W sobotnie popołudnie, tak gorące, że nawet krzyż na dachu plebanii rozważał apostazję, ojciec Paweł siedział w swoim biurze, które miało powierzchnię przeciętnego konfesjonału i zapach wilgotnej sutanny. Przed nim stała butelka wódki o nazwie „Święta Matka Czystości” z dopiskiem „Destylowana trzy razy. W imię Ojca, Syna i spirytusu rektyfikowanego.”
Obok siedział Serafiel — anioł w stanie próbnym, przybyły z nieba w ramach programu „Skrzydła+”, czyli projektu unijnego mającego na celu przywrócenie boskich wartości w strefach zdegradowanych duchowo. A ponieważ Polska właśnie została uznana za taką strefę (zaraz po Brukseli i TikToku), anioł wylądował tu, zdezorientowany, czysty jak karta do głosowania w komisji wyborczej w Rosji.
— Spróbuj, Serafielu. To nie jest grzech, to tradycja narodowa — powiedział ojciec Paweł, nalewając płyn do kieliszków z logo Radia Maryja.
— Ale ja nigdy nie piłem alkoholu — odparł anioł, trzymając kieliszek jak granat bez zawleczki.
— I właśnie dlatego świat wygląda, jak wygląda. Za Ojczyznę! — zawołał ksiądz i wychylił swój kieliszek.
Serafiel zrobił to samo. Jego oczy się rozszerzyły, skrzydła zadrżały jak liście brzozy na wietrze, a aureola zgasła jak światło w ZUS-ie po 14:00.
— To... to smakuje jak... jak potępienie! — wykrztusił.
— Właśnie! Ale z lodem idzie lepiej.
Po sześciu rundach anioł był tak pijany, że zaczął recytować Apokalipsę wg św. Jana jako stand-up.
— I wtedy zobaczyłem bestię... miała siedem głów i konto na OnlyFans!
Ojciec Paweł płakał ze śmiechu, ścierając łzy różańcem. Tego wieczora zagrali jeszcze w „Flaszkę prawdy”, a potem próbowali przekonwertować kota proboszcza na katolicyzm, co skończyło się egzorcyzmem i uszkodzeniem dywanu.
Następnego dnia, podczas mszy, Serafiel wyglądał jak skrzyżowanie Buddy po Sylwestrze z Justinem Bieberem. W połowie kazania wtoczył się na środek kościoła, chwiejąc się jak sondaż prezydencki w TVP.
— Luuudzie! — zawołał, machając rękami jak posłanka w Sejmie bez włączonego mikrofonu. — Bóg jest wszędzie! W chlebie, winie i... w tej flaszce też!
— Amen! — zakrzyknął pijaczek spod kościoła.
Serafiel zaczął śpiewać Barkę, ale w wersji reggae. W trakcie refrenu przewrócił dwie ławy, potrącił ministranta i próbował wyspowiadać kobietę w ciąży, uznając ją za cud niepokalanego zapłodnienia.
Ojciec Paweł, czerwony jak poparcie Konfederacji po wyborach, złapał anioła za aureolę i wyciągnął go z kościoła.
— Od dziś masz zakaz picia! I żadnych publicznych występów. Jesteś jak Kurski w TVN-ie — nie do przyjęcia!
— Przepraszam... nie wiedziałem, że wódka to taki mocny sakrament...
Kilka godzin i jedno espresso później ojciec Paweł westchnął.
— Dobra. Nie jesteś zły. Masz potencjał. Od dzisiaj zostajesz moim asystentem. Powiem parafianom, że jesteś wikarym z wymiany międzynarodowej. Z Watykanu. Albo z Gwatemali. Tu nikt nie wie, gdzie to leży.
Serafiel się zawahał, ale skrzydła mu zadrżały z ekscytacji.
— Zgadzam się, ojcze Pawle. Będę uczył się wszystkiego!
— Pięknie. Zaczniemy od podstaw: jak manipulować wiernymi, żeby dawali więcej na tacę.
I tak rozpoczęła się przemiana anioła w coś między księgowym a PR-owcem Pana Boga. Ojciec Paweł pokazywał mu wszystkie sztuczki: jak mówić o piekle bez wywoływania traumy, jak zbierać na remont dachu, który już był remontowany, i jak sprzedać opłatek w pięciu ratach z zerowym RRSO.
— Pamiętaj, Serafielu — mówił z błyskiem w oku — ludzie nie kupują zbawienia. Oni leasingują je. A my jesteśmy dealerem dusz.
Anioł notował wszystko pilnie, choć czasem mylił „pokorę” z „pokusą” i „komunię” z „komunizmem”.
Wkrótce Serafiel sam prowadził kazania. Poruszały, wzruszały, wyciskały łzy i portfele. Mówił o miłości, cierpieniu i konieczności zakupu cegiełki na nową monstrancję ze złota. W parafii zapanował zachwyt. Ludzie szeptali, że to święty. A niektórzy, że to nowy ksiądz z serialu TVN-u. Bo był taki przystojny.
Ale gdzieś w środku Serafiela coś pękało. Coś, co przypominało mu, że kiedyś miał być posłańcem nadziei, a nie agentem marketingu sakralnego.
— Może... może to wszystko to pomyłka? — zapytał siebie któregoś wieczoru, patrząc w lustro. — Może niebo nie miało na myśli... tego?
Lustro odpowiedziało mu odbiciem aureoli, na której ktoś flamastrem napisał: „PROMOCJA! Dwa sakramenty w cenie jednego!”
Ale było już za późno. Serafiel był częścią systemu. Kazania, pieniądze, wpływy. Nawet miał już plan założyć kanał na YouTube: Anioł z Ambony – kazania i kontrowersje.
I tak trwał w tej nowej rzeczywistości, w której Bóg był gdzieś na górze, a jego PR-owcy już tu, na dole, w koloratkach i z terminalem płatniczym. Serafiel nie wiedział jeszcze, że to dopiero początek. Bo życie w ludzkim świecie to nie bajka. To sitcom. Z boską reżyserią, ale szatańskim scenariuszem.

))







Pozdrawiam.
może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt