Sierżant usiadł,
a po nim pozostali. Na nich też wódka zaczęła działać rozluźniająco.
- No co tam, uśmiechnij się Łuki! Zobaczysz, pogonimy skurwysynów za Kursk, to i bawić się będziemy, a ciebie ożenimy, wyprawimy wesele, tak po naszemu, tydzień nie wytrzeźwiejesz. A ty Vitia co? Na pewno kocha! Widzisz szalik ci przekazała, czyli martwi się o ciebie, może się i boczy ale kocha. No panowie, głowy do góry, nie lubię smutasów! - niemal wykrzyknął.
- Dobra, dobra szefie. To mam nadzieję wszystkie „dobre wiadomości”? – Simon jeszcze miał wątpliwości. Dowódca popatrzył na niego z pode łba i rzekł – Jak już takiś ciekaw, to rano po warcie pójdziesz z Georgijem do Andrieja, przekażecie im rozkazy i sprawdzicie, jak sobie radzą, może im czegoś trzeba.
- Nic im nie trzeba, już by tarabanili! Może i źle ale wytrzymają jak zawsze, choćby mieli się wysadzić…
- Nie pleć Simon! Nie pleć! Jakie wysadzić! Jeszcze jeden bohater potrzebny! Będziesz u niego, to pamiętaj – mają się wycofać, gdyby napór był zbyt duży lub brakowało amunicji. I wysadzenie PUSTYCH umocnień, dopiero przy cofaniu. Gieorgij przypilnujesz, by taką wersję usłyszeli, a Andriej niech zda szczegółowy raport. A teraz Łuki i Fiedia spać, Vitia zostajesz, pozostali na „służbe” – stanowczo dowódca pokazał, kto tu jeszcze rządzi.
- Ale szefie! Daj chwilę razem posiedzieć, pogadać, dawno nie było okazji, że… - nie dokończył Fiedia.
- Dobra – pojednawczo i już spokojniej odezwał się sierżant – nie popatrzyłem na zegarek, macie jeszcze pół godziny ale potem bez dyskusji.
I tak wszyscy razem i z osobna kontynuowali rozmowę, jakby tam, na zewnątrz, za kilkoma wiszącymi kocami i plandekami maskującymi, nie było złego świata, tylko ich mała społeczność – zżytych ze sobą towarzyszy broni. Zresztą od broni zaczęli, żartując sobie ze „składaka”, jak go nazywali – karabinka SWD, z którym Łuki się niemal nie rozstawał. Dla niego Dragunow był symbolem i pamiątką – symbolem niezłomnego oporu, cywilnej ludności Ukrainy, a pamiątką po starym leśniczym, który mu go dał, nie mogąc już patrzeć, jak męczy się ze starym Mosinem. To on zauważył talent Fiedi i Łukasza i to, jak się uzupełniają ale przede wszystkim świetne „oko” Polaka. Staruszek wiele ich nauczył, niestety sam dosłownie tracąc głowę, gdy za bardzo się wychylił, by sprawdzić efekty udzielanych lekcji. Dragunow, chociaż wysłużony, we właściwych rękach był nieocenionym narzędziem mordu lub egzekucji, jak woleli myśleć ukraińscy obrońcy. I chociaż wciąż obiecywali im nowe karabinki, także snajperskie, że wkrótce przyjdą, to Łuki i tak odgrażał się, że swojego nie odda.
W końcu wśród mnogich tematów, jeden objął panowanie – zbliżające się święta. To miały być pierwsze wspólne Św. Bożego Narodzenia dla katolików i grekokatolików, a także prawosławnych obywateli Ukrainy, po oderwaniu się od Patryjarchatu Moskwy. Wspomnienia wigilijnego stołu, rodziny, choinki, życzeń, prezentów, potraw, na chwilę przeniosło ich daleko, do tych szczęśliwych miejsc, których albo już nie ma albo do których ciężko będzie wrócić, jak Łukaszowi. To on właśnie rozpoczął spór o wigilijny barszcz, jaki robiła jego mama.
- Krwistoczerwony, nie za ciemny i nie za jasny, z paroma grzybkami, tylko na wywarze warzywnym z utartymi buraczkami, bez tłuszczu. Czasem mama dodaje oprócz przypraw, jak sól i pieprz trochę soku z cytryny. No i oczywiście, do przecedzonego i klarownego barszczu, obowiązkowo są uszka – takie pierożki z grzybami i cebulką.
- A u nas na Litwie też barszcz jest czerwony od buraczków, tylko ciemniejszy, bo dużo grzybów i wywaru z grzybów oraz trochę oliwy. Mama, jak nakłada to robi takie koło ze śmietany, posiekaną pietruszkę i do tego gotowane osobno ziemniaczki. Pierogi są oddzielnym daniem, a barszcz jest ciemniejszy niż w Polsce i bardziej grzybowy. A niektórzy to jako chłodnik podają ze śmietaną ale to co innego – pochwalił się Vitautas.
-Białoruski barszczyk prawie jak u was obu na wołowych kościach z dodatkiem smalcu i koncentratu pomidorowego ale niedużo i zagęszczony mąką. Do tego gotowane mięsko lub parówki, jak nie ma mięsa – nie chciał być gorszy Greorgij
- Ja to chyba się powinienem zamknąć, bo Rosjanie od lat się kłócą z Ukraińcami o „prawa autorskie” do tej zupy. Od lat też świąt żadnych nie obchodziłem, tak po waszemu. Powiem tylko i was pogodzę, że zjadłbym każdy i w każdej wersji barszcz, jaki mi podacie, bo tego sztucznego żarcia mam dość – rzucił Simon, na co reszta zaczęła, przekrzykując się, zachwalać swoją wersję i obiecywać że go po królewsku u siebie ugoszczą. Spór zakończył niespodziewanie inny cichy głos:
- Moja, to jak i matka śmietany nie żałowała, do barszczu zawsze bób albo gruba fasola. Córka to więcej jeszcze tej śmietany kładła, żeby gorący nie był. Moja Roksanka, moje słoneczko… – niemal popłakał się przygarbiony teraz dowódca. Wszyscy umilkli, a wychodząc poklepali szefa po ramieniu współczująco, wiedzieli co czuje, znali historię rozerwanych ciał. Został przy nim Vitalij – Już dobrze stary, wiesz że nie chcieliśmy.
- Wiem ale to tak niemiłosiernie boli Vitia – już się nie hamował.
- Nie ma już chłopaków, musimy pogadać – Litwin zapanował nad emocjami.
- O czym chcesz gadać, czy coś się stało – błyskawicznie opanował się dowódca.
- Widzisz Michaił(jako jedyny pozwalał sobie tak zwracać się do przełożonego), coś nie daje mi spokoju, coś nieokreślonego. Przyglądałem się Łukiemu… W jego oczach i słowach o barszczu, o…
- Domu? – dokończył sierżant.
- Tak, to też! Nie wiem, może to zmęczenie, trochę wódka, a może on po prostu ma dość i chce…
- Zginąć?
- Nooo!
- Daj spokój, nie on? Każdy z nas ale nie on! – pokręcił głową z niedowierzaniem dowódca – Jednak może masz rację, on jest zmęczony i to bardziej niż my, o wiele bardziej. Te wszystkie twarze, które wyraźnie widzi w celowniku… tego swojego grata. Wyślę go na tyły, niech odpocznie ale Fiedia zostanie. Nadarza się okazja, zupełnie zapomniałem – przyszły nowe snajperki z Niemiec, czy Polski, może spotka rodaków albo wreszcie zadzwoni do rodziców i się uspokoi. No właśnie odbierze nowy karabin, nową zabawkę, to go zajmie.
- Dobra myśl! Jednak, jak go znam, łatwo nie będzie. A i tak nie zabieraj mu Dragunowa, może później sam go odda koledze.
- Wiem, nie zabiorę.











Ale oby. 

Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt