W kościele św. Hipokryta Porannego nastał chaos. Wierni, jeszcze godzinę wcześniej modlący się o odpuszczenie grzechów, teraz zerkali podejrzliwie na siebie i szeptali jak emeryci w kolejce do lekarza. Szeptali, że ojciec Paweł sprzedał ich niczym cebulę na targu – złamał świętą tajemnicę spowiedzi! I to nie po cichu, ale z rozmachem, bo jak inaczej wyjaśnić, że policja wiedziała o zdradach, masturbacjach, pornografii, a nawet o tych dwóch kawałkach szynki ukradzionych z Biedronki w 2016?
Wiadomość dotarła błyskawicznie do Vito Caruso – mafijnego bossa, człowieka, który miał więcej grzechów niż Biblioteka Watykańska książek, ale za to regularnie się spowiadał i sypał na tacę jak rząd na kampanię. Dla niego spowiedź była jak sejf na brudy: jeśli ktoś śmie go otworzyć, zasługuje na kulkę w czoło – z miłości chrześcijańskiej, oczywiście.
Wieczorem na plebanii panował względny spokój, do momentu aż pod bramą zaparkowało pięć czarnych limuzyn tak błyszczących, że można było się w nich przejrzeć i od razu popaść w depresję. Wysiadła z nich drużyna mężczyzn, wyglądających jakby właśnie opuścili casting do nowego „Ojca chrzestnego: Edycja sakramentalna”. Garnitury, okulary przeciwsłoneczne, uśmiechy tak zimne, że można by nimi chłodzić piwo. A w rękach – karabiny maszynowe, bo przecież dialog to przeżytek.
Ojciec Paweł i Serafiel patrzyli przez okno jak dwie sarny w światłach tira. Przerażeni, zszokowani, z wyraźną nutą „czy to już czas na skruchę, czy raczej na ucieczkę przez zakrystię?”. Ksiądz modlił się jakby chciał odkupić wszystkie grzechy Watykanu naraz, a anioł dygotał, próbując przypomnieć sobie, gdzie schował aureolę.
— Ojcze Pawle! — zabrzmiał bas Vito Caruso, silniejszy niż kazania biskupa na niedzielnej mszy. — Wyłaź, zanim zacznę recytować Ojcze Nasz z tłumaczeniem na łacinę mafijną!
Wewnątrz plebanii panował klimat jak w horrorze klasy B – tylko z mniejszą ilością krwi, a większą ilością wina mszalnego. Ojciec Paweł próbował się ukryć w konfesjonale, ale utknął tyłkiem między kratkami. Serafiel próbował zadzwonić do Archanioła Gabriela, ale nie miał zasięgu. Ostatecznie zdecydowali się – taktycznie – na modlitwę o cud. Niestety, cudem była już sama ich dotychczasowa bezkarność.
I wtedy – jak deus ex machina na dopalaczach – rozległy się syreny. Nie syreny wodne, tylko policyjne, a z radiowozów wysypały się oddziały komandosów tak uzbrojonych, że przeciętny czołg by się zawstydził. Na czele – dowódca, twarz jak z betonu, oczy jak laser, głos jak uderzenie gumowej pałki w sumienie.
Rozpętało się piekło.
Gangsterzy nie czekali na formalności – otworzyli ogień jak w Sylwestra w Neapolu. Policja odpowiedziała z subtelnością młota pneumatycznego. Kule latały, ściany się rozpadały, figurka św. Antoniego dostała rykoszetem i teraz wyglądała jak po rozwodzie. W tle grały organy – same z siebie. Z szafy wyskoczył ministrant i zaczął się modlić do Jezusa, ale w wersji hip-hopowej.
Ojciec Paweł i Serafiel leżeli na podłodze, modląc się tak intensywnie, że nawet Bóg zrobił pauzę w Netflixie, żeby ich posłuchać.
Po kilku minutach absolutnego chaosu, wszystko ucichło. Gangsterzy – martwi. Policja – zakurzona, ale dumna. Plebanię – można by już spokojnie uznać za zabytek po przejściu hordy Hunów.
Dowódca wpadł do środka z gracją nosorożca i warknął:
— Kto żyw, ręka w górę. Kto nie żyw... cóż, za późno.
Ojciec Paweł podniósł się, próbując wyglądać godnie, ale miał kieliszek przyczepiony do koloratki i dwa naboje w sutannie. Serafiel podniósł aureolę z podłogi i próbował się uśmiechnąć, choć wyglądał jak po trzech dniach kaca moralnego.
— Musimy was chronić — powiedział dowódca, rozglądając się po zdemolowanej plebanii. — Albo chociaż dopić to wino, bo szkoda by się zmarnowało.
I tak narodziło się coś na kształt braterstwa broni. Butelki poszły w ruch, modlitwy przekształciły się w śpiewy, a moralność – zawisła gdzieś między kieliszkiem a pustką egzystencjalną. Policjanci, ksiądz i upadły anioł stworzyli wspólnotę grzeszników na imprezie końca świata.
Ojciec Paweł, lekko pijany, wzniosł toast:
— Za zbawienie! Albo chociaż za brak nagrania z tej akcji w internecie!
Wszyscy się zaśmiali. Nawet trup Vito Caruso wyglądał, jakby się uśmiechnął.
Tylko Serafiel siedział z boku, pogrążony w myślach. Czuł, jak jego skrzydła – te symboliczne, bo fizyczne sprzedał kiedyś za kieliszek grappy – drżą. Czuł, że coś jest nie tak. Że coś w nim jeszcze żyje. Że być może... jeszcze nie jest za późno.
Dowódca podszedł, klepnął go po plecach tak mocno, że anioł prawie się przewrócił.
— Zbyt dużo myślisz, chłopcze. W tym świecie albo jesteś cynikiem, albo trupem. Ewentualnie politykiem. Ale to już najwyższy poziom upadku.
Serafiel spojrzał na niego, szukając nadziei. Ale w oczach komendanta widział tylko zmęczenie, pustkę i echo świątecznej kolędy z supermarketu.
W końcu wstał. Cisza. Świt wdarł się przez rozbite okna. Światło dotknęło jego twarzy. Impreza trwała – ksiądz tańczył lambadę z policjantem. Serafiel nie oglądał się za siebie.
Wyszedł. Sam. Z kacem, wyrzutami sumienia i niejasnym przekonaniem, że być może, mimo wszystko, jeszcze da się coś naprawić.
Albo chociaż wymienić duszę na nowszy model.











Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt