Przemiany 4 - Janusz Rosek
Proza » Długie Opowiadania » Przemiany 4
A A A
Od autora: Ilekroć człowiek ma podjąć ważną życiową decyzję tylekroć pojawiają się wątpliwości.
Im dłużej się zastanawia, tym bardziej nie jest pewien.

Przemiany 4

Najwyraźniej Bóg czuwał nad Andrzejem. Zmiętą i rzuconą obok kosza na śmieci kartkę papieru znalazł dowódca warty chorąży Kazimierczuk. Przeczytał ją i głośno krzyknął – kto to napisał? Kartka nie była podpisana, ale koledzy doskonale wiedzieli, gdyż Andrzej często pisał dla nich wiersze. Szybko skojarzyli. To pismo Andrzeja. Gdzie on jest ? – ryknął dowódca warty. Na posterunku obywatelu chorąży- odpowiedział kadet Plewa. Nie czekając ani chwili chorąży Kazimierczuk wezwał rozprowadzającego kaprala Szostaka i wspólnie biegiem udali się w miejsce, gdzie pogrążony w swych rozmyślaniach Andrzej  starał się podjąć ostateczną decyzję. Jeśli ktoś myśli, że łatwą sprawą jest odebrać sobie życie, to się myli. Gdyby to było takie proste, już dawno byłoby po wszystkim. Andrzej jednak nie potrafił podjąć tej decyzji, zwlekał. Jakby czekał na coś, na jakiś cud. Coś zatrzeszczało, jakby odgłos łamanych gałęzi. Andrzej poderwał się – stój, kto idzie! Stój, będę strzelał! Nagle samobójcze myśli prysły i obudził się zmysł wartownika. Dowódca warty i rozprowadzający – usłyszał odpowiedź. Hasło – krzyknął Andrzej. Odpowiedzieli mu. Oświetlić twarz! – wrzasnął wartownik. Dowódca warty i rozprowadzający posłusznie oświetlili latarkami twarze, rozpoznał ich. Opuścił broń. Aby wymusić żądaną postawę i zadbać o swoje bezpieczeństwo dowódca warty wydał rozkaz – baczność!  Andrzej posłusznie przyjął postawę zasadniczą, zawieszając broń na ramieniu. Coś ty człowieku chciał zrobić? Życie ci zbrzydło? Nie próbując odebrać broni wartownikowi, gdyż wiedział, że tamtemu broni oddać nie wolno w czasie pełnienia służby na posterunku i mogłoby dojść do nieszczęścia, postanowił poczekać do końca zmiany. Po rozładowaniu i przejrzeniu broni udali się na wartownię. Tej nocy nie pozwolono Andrzejowi  objąć kolejnej warty. Zastąpili go koledzy. Andrzej położył się na rozkładanym łóżku polowym, ale nie mógł zasnąć. Zastanawiał się nad tym, co się stało, czy wyciągną wobec niego jakieś konsekwencje służbowe, a może wyrzucą ze szkoły dowódców drużyn? Skąd wiedzieli o jego rozterkach? Jeżeli go wyrzucą, to czy odeślą go z powrotem do Raciborza i wyślą na najgorszą placówkę WOP? Co się z nim stanie? Teraz nie myślał już o niespełnionej miłości, ale o sobie, o własnej przyszłości. Mogą go wysłać do psychiatry, albo do aresztu. Cała ta historia może zaważyć na jego przyszłości. Zasnął. Rano wraz z innymi wartownikami powrócił do macierzystej jednostki w Poznaniu. Cały się trząsł, wyobrażając sobie następne godziny. Nic się jednak nie stało, jakby w ogóle nie było tematu. Zajęcia przebiegały zgodnie z harmonogramem. Po południu wyszli na basen do Parku Wilsona. Nikt mu niczego nie wypominał, ale czuł na sobie podejrzliwe spojrzenia kolegów. Tylko tych, którzy wraz z nim byli w Golęcinie. Inni nic nie wiedzieli. Spojrzenia te podyktowane troską o stan Andrzeja powoli przestawały mu przeszkadzać. Zrozumiał. Oni się o mnie troszczą, zależy im na mnie. Czy to możliwe? Do tej pory sądził, że nikomu na nim nie zależy. Był przekonany, że jego życie i jego problemy nie mają dla kolegów żadnego znaczenia i jest im obojętne to czy on jest, czy też go nie będzie. Mylił się. Po raz kolejny źle zinterpretował całą sytuację. Zaczął się wgłębiać w ich zachowanie, starając się zrozumieć – dlaczego? Dlaczego ryzykowali dla niego, zatajając całą sytuację przed dowódcą kompanii i komendantem szkoły. Gdyby choć jeden z nich puścił parę z ust i sprawa się wydała, wszyscy mieliby problemy. Obowiązkiem dowódcy warty było zameldować zaraz po powrocie do jednostki. Była cisza. Z każdym dniem Andrzej coraz mocniej zżywał się z kolegami i zapominał o tym incydencie. Kadeci wspierali się we wszystkim, tworząc zgrane zespoły zarówno na niwie sportowej, rywalizując o odznakę sprawności, jak i na ulicach podczas patrolowania wyznaczonych rewirów. Ważne było, aby mogli wzajemnie na sobie polegać. Od tego zależało ich zdrowie a czasem życie. Nie przesadzam. W tym okresie doszło do kilku ataków na żołnierzy i funkcjonariuszy pełniących służbę przy ochranianiu obiektów wojskowych i magazynów. Jeden z żołnierzy wojsk lądowych zginął, a dwóch kolejnych spieszących mu z pomocą zostało rannych. Okradziono wojskowy magazyn z umundurowaniem i wyposażeniem. Andrzej niedawno pełnił warty niedaleko od tego miejsca. Mógł być następny. Dowódcy przed każdą wartą i każdym patrolem wzywali kadetów do szczególnej ostrożności na tych niezamieszkałych terenach i bycia w kontakcie. Na nasłuchu, tak aby jeżeli zajdzie taka konieczność przyjść kolegom z pomocą. Nie było spokojnie. Rozklejanie i rozrzucanie ulotek to najspokojniejsza forma protestu ludności wobec pełniących władzę. Bywało gorzej. Któregoś dnia kompania kadetów została postawiona w stan alarmowy i wysłana do ochrony budynku Wojewódzkiej Rady Narodowej. Ubrani w kaski z osłoną na oczy i wyposażeni w plastikowe tarcze oraz długie pałki ustawili kordon, zamykając ulicę prowadzącą do Rady Narodowej. Pierwszy raz Andrzej zobaczył na własne oczy nadciągający Aleją Niepodległości niepoliczalny tłum ludzi. Słyszał o zamieszkach, ale nigdy w tym nie uczestniczył. Strach mu zajrzał w oczy. Ilu ich jest- pomyślał. Pięćset, osiemset, tysiąc? Nas jest tylko czterdziestu. Jak mamy ich zatrzymać? Sytuacja stawała się coraz trudniejsza, gdy czoło pochodu zatrzymało się jakieś dwadzieścia metrów przed kordonem kadetów, a inni poszli bocznymi uliczkami, starając się wyjść na tyły blokujących. Dowodzący kompanią oficer w padł w panikę i salwował się ucieczką, w kierunku ochranianego budynku pozostawiając niedoświadczonych kadetów na pastwę losu. Z przerażeniem w oczach Andrzej patrzył na powiększający się tłum. Od tyłu zaczęli również podchodzić młodzi ludzie uzbrojeni w kamienie, elementy ławek parkowych i proce, z których co po chwila wystrzeliwali śrut lub kawałki rudy żelaza. Tarcze wytrzymywały ten ostrzał, ale plastikowe szybki na kaskach już nie. Trafiony z procy Andrzej poczuł to na własnej skórze. Szybka pękła na pół i spadła z kasku ochraniającego głowę kadeta. On sam nie ucierpiał. Elementy kostki brukowej dosięgły jednak innych jego kolegów i wyeliminowały z akcji. Trzeba ich było ewakuować. Zasłaniając tarczami głowę, odsłaniali nogi, w które z upodobaniem celowali protestujący. Sytuacja stawała się beznadziejna. Zaraz nas tu zlinczują – krzyknął kadet Plewa. „na moją komendę w dwu kordonie stań!” „drugi szereg – w tył zwrot!” „długie pały!” Nacierający tłum zatrzymał się, jakby zaskoczony obrotem sytuacji. Posypały się kolejne kostki brukowe i śrut. Wystraszony Andrzej bezwarunkowo wykonywał polecenia swojego kolegi z kompanii. Nie ważne było wtedy, kto wydaje rozkazy, ale żeby przeżyć i wyjść z tego w jednym kawałku. Nigdy wcześniej nie widział tak agresywnych ludzi, niebojących się funkcjonariuszy i niezważających na czekające ich konsekwencje w przypadku zatrzymania. Rozglądał się za nadlatującymi w jego kierunku kamieniami i sztachetami, aby się przed nimi ochronić. Tłum ponownie zaczął napierać na funkcjonariuszy ubranych w mundury MO, ale będących jeszcze kadetami, żółtodziobami. Nagle Andrzej dostrzegł dziwny ruch, jakby ktoś rzucił ringo w jego kierunku. Ringo? Niestety nie. Nie było to gumowe ringo służące do zabawy, ale niebezpieczna zębata tarcza pilarki do cięcia drewna. Zasłonił się tarczą na wysokości twarzy. Obracająca się tarcza wbiła się delikatnie w plastik na wysokości brzucha Andrzeja, by po chwili upaść na ziemię. Uf, nie wiele brakowało – pomyślał Andrzej. W tej samej chwili rozległy się syreny nadjeżdżających z odsieczą innych kompanii szkolnych i kompanii wzmocnienia. Tłum rozpierzchł się po okolicznych ulicach i pochował w bramach. Nagle zrobiło się pusto. Zluzowani przez inne oddziały kadeci mogli się udać na spoczynek. Ten jeden dzień na mieście obudził w Andrzeju kolejne wątpliwości. Co ja tu robię? Kim byli ci ludzie, którzy życzyli nam śmierci? Nikogo nie znałem, ale jeżeli w przyszłości będę musiał stanąć przeciwko tym, których znam, moim kolegom, może rodzicom, jak się powinienem zachować? Mam ich pałować? Może uciec, jak ten porucznik? Nie wiem, ale nie tak wyobrażałem sobie drogę mojej kariery w strukturach MSW. Prześladowała Andrzeja ta myśl do ostatnich dni szkolenia. Nawet dyplom ukończenia Szkoły Dowódców Drużyn i mianowanie na stopień kaprala nie było w stanie wymazać z pamięci widoku ludzi pełnych nienawiści, gotowych do walki i poświęceń w imię wyższych wartości, w imię wolności i suwerenności. Czy na pewno jestem po właściwej stronie – zastanawiał się Andrzej, pisząc tekst piosenki, której fragment brzmi:

„I dostrzegłem mego brata, który nieopodal stał,                                                                                                             spoglądając na mnie groźnie, rzucił kamień, który miał                                                                                                        ach mój bracie, mój kolego czemu kamień  rzucasz w nas,                                                                                                   czyż nie jedną mamy Polskę, czyż nie jeden mamy kraj?”

I następny fragment: 

 „Leży kumpel na ulicy, dookoła pełno krwi,                                                                                                                         jego tarcza leży przy nim, a na szyi lśni mu krzyż"                                                                                                                               

Targały nim wątpliwości. Gdyby nie to, że postanowił odsłużyć wojsko w strukturach MO, stałby zapewne po przeciwnej stronie. Broniłby Boga i Ojczyzny tym samym kamieniem, przed którym musiał się zasłaniać. Pochodził przecież z katolickiej rodziny i daleko mu było do komunizmu, czy socjalizmu, jak kto woli.                                                                                                 

Nie świadomy konsekwencji w niedzielne popołudnie przy akompaniamencie gitary, w prawie pustej świetlicy usiadł przed wyłączonym telewizorem, plecami do drzwi i zaintonował słowa napisanej przez siebie piosenki. Chciał posłuchać sam siebie. Wsłuchując  się w słowa kilku zwrotkowej piosenki, uzyskać chciał odpowiedź na nurtujące go pytania, odnaleźć własną drogę. Wydawało mu się, że nikt nie słucha. Brzdąkał więc na gitarze i mruczał pod nosem kontrowersyjne słowa. Kiedy skończył, rozległy się oklaski. Okazało się, że na dźwięki gitary do świetlicy zaczęli napływać kadeci i o zgrozo kadra. Odwrócił się i zobaczył kilkadziesiąt osób, w tym dowódcę kompanii kapitana Żaczka. Pobladł w jednej chwili, a pot zaczął spływać po jego skroniach. Wpadłem, jak śliwka w kompot – przez głowę Andrzeja przemknęła upiorna myśl. Tego mi na pewno nie darują.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Janusz Rosek · dnia 17.06.2024 13:41 · Czytań: 126 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Komentarze
Kazjuno dnia 19.06.2024 06:12 Ocena: Bardzo dobre
Ciekawy Januszu rozdział. Powiedziałbym odkrywczy, bo nigdy się szczególnie nie zastanawiałem, co może czuć kadet ZOMO szkolony do pacyfikowania protestującego tłumu. Przeżywający wewnętrzne rozterki Andrzej jednak jawi mi się jako postać nietuzinkowa. Jest wrażliwy, ma twórcy umysł (wyrazem czego są jego poetyckie zamiłowania) i niejako z automatu analizuje powinności, do której jest szkolony.

Dla mnie temat ostatnio na czasie. Krążę myślowo wokół opisywania doznanych przeżyć w grudniu 1970 w Gdańsku i Gdyni.Byłem młodym chłopakiem i pracowałem w Nowym Porcie. Z bliska widziałem krwawą łaźnię jaką władza zgotowała społeczeństwu. Potem się zastanawiałem, jak indoktrynowani musieli być celowniczy karabinów maszynowych z LWP, żeby pociągać za spusty, oddając długie serie strzałów w stronę bezbronnego tłumu?

Dużo wyjaśnia mi Twój tekst. Wygląda na to, że obok rozkazów dowódców powodował nimi strach. Determinacja protestujących była niesamowita. Rozjuszony tłum zagrażał ich życiu.

Tekst napisany sprawnie, więc czytało się płynnie, zwłaszcza, że temat ciekawy.

Gratuluję i czekam na odcinek następny.

Natknąłem się na 2 drobne błędy:
Cytat:
nie dawno
- pisze się "niedawno".
Cytat:
w padł
- miło być "wpadł". (Drobiazgi do poprawy).

Pozdrawiam, Kaz
Janusz Rosek dnia 19.06.2024 08:27
Kazjuno

Serdecznie dziękuję za ten wartościowy komentarz i wskazane błędy. Zaraz je poprawię.
Starałem się sprawdzać tekst przed publikacją, ale coś mi umknęło.
Jeżeli chodzi o temat opowiadania, jest mi dobrze znany, podobnie jak historie życiowe Andrzeja, dlatego jest mi łatwo pisać i wcielać się w postać bohatera. W niejednej polskiej rodzinie bywało podobnie. Jeden syn w Solidarności, drugi w oddziałach ZOMO. Dochodziło do tragedii. Rodziny rozpadały się, a bliscy sobie ludzie odwracali się od siebie na lata. Czasami nawet na zawsze.
Andrzej szukając łatwiejszego życia wpakował się w szambo, z którego nie tak łatwo się wydostać.
Będzie podejmował próby wyrwania się i minimalizowania skutków swojej decyzji. Będzie unikał starć na ulicach, co nie pozostanie bez konsekwencji.

Pozdrawiam - Janusz
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Wiktor Orzel
23/07/2024 11:23
tutaj poprawnie będzie niczego niewarte Ten… »
mike17
20/07/2024 17:15
Jarku, dobra mineta nie jest zła i warto ją uskuteczniać :)»
Jaaga
20/07/2024 09:12
Cóż, egzystencja jesiennej muchy nie do pozazdroszczenia.… »
Jaaga
20/07/2024 09:07
Berele, twój komentarz jest sam w sobie czymś pięknym dla… »
Berele
20/07/2024 08:30
Muszę się przyznać do tego, że z wielką przyjemnością… »
Berele
20/07/2024 08:13
Bardzo ładne "Czy pewnego razu nie wystygnie,"… »
Berele
20/07/2024 07:54
Jest to wiersz z pomysłem i ma bardzo klarowny, mądry wyraz.… »
Yaro
19/07/2024 21:39
Jesteś wybitnie stary doskonały:) Sztuka minety jak sztuka… »
Dar
18/07/2024 19:50
Kiedy pojawia się strach dobrze mieć wsparcie ze strony… »
mike17
18/07/2024 19:44
Sztuka robienia dobrej minety to już wyżyny. Oralny Bill… »
mike17
18/07/2024 19:35
Skroplami, lubię wzruszać i spełniam się w tym. co więcej,… »
Dar
18/07/2024 18:58
Jeśli erotyka jest powiązana z językiem miłości to wywołuje… »
Jaaga
18/07/2024 17:56
Dla mnie jest to wiersz erotyczny i podoba mi się.… »
Jaaga
18/07/2024 17:26
Dla mnie świetne. Perspektywy, rozwój, potem upadek. Co… »
Jaaga
18/07/2024 16:22
Bardzo dziękuję skroplami za pochylenie się nad moim… »
ShoutBox
  • Gramofon
  • 19/07/2024 19:56
  • Dziękuję bardzo Jago, a jakby ktoś nie chciał oglądać na facebooku to jest też już na youtube [link]
  • Jaaga
  • 19/07/2024 14:37
  • Powiem, Gramofon, że poeta jesteś pełną gębą i zaczynasz, jak nie przymierzając, Charles Bukowski, on też był listonoszem. Zrobił na mnie wrażenie zwłaszcza wiersz o dociskaniu. Pozdrawiam
  • Gramofon
  • 18/07/2024 17:51
  • Poproszę o feedback bo znajomi to wiadomo, poklepują po plecach :)
  • Jaaga
  • 18/07/2024 17:32
  • Gramofon, właśnie słucham jak czytasz.
  • Gramofon
  • 18/07/2024 16:44
  • siemanderrro. Jakby ktoś chciał posłuchać jak czytam wiersze i to przedpremierowo przy akompaniamencie gitary to zapraszam [link]
  • Jaaga
  • 18/07/2024 16:38
  • Zapraszam też do siebie, przygotowałam kilka nowych rzeczy, mam nadzieję, że się spodobają i porządnie je skomentujecie. Kształtuję się pod waszym okiem.
  • Jaaga
  • 18/07/2024 16:34
  • Po długiej nieobecności witam Wszystkich. Zaraz kogoś skomentuję. Już dawno nie miałam czasu, żeby tak sobie usiąść i poczytać.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty