cinkciarska intuicja podpowiadała, że to jednak Swen. – Może przystojniaka klepnąć?1. – Wytężył wzrok, kiedy domniemany Szwed okrążając plac, przybliżył się do marketu Super-Samu, gdzie Alek właśnie opuszczał kawiarniany taras po trudzeniu się pisaniem.

Ja go znam, Ludwik Ołomski! – Ucieszył się Alek, rozpoznając przyjaznego Wrocławianina, który nie potępił go za incydent z Wlarczykiem.

Poderwał sportową torbę z wystającym trzonkiem tenisowej rakiety i podbiegł do znajomego.

– Cześć – zatrzymał skręcającego na Marszałkowską znajomego. – Co tu porabiasz? – z uśmiechem zapytał Alek.
Kazjuno dnia 12.06.2024 16:15
Bardzo dziękuję Jacku za opinię i cenne uwagi. Też redagując prozę brata, nie lubię u niego imiesłowów przysłówkowych. Okazuje się, że nie jestem od brata lepszy.
Przykre.
Jak przeczyta Twój komentarz, prychnie śmiechem i usłyszę: "przyganiał kocioł garnkowi".

Zgadzam się z wykazanymi przez Ciebie "obejściami" i jeszcze dzisiaj naniosę Twoje sugestie.

Specjalnie wstawiam rozdziały powieści do PP, bo właśnie dzięki Tobie i innym Koleżankom i Kolegom z portalu podnoszę wartość swoich wypocin. To bardzo duża pomoc, jestem wdzięczny.

Natomiast nie wiem, kto to Bonda? Zarabia rzeczywiście kasiorę? To super, chciałbym podążyć jej tropem... Jestem pazerny na kasę, chociaż na razie z tym u mnie kiepsko.

Serdecznie pozdrawiam, Kaz

PS Przed chwilą pokazał się kolejny mój rozdział! Doprawdy, aż mam wyrzuty sumienia, nie chcąc Cię narażać na czytanie nielubianego gatunku prozy. Ale gdybyś raczył ponownie się pochylić nad "Przyjazdem kumpla", chyba zawierając z Tobą osobiście znajomość, pocałowałbym Cię w rękę.

PS 2 Zastanawiałem się, czy zrobić przypis dolny przy słowie "Swen", ale w następnym zdaniu wyjaśniłem, że chodzi o Szweda. Swen to w żargonie cinkciarskim Szwed. (Po szwedzku pisze się jakoś Swensko(?).
ivonna dnia 16.06.2024 22:35
Poczytałam sobie Kaziu,
Rozumiem, że to część większej całości. Nie wiem tylko (wybacz), czy to jej początek, czy kolejny rozdział. Zastanawiam się więc, czy to opowieść z jakimś przesłaniem, pokazaniem "epoki", czy po prostu powieść o losach Alka, które w tej rzeczywistości układały się tak a nie inaczej - po prostu życie, które ma to do siebie, że nie każdy wybór jest dobry, że bywamy w coś uwikłani nie zawsze z własnej woli, że mamy marzenia, do czegoś dążymy, mamy przyjaciół, znajomych, kogoś kochamy, przeżywamy sukcesy, zawody itd. itp. No i działamy w danych realiach.
Nie wykluczone więc, że niektórzy znajdą tu "samych siebie" i powiedzą: o, to jak o mnie. Przy czym z pewnością bliżej będzie tym, którzy żyli w tych czasach, pamiętają cinkciarstwo, Pewex, SuperSam, na który wtedy nie mówiono "market", a po prostu sam, czyli sklep samoobsługowy :)
Młodsze pokolenia natomiast, zainteresowane historią Alka mogą mieć sporo pytań, by zrozumieć określone zjawiska i jak one na jego życie wpływały. Nie wiem, czy między wierszami im to przybliżasz, bo nie znam całości. To nie zarzut, po prostu zastanawiam się, nie każda powieść przygodowa musi mieć cechy edukacyjne, wolą autora jest ją osadzić w określonym czasie - czy to autentycznym, czy w fantazji. Czy może to jest jeszcze innego typu opowieść - o człowieczych rozterkach.
Nie musisz wcale na te pytania odpowiadać. Moim zdaniem autor może tworzyć, nie stawiając żadnego celu, dla którego to robi. Twoja opowieść może zaciekawić po prostu losami bohatera, na które określony wpływ mają także jego korzenie. Zastanów się (to żadne obligo rzecz jasna), jak zaakcentujesz finał swojej opowieści - domkniesz ją z jej początkiem, czy zostawisz otwarte życiowe pytania czytelnikowi - nad "człowieczym losem".
To tyle mojego wymądrzania.
Pozdrawiam i pędzę dalej, na spotkanie z kumplem ;)
ivonna
Kazjuno dnia 17.06.2024 06:37
Ivonno
Serdeczne dzięki za ciekawy i cenny komentarz. Unaoczniłaś mi wyraźnie zasadniczy błąd publikowania rozdziałów tej powieści na łamach PP w takiej formie jakiej to robię. Wprawdzie poprzednie części, które tu zamieszczałem, opatrywałem wstępem wyjaśniającym czytelnikom kontekst ich treści, przed powyższym i paroma innymi tego zaniechałem.

Losy Alka Koryckiego są jednym z kilku wątków tworzonej ostatnio powieści. Tę postać opisywałem w oparciu o własne przygody, które staram się w miarę rzetelnie odtwarzać. Wydają mi się barwne i mogące zaciekawić czytelnika. (Takie - może błędne - mam wyobrażenie).


Napisałaś: "Nie wiem tylko (wybacz), czy to jej początek, czy kolejny rozdział".

Wyjaśniam: rozdział "Z Warszawy do Sopotu" zaczyna się na 412-tej stronie powieści, a nie ponumerowanych rozdziałów (jedynie opatrzonych tytułami) jest już kilkadziesiąt.

Publikowanie ich (nawet) niechronologicznie w Portalu Pisarskim jest dla mnie rutyną. Mam w dorobku już 3 powieści i fragmenty każdej z nich uprzednio zamieszczałem w portalach literackich. Najwięcej w Portalu Pisarskim.
Krytyki i oceny czytelników - szczególnie tych zajmujących się pisaniem - stanowią dla mnie ważne drogowskazy.

Zadajesz Ivonno sobie i mnie pytania:
Cytat:
To nie zarzut, po prostu zastanawiam się, nie każda powieść przygodowa musi mieć cechy edukacyjne, wolą autora jest ją osadzić w określonym czasie - czy to autentycznym, czy w fantazji. Czy może to jest jeszcze innego typu opowieść - o człowieczych rozterkach.


Odpowiadam:
Zarówno ta powieść jak i poprzednie opowiadała o przeszłości. Wśród nich jedna była stricte autobiograficzna. Więc tworzę książki historyczne i powiem szczerze: z tyłu głowy mam przekonanie, że pokazując przeszłość odkłamuję często nieprawdziwie przedstawianą historię. Więc, nasuwa się samo przez się, w jakimś sensie motywuje mnie rola edukatora.

Przepraszam, że przez chaotycznie publikowane rozdziały wprowadziłem Cię w czytelniczy dyskomfort.

Jeszcze raz dziękuję za komentarz i serdecznie pozdrawiam,

Kaz
ivonna dnia 17.06.2024 13:59
Halo halo :) Nie wprowadziłeś mnie w czytelniczy dyskomfort. Czułam wewnętrznie, że to zapewne jest część większej całości. Jestem na PP od niedawna, jeszcze chyba pewnych zasad nie ogarniam właściwie, a szczególnie publikowania w częściach dłuższych opowiadań/powieści.
Cały mój wywód odnosił się w zasadzie ogólnie do opowieści osadzonych w realiach, które są ludziom mniej lub bardziej znane, ale np. wiążą się z bliską im ziemią, na której wyrośli i toczą swoje życie.
Do takich przemyśleń po prostu skłoniła mnie ta część Twojej powieści, na dodatek z akcją rozgrywającą się w bardzo dobrze znanych mi miejscach. Pamiętasz np. "Zieloną budkę", która słynęła z pysznych lodów? Tę w pobliżu SuperSamu? ;)
Tak więc nie przepraszaj.
Do miłego!
ivonna
Kazjuno dnia 17.06.2024 21:42
Odpisuję, miła Ivonno, z opóźnieniem. Byłem parę godzin out.
Przyznam się, że nie pamiętam zielonej budki z pysznymi lodami, chyba jeszcze w tamtym czasie jej nie było.
We wcześniejszych rozdziałach tu opublikowanych piszę o romansie z Elą Kaczyńską (rozdział "Korycki i Kaczyńska";), to naprawdę kuzynka głośnych polityków braci Kaczyńskich. Sobie nadałem imię i nazwisko Alka Koryckiego. Więc jako autor żeruję na wspomnieniach z młodości. Kumpel Ludwik Ołomski (zmieniłem nazwisko) to teraz wrocławski miliarder. Jeszcze w powieści do niego powrócę.
Cieszę się z zawarcia z Tobą znajomości. Ujmuje mnie Twoja szczerość i otwartość.

Dobrze, nie będę już przepraszał. Do napisania.

Przyjemnych snów,

Kaz
Gabriel G. dnia 24.06.2024 13:39
Witam.
Czytam każdy wrzucany przez ciebie Kazjuno fragment powieści i gdzieś tam w głowie sklejam to sobie w całość. Lubię tamte czasy. Lubię także historie osadzone w łotrzykowskich klimatach. Rozumiem, że przedstawiciele młodszego pokolenia mogą mieć problem z unaocznieniem, ewentualnie wyobrażeniem sobie pewnych okoliczności, sytuacji, zdarzeń. Ja tych problemów nie mam. Czekam na kolejne części. Pozdrawiam. Gabriel.
Kazjuno dnia 24.06.2024 16:37
Cieszę się Gabrielu z Twojej wizyty. Staram się pisać na tyle komunikatywnie, żeby także młodzi ludzie poczuli klimaty tamtych czasów.
Czytuję wielu autorów piszących o czasach znacznie wcześniejszych. Choćby o Drugiej Wojnie Światowej, o latach powojennych, a także o jeszcze wcześniejszych epokach. Ostatnio walczę o papierowe wydanie powieści "Zabójca w bezpiece". Akcja tej książki toczy się w latach, kiedy jeszcze nie było mnie na świecie. Chyba podobnie do twoich opowieści kipi w niej od przemocy, gwałtów, a krew płynie wartkim strumieniem.
Tu w PP recenzję tej powieści napisała 21-dno letnia studentka kulturoznawstwa nasza portalowa koleżanka Pliszka. (Jest zamieszczona w dziale Recenzje). Więc chyba napisałem tę powieść obrazowo, skoro młoda piękna dziewczyna przeczytała tę powieść wydaną w wydawnictwie elektronicznym.
Chyba, że powyższe rozdziały napisałem na tyle nieporadnie, iż twoim zdaniem, mogą być zrozumiałe wyłącznie dla czytelników żyjących w opisanych czasach?
Ale dzięki, że przeczytałeś i miło mi, że lubisz te historie.

Pozdrawiam, Kaz
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
24/06/2024 23:39
Witaj, witaj, nowy Portalowiczu! Dzięki serdeczne za wizytę… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:27
Na poezji się znam mało i mogę pisać tylko o swoich… »
D.Kwiatek
24/06/2024 23:15
Witaj. Świąteczny klimat sobie w letnią noc zaserwowałem -… »
D.Kwiatek
24/06/2024 21:28
Książki Twardocha czytam zawsze zafascynowany światem jaki… »
Janusz Rosek
24/06/2024 18:09
Kazjuno Dziękuję bardzo za Twój komentarz i bardzo… »
Kazjuno
24/06/2024 16:37
Cieszę się Gabrielu z Twojej wizyty. Staram się pisać na… »
Gabriel G.
24/06/2024 13:39
Witam. Czytam każdy wrzucany przez ciebie Kazjuno fragment… »
Kazjuno
24/06/2024 12:20
Znowu Januszu świetne anegdoty. Ryknąłem śmiechem, czytając… »
Dar
24/06/2024 04:57
Dorastanie bywa trudne... »
Kazjuno
23/06/2024 11:15
Ivonno, napisałem Ci wiadomość na privie. Serdeczności,… »
valeria
23/06/2024 10:45
Wiersz budzi emocje, ale każdy ma swoje teorie i… »
Janusz Rosek
23/06/2024 08:14
Kasiu. Piękny wiersz. »
ivonna
21/06/2024 22:17
Kaziu, przecież nie ma pośpiechu. Wszystkiego dobrego! i. »
Kazjuno
21/06/2024 21:08
Ivonno, dzisiaj już nie naniosę poprawek z… »
ivonna
21/06/2024 15:29
Kaziu, ja też z podobnych pobudek odkrywam tutaj swoją… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty