Dni upływały bardzo szybko. Ojcumiła opanowała już technikę poruszania się na nowej protezie i coraz częściej wychodziła z domu. Spacerowała wokół domu, sprawdzając gdzie i z kim przebywa jej syn Dobromir. Wzywała go na obiad, czy na kolację. Spotykała się z sąsiadami. Jej stan psychiczny uległ znacznej poprawie. Już się nie ukrywała przed ludźmi. W obowiązkach domowych jednak nie mogła zbyt wiele pomagać. Doglądała obiadu, który wcześniej nastawiła Barbara, sprawdzała zadania Dobromira, i wykonywała lekkie prace domowe w pozycji siedzącej. Dobromir nie był zbyt posłusznym dzieckiem i często wymykał się z domu do kolegów albo wsiadał na rower i jeździł po okolicy, nie przejmując się obawami matki.
Barbara i Kacper zajmowali się gospodarstwem i domem. Znacznie więcej Barbara, gdyż Kacper z racji swojego wieku nie wszystkim obowiązkom mógł podołać. Coraz częściej chorował. Płuca odmawiały posłuszeństwa, szybko się męczył.
Któregoś dnia udał się na wizytę kontrolną do jednego z krakowskich szpitali. Badania przeciągały się. Lekarze chcieli zostawić go w szpitalu, ale odmówił. Nie był przygotowany. Nie miał ze sobą żadnych ubrań do przebrania. Nie chciał też niepokoić Barbary brakiem swojej obecności. Powiadomić jej nie było jak. Na wsi nie mieli telefonu. Postanowił wracać. Było już ciemno. Autobusem dojechał do Liszek i powoli szedł drogą w kierunku własnego domu. Droga nie była oświetlona, a on ubrany był w ciemny płaszcz i kapelusz. Mniej więcej dwieście metrów od domu doszło do wypadku. Kierowca samochodu osobowego zauważył starego mężczyznę w ostatniej chwili. Odbił energicznie w lewo, ale nie uniknął potrącenia. Uderzony przez samochód Kacper wpadł do rowu, nie ruszał się. Kierowca, jak zeznali świadkowie, wysiadł z auta i podszedł do potrąconego, ale nie udzielił mu pomocy. Rozejrzał się po okolicy, wrócił szybko do Fiata i odjechał. Nie zdążyli nawet zapisać jego numerów rejestracyjnych. Uciekł.
Zbigniew Steczko wsiadł na rower i popędził do rynku. Milicjanci mieli telefon i pełnili służbę również w nocy. Zadzwonili po karetkę. Przyjechała z Balic po mniej więcej godzinie i zabrała nieprzytomnego Kacpra do szpitala. Ktoś inny rozpoznał potrąconego i powiadomił Barbarę.
Obrażenia okazały się bardzo poważne. Złamana lewa noga, obrażenia wewnętrzne i mocno potłuczona głowa, ze wskazaniem na wstrząs mózgu.
Wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej Kacper przeszedł szereg zabiegów chirurgicznych i ortopedycznych. Wykonano badania głowy. Wszystko wydawało się dobrze, ale pacjent się nie wybudzał. Lekarze nie potrafili wytłumaczyć żonie i córce przyczyny takiego stanu. Kazano im czekać.
Minął miesiąc i drugi, a Kacper nadal był w śpiączce. Powtórzono badania głowy. Nic nie wykazały. Lekarze załamywali ręce.
Ojcumiła i Barbara bardzo przeżywały ten czas, lamentując za dnia i płacząc po nocach. Nic nie pomagało. Minął kolejny miesiąc. Stan Kacpra nie ulegał poprawie. Co tydzień Barbara albo Ojcumiła zaglądały do szpitala, dowiadując się o stan zdrowia ojca. Odwiedzały go. Patrzyły na śpiącego człowieka, do którego nic nie docierało. Żył, oddychał, ale był nieobecny.
Po jednej z takich wizyt Ojcumiła wróciła późno do domu. Nikt jej nie przywitał. Bardzo się zdziwiła. Zaczęła nawoływać Dobromira i Barbarę. Nikt nie odpowiedział. Przerażona zaczęła nerwowo rozglądać się po domu.
Zapalając światło elektryczne, przemierzała kąt po kącie w poszukiwaniu matki i syna. Krzyczała. Nerwy paraliżowały jej ruchy, a wygodna do tej pory proteza zaczęła jej przeszkadzać. Otworzyła drzwi do komórki i zamarła. Jej matka Barbara siedziała na krześle, obok otwartego kufra na odzież. Oparta o ścianę wyglądała, jakby zasnęła. Umarła.
Zimny pot zrosił czoło Ojcumiły.
— O mój Boże! Gdzie może być Dobromir? — pomyślała.
Zaczęła szukać i wołać syna. Jej głos usłyszała sąsiadka Agnieszka Skrzypek.
Wybiegła z domu i podeszła do przerażonej Ojcumiły.
— Jest u nas. Nie martw się o syna. Przybiegł jakieś dwie godziny
temu cały roztrzęsiony. Nie chciał nic mówić. Stało się coś?
— Stało się, stało! Mama umarła. Ojciec leży nieprzytomny w szpitalu,
a syn przeżył szok spowodowany widokiem nieżyjącej babki. Co ja
teraz pocznę? Sama, niepełnosprawna, z małym chłopcem. Nie dam
sobie rady. Żeby chociaż ojciec się obudził.
Kilka dni później Ojcumiła pochowała Barbarę i razem z Dobromirem udali się do szpitala w odwiedziny do Kacpra. Mieli nadzieję, że się obudził. Kobieta będąc w żałobie po matce, ubrała się na czarno i w równie ciemne rzeczy ubrała Dobromira. Tak weszli na salę, w której leżał spokojnie Kacper. Czekał na ich wizytę. Wybudził się ze śpiączki dwa dni wcześniej. Spoglądał w kierunku drzwi. Zobaczył ich. Skojarzył.
— Co się stało na miłość Boską! — zawołał Kacper.
— Mama odeszła — odpowiedziała Ojcumiła. Wczoraj był pogrzeb.
Kacper próbował podnieść się z łóżka. Jego serce zaczęło bić tak mocno, jakby za chwilę miało wyskoczyć z jego piersi. Wydobył z siebie krzyk:
— Nieeee!
Po czym bezładnie upadł na posłanie. Wezwani lekarze wyprosili Ojcumiłę i Dobromira na korytarz starając się uratować Kacpra. Nie udało się. Doszło do rozległego zawału serca i nastąpił zgon.
Teraz Ojcumiła i Dobromir naprawdę pozostali sami. Pochowali Kacpra na tym samym cmentarzu, obok jego żony Barbary. Dwa pogrzeby w ciągu jednego tygodnia. Takiego scenariusza, jaki napisało życie nikt sobie nie wyobrażał, nikt na te śmierci nie był przygotowany.
Teraz już nic nie trzymało Ojcumiły na wsi. Zamieściła ogłoszenie o chęci zamiany domu na wsi i działki na mieszkanie w mieście. Niepełnosprawnej kobiecie trudno było dotrzeć do lekarza, sklepu, czy urzędu. Brak telefonu ograniczał jej możliwości komunikacji z otoczeniem. Była sama i chora. W mieście prawie wszystko jest na miejscu. Przychodnia, poczta, sklepy. Nie musiała długo czekać. Po kilku tygodniach wyjechała ze wsi pozostawiając za sobą wszystkie tragiczne zdarzenia. Zaczęła nowe życie w Krakowie. Niewielkie mieszkanie na parterze w jednym z bloków na nowopowstałym krakowskim osiedlu dawało jej komfort, o jakim zawsze marzyła. Teraz poczuła, że żyje.
Dobromir na początku nie był szczęśliwy, gdyż brakowało mu kolegów i przyjaciół ze wsi. Z czasem jednak polubił nowe mieszkanie w mieście i zapomniał o dawnych przyjaciołach. W ich starym domu zamieszkało jakieś bezdzietne małżeństwo z Krakowa.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 
Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt