Fragment trzeci
Pod osłoną nocy
Omijając Pacanów Kacper już w pojedynkę idąc lasami zmierzał do linii kolejowej w okolicy Szczucina. Nie miał przy sobie żadnej mapy. Chowając się w lesie podczas dnia obserwował słońce i mech na pniach drzew, aby określić właściwy kierunek. Po czterech dniach skończyło mu się jedzenie i woda. Był głodny, zmęczony i chyba chory, gdyż pot nieustannie zalewał jego czoło. Stracił orientację w terenie. Postanowił podejść do najbliższych zabudowań i poprosić o pomoc. Strach paraliżował ruchy Kacpra, a pierś bolała coraz bardziej. Rana otwarła się i założony opatrunek przez niemieckiego lekarza przesiąknięty był krwią. Wachmistrz stawał się coraz słabszy. Musiał zaryzykować. Podszedł do jednej z chat. Nad drzwiami zauważył tabliczkę z nazwą wsi — Zabrnie. Uśmiechnął się sam do siebie:
— Gdzie ja zabrnąłem? — pomyślał Kacper — opierając się o ścianę drewnianego domu.
Po chwili osunął się na kolana i upadł. Psy szczekały niemiłosiernie i budziły ludzi w okolicznych domach. Ktoś otworzył drzwi. Kacper już tego nie pamięta, kto to był, bo zemdlał z bólu. Kiedy się obudził, był w izbie z małymi okienkami, przez które wpadały pojedyncze promienie słońca. Rozejrzał się. Leżał na dużym drewnianym łóżku z delinami, obok kaflowego pieca. Jego ubranie leżało na długiej drewnianej ławie. Pierś przewiązaną miał jakimś niezbyt czystym prześcieradłem, ale nie krwawił. Nie mógł dostrzec swojego worka na zboże, w którym znajdował się jego ułański mundur. Bał się jednak zapytać. Nie chciał nikomu zdradzić, kim jest. W izbie były dwie kobiety. Starsza i młodsza, chyba matka z córką. Mężczyzn nie było
— Jaki mamy dzisiaj dzień? — zapytał cichym głosem Kacper
— Środa — odpowiedziała młodsza z kobiet.
— Mnie chodzi o datę — uściślił wachmistrz w cywilnym ubraniu.
— Trzynasty września — powiedziała starsza z pań.
— Długo tu jestem? — dopytywał Kacper.
Kobieta spojrzała na kalendarz:
— Trzeci dzień, przyszliście w niedzielę w nocy.
Kacper ze zdziwieniem spojrzał na kobietę.
— Przyszliście? Z kim? Ja byłem sam. Nie pamiętam, jak tu dotarłem. Gdzie mój worek na zboże?
— Nie mieliście nic ze sobą — odpowiedziała gospodyni domu.
— Dziwne — powiedział Kacper — nie rozumiejąc, co się stało z jego mundurem — dałbym głowę, że miałem ze sobą worek.
Kobieta z zaciekawieniem spojrzała na wachmistrza.
— Tak wam zależy na tym worku? W stodole mamy kilka starych, to przyniosę. Wybierzecie sobie jakiś lepszy.
Kacper nic nie powiedział, bo zrozumiał, że kobieta nie ma zielonego pojęcia, o jakim worku on mówił. Położył się na twardym łóżku i starał się zasnąć. Sen jednak nie przychodził. Odwrócił się na bok i obserwował izbę.
W tej chacie nie było podłogi ani elektryczności. Ciepło dawał duży kaflowy piec z szabaśnikiem. Światło zaś lampa naftowa. W izbie stało jeszcze jedno łóżko, na którym sypiały obie kobiety. W kącie izby duża drewniana szafa i kufer na odzież. Obok pieca na ścianie wisiały patelnie i garnki. Jakiś stolik pod oknem i kilka krzeseł.
— Same mieszkacie w tym domu? — zapytał Kacper.
Pytanie najwyraźniej zaskoczyło kobiety, bo przez chwilę milczały. Po chwili jednak młodsza z kobiet oznajmiła.
— Z tatą. Jest na wojnie.
Kacprowi zrobiło się głupio. Ojciec tej dziewczyny walczy za nasz kraj, a on wyleguje się w jego łóżku.
— Przepraszam, nie wiedziałem — odpowiedział Kacper.
Podniósł się z łóżka i sugerował, że musi już iść. Poprosił o swoje ubranie. Starsza z kobiet podeszła do niego i powiedziała:
— Źle wam tu? Wyzdrowiejecie, to pójdziecie, a teraz leżcie. Okolica tutaj spokojna, z dala od ludzi. Nas prawie nikt nie odwiedza, będziecie tutaj bezpieczni.
Młodsza kilkunastoletnia dziewczyna miała chyba inne zdanie na ten temat, bo tylko pokręciła głową. Nic jednak nie powiedziała, jakby bała się sprzeciwić się matce.
Dni mijały. Kacper pielęgnowany przez Zuzannę powoli wracał do sił. Rana ładnie się goiła. Był w tym domu już prawie dwa tygodnie. W sobotę wieczorem Zuzanna wysłała Zosię do swojej siostry Leokadii po jajka i ser. Planowała upiec ciasto na niedzielę. Zośka wyszła, ale nie poszła do ciotki. Stanęła za wysoką studnią z daszkiem i zaczekała na rozwój wydarzeń. Podejrzewała, że Zuzanna celowo pozbyła jej się z domu. Obserwowała przez ostatnie dni swoją matkę, jej zachowanie wobec Kacpra i widziała jak on na nią patrzył. Nie była już dzieckiem i rozumiała te zachowania. Postanowiła zostać i przekonać się, czy miała rację.
Mniej więcej po godzinie od wyjścia Zośki Zuzanna przygotowała dla Kacpra nowy opatrunek. W małej miedniczce miała ciepłą wodę, którą delikatnie przemywała ranę po kuli. Najwyraźniej sprawiało jej to przyjemność. Kacper nie protestował. Leżąc na łóżku wpatrywał się w kołyszące, okazałe piersi Zuzanny, raz za razem wymykające się spod niedopiętej bluzeczki. Zauważyła to. Uśmiechnęła się. Prawą ręką przecierała miejsce rany, a lewą błądziła po zarośniętym torsie Kacpra. Podobał się jej. Pieszczoty Zuzanny sprawiły, że Kacper poczuł nagle napływ sił witalnych i zapragnął seksu. Przyciągnął kobietę do siebie i zaczęli się kochać.
Zośka to wszystko widziała. Oni zapewne jej nie, bo byli zbyt zajęci sobą. Wróciła do domu późno wieczorem i położyła się spać. Rano Zuzanna wybrała się do kościoła, ale sama, bo Zośka niespodziewanie poczuła się źle, miała gorączkę. Pozostała w domu. Odczekała jakieś pół godziny i cichutko wsunęła się pod koc Kacpra. Zaczęła go dotykać.
Rozespany mężczyzna na początku sądził, że ma do czynienia z Zuzanną i przytulił ją czule. Szybko jednak zrozumiał, że to ktoś inny. Poderwał się na równe nogi krzycząc:
— Dziecko, co ty wyprawiasz! Wynoś się! Mógłbym być twoim ojcem!
Zosia podniosła się z posłania i wykrzyczała:
— Pożałujesz tego!
Kacper długo nie mógł dojść do siebie. Przypomniał sobie o Barbarze, swojej żonie. Nigdy nie był święty. Prawdę powiedziawszy, to zanim poznał Barbarę prowadził raczej hulaszczy tryb życia. Jedynymi wartościami, którym hołdował były: Bóg, Honor i Ojczyzna. W jego kodeksie moralnym nie było nic na temat wierności. Miał słabość do pięknych kobiet i chyba ze wzajemnością. Znał ich wiele, różnych pań, ale dzieci? — bez przesady. To wstrętne.
Zastanawiając się, jak to powiedzieć Zuzannie, czy w ogóle jej o tym powiedzieć, co się przed chwilą stało, zupełnie zapomniał o Zośce. Nie zauważył nawet, jak wybiegła z domu.
Zofia na rowerze pojechała do Szczucina, bo wiedziała, że tam znajdzie Niemców. Niecałe dwa tygodnie wcześniej wymordowali tam polskich jeńców wojennych, uchodźców ze Śląska oraz tamtejszych Żydów. Prawie osiemdziesiąt osób. Poza tym w Szczucinie była kolej i dworzec, których przez dzień i noc pilnowali żandarmi. Wiedziona chęcią zemsty na Kacprze Zosia postanowiła go wydać. Już na obrzeżach miasta spotkała pierwszy patrol niemiecki i zatrzymała ich. Powiedziała, że do ich domu wdarł się jakiś nieznany, chyba ranny mężczyzna i prosi ich o pomoc, a ona się go boi.
Niemcy zareagowali błyskawicznie i podążyli za jadącą na rowerze dziewczyną. Po godzinie byli już na miejscu. Otoczyli dom i rozkazali Kacprowi wyjść z podniesionymi rękami na zewnątrz, inaczej całe obejście puszczą z dymem.
Kacper się nie opierał. Wiedział, że nie żartują. Doskonale znał język niemiecki i rozumiał każde ich słowo. Zuzanna stała jak wmurowana. W jej oczach pojawiły się łzy, cała się trzęsła. Spojrzała na córkę. Zosia uśmiechała się. Kiedy Kacper przechodził obok niej, powiedziała:
— Mówiłam, że pożałujesz?
Kacper spojrzał na młodą dziewczynę i powiedział:
— Niech ci Bóg odpuści ten grzech.
Nagle dotarło do Zuzanny, że to za przyczyną Zosi Niemcy otoczyli ich dom.
— Córciu, jak mogłaś? Coś ty najlepszego zrobiła?
— Mamuś, on mnie chciał zgwałcić, jak ty poszłaś do kościoła. To dezerter, bandyta i obleśny typ — ma to, na co zasłużył — mówiła Zosia, starając się przedstawić Zuzannie własną wersję wydarzeń.
— Nie wierzę, po prostu Zosiu ja tobie nie wierzę — powiedziała Zuzanna i spojrzała na Kacpra. Jak mogłaś wydać rannego człowieka?
— Jak ja mogłam go wydać? — pytasz mnie matko — a jak ty mogłaś się z nim pieprzyć w łóżku mojego ojca? Może ojciec żyje i wróci do domu, co mu wtedy powiesz? Byłam miłosierną Samarytanką i niosłam pomoc nieznajomemu ogrzewając go własnym ciałem, to mu powiesz?
Na dowód tego, że Kacper jest dezerterem z polskiej armii dziewczyna przyniosła Niemcom worek z mundurem ułańskim Kacpra. Sama schowała ten worek do sąsieka na zboże tamtej nocy. Dziś przekazała go faszystom jako dowód jego winy. Zuzanna nawet o tym mundurze nie wiedziała.
Niemcy widząc rangę wachmistrza, pozwolili Kacprowi założyć mundur i odprowadzili go do punktu zbornego dla jeńców wojennych w Szczucinie. Kilka dni później Kacper wraz z innymi jeńcami został wywieziony do Niemiec, w okolice miasteczka Mühlberg/Elbe w Saksonii, na wschód od rzeki Łaba i około 50 km na północ od Drezna.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





- ze Stachurą ta szczęśliwa Wyspa… »
Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt