Trójka na resorach, cz. 3 - ivonna
Proza » Długie Opowiadania » Trójka na resorach, cz. 3
A A A
Od autora: Dobry wieczór! To znów ja, z kolejną częścią opowieści, której końca jeszcze nie widać. Zdradzę jednak, że tym razem ponownie przenosimy się w czasie do tej wyjątkowo śnieżnej jesieni, w trakcie której toczy się rozprawa o jabłko. Dobrej podróży! :)

ciąg dalszy rozdziału: Nie tak miało być 

                                                                ***

„Mario, ach Mario – tyle serca ludziom dałaś, tyle radości” – myślała Andżelika, patrząc w dal przez okno pociągu. Już nie płakała, nawet się uśmiechała. Do wszystkich chwil spędzonych z nią, tą jedyną niepowtarzalną, boską matunią. „Boską – ależ strofowałaś każdego za to słowo, bo jakże to tak o prostej kobiecie mówić, że boska... Och, Mario – my wiemy swoje, nie zapomnimy, byłaś cudowna, pomocna, kochana, a ja nie zdążyłam ci się za wszystko odwdzięczyć… odpoczywaj, niech tamten świat ci wynagrodzi wszelkie trudy twego życia”. „I ty, Janie, który tak wiele mi dałeś, przyjąłeś pod dach jak własną córkę, zastąpiłeś malcowi ojca i dziadka. Jak to było?: dziadziu, dziadziu, dziś nie będzie bajki, dobrze? dziś opowiedz mi prawdę…. Wziąłeś na swe barki wychowanie obcej istoty i co w zamian dostałeś…”  – znów bliska łez zanurzyła się we wspomnienia, patrząc w dal, w krajobrazy przesuwające się coraz prędzej, wsłuchując w miarowy szybki stukot kół. Tak samo miarowy, tak samo brzmiący jak przed laty, gdy podążała w odwrotnym kierunku, by zacząć nowe życie. Pełna obaw, niepewności, zostawiając kochającą rodzinę, bezpieczny przytulny dom. Właściwie nie wie, czym sobie na to zasłużyła, że los jej sprzyjał. Miała sporo szczęścia, chociaż gdy zrezygnowana kolejną porażką w poszukiwaniu pracy, u kresu sił wstąpiła na herbatę do „Kuchni u Jana”, była bliska decyzji, by skoczyć do rzeki. Powstrzymywało ją tylko jedno – życie, które nosiła pod sercem, z miłości, której było owocem.

„Gdzie jesteś, jak cię znaleźć, zmężniałeś, jesteś zdrów?” – myśl o tej kruchej kiedyś istotce, ciekawej świata, wywołała kolejne silne emocje. Z jednej strony tęsknota, z drugiej wstyd za życie, jakie zgotowała dziecku, na dodatek zostawiając w rękach obcych ludzi. Dobrych, oddanych, ale jednak obcych. „To dziwne, nigdy nie padły żadne pytania, nawet jedno słowo żalu, uskarżania się na los, tylko to jego brzmiące dorośle: tak, mamo, rozumiem”. Przyjęłaby krytykę bez usprawiedliwiania się, nawet nie próbowałaby tłumaczyć, bo na to nie ma – dopiero po latach to zrozumiała – wytłumaczenia, głupia gęś! Tak bardzo chciałaby, aby wreszcie zobaczył jej rodzinne miasto, jej dom. To nie będzie łatwe, znów posypią się plotki, ale do licha z nimi. Wszystko za późno. „Synku, gdzie jesteś…”.

–  Dlaczego tak długo stoimy? Nie widać tu żadnej stacji – wyrwał ją z zamyślenia głos kobiety stojącej przy oknie przedziału.

 Nie zauważyła, że pociąg się zatrzymał i nie rusza od dłuższego czasu.  Gdy opuściła szybę, do wnętrza wpadło zaskakująco chłodne powietrze, a wiatr zakręcił białym puchem, osrebrzając jej głowę. Romantycznie jednak nie było. Musiała przez tę zawieję mrużyć oczy, chcąc ogarnąć wzrokiem okolice, gdy wychyliła się przez okno. Zdała sobie sprawę, że stoją w szczerym polu, całym w śniegu, a przednie wagony wyglądają jak pług rozdzielający zaspy na boki.

– No cóż, mamy fest śnieżycę na początek listopada – stwierdziła fakt, zamykając okno.  Usiadła i spojrzała na zatrwożoną towarzyszkę podróży.

– Pani nie denerwuje się?

– Hm, nawet nie zauważyłam, że pada śnieg – odpowiedziała wciąż nie wzruszona sytuacją, nawet lekko się uśmiechając.

– Pani do śmiechu? – kobieta podniosła głos, jakby bliska irytacji.

– Tego nie powiedziałam.

– Może trzeba coś zrobić – ciągnęła pasażerka, nerwowo pocierając kolana obiema rękami.

– Może trzeba.

Andżelika wyszła na korytarz zapełniony pasażerami z pozostałych przedziałów. Wyczuwało się nerwowość, niektórzy przekrzykiwali się, jakieś dziecko płakało na rękach kobiety kręcącej się wokół własnej osi, trudno było zrozumieć, co wołano, taki podniósł się gwar.  Nagle ucichł. Przez tłum przeciskał się konduktor.

– Szanowne panie i panowie. Zapewne widzicie, co się dzieje za oknem. Niespodziewana śnieżyca zmusiła nas do zatrzymania pociągu. Nie widać zasypanych torów, światła lokomotywy drogi nie wyznaczą, silna zawieja utrudnia widoczność maszyniście, wycieraczki nie nadążają z odgarnianiem śniegu z szyb…

– Człowieku, nie opowiadaj nam tutaj wykładu o śnieżycy. Widzimy, co jest. Mów, co dalej – przerwał piskliwym głosem chudy jegomość.

– Pracujemy nad planem…

– Planować to sobie możecie wakacje, a teraz ściągajcie pomoc. Takie to trudne? – odezwał się ktoś zza jej pleców.

– Właśnie to robimy, nawiązujemy kontakt z posterunkami ruchu i najbliższym dyżurnymi – rzekł konduktor z trudem zachowując spokój. Nie mógł, a nawet nie chciał zwiększać napięcia, zwłaszcza że trudno przewidzieć dalszy rozwój sytuacji. Jego irytacja tylko dolałaby oliwy do ognia. 

– Chcemy sprawić, aby przetarto do nas drogę i albo pociąg ruszy, albo trzeba będzie zapewnić państwu inny transport, przynajmniej do najbliższej miejscowości. Nie ukrywam, że to może trochę potrwać. Prąd mamy i zapasu wody na tyle, że postaramy się szybko przygotować pasażerom herbatę i kawę – kontynuował.

– Niektórzy mogą być za chwilę głodni, nie każdy zabiera prowiant w podróż, nawet długą.  Może przynajmniej coś dla dzieci znajdziecie, jakieś batony na przykład – wtrąciła Andżelika.

– Sprawdzimy, ile jest zapasu kanapek w barze.  Nie zaproponuję ciepłych dań, bo musimy oszczędzać prąd, trzeba podtrzymać ogrzewanie.  Z tego powodu zmniejszymy też nieco jego moc.

– Mogę pomóc kanapki roznosić, herbatę też. Nie ma sensu, aby ludzie ustawiali się w kolejkę, będzie zator – ciągnęła.

– Mogę się dołączyć – znów odezwał się mężczyzna zza jej pleców.

– I my – dorzucili młoda kobieta, wyglądająca na 18 lat, z włosami jasnymi jak łan pszenicy, oczami niebieskimi jak chabry i jej towarzysz, zapewne o kilka lat od niej starszy, o bardzo ciemniej karnacji, z szalikiem owiniętym wokół szyi. „Cóż za przeciwieństwa” – pomyślała Andżelika.

Ustalili, że w każdym wagonie, a były tylko cztery (na tej trasie wystarczały), można utworzyć dwu, trzyosobowe pomocne zespoły – sprawdzą, komu koniecznie trzeba zapewnić przekąskę, a potem ją rozdadzą. Zajmą się też herbatą i kawą. Konduktor obiecał, że przydzieli dla każdego wagonu po dużym termosie z wrzątkiem, będzie łatwiej wydawać napoje.

To wyciszyło, przynajmniej na razie, emocje. Ludzie poproszeni o powrót do przedziałów nie sprzeciwili się, przekonano ich, że tak łatwiej poruszać się zespołom pomocy. Poza tym stłoczeni w korytarzach łatwiej poddawaliby się atmosferze napięcia i wzajemnie ją podsycali, co niczego by w sytuacji nie zmieniło, a tylko zwiększyło prawdopodobieństwo potencjalnych omdleń słabszych psychicznie osób.

Początkowo wszystko udawało się zorganizować bez przeszkód. Pozorny, ale jednak spokój, trwał tak długo, jak długo pasażerowie jedli kanapki. Jedli wszyscy, czy byli głodni, czy nie. To ich jednoczyło, pozwalało przez chwilę nie roztrząsać sytuacji, w jakiej się znaleźli, poza tym zdrowy rozsądek nakazywał choć trochę napełnić żołądek. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że od końcowego dworca dzielą ich jeszcze ponad dwie godziny podróży według planowego rozkładu jazdy, co nawet zgodnie z harmonogramem nie jest mało, ale teraz czas się zatrzymał.

„Dobrze, że to poranek” – przemknęło jej przez myśl, gdy niosła drugą herbatę starszej pani siedzącej w ostatnim przedziale wagonu.

– Kochanieńka, bardzo ci dziękuję – powiedziała staruszka, po czym zapytała, czy dużo dzieci jest w pociągu.

– Nie liczyłam, ale są.

– Jak myślisz, czy tych ciastek dla nich wystarczy? –  spytała kobieta, wskazując na sporych rozmiarów pudełko. – Chętnie rozdałabym je dzieciom, ale sama nie dam rady przejść przez wagony. Czy mogłabym ciebie, kochana o to poprosić?  Nie chcę nadużywać twojej pomocy, pewnie nie będzie okazji ci za nią odpowiednio podziękować, ale widzisz...  –  dodała, wskazując na swoją chorą nogę.

– Oczywiście, to żaden kłopot. Dzieci na pewno się ucieszą.

– Są smaczne, proszę mi wierzyć. Nie znam nikogo, kto by nie lubił herbatinków.

– Słucham? Co pani powiedziała?  

– Że są smaczne, naprawdę – odparła zdziwiona staruszka.

– Nie, nie to. Nazwała je pani…

– Ach, chodzi o herbatinki. Nie przejęzyczyłam się, to dzieci wymyśliły i już tak zostało – wyjaśniła kobieta, uśmiechając się.

Andżelika zaniemówiła i usiadła. Za dużo wrażeń jednego dnia, w głowie huczało od nadmiaru myśli, ale przecież nie mogła zostawić tej wiadomości bez wyjaśnienia. 

– Znam tę nazwę i doskonale znam smak. Są wyśmienite – zaczęła mówić spokojnym tonem. – Powiem wprost – kontynuowała – znam też ich historię i słyszałam, że nie były na sprzedaż, a recepturę znał tylko jeden człowiek…

– Jan – rzekła kobieta.

– Jan – Andżelika powtórzyła ze smutkiem, wzrok kierując za okno. – Jana już… nie ma, więc jak to się stało, że pani… – mówiła przygaszonym tonem, walcząc z emocjami i wewnętrznym żalem. Nie zamierzała zwierzać się obcej kobiecie, że nie dalej jak wczoraj pożegnała Marię, samotnie składając pęk róż na jej grobie, otulonym wiązankami kwiatów złożonych kilka dni wcześniej przez miejscowych żałobników. Na tym samym malutkim cmentarzu, gdzie od dawna spoczywa Jan, czego z pewnych powodów mogłaby być jeszcze długo nieświadoma. Los dał jej jednak teraz szansę na to, by móc czegoś więcej dowiedzieć się, więc spojrzała pytającym wzrokiem na nieznajomą i zawiesiła głos.          

– Kochana, to żadna tajemnica. Moja wnuczka tak je lubiła, a Jan tak lubił moją wnuczkę, że kiedy zaczął niedomagać, a ona go wtedy codziennie odwiedzała, aby pomóc obsługiwać gości, postanowił ulec jej prośbie i nauczył piec ciasteczka.  Jak go do tego przekonała, nie wiem, ale – jak mi wyznała – obiecała, że nikomu nie zdradzi przepisu, może kiedyś swojej wnuczce, i że nigdy od nikogo nie weźmie za nie nawet grosza. Słowa dotrzymuje, piecze dla mamy, taty, dzieci sąsiadów, na pikniki i zawsze rozdaje, nigdy nie sprzedaje.  Dziś mnie obdarowała. Powiedziała: babciu, podróż ci przyjemniej minie.

– Mówi pani, że codziennie tam przychodziła.

– Tak, ona taka uczynna. Widziała, że Jan został sam, schorowany i pomagała w barze. Namawiała do tego też inne koleżanki i kolegów, nie odmawiali. Jakby mogli – kontynuowała staruszka, wyraźnie dumna ze swojej wnuczki.

– Został sam.

– Rózia opowiadała, że pomaga, bo Ludek, czy Rudek – jakoś tak nazywała chłopca mieszkającego u Jana – musiał gdzieś wyjechać. Chyba jeszcze nie wrócił. Dziwne, podobno bardzo kochał Jana, więc…. Nie wiem, o co chodzi, zresztą to nie moja sprawa. W każdym razie moja wnusia jest bardzo dumna z tego, że tylko ona poznała recepturę.

–  Chyba całą noc piekła te ilości – Andżelika wskazała na pudełko, aby przerwać tę trudną dla niej rozmowę.

– Nie wiem, czy całą, ale na pewno w nocy, przecież to tajemnica – uśmiechnęła się kobieta, jakby nie dziwiły jej pytania Andżeliki.

Jednak w końcu spytała.

– Ale, ale… czy mogę wiedzieć, jak ty, kochana, poznałaś smak tych ciasteczek? Widzę cię pierwszy raz, a w każdym razie nie przypominam sobie.  Nie mieszkasz chyba w naszej mieścinie. Raczej bym wiedziała, ona taka mała.

– Kiedyś, dawno to było i krótko. Pewnie nie miałyśmy okazji się spotkać – odpowiedziała Andżelika, podnosząc się do wyjścia. – Pójdę już częstować dzieci, skoro pani taka uprzejma.

– Oczywiście, oczywiście, dziękuję.

cdn.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
ivonna · dnia 02.07.2024 21:39 · Czytań: 158 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Kazjuno dnia 04.07.2024 19:59
Ciekawie,Ivonno, się to czyta. Cofnąłem się do poprzedniego odcinka i dopiero w powyższym dowiedziałem się, że kobieta w ciąży i życiowym impasie ma na imię Andżelika.
Więc ponowny zwrot akcji, przeskok lata do przodu. Pomysłowym zabiegiem było rozpoczęcie ważnej rozmowy ze staruszką przez nawiązanie do smakowitych herbatinek.

Cytat:
– rzekł kon­duk­tor z tru­dem opa­no­wu­jąc spo­kój.


Powyższe zdanie powinno raczej brzmieć: – rzekł kon­duk­tor z tru­dem opa­no­wu­jąc niepokój. (Po co opanowywać spokój)?

Czasem miałem kłopot czytając dialogi. Brakowało mi wyraźnego określenia, czy mówi staruszka, czy Andżelika?

Czekam na ciąg dalszy,

pozdrawiam, Kaz

PS Sorry, zapomniałem dać bardzo dobrej oceny.
ivonna dnia 05.07.2024 15:34
Dzięki Kaz,

Andżelika to jedna z głównych postaci. Pojawia się już w pierwszej części i to na samym początku:), a przez fakt, że muszę dzielić opowieść na kawałki, by ją tu prezentować, nie zamęczając czytelnika długimi odcinkami, faktycznie może wystąpić pewien kłopot w ich lekturze. Nic nie poradę ;), że tak jest ta historia zbudowana.
Tym bardziej dziękuję, że dodatkowo poświęciłeś czas na sięgnięcie do poprzedniej części rozdziału "Nie tak miało być". Nawet celowo tę trzecią odsłonę opatrzyłam adnotacją, że to jego dalszy ciąg.

Dziękuję też za wskazanie potknięć. Niedoróbki pójdą do poprawki

z weekendowymi pozdrowieniami
ivonna
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Wiktor Orzel
23/07/2024 11:23
tutaj poprawnie będzie niczego niewarte Ten… »
mike17
20/07/2024 17:15
Jarku, dobra mineta nie jest zła i warto ją uskuteczniać :)»
Jaaga
20/07/2024 09:12
Cóż, egzystencja jesiennej muchy nie do pozazdroszczenia.… »
Jaaga
20/07/2024 09:07
Berele, twój komentarz jest sam w sobie czymś pięknym dla… »
Berele
20/07/2024 08:30
Muszę się przyznać do tego, że z wielką przyjemnością… »
Berele
20/07/2024 08:13
Bardzo ładne "Czy pewnego razu nie wystygnie,"… »
Berele
20/07/2024 07:54
Jest to wiersz z pomysłem i ma bardzo klarowny, mądry wyraz.… »
Yaro
19/07/2024 21:39
Jesteś wybitnie stary doskonały:) Sztuka minety jak sztuka… »
Dar
18/07/2024 19:50
Kiedy pojawia się strach dobrze mieć wsparcie ze strony… »
mike17
18/07/2024 19:44
Sztuka robienia dobrej minety to już wyżyny. Oralny Bill… »
mike17
18/07/2024 19:35
Skroplami, lubię wzruszać i spełniam się w tym. co więcej,… »
Dar
18/07/2024 18:58
Jeśli erotyka jest powiązana z językiem miłości to wywołuje… »
Jaaga
18/07/2024 17:56
Dla mnie jest to wiersz erotyczny i podoba mi się.… »
Jaaga
18/07/2024 17:26
Dla mnie świetne. Perspektywy, rozwój, potem upadek. Co… »
Jaaga
18/07/2024 16:22
Bardzo dziękuję skroplami za pochylenie się nad moim… »
ShoutBox
  • Gramofon
  • 19/07/2024 19:56
  • Dziękuję bardzo Jago, a jakby ktoś nie chciał oglądać na facebooku to jest też już na youtube [link]
  • Jaaga
  • 19/07/2024 14:37
  • Powiem, Gramofon, że poeta jesteś pełną gębą i zaczynasz, jak nie przymierzając, Charles Bukowski, on też był listonoszem. Zrobił na mnie wrażenie zwłaszcza wiersz o dociskaniu. Pozdrawiam
  • Gramofon
  • 18/07/2024 17:51
  • Poproszę o feedback bo znajomi to wiadomo, poklepują po plecach :)
  • Jaaga
  • 18/07/2024 17:32
  • Gramofon, właśnie słucham jak czytasz.
  • Gramofon
  • 18/07/2024 16:44
  • siemanderrro. Jakby ktoś chciał posłuchać jak czytam wiersze i to przedpremierowo przy akompaniamencie gitary to zapraszam [link]
  • Jaaga
  • 18/07/2024 16:38
  • Zapraszam też do siebie, przygotowałam kilka nowych rzeczy, mam nadzieję, że się spodobają i porządnie je skomentujecie. Kształtuję się pod waszym okiem.
  • Jaaga
  • 18/07/2024 16:34
  • Po długiej nieobecności witam Wszystkich. Zaraz kogoś skomentuję. Już dawno nie miałam czasu, żeby tak sobie usiąść i poczytać.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty