CZĘŚĆ III - CESARSTWO
Cesarz już w styczniu powrócił do Kar – Qatrin, stolicy swojego kraju. Jego sukces bezpardonowo przyćmiła porażka pod Ekardem. Ludzie nie okazywali mu z tego powodu mniejszego uznania i czci, ale on nie był w stanie pogodzić się z przytłaczającym wstydem i poczuciem hańby. Długo rozmyślał nad kolejnym posunięciem. Nie złożył całkowicie broni. Nie zamierzał skończyć na pozycji przegranego.
Książęta qatrińscy drżeli przed gniewem cesarza. Każde najmniejsze uchybienie było karane przez niego w dwójnasób. Tesserę niepokoił pogarszający się stan młodego Qarena. Obawiał się, że grozi mu szaleństwo. Nie dopuszczał do siebie nawet swojej matki, cesarzowej Awital i ukochanej dziesięcioletniej siostrzyczki Jasmin.
Nawet on umiał kochać. Miłość synowska i braterska była jedynym dobrym uczuciem rywalizującym z zaślepiającą go żądzą mordu i wyniosłością. Jednak nigdy nie odbywał refleksji nad panującym w jego sercu paradoksem. Zło nie mogło w nim mieszkać wespół z dobrem, gdyż w końcu jedna siła zwycięży i zdominuje tą drugą niszcząc ją zupełnie. Matka starała się czasem zasiać ziarno skruchy w duszy swego syna, licząc na plon, ale póki co wszystkie obumierały i powiększały jego upór. Zaprzestała więc swych nieudolnych prób nawrócenia błądzącego dziecka i ze łzami w oczach polecała go co dzień Bogu.
Qaren wiedział o stosunku cesarzowej Awital do jego bezwzględnych rządów. Mimo, że nie dręczyły go wyrzuty sumienia, to jednak widok jej nieustannie zatroskanej i cierpiącej twarzy doprowadzał go do szału. Zdarzało się, że nie pozwalał jej na widzenie ze sobą przez cały tydzień. Ona znosiła to w pokorze, z ogromnym bólem serca, znajdując pocieszenie w młodszej latorośli.
Jasmin była ucieleśnieniem niewinności. Nie była to do końca jej zasługa. Na skutek komplikacji przy porodzie dziewczynka została podduszona, a przez to jej mózg uległ nieodwracalnemu uszkodzeniu. Była umysłowo opóźniona. Później nauczyła się mówić, słabo pisała i czytała. Żyła w prawdziwym świecie, ale postrzeganym na swój sposób. U nikogo nie podejrzewała złych intencji, wszystkich lubiła, nie do końca rozumiała, kim jest. Wiedziała, że pochodzi z bogatej rodziny, że jej brat rządzi krajem, ale za to nie była zdolna do czegoś, co tak unieszczęśliwia ludzi wszystkich czasów – pogardy. Nie umiała czuć się kimś lepszym od innych, choć nigdy nie miała wątpliwości, co do swojej wartości, a to dzięki miłości okazywanej jej przez matkę i brata. Może i jej umysł nie nadążał za światem i jego prawami, ale za to świat nigdy nie doścignął czystości i niewinności serca małej dziewczynki. Ona żyła według swoich, głęboko utwierdzonych zasad. Kochała Boga, bo On kochał ją. Kochała ludzi, bo on kazał ich kochać.
Niejednokrotnie, będąc świadkiem kłótni swoich bliskich, płakała ze strachu. Płakała, gdyż w jej dziecięcym, szczerym sercu rodził się lęk przed utratą szczęścia. Zło wydawało jej się zupełnie pozbawione sensu, dlatego była zła, gdy widziała, że jej bliscy ranią się nawzajem i nie umieją tego przerwać. Nie rozumiała, o co się spierali. Współczuła im. Czasem dostawała nawet ataków paniki. Biegała po pałacu z okrzykami przerażenia, tak że siłą rzeczy Qaren i Awital musieli przerywać awanturę i razem szli jej szukać.
To była pierwsza i główna przyczyna, dla której cesarzowa zaprzestała napominać syna. Dotarło do niej, że jej wysiłek niczego nie zmieniał, a wręcz pogarszał sytuację. Zupełnie zmieniła front. Zaczęła traktować go tak jak zawsze, z miłością i matczyną czułością. Cesarz zdawał sobie sprawę, że jego matka przekonań nie zmieniła, ale z czasem machnął na to ręką i zaprzestał dystansowania się od niej. W gruncie rzeczy ciążyła mu myśl, że ona cierpi przez niego, ale odsuwał ją od siebie i starał się zagłuszyć ją, okazując cesarzowej Awital tym większe przywiązanie i szacunek. Porażka ekardyjska była jednak doświadczeniem na tyle mocnym i bolesnym, że przyćmiła dobrą stronę jego serca.
Pewnego lutowego dnia cesarzowa ze zdumieniem otworzyła drzwi komnaty generałowi Tesserze. Był bardzo zatroskany i jakiś nieswój. Przyjęła go życzliwie, z zaciekawieniem obserwując jego gorączkowe ruchy.
- Wasza wysokość! – zaczął Tessera. – Bardzo martwi mnie stan jego cesarskiej mości. On się wykończy, a wraz ze sobą i nas wszystkich – tu zniżył głos do szeptu. – Musimy działać, pani!
Awital westchnęła boleśnie.
- Czego ode mnie oczekujesz, generale? On nie chce się ze mną spotkać. Czy naprawdę tak bardzo przeżywa porażkę militarną? Miałam nadzieję, że ona go czegoś nauczy, ale widocznie nie dała mu dużo do myślenia.
- Nie chodzi tylko o to, pani. O nie! Tu idzie o coś innego jeszcze.
Tessera przybrał tajemnicza minę, a cesarzowa w napięciu patrzyła na jego usta, gotowa złowić każde słowo.
- Mów, Tessero!
- Nie powiedziałem ci, cesarzowo, w jaki sposób twój syn uniknął śmierci. Za wszelką cenę stara się to ukryć. Dlatego od twojej dyskrecji, pani, zależy moje życie.
Tessera mógł na nią liczyć. Wypróbował ją już wielokrotnie w różnych sprawach i nigdy go nie zdradziła. Nie należała do osób, którym trudno zapanować nad językiem. Skinęła głową i czekała, co powie generał.
- O mało nie zabiła go królewna ilwańska, która w niewiadomy sposób przyłączyła się do walki wręcz i w najbardziej nieodpowiednim dla cesarza momencie pojawiła się z przed nim z kopią w białej rączce.
Tessera zachichotał, gdyż w gruncie rzeczy śmieszyła go ta dramatyczna akcja. Matka Qarena otworzyła usta ze zdumienia, ale nie przerywała jego wypowiedzi.
- Dosiadła konia, chwyciła kopię i jechała wprost na niego, ale w ostatniej chwili, koń stanął dęba, omal jej nie zrzucając. Nie wiem jak i dlaczego, ale w tamtym momencie zrezygnowała z zabicia twego syna, pani. A by on łatwym celem, ponieważ stał jak wryty jeszcze kilka długich sekund.
Awital zachwiała się i wsparła na oparciu kanapy. Tessera podbiegł do niej, w obawie, że cesarzowa zemdleje. Ta powstrzymała go ruchem ręki. Wpatrywała się w rozmówcę z przerażeniem.
- On nie mówi ze mną o niczym innym, jak o tym. Przyznał mi się ostatnio, że w ogóle wątpi w jej istnienie, że to musiał być duch, zjawa. Cesarzowo! On postrada zmysły!
- Co to za królewna? Znasz ją? Wiesz, gdzie przebywa?
- Tak, to królewna Eileen, siostra króla Ilwany, Luki III Crann.
Cesarzowa uspokoiła się. Usiadła na kanapie i zastanawiała się chwilę. Uśmiech świadczył o tym, że wpadała na upragnione przez Tesserę rozwiązanie. Jemu również zrobiło się lżej na duszy.
- No to trzeba mu udowodnić, że ona żyje i jest prawdziwą osobą z krwi i kości.
- Ale jak, przecież ani cesarz nie najedzie Ilwany tylko z tego powodu, ani nie uprowadzimy królewny.
- Powinna sama do nas przyjechać.
Tessera wybałuszył oczy.
- Jak?!
- To już pozostawiam tobie – Awital wstała i otworzyła Tesserze drzwi. –I pamiętaj! Mój syn powinien myśleć, że to on wpadł na ten pomysł.
Osłupiały nieco generał opuścił komnaty cesarzowej i skierował się wprost do cesarza. Idąc do niego starał się rozwikłać zagadkę zadaną mu przez matkę cesarza. Mądra to była niewiasta. Niełatwo sprzedawała swą pomoc. Wymagała, aby szukający jej wysilił się choć trochę i zasłużył na nią.
Tessera obawiał się, że nie umie spełnić jej oczekiwań pod tym względem i zrezygnowany wkroczył do ulubionego ostatnio pomieszczenia cesarza, a mianowicie bawialni. Qaren zwykł w niej leżeć i zadręczać się czarnymi myślami.
Generał zasłuchany we własne niezbyt kolorowe myśli nie zauważył, że tuż przed nim do bawialni wbiegła mała czarnowłosa dziewczynka i ze śmiechem wskoczyła na leżankę obok cesarza. Qaren zerwał się z gniewnym wyrazem twarzy, który bardzo gwałtownie zmienił się w ciepły uśmiech na widok małej Jasmin, która objęła go mocno chudymi rączkami.
- Jasmin, co tu robisz? – zapytał miękkim, wzruszonym tonem.
Poruszyła go jej niewinna bezczelność w złamaniu zakazu wpuszczania do swoich pokoi kogokolwiek oprócz Tessery i kilku zaufanych książąt.
- Śledziłam generała! – odparła zadowolona z siebie.
Jej czarne oczy śmiały się do niego życzliwie, nawet bardziej niż zawsze.
Ku zdziwieniu Tessery oblicze Qarena złagodniało i rozjaśniło się. Rzadko widział swego pana tak spokojnym i, można rzec, ludzkim. Nie przerywał interferencji jego małej siostry. Liczył na to, że jej wpływ zadziała na korzyść jego sprawy.
Gdy Jasmin opowiedziała już bratu o wszystkich swoich ostatnich przygodach, ten ucałował ją w czule, a Jasmin, uznawszy się widocznie za odpowiednio nagrodzoną, opuściła komnatę. Tessera ukłonił jej się, a ona zachichotała i również dygnęła przed nim. Groźny generał również miał słabość do tego dziecka. Nikt nie umiał jej nienawidzić. Być może niektórzy pogardzali jej ułomnością, ale tylko dlatego, że nie znali jej osobiście.
- Ah, Tessero! Trzeba będzie kiedyś spróbować zrobić z niej damę, żeby nie oddawała ukłonów jej należnych prostakom – powiedział cesarz z uśmiechem, na pół serio. – Nie miałem na myśli ciebie, mówiąc o prostakach… Z czym do mnie przychodzisz, generale? Rozmawiałeś z moją matką.
Spojrzał na Tesserę przenikliwie. Jasmin nie wiedziała, gdzie jest bawialnia. Stale przebywała z matką, więc jedynym wyjaśnieniem jej pojawiania się razem z Tesserą, była wizyta u Awital.
Generał poczuł rzeczy ulgę, że Qaren odzyskuje jasność umysłu i zaczyna logicznie myśleć.
- Tak, wasza cesarska mość. Byliśmy zaniepokojeni twoim stanem.
Cesarz wrócił do półleżącej pozycji, w której spoczywał nim jego spokój zakłóciła siostra. Potarł dłonią podbródek, ściągnął usta i myślał.
- Pewnie chciałaby mnie widywać. Niech będzie. Zakaz spotkań zniesiony.
- Nie omieszkam jej tego przekazać. Żeby jednak wszystko wróciło do normy powinniśmy rozwiązać jeszcze jeden problem, panie…
- Masz na myśli…?
- Widzę przecież, że zadręcza cię ta…królewna ilwańska.
Na wspomnienie o Eileen Qaren wzdrygnął się i wstał z miejsca.
- O tym właśnie mówiłem, panie. Nie możemy tak tego zostawić.
Oznaki szaleństwa powróciły na twarz młodego władcy. Generał postarał się zdusić je jak najszybciej, nim przeobrażą się w swą zwyczajową formę.
- Wasza wysokość! Wykonamy wszelkie twoje rozkazy. Lud wciąż jest usatysfakcjonowany twoimi wygranymi i nie obchodzi go jedna, jedyna porażka pod tym przeklętym Ekardem! – generał podniósł głos celowo, żeby wstrząsnąć cesarzem, co mu się udało. Obłęd znów ustąpił potędze cesarskiego umysłu.
- Może stracimy Bedę – zaproponował Tessera. – To na pewno wstrząśnie Ermanią i Ilwaną.
Była to tylko podpucha. Qaren nigdy nie posunąłby się do tak nieostrożnego i bezmyślnego czynu. Połknął jednak haczyk, dając się wciągnąć w unikaną tyle czasu rozmowę o jego największym zmartwieniu.
- Głupcze! Chcesz, żeby napadli nas równocześnie! Już i tak są wystarczająco wściekli, żebyśmy jeszcze mieli ot tak mordować następcę tronu Ermanii! Wystarczy sam król, nieprawdaż?
- W istocie.
Tessera zastanawiał się, jak dalej rozegrać swoją partię, aby doprowadzić rozmówcę do odpowiednich wniosków. Umysł naszego generała był nie mniej błyskotliwy niż cesarski. Posiadał też więcej doświadczenia, a sprytem dorównywał swoim największym poprzednikom. Jedynie on mógł stawać w szranki z przemyślnością młodego pana. Narazie była ona na tyle osłabiona, że zajęło jej chwilę, nim powróciła do pierwotnego stanu.
Qaren ponownie pogrążył się w głębokim rozmyślaniu. Dzielny wojownik obserwował go cierpliwie z ukosa, gładząc gęstą, wciąż czarną brodę.
- Najlepiej – odezwał się nagle Tessera. – Najlepiej zrobiłoby waszej cesarskiej mości sprowadzenie tu tej dziewczyny.
Qaren spojrzał na niego ostro, ale słowa reprymendy zamarły na jego ustach. Zdawał się podchwycić pomysł rzucony ni stąd ni zowąd przez generała. Nie odpowiadał jednak, tylko coraz mocniej pocierał gładkie, oliwkowo-brązowe czoło, dopóki skupionej delikatności jego oblicza ponownie nie utwardził złośliwy, okrutny uśmiech.
- Tak! Dobra rada Tessero! Trzeba wymyślić jakiś logiczny powód. A zatem…Ermania potrzebuje Bedy, żeby uniknąć krwawych walk o tron, dlatego mimo wszystko trzymam ich w szachu. Oddam im go!
- Ale, tak po prostu?
Tessera nie wierzył, że to był ów genialny pomysł cesarza, który zwiastowała korzystna przemiana myślenia.
- Mój naiwny Tessero! Ależ skąd! Wymienię go na królewnę Eileen. Pozwól, że uprzedzę twoje pytanie. Jak? Ano sama tu do nas przybędzie i będzie prosiła o uwolnienie kuzyna swego poległego narzeczonego. Kochała króla Mella. O tak! Inaczej nie chciałaby się na mnie zemścić w taki sposób. Jest dość porywcza, ale ma sumienie. I to jej słabość. Wiesz, mój drogi, kiedy koń poderwał się w górę, czym wybił ją z rytmu, ujrzałem na jej twarzy przerażenie. Wciąż była wściekła, ale wiedziałem, że nie umiałaby zabić, gdyby nie pasja, do której ją doprowadziłem. Tak! Ona nie sprawi nam kłopotu z wykonaniem naszego planu.
- Pozostają nam tylko królestwa Ermanii i Ilwany…Pozwól, że spytam panie, czy zamierzasz uwięzić królewnę?
- Nic z tych rzeczy! Chcę ją tylko zmusić do ukorzenia się przede mną, a potem odprawię ją razem z księciem Bedą.
Tessera widział, że tok rozumowania Qarena idzie w dobrą stronę i podczas gdy ten drugi starał się znaleźć sposób na wprowadzenie w życie intrygi, pierwszy przewodniczył mu w tym niemal niezauważalnie poddawanymi wskazówkami.
- To takie proste! – wykrzyknął cesarz. – Poselstwo! Niech przyjedzie do nas oficjalnie jako poseł!
- Jak zamierzasz ją do tego zmusić, wasza wysokość? I jaką korzyść odniesiesz zwracając Ermanii w tak niekonwencjonalny, acz honorowy sposób jej dziedzica.
- O honor i dumę tu właśnie idzie, Tessero. Jak wiesz Ilwana wsparła Ermanię, ale czy nie zauważyłeś może reakcji Ermańczyków na widok rycerzy Luki? Ja sam długo się nad tym zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że Ermańczycy nie mieli zielonego pojęcia…nie spodziewali się, że Ilwańczycy przyjdą im w sukurs! Niebywałe! To znaczy, że nie prosili ich o tę pomoc! Nie wiem jakie motywacje kierowały Ilwańczykami. Wiem tylko, że nie wolno nam zlekceważyć Luki. On ma rozum i honor. A więc…gdybyśmy tak zmusili Ermańczyków, żeby prosili Ilwanę o pomoc…to byłby nasz triumf Tessero! Nawet nie wiesz, jak wielki. Rozluźnilibyśmy sojusz największych wrogów Cesarstwa.
- A nie raczej…zacieśnili?
- Pycha Ermanii nie przeboleje takiego poniżenia.
Generał słuchał zaciekawiony. Odetchnął z ulgą. Jego młody pan był sobą.
-…Wyślę list do królewny Marilisy. Napiszę, że odzyska Bedę, jeśli królewna ilwańska Eileen przybędzie po niego osobiście. A zatem jedynym rozwiązaniem problemu dla niej będzie ubłaganie Luki… Och! Ugodzi to dumę Ermanii! Będą musieli przyznać, że potrzebują wsparcia ludzi, którymi od wieków gardzili.
- W istocie - wyszeptał do siebie Tessera.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





Pozdrawiam.
może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt