Niektórzy próbowali zagadywać.
- Jak długo pan pracuje?
- Od rana.
- Mnie chodzi ile już pan jest egzaminatorem.
- A do czego to pani potrzebne?
- No tak sobie pytam, by porozmawiać.
- Rozmowa w czasie egzaminu jest zabroniona. Pytać można w przypadku niezrozumienia zadania.
- Jaką ma pan dzisiaj zdawalność?
- Nikt jeszcze nie zdał – mruczałem uśmiechając się. Patrzył podejrzliwie.
- Ma pan szansę, by zmienić ten stan rzeczy. Od pana wszystko zależy. Już mi się znudziło wpisywanie: negatywny.
Egzaminowałem kiedyś dziewczynę, a ta nagle spytała.
- Niech mi pan powie, został pan egzaminatorem z przypadku, czy to pana marzenie od małego. Jak się pan urodził, to już pan chciał być egzaminatorem i nic się więcej nie liczyło?
Gdy się urodziłem, najprawdopodobniej takiego zawodu nie było.
- Tak proszę pani. Już w łonie matki marzyłem, by zostać egzaminatorem.
Kiedyś trafił się zdający i co chwilę usiłował nawiązać kontakt dialogowy.
- Widziałem kiedyś wypadek. Jechał motorem szybko i nagle w drzewo przypierdzielił.
Popatrzyłem znacząco i karząco.
- Przepraszam. Ja zazwyczaj nie używam tak brzydkich słów.
- Tylko na egzaminie państwowym – zażartowałem.
- Eee no nie.
Co jakiś czas trafiały się telepiczki patologiczne. Trzęsła się całościowo, a noga skakała jak podczas kozaka. Nijak nie mogła jechać, bo w takim stanie nie da się. Dziewczyna ostatnio, jak przyszła na egzamin, telepała się jak galaretka, z oczu płynęły łzy i czerwona niczym rozgrzana blacha. Próbowałem żartować, by rozładować sytuację. Chwilę się uspokoiła. Ale po każdym błędzie, pięć minut postoju. Jakoś jechała. Miałem ochotę i raczej powinienem wpisać wynik negatywny, bo jeżeli tak jeździła zawsze, to stwarzała wielkie zagrożenie w bezpieczeństwie ruchu drogowego. Ale szkoda, bo mimo wszystko jechała, więc rozpisywałem błędy, jak tylko mogłem w myśl zasady, że bez stresu jeździ o wiele lepiej. I jakoś zdała egzamin.
Na niektórych wpisanie błędu powodowało popełnianie coraz więcej błędów, ale zdarzały się przypadki, że nieprawidłowo wykonane zadanie działało pozytywnie: widocznie wyciągały wnioski i jechały coraz lepiej.
Niedawno podczas egzaminu dziewczyna dostała wylewu. A raz po egzaminie przeszła na poczekalnię i wyciągnęła kopytka. W ościennym WORDzie Egzaminator Nadzorujący też miał wylew i zakończył żywot. Ale on już dobiegał sześćdziesiątki. Przejazd kolejowy i zdająca zatrzymała pojazd. Egzaminator zdążył wyskoczyć z auta, kierująca niestety nie i zginęła. No i ostatnio na placu manewrowym zdająca kobieta rozjechała egzaminatora. U mnie kandydatka na kierowcę dostała ataku padaczki.
Jednym słowem egzamin jest stresujący zarówno dla jednej, jak i drugiej strony.
Sporadycznie pojawiali się eksperci. Dziewczyna trzy razy zmieniła bieg i mruknęła słodziutko: sprzęgiełko wyślizgane.
- Raczej nie, bo samochód ma tylko rok, a codziennie wszystkie pojazdy do egzaminowania są sprawdzane pod względem technicznym.
Od czasu do czasu przychodzili religijni.
Przynosili obrazek świętej albo medalik i kładli transparentnie tak, bym widział. Raz chłopak miał nadgarstek owinięty różańcem. Inna na każdym skrzyżowaniu żegnała się. Zastanawiałem się, czy stwórca jej pomoże. Najprawdopodobniej to ja byłem dla niej bogiem. Więc starałem się być wyrozumiały i miłosierny. Rozpisywałem błędy, gdzie i kiedy tylko mogłem. Ale są granice. I są szanse. Każdy je otrzymuje. Ale nie każdy potrafi wykorzystać. Nawet stwórca nie pomoże.
Kiedyś dziewczyna po wejściu do pojazdu przeżegnała się i patrząc na mnie litościwie wyszeptała.
- Mam nadzieję, że święty Krzysztof mi pomoże.
- Niech pani lepiej liczy na siebie – odparłem. Korciło by dodać, że chyba ja mógłbym więcej pomóc niż bliżej nieokreślony św. Krzysztof, ale nie wyglądała na lubiącą żarty.
Innym razem pojawiła się zakonnica. Na początku nie wiedziałem, bo była ubrana normalnie, chociaż jej ciuchy na tle ubrań innych dziewczyn wyróżniały się siermiężnością: szare i długie jak u wiejskiej babci. Jechała przeciętnie popełniając coraz więcej błędów, aż w końcu nie ustąpiła pierwszeństwa podczas wyjeżdżania z parkingu. Jak to nazywałem: klasyczne nieustąpienie pierwszeństwa – prawidłowo jadący pojazd musiał się zatrzymać i to w oku kamery. Tak najlepiej.
Wydałem werdykt. Niby się zgadzała, ale prosiła, bym dał jej jeszcze jedną szansę coraz natarczywiej. W zaistniałej sytuacji nijak nie mogłem zmienić wyroku, ale dziewczyna coraz bardziej prosiła. W końcu rzekła.
- Przełożona mnie zabije.
Ale nawet w tak dramatycznej sytuacji nie mogłem zmienić decyzji.
- Myślę, że nie będzie tak źle. A gdzie miłosierdzie i zrozumienie przełożonej?
Popatrzyła na mnie zdziwiona, jakbym palnął głupotę wszechczasów.
- Nie mogę – wytłumaczyłem się – ja też mam swoich przełożonych i jeżeli zobaczą, że nie widzę oczywistości, mogę mieć kłopoty – nie powinienem tak się usprawiedliwiać, ale dziewczyna zakonnica tak bardzo prosiła, że zrobiło mi się jej szkoda. I wykonałem wyjątek.
- Wiem – mruknęła.
- Wierzę, że stwórca oświeci przełożoną i wykaże się wielkodusznością i wyrozumiałością.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt