Emerald stanął u bram Sillii kilka godzin po tym, jak Qaren XV opuścił pałac. Na Nualczyków czekało podwójne, bo ilwańsko-qatrińskie, przyjęcie. Cenna spodziewał się tego, dlatego był przygotowany na duży opór przeciwnych sił. Nie mógł jednak wygenerować liczebności wojsk przewyższającej sprzymierzonych obrońców.
- Gdzie idziesz, mężu? – spytała Iris słabym głosem.
Luka przywdział zbroję i przypasał miecz ojca. Cesarz oczekiwał go na czele swoich ludzi. Nie trzeba było, więc przekonywać Ilwańczyka, żeby zajął tę samą pozycję na czele własnych sił. Znał swoje obowiązki i nie zawiódłby zaufania rycerstwa.
Nie darmo płynęła w jego żyłach krew Crannów. Mimo, że zazwyczaj chłodniejsza, rozgrzewała się w ten sam sposób. Potrzeba mu tylko było odpowiednich warunków, sytuacji, a taka właśnie się nadarzyła. Nie przepuściłby okazji do wykazania się odwagą.
- Przecież wiesz, Iris.
Ucałował ukochaną żonę i córkę, i odszedł nie oglądając się za siebie. Przy wyjściu z zamku spotkał się z księciem Cathalem, który zameldował:
- Generał Braian jest gotów, czeka na rozkaz do walki.
- Dobrze, książę…gdzie jest Eileen?
Kazał przywołać siostrę, i surowo zakazał jej opuszczać pałacu.
- Najlepiej w ogóle unikaj miejsc, z których widoczne będzie pole bitwy.
- Kochany bracie! Za kogo mnie masz! – zaśmiała się, aby zamaskować boleść. – Ale idźże już i niech Bóg cię błogosławi!
* * *
Na widok króla, zbrojni ilwańscy podnieśli radosną wrzawę. Tysiące bijących o tarcze ostrzy złączyło się w klangorze na cześć ukochanego władcy. Ogłuszający wiwat zadzwonił wrogom w uszach. Ziemia zatrzęsła się jakby wibrujące płyty litosfery lada chwila miały uwolnić rozgrzaną magmę.
Luka z wypiekami na twarzy, z okiem roziskrzonym, jak burzowe niebo przechodził przez środek przyszłego pola bitwy. Nikt nie odważył się do niego wystrzelić. Żaden rycerz nie podniósłby ręki na wodza maszerującego w stronę swoich ludzi. Prędzej przebiłby się własnym mieczem, niż ściągnąłby na siebie wieczną hańbę.
Donośny głos trąby oznajmił rozpoczęcie walki. Eileen nie powtórzyła wybryku spod Ekardu, ale nie umiałaby się wyrzec śledzenia przebiegu bitwy. Akurat z jej komnaty roztaczał się najlepszy widok na krwawą rozgrywkę. Dużo kosztowało ją usłuchanie rozkazu brata. Towarzyszyła mu nieustannie, obecna duchem, osłaniająca go żarliwą modlitwą.
Obserwowała każdy ruch jego miecza. Gdy sztych nieprzyjacielskiej broni kierował się w jego stronę, serce w niej truchlało. To znów podskakiwało z ożywienia, gdy udało mu się odparować atak. Huśtawka skrajnych emocji męczyła ją znacznie bardziej niżeli udział w walce wręcz. Wtedy instynkt przetrwania nie pozwalał jej czuć zmęczenia albo strachu.
Wtedy zobaczyła coś, co sprawiło, iż wbrew rozsądkowi i zakazom omal nie skoczyła w poszukiwaniu broni i drogi na pole walki.
Sprzymierzone siły cesarsko-królewskie z reguły utrzymywały przewagę, ale w pewnym momencie Luka znalazł się w bardzo niebezpiecznym położeniu. Dał się zapędzić w kozi róg, wprost na ostrza Nualczyków. Nie było możliwości ucieczki. Otaczali go z każdej strony.
Eileen nie mogła tego dostrzec, ale cała krew spłynęła mu prosto do serca. Tylko jakimś niepojętym aktem woli wzbudził w sobie iskrę odwagi, którą, na przekór wszystkiemu, roznieciły szydercze uśmieszki Nualczyków. Przyszykował się na przyjęcie wyroku śmierci z godnością. Nie opuścić miecza, nie rzucił się do beznadziejnej ucieczki.
Jakże bardzo przypominało jej to okoliczności śmierci Mella! Nualczycy gotowali się do zadania śmiertelnych ciosów.
Wydała z siebie rozdzierający okrzyk rozpaczy, który najbardziej zmroził biedną Iris, bo jego przyczyna mogła być tylko jedna.
Eileen osunęła się na ziemię. Przez pręty przyglądała się porażającej scenie. Ale Luka wciąż żył, wciąż siedział na swoim gniadoszu i ściskał rękojeść uniesionego miecza. Ktoś napadł Nualczyków od tyłu. Jeden z nich padł martwy, potem nagle drugi. Powaliły ich ciosy jedynej ermańskiej ręki na pobojowisku. Junkier Faro przyszedł na ratunek królowi.
Było jednak zbyt wcześnie, żeby świętować. Przy Luce pozostało dwóch Nualczyków. Gdy walczył z jednym, drugi zaszedł go od tyłu. Skąd jeszcze miałaby nadejść pomoc? Czy z morza nieprzyjaciół mogła wyłonić się choćby jedna przyjazna postać, która by obroniła?
Luka zabił wroga jednym silnym pchnięciem. Nie spodziewał się ciosu w plecy, który zamierzał drugi napastnik. Wtem koń Luki raniony ostrzem miecza w zad podskoczył i zrzucił z siebie jeźdźca. Nualczyk spudłował, ale nie z własnej woli. To jakaś siła zmusiła go do zmiany obranego kierunku uderzenia. Błysnął nidell - raz i dwa. Nualczyk z przebitą piersią runął na ziemię. To cesarz dwoma sprawnymi ruchami zlikwidował niebezpieczeństwo.
Luka podniósł się oszołomiony. Na szczęście upadł najpierw na nogi, przez co zamortyzował zderzenie z ziemią. Zbroja ważyła do 50 kg, więc wstrząs z upadku mógł zabić równie skutecznie, co miecz.
Zza pleców cesarza wysypało się wielu Qatrińczyków i zaczęło wypierać wroga poza zasięg zagrażający życiu obu monarchów. Qaren XV podał Luce rękę. Tamten powstał z trudem, ale utrzymał się na nogach. Cesarz stracił gdzieś hełm, dlatego jego głowa pokryta ciemnym, rozwichrzonym włosem była niechroniona przed uderzeniami. Czarne kosmyki opadały mu na czoło i zasłaniały oczy.
Niedługo potem zniknęli z pola widzenia Eileen. Dagmara weszła na taras i krzyknęła, zobaczywszy półleżącą siostrę na ziemi. Podbiegła do niej i siłą podniosła na nogi.
- Mów! Luka poległ?!
- Nie! Żyje…
Przycisnęła ją do piersi, po czym wprowadziła do pokoju i pomogła jej się położyć.
- Idę powiedzieć Iris. Usłyszała, jak krzyczysz i wpadła w histerię. Myśli, że Luka zginął. Oby sama bardziej nie zapadła na zdrowiu…
Dagmara mówiła coś jeszcze wybiegając, ale nie dotarło to uszu królewny. Zasnęła natychmiast, gdy przestała czuć niepokój, a wyczerpanie wzięło górę.
Ocknęła się po kilku godzinach, tuż przed zachodem słońca. Okno było otwarte. Z dworu nie dochodziły żadne odgłosy oprócz melancholijnej pieśni kosa. To jego głos zawsze było słychać, póki nie nastała ciemność. Zastanawiała się, ilu poległych opłakiwał, ilu śpiewał na wieczny odpoczynek? Może przyglądał się martwym ciałom, przechadzając się pośród nich. Jego żałobna szata połyskiwała w ostatnich blaskach dnia, a on niczym kapłan wznosił ku niebu skrzydła zanosząc do Boga błaganie za dusze zmarłych. „…a światłość wiekuista niechaj im świeci…” powtarzał ptasi chór swoje requiem.
Sen odszedł ją, pozostało tylko wspomnienie śmiertelnego zmęczenia. Włosy kleiły jej się do zroszonego zimnym potem czoła. W pałacu także było cicho. Jeszcze nie wrócili, a może nie było komu wracać.
Wytężyła słuch. Na zewnątrz, od strony miasta zbliżał się jakiś rumor, stopniowo przeradzając się w rwetes, z którego wykrystalizował się wreszcie znajomy szczęk żelaza. Jakieś wojsko szło ulicami Sillii. Nie umiała rozeznać, czy okrzyki mieszczan zwiastują pomyślny wynik bitwy, czy odwrotny.
Dagmara stała przy drzwiach razem z Iris wspartą na jej ramieniu, niepewne, co robić - czy otworzyć wrota, czy zablokować je? Od dwóch godzin nie pojawił się żaden posłaniec.
Nagle rozległo się głośnie pukanie do drzwi. Odźwierny uchylił je. Wszedł przez nie dzierżący flagę ilwański rycerz.
- Zwyciężyliśmy! Niech żyje król! Niech żyje Ilwana!!!
Ilwańczycy powracali z bitwy triumfujący. Gdy usłyszała słowa hymnu rycerskiego:
…nie licz krwi Panie, wylanej tym orężem,
które strzegło ziemi ojców naszych…
wzruszenie opanowało jej serce, które zatrzepotało uniesione zapomnianym już uczuciem radości. Nie liczyła czasu, który mijał od chwili, gdy jej oczom ukazały się zwycięskie zastępy wkraczające w bramę.
Tego dnia nastało w Sillii wesele, jakiego przedtem nie znano. Śpiewano, tańczono nawet, co było niezwykłym w tym kraju zjawiskiem.
Nagle przyszła jej dziwna myśl: czy cesarz zginął? Przeraziła się. Na chwilę zapomniała nawet o Luce. Dlaczego tak bardzo ją to obchodziło? Przecież ten bolesny skurcz w sercu, tak osobliwy i dotkliwy jak od ugodzenia strzałą nie mógł się równać z niczym innym.
Nie mogła się ruszyć nim go nie ujrzała, jak razem z Luką wjeżdżał na dziedziniec pałacu. Coś w jej sercu podskoczyło i już nie opadło.
Cesarz spełnił swą obietnicę i pojawił się u króla Luki na uczcie. Świętowano całą noc. Schwytano niewielu nualskich jeńców, ponieważ reszta rycerzy Emeralda leżała w kałużach własnej krwi albo uciekła razem z nim.
Tak – Cenna Emearld, przewidując nieuchronną klęskę, zbiegł z pola walki pozostawiając swych ludzi na pastwę losu. Luka kazała gonić uciekinierów i brać do niewoli, ale zabronił ich zabijać. Byli to jedyni, których pozostawiono przy życiu. Qatrińczycy nie dopuszczali do pościgów. Posuwistym krokiem deptali po głowach opieszałego wroga, który stracił podporę w postaci osoby władcy. Sromem przyoblekło się imię Emeraldów.
Nim rozpoczęto ucztę, na pałacowym dziedzińcu zebrał się tłum zbrojnych i szlachty, która przybyła tam za nimi z miasta. Króla ściskano i całowano bez skrępowania. Taka to już jest natura ilwańska – na co dzień wstrzemięźliwa od zewnętrznych oznak czułości, ale dająca upust emocjom, gdy czuje, że jej się na to pozwala. Nawet Qatrińczycy byli brani na ręce i podrzucani w górę.
Tessera przezornie usunął się na bok, chcąc uniknąć radości tłumu, a za nim podążył cesarz Qaren XV. Woleli być biernymi obserwatorami nieco groteskowego, acz pociesznego widowiska. Nawet dla żywiołowego charakteru ludzi Estji była to zbyt duża dawka entuzjazmu.
Uśmiech na jego twarzy nie posiadał tym razem szyderczego akcentu. Usta zadrżały mu w walce z serdecznością, która starała się odbić na jego dumnym obliczu.
Nagle spoważniał, ale cień nie zasnuł jego lic, a oczy zapałały wzmożonym blaskiem. Szła do niego pewnym krokiem ona. Rycerze i dworzanie ustępowali jej z szacunkiem. Nie dostrzegł wahania w jej oczach. Tkwiło w nich silne postanowienie spełnienia zadania, które nosiła w duszy. Niecierpliwie pragnął usłyszeć jej głęboki, melodyjny głos. Skąd wiedział, że szła akurat do niego. Wyczuło to jego serce, które przyspieszonym biciem ostrzegło jego zmysły przed zbliżającą się.
Stanęła przed nim. Niby ta sama, ale tyle czasu niewidziana postać sprawiła, że z nową mocą odżyły w nim wszystkie uczucia, których była źródłem zarówno jak i celem. Ukłoniła się. Miała zacząć mówić, ale to on pierwszy powiedział:
- Eileen!
Był to cichy, stłumiony okrzyk spragnionego, który po długim okresie posuchy otrzymuje wreszcie kojący łyk chłodnej wody. Samo wypowiedzenie jej imienia orzeźwiło umęczonego walką, ku jego własnemu zdziwieniu czyniąc je jeszcze bardziej drogim niż kiedykolwiek. To jedno słowo, tak piękne, długo leżało na dnie jego serca, aby zawezwane umościć się w jego centrum, topiąc ostatnie dryfujące kry, których ostre brzegi mogły jeszcze ranić i mrozić dobre poruszenia.
Ona nie domyślała się tego wszystkiego, ale zachowanie cesarza zbiło ją trochę z tropu. Opuściła ją zaplanowana pewność siebie i plącząc się w słowach wykrztusiła:
- Przyszłam, aby podziękować waszej cesarskiej mości…
Myślał, że się przesłyszał. Ona dziękowała jemu, jeszcze nie wiedział za co, ale jak było to możliwe, że zdobyła się na ten akt?
- Podziękować…- mówienie przychodziło jej z coraz większym trudem. – Za uratowanie życia memu bratu.
Potęgujące się w oczach monarchy zdumienie wywołało ledwie dostrzegalny, figlarny uśmiech królewny.
- Widziałam – oznajmiła na wpół triumfalnie.
Jej odpowiedź również jemu udzieliła zabawnego nastroju. Nie powstrzymał się, żeby nie powiedzieć:
- Mam nadzieję, że z bezpiecznej odległości, wasza wysokość.
Nie obraziła się, gdyż wyczuła w jego tonie nutę bliźniaczą do tej, która przed chwilą zagrała w jej własnych słowach.
Po tym powróciła jej powaga i głośniejszym, pozbawionym drżenia głosem rzekła:
- Są czyny, których się nie zapomina. Ten do takich właśnie należy. To chciałam ci powiedzieć, cesarzu.
Grymas bólu odmienił nagle oliwkową gładkość jego rysów. Do głowy przychodziły mu najgorsze przypuszczenia i podejrzenia, że oto w jej wyznaniu kryje się aluzja do tego, do czego nie chciał już więcej wracać, o czym próbował zapomnieć. Czy delikatne pamiętliwe serce jest zdolne zapomnieć urazę tak głęboką, jak ta, którą jej zadał? Mniejsza o to, że kiedyś chciała go zabić. Przebaczył jej. Już dawno ją uniewinnił.
Czyż ona nie mogła przebaczyć jemu? Choć…przecież nie poprosił jej o wybaczenie. Ale jak mogła myśleć, że nie żal mu okrutnych słów, które rzucił jej prosto w twarz. Co dzień konał z żalu przypominając sobie ślepotę i pychę, które sprawiły, że w tych ukochanych, pięknych oczach pojawiła się krew. Nie powiedział tego matce, ale widok ten prześladował go do dziś. Może i ona nie zdawała sobie z tego sprawy, ale gdy usłyszała jego okropne, niemożliwe do cofnięcia okrutne słowa, okalający jej skurczone źrenice miedziany blask powlekła szkarłatna łuna.
Może było to tylko wrażenie. Może w tamtym momencie zwróciła się pod odpowiednim kątem do słońca, które zabarwiło na chwilę wzbierające łzy. Nie miało to żadnego znaczenia. Nie umiał sobie wyobrazić, co wtedy czuła. Pamiętał tylko, że kolejnego dnia jej patrzyła ze szklistym, bezdusznym wyrazem. To dlatego zapytał ją, czy czegoś sobie życzy. Rozpacz podpowiadała mu, że nie można już wskrzesić światła, które on w niej zgasił. Które on zabił.
Wstawiła się za Rezą. W takich chwilach zdolna była myśleć o innych. Ale mówiła jak nieobecna, niby z zaświatów przekazując ostatnią niewypowiedzianą za życia wolę. Wtedy utracił wszelką nadzieję. Umiał panować nad sobą. Zmarszczył brwi, żeby nie rzucić się na kolana i nie rozedrzeć szat. Odłożył to na później. Widziała to tylko Awital. Dzięki matce nie oszalał, tylko wziął się w garść.
Przedtem nie zdawał sobie sprawy, jak poważne, jak głębokie są jego uczucia dla Ilwanki. Najciężej jest ranić ukochaną osobę. Nie zrobiłby tego, gdyby wiedział, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Gdyby wiedział, że to jego miłość…
Kim był dla niej teraz? Powiedziała, co miała do powiedzenia i odeszła powolnym krokiem. Nie mógł oderwać od niej oczu. Z gracją posuwała się wśród ludzi, jej ciemny warkocz obijał się delikatnie o plecy i talię, aż zniknęła w tłumie.
„Jak ona mogłaby mnie zechcieć? Mnie, który nigdy nie stawiał kobiety wyżej nad dziewkę służebną. A jej nie można nie czcić. Najlepsze córy Qatrin były na moje skinienie, oddawały mi się bez oporu, a ta niepozorna, ale władająca ukrytym ogniem dziewczyna wymaga czegoś więcej. Jakże bardzo chciałbym móc jej to dać! Nie w mojej to mocy…”myślał cesarz, którego pierwszy raz w tej opowieści możemy z czystym sumieniem nazwać biednym, gdyż tak właśnie się czuł – nędzarzem.
Nieobecny duchem na uczcie wciąż wyglądał wybranki swego serca. Jadł, aby nie urazić Luki, który przypisywał ociężałość cesarza fizycznemu zmęczeniu. Wznoszono toasty na jego cześć, ale jakby ich nie dostrzegał. Nie spuszczał oczu z tej, która siedziała prawie naprzeciw niego, po prawej ręce królowej. Iris czuła się dziś już na siłach, aby przyłączyć się do świętujących, tym bardziej, że ocalał jej mąż.
Qaren rozmawiał prawie wyłącznie z królem i jego żoną. Zawsze, gdy się odzywał, baczył na reakcję Eileen. Ku jego rozczarowaniu pozostawała zimna i obojętna. Jedna tylko Dagmara widziała, co się święci. W pewnym momencie poruszyła nowy wątek w rozmowie, tak aby skierować go w sobie znanym celu.
- Cóż teraz, cesarzu? Czy planujesz rychły powrót do Qatrin?
- Tak, pani, kiedy tylko będzie to możliwe.
- Pozwól, że ośmielę się zaryzykować stwierdzenie, że nie brak ci niczego w twoim pięknym, bogatym kraju.
- Każdy w końcu przekonuje się, że dostatek i władza to nie wszystko, a już na pewno nie źródło prawdziwego szczęścia…
- O tak! – niespodziewanie włączyła się do rozmowy Eileen.
Ocknąwszy się z zadumy, żywo zainteresowała się tematem. Dopiero potem zorientowała się, kto wypowiedział słowa, na która zareagowała.
– Nie tego pragnie dusza, która chce być prawdziwie wolna! – dodała z ikrą.
Znów ten blask! Znów iskra życia zarumieniła posągową bladość jej lic! Oczy nie są nieobecne jak odbicie martwego lustra Styksu. Życie musiało być w niej cały czas, ale przytłumione, w agonii. Nie wierzył, że mogło być inaczej. W przeciwnym razie cudem byłoby to, co się z nią stało tak naturalnie, bez wysiłku prawie.
- A czego pragniesz królewno? – zapytał ją.
Spojrzała na niego, ale nie odpowiedziała. Cokolwiek przelatywało im wtedy przez głowy, pozostanie tajemnicą. Oboje nie wyrzekli już do końca uczty ani słowa.
Cesarz miał zabawić w Ilwanie jeszcze kilka dni. Nualczycy przegrali z kretesem. Nie obawiano się odparowania ciosu zadanego pod Sillią. Król Emerald zaginął, ale urządzono na niego polowanie. Luka wydał rozporządzenie w celu ochrony życia zbiega, zakazując znęcania się i mordowania Nualczyka. Miał zamiar wziąć go jako jeńca i oddać w ręce Qarena XV.
Wieczorem po zwycięstwie wydarzenia minionej doby długo nie dawały Luce zasnąć. Emocje i nadmierne zmęczenie na przemian stawiały opór na drodze do zasłużonego odpoczynku. Iris i Eimear spały smacznie i zdrowo. Jego myśli krążyły głównie wokół bliskości śmierci, której doświadczył, akcji ratunkowej cesarza oraz biesiady. Niesłychane, że niedawny wróg przeprawił się z innego kontynentu, aby pomóc nic nieznaczącej dla niego Ilwanie. „Musi to mieć jakiś związek z Eileen. Ale powiedziała mi, że rozgniewała go śmiertelnie. A jak odnosił się do niej przy stole! Właściwie tylko ona go interesowała…”.
Bezowocne dociekanie zmogło go wreszcie tak mocno, że zbudził się dopiero przed południem.
Dzień zapowiadał się dżdżyście, więc król rozkazał zapłacić sillijskim grabarzom i sprowadzić posiłki z okolicznych miast, ażeby pogrzebali pozostałe po bitwie ciała, które wciąż leżały pod murami stolicy. Członków rozpoznawanych rodów szlacheckich grzebano płytko i oznaczano groby tak, że rodziny mogły ekshumować szczątki i pochować w grobowcach rodowych.
Krótka wojna wstrząsnęła królestwem, ale nie nadszarpnęła jego spójności. Ilwana miała teraz potężnego sprzymierzeńca, ale takim nie zawsze można ufać. Dręczyło to ilwańskich dostojników na tyle, że radzi przyglądali się odjazdowi cesarza. Wiedzieli, że oddech wojny przestanie tworzyć mokrą parę na szybach ilwańskich domostw, gdy wszyscy cudzoziemcy opuszczą ich ojczyznę.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





Pozdrawiam.
może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt