Nie do pary - Fragment jedenasty - Janusz Rosek
Proza » Obyczajowe » Nie do pary - Fragment jedenasty
A A A

Fragment jedenasty

 

Dobromir

 

Sponiewierany i zastraszony przez Bożydara Kacper nawet słowem nie wspomniał o tym, co go spotkało. Unikał zięcia i zastanawiał się, czy jego córka jest bezpieczna?

 — Co by było, gdyby to ona odkryła jego tajemnicę? Też by jej groził śmiercią? Może by ją zostawił z małym dzieckiem i odszedł do innej kobiety? Może by się mścił na niej, robiąc krzywdę jej rodzicom, czyli jemu albo Barbarze? Strach pomyśleć.

 

Myśli kotłowały się w głowie Kacpra. Z obawą spoglądał na Ojcumiłę, kiedy nieświadoma nocnych wojaży Bożydara przytulała go i całowała czule na pożegnanie. Tak bardzo chciał jej powiedzieć całą prawdę, ale bał się konsekwencji swoich słów. Poza tym nie uwierzyłaby mu. Kochała Bożydara. Nie pozwoliłaby powiedzieć na niego złego słowa. Ufała mu. Lada dzień miała rodzić.

Bożydar zachowywał się jak przykładny mąż. Opiekował się Ojcumiłą, dopytywał o zdrowie, o ruchy dziecka, o termin rozwiązania. Przywoził jej drogie prezenty i biżuterię. Dbał o nią. Nic nie wskazywało, że jest złym człowiekiem. Za każdym razem, kiedy Kacper był w pobliżu zięć przytulał jego córkę i z szyderczym uśmieszkiem spoglądał w stronę teścia, jakby chciał mu przypomnieć o nocnej pogawędce.

Z końcem marca 1968 roku na świat przyszedł ukochany syn Ojcumiły i Bożydara — Dobromir. Duży, zdrowy chłopak stał się oczkiem w głowie rodziców i dziadków. Nie zostawiali go bez opieki nawet na chwilę. Barbara pomagała córce w kąpaniu, przebieraniu i usypianiu dziecka. Tak naprawdę jedynym obowiązkiem Ojcumiły było karmienie Dobromira. Naturalny pokarm matki najwyraźniej dobrze wpływał na rozwój dziecka, bo rosło szybko i było zdrowe. Od pierwszych dni jego życia rodzice kupowali mu piękne, drogie ubranka i zabawki, jakby chcieli oznajmić całemu światu, że ich synowi nigdy niczego nie zabraknie, nawet ptasiego mleczka. To jest ich skarb i dla niego zrobią wszystko, aby czuł się kochany i szczęśliwy.

Barbara bardzo chętnie opiekowała się maluchem, odciążając córkę, dzięki czemu Ojcumiła i Bożydar mogli wychodzić w gości, do kina, do teatru czy do opery. Żyli, na poziomie jakiego nigdy nie zakosztowali ich sąsiedzi, a nawet znajomi. Kacper z czasem zaczął wierzyć, że Bożydar się zmienił i że teraz rodzina dla niego jest najważniejsza. Obserwując zachowanie zięcia wobec córki i wnuka miał nadzieję, że wszystko, o co podejrzewał Bożydara należy już do przeszłości i że się nie powtórzy. Cieszył się, że powstrzymał swój język za zębami i nie zniszczył udanego małżeństwa.

 — Co było minęło, trzeba żyć dalej. Nie ma co wracać do niechlubnej przeszłości — mówił sam do siebie — ludzie się zmieniają. Trzeba im tylko dać drugą szansę.

Lata mijały. Dobromir rósł jak na drożdżach. Jego rodzice Ojcumiła i Bożydar Kozłowscy chcieli mu nieba przychylić. Dziadkowie obsypywali go prezentami. Żył jak mały książę. Inne dzieci zazdrościły mu. Dobromir był jedynakiem i samotnikiem. Bawił się swoimi drogimi zabawkami sam. Nikogo do zabawy nie zapraszał, bo bał się, że inne głupie dzieci mogą mu coś zepsuć albo – co gorsza – ukraść.

Jednego razu przyszedł do niego Wacek i chciał układać kolorowe klocki. Były to duże drewniane sześciany z namalowanymi postaciami z bajek na każdej ze stron. Po rozsypaniu należało dopasować małe fragmenty obrazków do siebie, tak aby powstał jeden duży obrazek. Wacek nie umiał tego zrobić, więc Dobromir rozzłościł się i uderzył go w twarz. Wacek nie był mu dłużny i również dał mu w pysk. Kiedy zapłakany Dobromir pobiegł się pożalić babuni Wacek zabrał z jego izby nakręcanego zająca i uciekł do domu. Tam z braćmi bawili się tym zającem aż do wieczora. Była to naprawdę ciekawa zabawka. Po nakręceniu kluczykiem stawiało się zajączka na stole a on przemieszczając się do przodu dzwonił zamocowanymi do łapek metalowymi talerzami uderzając jeden o drugi.

Nigdy wcześniej bracia Taborscy takiego nie widzieli. Próbowali go schować przed rodzicami Dobromira, ale po zagrożeniu im wezwaniem Milicji oddali. Zabawka musiała być droga. Dobromir miał wiele takich zabawek, ale ani jednego przyjaciela, ani jednego kolegi. Musiało mu być przykro. Dzieci unikały go, bo był gburem. Rodzice jednak nie przejmowali się tym. Sądzili, że prezenty, ładne ubrania i wycieczki zrekompensują mu chwile samotności. Mylili się. Chłopak z każdym dniem stawał się coraz bardziej samotny. Szukał kolegów na siłę.

Izolowany przez rodziców od otoczenia stawał się zgorzkniały i agresywny. Zaczepiał i bił inne dzieci za to, że nie chciały się z nim bawić. One uciekały. Otoczony mnóstwem wspaniałych, drogich rzeczy był jednak bardzo ubogi. Złościło go to, że inne dzieci potrafią się śmiać, żartować i bawić byle czym. Teraz to on zazdrościł innym dzieciom swobody i wolności. Brakowało mu przyjaźni, serdeczności, a nawet zwykłych wygłupów. Pieniądze można mieć i to nie jest nic złego, ale nie wszystko za pieniądze można kupić. Na pewno nie kupi się za nie prawdziwej przyjaźni.

Obserwując Dobromira, rodzice zrozumieli, że zabawki nie zastąpią mu kolegów. Postanowili mu pomóc w zdobywaniu uznania i przyjaźni okolicznych dzieciaków. Zakupili rzutnik do przezroczy i kilkanaście filmów z bajkami dla dzieci. Zaprosili dzieci sąsiadów na niedzielne popołudnie na pokaz bajek. Ojcumiła zawiesiła białe prześcieradło na dużej szafie gdańskiej i przygasiła światło w izbie. Bożydar włączył rzutnik i rozpoczął się pokaz.

Dzieci czekały w ogromnym skupieniu. Nigdy wcześniej żadne z nich nie widziało czegoś podobnego. Nikt w tej okolicy nie miał wtedy telewizora, a w niektórych domach nie było nawet prądu elektrycznego. Zapadła cisza. Na ekranie z prześcieradła pojawił się obraz. Dzieci wrzasnęły, bo przed nimi stanął wielki wilk z ogromnymi zębami. Niektóre uciekły. Pozostałe czekały w napięciu.

Mama Dobromira czytała głośno bajkę powoli przesuwając kolejne kadry filmu. Kiedy pojawił się napis „koniec” wszyscy krzyczeli „jeszcze, jeszcze”. Dobromir również bawił się doskonale. Widząc radosne oblicze syna rodzice postanowili kontynuować te seanse i zapraszać co tydzień jego nowych kolegów i koleżanki. Dzieci bardzo chętnie przychodziły do domu Dobromira i z czasem ich izba wyglądała jak jakieś przedszkole, pełne uśmiechu, radości i niekłamanej serdeczności.

Dobromir był szczęśliwy. Miał grono prawdziwych przyjaciół, którzy coraz częściej odwiedzali go i bawili się z nim. Nikt wtedy nie zastanawiał się nad tym, czy ich zachowanie wynikało wyłącznie z wyrachowania i chęci doświadczenia czegoś nowego, czego nie mogli mieć we własnych domach, czy też faktycznie polubili Dobromira. Ważne było, aby przełamać jego nieufność do innych dzieci i pokazać, że w grupie można naprawdę ciekawie spędzać czas. To im się wtedy udało.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Janusz Rosek · dnia 02.07.2025 08:57 · Czytań: 206 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
16/03/2026 19:56
Dziękuję! »
x.jdx
16/03/2026 09:52
Afrodyto, dziękuję za tak uważne czytanie. Cieszę się, że… »
gitesik
15/03/2026 15:46
Juda z Kariotu był skarbnikiem apostołów. Dzięki temu… »
nicekk
15/03/2026 15:18
Zawsze zastanawiam się, czy takie zestawienie natury,… »
gitesik
15/03/2026 15:03
Dziękuję Afrodyta za wspierający moją twórczość komentarz.… »
Afrodyta
15/03/2026 10:15
Niepokojący tekst, historia zbudowana jakby na nieustającym… »
Afrodyta
15/03/2026 10:04
Poruszający wiersz, w którym podmiot liryczny staje się… »
Afrodyta
15/03/2026 09:57
Czyta się jednym tchem i nie da się od tekstu odwrócić… »
lens
13/03/2026 23:02
A mnie zastanawia skąd wiesz, że w gabinecie... Dzięki że… »
retro
11/03/2026 23:39
Przepraszam, że tak późno wrzucam komentarz, ale musiałam… »
retro
06/03/2026 21:23
Mógłby to być amstaff »
spawngamer
06/03/2026 19:39
Początek brzmi jak wstęp do horroru o psychopacie do słowa -… »
Florian Konrad
05/03/2026 19:32
Dziękuję za super komentarz! »
valeria
04/03/2026 13:33
Myślę, że każdy po swojemu interpretuje:) spoko, moja wiosna… »
Mahen
04/03/2026 09:19
Bo z krytykowaniem jest jak z pisaniem wierszy. Trzeba to… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 03/03/2026 11:35
  • Gratulacje! Wrzuciliśmy newsa!
  • Zbigniew Szczypek
  • 01/03/2026 13:50
  • Janusz - serdecznie Ci gratuluję sukcesu wydawniczego i gorąco pozdrawiam - Zbyszek ;-}
  • Janusz Rosek
  • 01/03/2026 09:15
  • Witam wszystkich bardzo gorąco. Chciałbym przekazać Wam, że od dnia 18 marca 2026 roku na rynku wydawniczym dostępna będzie moja książka "Cień nad Wieliczką" w wersji drukowanej. Pozdrawiam.
  • Darcon
  • 15/02/2026 18:12
  • Hej, Wszystkim w ten zimowy wieczór! Właśnie zamieściłem wyniki konkursu "Malowanie słowem"! Czytajcie, gratulujcie i przyjmujcie gratulacje od innych. :) Pozdrawiam.
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:56
  • Niestety, z tych reklam Portal się utrzymuje, ale spróbujemy je wykluczyć tak, żeby nie utrudniały nawigacji, tylko potrzebujemy skrinów
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:53
  • Zbyszku, podeślij skrina na maila redakcyjnego. Polecamy bloker reklam dla Firefoxa, wtedy portal jest wyczyszczony: [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 09/02/2026 22:07
  • Wiktorze - mam jakąś "kotarę" na dole głównej strony, towarzyszącą mi na każdej stronie, Tak samo jakaś ikonka "kurs kreatywnego pisania"-te dwie rzeczy blokują. Ile razy chcę coś napisać, odświerzam.
  • Wiktor Orzel
  • 09/02/2026 15:02
  • Zbyszku, o jakie nakładki chodzi? Podeślesz na maila redakcyjnego screeny?
  • gertruda burgund
  • 06/02/2026 18:48
  • szkoda że MALOWANIE SŁOWEM to tylko pięć tekstów... :( może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
Ostatnio widziani
Gości online:99
Najnowszy:aksolotpro