Kraina - retro
Proza » Inne » Kraina
A A A

Zmęczenie pojawiało się nagle. Bez zapowiedzi. Szansy na przygotowanie. Owszem, powinna wydedukować, że organizm może się zbuntować. Brak snu. Natłok obowiązków. Prosta droga do przemęczenia, ale jednak chęć udowodnienia sobie, że jest się ponad ograniczenia była silniejsza, a Julka przecież taka była. Silna. Cholernie silna. Jak więc jakieś zmęczenie może ją powstrzymać przed ciągłym spalaniem? Potrzebowała tego ciepła. Potrzebowała bycia niezbędną. Niezbędną dla wszystkich, tylko nie dla siebie.

Prawdopodobnie początek takiego poświęcenia zakorzenił się w latach wczesnej młodości. Albo za sprawą mamy Aliny, albo - babci Krystyny. Obie chciały dobrze. Co zadziwiające ani dziadek, ani ojciec nie wprawiały jej w stan ciągłej gotowości i nieustannego uśmiechu mimo bólu, który ją także dotykał, jak każdego. Ojciec chciał, aby była silna w inny sposób. Silna dla siebie. Aby, żaden facet nigdy nie mógł jej wykorzystać, ani tym bardziej skrzywdzić. Jednak babcia Krysia, tak jak i jej babcia chciała, aby Julia zachowywała się jak porządna panienka, a rozumiała to w ten sposób, że jest zawsze grzeczna, miła, uśmiechnięta i zdolna do ciągłego poświęcenia. Nigdy też nie narzeka. Julka na początku z tym walczyła. Dzieci mają dar bycie nieskrępowanym w radości i taka też była Julia, lecz z czasem dostosowała się do nakazań babci i uległa jej presji. Zbiegło się to z okresem dojrzewania, właśnie wtedy wbrew burzy hormonów, stała się taka jak była do dziś, czyli posłuszna i usłużna. W imię wyższej idei bycia idealną wnuczką, córką, a kiedyś kobietą, matką. Ideał, w pojmowaniu babci Krysi to kobieta uległa, może być oczytana, to nie zawadzi, nie stanowi jednak w żaden sposób o jej wartości - co to, to nie. Julka ma być posłuszna, strachliwa i do tego w ciągłej gotowości do spełniania oczekiwań ich dorosłych, co z pewnością przełożyło się w późniejszym czasie na spełnianie wymagań narzuconych przez otoczenie. I tak też się stało. Julia całkowicie poświęciła się pracy. Wpadła w jej trybiki i  wkrótce stała się niezastąpioną Julką – dosłownie tak na nią mówioną. Tą, która zawsze weźmie nadgodziny, tą która zrobi za ciebie robotę i tą która nigdy nie poprosi o awans. Tak się poświęciła pracy, że nie miała czasu na randkowanie, a co za tym idzie na założenie rodziny.

Tego dnia znowu była zmęczona. W pracy dodatkowe szkolenia spowodowały zaległości w bieżących zadaniach, a szefowa – jakby tego było mało – dołożyła jej robotę Agaty, która ponownie  zachorowała, a ona tradycyjnie miała ją zastąpić. Powrót do domu nie był lżejszy. W metrze tłok. Przegapiła swoją stację. Postanowiła trochę pospacerować, skoro los już ją do tego zmusił. Jej szary płaszcz był cienki i szybko zaczęła marznąć, szal też był za delikatny i materiałowe rękawiczki nie grzały tak jak zrobiłyby to dziane, czy skórzane. W końcu znalazła się przed znajomą kamienicą i myślała tylko o wygodnym fotelu, ciepłej herbacie i ulubionym serialu: Czy Euzebio wyzna w końcu miłość Melanii? Czy ona nie powinna jednak wybrać statecznego Leonarda?

Jej rozmyślania przerwał widok dziewczątka o twarzy, która nie wywarła na niej takiego wrażenia, jaki mogłaby wywrzeć, gdyby wyczerpanie nie stępiło jej zmysłu wzroku. Szybko jednak obojętność przerodziła się w zaintrygowanie.

– No pięknie! – rzekła dziewczynka, zamiast dzień dobry.

– Słucham?

– Pięknie, że w końcu jesteś.

– Y?

– Myślałam, że mimo wszystko będzie lepiej. – Przez jej twarzyczkę przebiegł cień rozczarowania.

– Lepiej? Z czym? – zapytała Julia, po trwającej już dłuższą chwilę ciszy.

– Raczej: z kim? Z tobą, rzecz jasna!

– Ze mną? Że będzie lepiej ze mną? Gdzie są twoi rodzice? – racjonalizm i stanowczość wzięły górę nad ciekawością.

– Teraz rozmawiamy o tobie, a nie o rodzicach.

– Jeśli się zgubiłaś, to zadzwonimy na policję. Na pewno pomoże.

– Ty mnie nie strasz policją, dobrze?

– Chcę pomóc.

– Zatem chcemy tego samego. Prowadź, bo zimno.

Faktycznie było bardzo zimno. Mróz pocałunkiem bielił kałuże i szyby aut, stojących na parkingu. Szron oblepiał nieliczne liście dzielnie walczące z grawitacją. Julia poszła przodem, za nią podreptała dziewczynka, śpiewając:

– A kiedy zjawię się, nie uciekaj. Podaj rękę, przytul. Tyle znaczy noc, co samotność, dlatego…

– Ładna melodia. Nie znam słów tej piosenki.

– Nie jesteś w tym osamotniona, przynajmniej w tym…

– Proszę, wejdź. – Julka otworzyła szeroko drzwi swojemu małemu gościowi.

– Tego się spodziewałam – rzekła dziewczynka.

– Czego? – Julia zaśmiała się na słowa, wypowiedziane z takim przekonaniem i jednocześnie rozczarowaniem.

– Tego, co zastałam.

– Mieszkałaś tu kiedyś, czy o co chodzi?

– Nie – ucięła krótko, po czym rozsiadła się w ulubionym fotelu właścicielki mieszkania.

– Może napijesz się czegoś ciepłego?

– Nie mam czasu, zwlekałaś z powrotem. Nawet mnie to nie dziwi, bo i do czego wracać? Do wytartego fotela? Telewizora – namiastki żywej istoty?

– Jak na niezapowiedzianego gościa, jesteś nazbyt opryskliwa…  starała się delikatnie przywołać ją do porządku.

– Zaskoczona?

Julka zlekceważyła jej zaczepkę i postanowiła zadzwonić z drugiego pokoju na policję, ale dziewczyna - nie wiadomo jak i kiedy - pojawiła się obok, wlepiając wzburzony wzrok w telefon komórkowy.

– Nie marnujmy czasu. Chodź! – Pociągnęła Julię za rękę.

– Dokąd?

Kupiła je spontanicznie. Niektórzy ludzie wieszają nad komodą w poziomie, ona powiesiła w korytarzu nad podłogą – w pionie. Teraz spoglądały z niego dwie postacie. Jedna znacznie niższa od drugiej. W pewnym momencie ta niższa zaczęła rosnąć, zaś wyższa maleć. Teraz to Julia była dziewczątkiem o błękitnych oczach i kruczoczarnych włosach.

– Powrócisz, gdy będziesz na to gotowa – rzekła wyższa kobieta, wyglądająca jak Julia sprzed chwili i wepchnęła dziewczynkę w posrebrzane ramy falującej tafli lustra.

Po drugiej stronie był identyczny pokój tylko w kolorze sepii, tak jakby dopiero przygotowywał się do zaistnienia, jakby był na etapie wywoływania kolorowego obrazu. Przez ramę lustra Julka mogła obserwować poczynania swojego gościa. A było co obserwować. Na przestrzeni zaledwie kilku dni przemalowała i przemeblowała mieszkanie, wymieniła całą garderobę, zmieniła fryzurę i do tego nosiła wysokie obcasy. Ale Julia sama przed sobą musiała przyznać, że wyglądała rewelacyjnie.

Mijały dni, może miesiące. Przebywając w lustrze nie czuła głodu: kobieta jadła, a Julia była najedzona. Kobieta się uśmiechała, a Julka czuła się szczęśliwa. Kobieta  piękniała, a Julia czuła się coraz ładniejsza. Kobieta zawierała trwałe przyjaźnie, a Julia odczuwała życzliwość każdej z tych osób.

Pewnie nadal prowadziłaby obserwacje tego, co po drugiej stronie tafli lustra, gdyby nie pewna sytuacja, która zmusiła ją do opuszczenia bezpiecznego gniazdka.

Usłyszała delikatne stukanie, które przeistoczyło się w nachalne łomotanie. Odwróciła się w kierunku, skąd dochodził hałas. W okno swoim silnym dziobem, ostrymi pazurami i ogromnymi skrzydłami uderzał jastrząb. Wyglądało to tak, jakby szyba stanowiła dla niego przeszkodę, którą musi pokonać.

– Co ty tu robisz? – wydusiła z siebie, zaskoczona dźwiękiem własnego głosu, którego nie słyszała od bardzo dawna.

Ptak spoglądał na nią nie ze strachem i wzburzeniem, lecz oczekiwaniem, jakby chciał zakomunikować, że pora ruszać z miejsca. Tak też uczyniła. Podeszła bliżej zaciekawiona, chcąc odstraszyć jastrzębia, albo chociaż mu się przyjrzeć, lecz on wzbił się wysoko ponad czubki drzew i wkrótce zniknął pozostawiając za sobą zdezorientowaną dziewczyną i kłębiące się pytania. Dopiero wtedy Julka, stojąc tuż przy oknie, spostrzegła, że widok za szybą jest zupełnie inny od tego, który znajduje się w jej realnym świecie. Świecie, z którego została tak podstępnie wypchnięta. Nie przebywa już w mieście, gdzie szarość cementu skutecznie zakrywa wszystko co chce rozkwitać. Jest w środku lasu. Nie mogła uwierzyć, że tak długo pozostawała niewzruszona na piękno, które było wokół niej, a z którego zupełnie nie zdawała sobie sprawy gapiąc się jak na program reality-show na swojego sobowtóra, kradnącego jej życie. Ta obserwacja wciągnęła ją niczym ulubiony serial. Teraz jednak nie zastanawiała się, czy Euzebio wyzna miłość Melanii. Zupełnie jej to nie interesowało.

Szybko pobiegła do drzwi. Bez większego trudu je otworzyła, aby znaleźć się w kakofonii barw i zapachów. Las różnił się od mieszkania tym, że wręcz uderzał wielobarwnością. Promienie słońca przedzierały się przez soczystość zieleni, kreśląc tajemniczy szlak. Szmaragdowy gaj przyzywał ją do siebie, a ona szła, niczym rybak zahipnotyzowany śpiewem pięknej syreny.

Szła przed siebie, dosyć długo, zachwycając się drzewami, kwiatami, nawet owadami tak jakby widziała je po raz pierwszy. W istocie tak było: konary drzew głaskały chmury, niczym pasterz swoje owieczki a one, obłaskawione tym dotykiem, spokojnie sunęły przed siebie. Kwiaty pachniały tak, że przywodziły jej na myśl egzotyczne kraje. Zapewne nic by jej nie oderwało od tych doznań, gdyby nie słowa piosenki, którą już kiedyś słyszała: "A kiedy przyjdę do ciebie nie uciekaj, przytul, tyle znaczy noc co samotność dlatego…". Poszła w kierunku skąd dochodziła melodia. Na łące siedziała babuleńka. Drobna, przygarbiona, działa na drutach grube, czerwone rękawiczki.

– Dzień dobry... – Julka zagadnęła niepewnie.

– A dobry, dobry. Siądź dziecko tu obok, bo mnie smutno strasznie tak samej. 

– Pani tu gdzieś mieszka niedaleko?

– Wszędzie mieszkam. I tu i tam.

– Co to za miejsce?

– Miejsce jak każde inne. Po prostu miejsce.

– Ale, pani nie rozumie, to nie jest mój świat. Zostałam do niego dosłownie wepchnięta.

– Oj, dziecinko tak nie może być. Nie byłoby tej krainy, gdybyś tego nie chciała. Ona jest twoją potrzebą, pragnieniem.

– Nie rozumiem...

– Nie musisz, wystarczy, żebyś czuła.

– A pani od dawna tu jest?

– Od zawsze, tak jak ty.

– Nie, nie. Ja tu jestem od jakieś czasu, ale nie od zawsze.

– To niedobrze. Tu jest się od zawsze i na zawsze.

– Teraz akurat jestem.

–  Tu się nie bywa, tu się jest.

– Przykro mi, ale zupełnie pani nie rozumiem.

Julka doszła do wniosku, że dalsza rozmowa nic nie wniesie. Wstała więc i poszła dalej leśną ścieżynką. Za wielkim dębem spostrzegła małą chatkę, przypominającą jej rodzinny dom. Podeszła ostrożnie i zajrzała przez okno. To był jej rodzinny dom, ale nikogo w nim nie było. Delikatnie pociągnęła za klamkę i przekroczyła próg. Poczuła zapach świeżej szarlotki. Uwielbiała, gdy babcia ją piekła, ale to był tylko zapach. Nie było ciasta, ani babci. Skierowała się do swojego dawnego pokoju. Nadal wisiały na ścianach plakaty jej idoli z lat młodości. Firanki nadal pozostały śnieżno-białe. Na półkach piętrzyły się książki, aż tyle nigdy ich nie miała. Jedna z nich spadła. Julka podeszła bliżej, uniosła ją i przeczytała na otwartej stronie: 

"Jeśli nie wejdziesz do lasu, to nic ci się nie przydarzy i nigdy nie zaczniesz naprawdę żyć.

– Nie idź do lasu, nie zapuszczaj się w gęstwinę – ostrzegali.

– Dlaczego? Dlaczego nie mogę iść dzisiaj do lasu? – pytała dziewczyna.

– Mieszka tam groźny wilk, który pożera takie osóbki. Słuchaj dobrych rad, nie idź do lasu, nie zapuszczaj się w gęstwinę.

Oczywiście poszła. Poszła mimo przestróg i naturalnie spotkała tam wilka, tak jak ją ostrzegano."*

Julka zaczęła płakać. Głośno, coraz głośniej. Nie wiedziała dlaczego, ale nie chciała tego przerywać. Po prostu czuła, że powinna ulec tej potrzebie. Spazmatyczny płacz był niczym oczyszczenie. Łzy zmywały egzystencjonalne rozczarowania. Uległa emocjom pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna. Płacz zamienił się w szloch. Mimowolnie uklękła zakrywając twarz w dłoniach, aż położyła się skulona. Przypominała niemowlę w łonie matki. Bezpieczne, zaopiekowane. Ciągle płakała, ale już spokojniej. Już ciszej. Trwało to może chwilę, a może kilka godzin? W końcu czas nie istniał w krainie, w której była. Po jakimś czasie jednak wstała. Chciała wyjść z domu. Iść przed siebie, ale gdy znalazła się na zewnątrz wszystko było pokryte lustrami. Niebo, drzewa, łąka. Leśny gabinet luster. Wszędzie była Julia. Setki Julii. Spoglądały na nią z zaciekawieniem i zachwytem. Wyniosłe i chude z głową w chmurach; nadęte niczym bombki, które potoczyłyby się, gdyby je dotknęła, malutkie z króciutkim nóżkami, wszystkie były nią.  Julia okręcała się wokół własnej osi. Oglądając każdą z postaci, aż zakręciło jej się w głowie i upadła. Nie pamiętała ile to trwało, ale gdy się ocknęła siedziała w swoim ulubionym fotelu w swoim mieszkaniu. W telewizji leciał jej ulubiony serial. Wyłączyła telewizor całkowicie zdezorientowana i mogłoby się wydawać, że nic się nie zmieniło, że to był tylko dziwaczny sen, gdyby nie odświeżone pastelową farbą ściany, nowe meble i gdyby nie jej odbicie w lustrze piękniejsze i pewniejsze siebie niż kiedykolwiek przedtem. 

 

 *„Biegnąca z wilkami. Archetyp dzikiej kobiety w mitach i legendach”,  Clarissa Pinkola Estés

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
retro · dnia 30.07.2025 14:03 · Czytań: 318 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Afrodyta
11/02/2026 10:37
Bogini, która "wrasta w ziemię i wyrasta z wody".… »
valeria
10/02/2026 23:05
O, dziękuję za soczysty komentarz i odbiór:) pięknie się… »
spawngamer
10/02/2026 08:48
Dziękuję za komentarz Jolu. Też pozdrawiam. »
JOLA S.
09/02/2026 23:11
Tekst, jego forma przykuwa uwagę. Jak dla mnie niezwykła.… »
Zbigniew Szczypek
09/02/2026 22:02
Valerio Smakowanie owocu jest jak smakowanie miłości, można… »
spawngamer
09/02/2026 19:20
Dziękuję Berele, tak, dlatego ten obraz nasunął mi sam… »
Afrodyta
09/02/2026 19:17
Zbyszku, Anatomio, bardzo dziękuję za obecność i… »
Berele
09/02/2026 18:51
Tekst nie jest zaangażowany światopoglądowo i jest ciekawą,… »
Berele
09/02/2026 17:30
Bardzo ładny tekst. Podoba mi się, jak „podpaliłeś” to… »
japoneczka
08/02/2026 22:50
Jestem wdzięczna Zbyszku za Twoje komentarze.Dużo się można… »
Zbigniew Szczypek
08/02/2026 18:19
Tetu Ja sobie żartuję ale skoro grożą dziennikarzom, to… »
tetu
08/02/2026 16:33
Nikogo nie zamierzam mordować :) Miło widzieć Zbysia ;)»
Anatomia
08/02/2026 14:31
Dziękuję za refleksję nad moim wierszem Zbyszku. To zawsze… »
Berele
08/02/2026 13:40
»
Berele
08/02/2026 13:00
Spodobałop mi się twoje pisanie, a obraz zaintrygował. W… »
ShoutBox
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:56
  • Niestety, z tych reklam Portal się utrzymuje, ale spróbujemy je wykluczyć tak, żeby nie utrudniały nawigacji, tylko potrzebujemy skrinów
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:53
  • Zbyszku, podeślij skrina na maila redakcyjnego. Polecamy bloker reklam dla Firefoxa, wtedy portal jest wyczyszczony: [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 09/02/2026 22:07
  • Wiktorze - mam jakąś "kotarę" na dole głównej strony, towarzyszącą mi na każdej stronie, Tak samo jakaś ikonka "kurs kreatywnego pisania"-te dwie rzeczy blokują. Ile razy chcę coś napisać, odświerzam.
  • Wiktor Orzel
  • 09/02/2026 15:02
  • Zbyszku, o jakie nakładki chodzi? Podeślesz na maila redakcyjnego screeny?
  • gertruda burgund
  • 06/02/2026 18:48
  • szkoda że MALOWANIE SŁOWEM to tylko pięć tekstów... :( może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/02/2026 16:19
  • Czy te nowe nakładki/skórki na stronie są konieczne? przeszkadzają w normalnym korzystaniu ze strony PP? Może na stałe z boku, dla zainteresowanych? A nie nachalnie
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/02/2026 16:16
  • Trochę mnie z Wami nie było - serdecznie pozdrawiam!
  • Darcon
  • 04/02/2026 15:20
  • Dla zainteresowanych edytowałem swój wpis w wątku UTWORY konkursu Malowanie słowem.
  • Darcon
  • 09/01/2026 08:00
  • Mamy to. :) Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty