Fragment trzynasty
Jacek Przypadek
Kacper z roku na rok stawał się coraz słabszy. Coraz trudniej było mu opiekować się córką i wnukiem. Zapuścił gospodarstwo. Część ziemi sprzedał, aby kupić dla Ojcumiły drogą protezę z tworzywa sztucznego. Drugą część wydzierżawił obcym ludziom. Sobie zostawił dom z ogrodem i niewielki kawałek pola ornego, na którym również niczego nie uprawiał.
Widok kalekiej córki sprawiał ogromny ból. Postanowił wszystko postawić na jedną kartę, na Ojcumiłę. Jego kochana córka do tej pory używała niepraktycznej, sztywnej protezy sprawiającej ogromny ból podczas chodzenia. Musiała podpierać się na dwóch kulach, aby przejść kilka kroków po domu. Na zewnątrz nie wychodziła prawie wcale. Nie spotykała ludzi. Unikała ich. Ta nowa miała poprawić jej komfort fizyczny i psychiczny. Miała dać jej szanse na nowe, lepsze życie. Należało zaryzykować i kupić tę protezę. Czekała na ten dzień, kiedy założy na niewielki kawałek uda elegancką ciałopodobną protezę z ruchomymi stawami jak na wybawienie. Modliła się, żeby wszystko było dobrze zrobione i pasowało, ale przede wszystkim, żeby nie czuła już tego ogromnego bólu.
Kiedy nastał ten dzień wspólnie z ojcem pojechali do Szpitala na ulicę Mikołaja Kopernika w Krakowie, gdzie miało dojść do pierwszej przymiarki i dopasowania protezy do kończyny. Ojcumiła już nie mogła doczekać się tej wizyty. Niecierpliwie spoglądała na przechodzących lekarzy po korytarzu Oddziału Ortopedii. Wezwali ją. W gabinecie zobaczyła dwóch lekarzy i dwie pielęgniarki. Kobiety pomogły Ojcumile zdjąć starą protezę i wyszły z gabinetu. Kacper czekał na córkę na korytarzu. Nie pozwolono mu wejść do środka. Musiał im zaufać.
Do siedzącej na szpitalnym łóżku Ojcumiły podszedł młody lekarz.
— Jestem doktor Przypadek — przedstawił się młody, przystojny mężczyzna, trzymający w dłoniach długą, elegancką protezę.
— Ojcumiła, pacjentka — odpowiedziała córka Kacpra wpatrując się w przystojnego lekarza.
Ciepłe spojrzenie rezydenta sprawiło, że Ojcumiła zapomniała o wstydzie, o swoim kalectwie, które starannie ukrywała przed sąsiadami i synem, o zmaganiu się z różnego rodzaju problemami fizycznymi i psychicznymi po swoim wypadku. Dostrzegła w jego oczach szansę na lepsze życie. Zagadnęła go:
— Pan doktor to ma jakieś imię?
— Jacek, Jacek Przypadek — odpowiedział młody lekarz, spoglądając prosto w oczy wyraźnie rozbawionej jego nazwiskiem dziewczyny.
Ojcumiła pomimo swojego kalectwa nadal była piękną, zadbaną kobietą, przykuwającą męskie spojrzenia. Podobała mu się. Nie zrażało go to, że w wyniku wypadku straciła nogę. Widział w latach swej lekarskiej praktyki wiele podobnych obrażeń i oswoił się już z takim widokiem. W dziewczynie zaś dostrzegł zupełnie co innego. Była atrakcyjna, wykształcona i pewna siebie. Doświadczenia życiowe nie zniszczyły jej, ale wzmocniły do walki o swoje szczęście. Kiedyś pogrążona w wielkim żalu i nienawiści do świata oraz ludzi kobieta, przechodząca załamania nerwowe i stan głębokiej depresji dzięki opiece najbliższych stała się odporna na zaczepki i wyśmiewanie. Przestała się wstydzić swojego kalectwa. Nie uważała się za kogoś gorszego a jedynie bardziej doświadczonego przez życie. Często powtarzała:
— Ludzi, których Pan Bóg miłuje, krzyżami obdarowuje.
Przekonana była o swojej wyjątkowości i jakimś wyższym celu, jaki będzie miała do spełnienia w swoim przyszłym życiu. Cieszyła się, że ma drugą szansę. Postanowiła poświęcić się wychowaniu syna.
Wesołą rozmowę Jacka i Ojcumiły przerwał doktor Nowicki, rozpoczynając dopasowanie protezy do ciała pacjentki. Było dobrze. Niewielkie korekty pozwoliły na pozostawienie protezy na udzie. Pomogli jej wstać i oprzeć się całym ciężarem na nowej „nodze”. Nic nie bolało. Ojcumiła chwiała się jednak we wszystkich kierunkach, starając się utrzymać równowagę.
— Ostrożnie! — powiedział starszy lekarz — teraz będzie się pani musiała nauczyć na niej chodzić. Poćwiczcie z doktorem Jackiem.
Nowicki wyszedł z gabinetu a Ojcumiła wraz z doktorem Przypadkiem kontynuowali naukę chodzenia i rozmowę jednocześnie. Wspierająca się na jednej kuli kobieta z każdym krokiem robiła postępy. Nauczyła się siadać, wstawać z krzesła, ruszać do przodu i zatrzymywać. Kilka godzin ćwiczeń.
Kacper niepokoił się o swoją córkę, gdyż wyobrażał sobie, że coś złego musi się dziać z Ojcumiłą, skoro tak długo nie wychodzi z gabinetu ortopedycznego. Postanowił wejść do środka. Otworzył drzwi gabinetu i zobaczył swoje dziecko uśmiechnięte, spacerujące pod nadzorem lekarza. Przyjrzał się protezie. Była tak podobna do jej zdrowej nogi, że gdyby nie wiedział o jej kalectwie, nie zauważyłby różnicy. Rozczulił się. Był szczęśliwy. Upewnił się, że te wielkie pieniądze zostały spożytkowane we właściwy sposób. Wycofał się i usiadł na ławce w szpitalnej poczekalni. Po mniej więcej godzinie Ojcumiła opuściła gabinet w towarzystwie przystojnego lekarza. Pożegnali się jak przyjaciele jak ludzie znający się od lat. Kobieta była zadowolona i uśmiechnięta. Odchodząc obejrzała się jeszcze za siebie i pomachała Jackowi. On również jej pomachał.
Wracając do domu wynajętym autem sąsiadów Ojcumiła cały czas mówiła o poznanym młodym lekarzu. W domu również. Barbara i Kacper słuchali jej opowieści o dopiero co poznanym człowieku i dziwili się jej ekscytacji.
— Mamo, ty wiesz, że Jacek też miał nieciekawe dzieciństwo, a wyrósł na wspaniałego człowieka — mówiła zauroczona kobieta.
Z tej kilkugodzinnej rozmowy Ojcumiła dowiedziała się, że Jacek jest nieślubnym dzieckiem i półsierotą. Urodził się w 1940 roku w małej wsi na kielecczyźnie. Podczas gdy mąż jego matki był na froncie, ona poznała i pokochała innego mężczyznę. Również był żołnierzem. Jacek jest owocem ich miłości. Swojego prawdziwego ojca nigdy nie poznał, bo tamten trafił do niemieckiej niewoli i zapewne zginął. Przynajmniej tak twierdziła matka.
Pod koniec 1945 roku do domu powrócił mąż matki Jacka. Widząc w domu kilkuletniego chłopca wpadł w szał i odtrącił żonę. Nie uznał chłopca za swoje dziecko i wyjechał do Francji, zabierając ze sobą córkę Zosię. Porzucił żonę z bękartem. Zostali na wsi sami. Ludzie wytkali ich palcami. Musieli wyjechać do miasta. Matka sprzedała swoje gospodarstwo i kupiła małe mieszkanie w Krakowie. Poszła do pracy. Została salową w jednym z krakowskich szpitali. Jacek często ją odwiedzał po szkole i obserwował leżących tam ludzi. Któregoś dnia powiedział do matki, że chce zostać lekarzem.
Nie było im łatwo, ale matka starała się, aby Jackowi niczego nie brakowało. On zaś uczył się pilnie, zdobywając nagrody i wyróżnienia. Ukończył Liceum Ogólnokształcące i zdał na medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Został lekarzem.
— Co za historia! — wykrzyknęła Ojcumiła — zachwycona dorobkiem młodego człowieka, jego uporem i przebojowością.
Barbara i Kacper patrzyli na rozpromienione oczy córki i się zastanawiali, czy ta nowa znajomość przyniesie jej coś dobrego, czy raczej ból i rozczarowanie. Nie chcieli jednak burzyć tej radości. Niespodziewanie Kacper jakby bez powodu zagadnął:
— Ciekawe jak miała na imię ta dzielna kobieta, jego matka?
— Chyba Zuza — odpowiedziała Ojcumiła — tak Zuzanna. To ma jakieś znaczenie?
— Nie córeńko, nie ma najmniejszego znaczenia — odpowiedział Kacper. Tak mi się skojarzyło.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





Pozdrawiam.
może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt