Dwa dni po bitwie, Eileen udała się na poszukiwania starszej siostry. Poprzedniego dnia nie widziała jej ani razu, co wzbudziło jej niepokój. Zastała ją w bardzo niecodziennej, szokującej sytuacji. Otóż Dagmara stała w ogrodzie pod dużą wiśnią. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jej postawa – prawą rękę przyciskała do serca, jej twarz zwrócona w czyjąś stronę – w czyją, tego Eileen nie mogła z początku dojrzeć – wyrażała skrajne, słodkie zaskoczenie.
Eileen nie wytrzymała i pobiegła w jej stronę i wtedy ujrzała Faro z Wilibord. Królewna zatrzymała się gwałtownie. Rezolutna Dagmara powitała ją jako pierwsza:
- Siostro! Nie sądziłam, że jeszcze znajdę miłość w życiu…
I uściskała ją mocno, głośno całując w oba policzki. Faro spokojnie okazywał swój entuzjazm, choć niemniejszy zapał rozgrzewał niebieską toń jego oczu.
- Oczywiście, że się wami cieszę – zaczęła nieśmiało Eileen, ale gdy dotarło do niej, co tak naprawdę się dzieje, uśmiechnęła się szeroko i pogratulowała siostrze. – Nie do wiary! Dagmaro wychodzisz za mąż! I to za kogo! Ręczę za niego. Wart jest więcej niż wielu synów ilwańskich możnowładców.
Nie podejrzewała, że król i Panowie mają na ten temat odmienne zdanie. Luka nieufnie odniósł się do zamiarów Ermańczyka. Obawiał się, że ma to związek z możliwym dziedziczeniem tronu przez Dillona, dlatego odmówił junkrowi ręki swojej siostry, który poprosił o nią wczoraj. Oświadczył mu wręcz, że powinien opuścić Ilwanę niezwłocznie. Faro, jako dobry rycerz, gotów był przyjąć rozkaz, ale nie bez walki. Z rozpaczą i niewinną urazą w głosie powiedział:
- Panie! Powiedz prawdę! Wypędzasz mnie, bo widzisz we mnie zagrożenie dla tronu Ilwany. Niegodzien jestem ręki córki Króla Oskara, a tym bardziej roli opiekuna jej dziecięcia, i nic niewarta była moja służba jeśli moją ambicją jest zdobycie korony!
Tu trzykrotnie uderzył się w piersi, jakby na potwierdzenie, że honor był dla niego najważniejszy.
- Moja w tym wina, że nie przyszedłem do ciebie wcześniej, kiedy nie powziąłbyś podejrzeń co do czystości moich zamiarów, ale nie miałem śmiałości! Mam dwadzieścia siedem lat. Niegdyś król mój, Mell planował oddać mi za żonę swoją siostrę Adę. Niestety sprawy potoczyły się inaczej. Ach! Czym mogę cię przekonać, że nie jestem podłym parweniuszem!
- Wybacz mi wierny, Faro – odparł Luka z wahaniem. – Nawet jeśli ty jesteś uczciwy, to pozostaną niezadowoleni Panowie, a może i twoi potomkowie, którzy zechcą wszcząć walkę o tron. Nie wolno mi narażać na to królestwa!
Ermańczyk zrozumiał. Z tej sytuacji nie ma wyjścia. Nie winił za to Luki, który działał w interesie własnego narodu. Nie miał innego spadkobiercy tronu poza małym Dillonem. Czy miałby więc czekać, aż królowa powije syna? Przekonał się, że to nigdy nie nastąpi. Iris była Luce droższa niż syn, którego i tak by zapewne nie otrzymał.
Długo stał w miejscu świdrując króla oczami, licząc na ochłap łaski, ale zniewoliła go siła potężniejsza i najbardziej bezwzględna ze wszystkich – konieczność.
- Kiedy…- spytał Faro.
- Za trzy dni.
Faro przyklęknął na sposób ermański. Do tej pory kłaniał się władcy jak Ilwańczycy. Symbolem tym ostatecznie potwierdził zgodę na wypełnienie rozkazu. Skończył służbę u ilwańskiego króla. Znów musiał stać się Ermańczykiem, wrócić do władcy, którego nie pokocha, którym pogardza. Ciężko szlachetnej duszy jest oddawać cześć nędzy ukrytej pod sobolim płaszczem.
Luka nie był obojętny na zachowanie junkra. Coś szarpnęło się w jego sercu. Tak odpłacał mu za bezinteresowną służbę, narażanie życia w boju dla przybranego pana. Chciał wyciągnąć ku niemu rękę, odwołać decyzję, ale było już za późno. I była to jedyna słuszna decyzja. Mógł mu ofiarować tylko bogactwa, czego nie omieszkał uczynić, ale Faro odmówił. To było dla niego zbyt wiele.
- Nie mogę przyjąć niczego, bo przekreśliłoby to wartość przysięgi, której starałem się dochować.
- Żal mi tracić takiego rycerza – westchnął Luka.
Podszedł do Ermańczyka. Wyciągnął ku niemu prawą dłoń, jednak nie podał jej do ucałowania. Położył mu ją na ramieniu. Gestem tym niedawno, obdarzył samego cesarza Qatrin. Ale czy wystarczyło to za poświęcenie, którego nie mógł spłacić złotem?
- Bądź zdrów, Faro.
Junkier wyszedł słaniając się na nogach.
Rozmowa ta miała miejsce w dzień, kiedy to Dagmara zniknęła zupełnie z pola widzenia młodszej siostry. Faro nie chciał powiedzieć Dagmarze, co zaszło między nim a Luką, ale jej desperacja i ból, kiedy dowiedziała się, że ukochany na zawsze ma opuścić Ilwanę, nie pozwoliły mu milczeć. Wyznał jej wszystko. Niedługo namyślała się nim podjęła decyzję:
- Gdziekolwiek nie pojedziesz, ja jadę z tobą.
Faro protestował, ale łzy niewieście w jednej chwili zniweczyły słaby opór. W końcu był tylko człowiekiem.
Nie on obmyślił plan ucieczki. Dagmara zaplanowała, co powinni zrobić.
Eileen, nieświadoma zbliżającego się wstrząsu, cieszyła się zupełnie szczerze. Lekceważyła oznaki obaw i tłumionego bólu w postawie narzeczonych. Nie przyszło jej do głowy, że mogli zaręczyć się potajemnie.
- Tak bardzo cię kocham Eileen! – rzekła Dagmara wyjątkowo gorąco i znowu objęła siostrę.
„Jakby robiła to po raz ostatni” – przemknęło jej przez myśl.
Poprosili ją, aby nie mówiła o tym nikomu do czasu.
- I tak niedługo wszyscy się dowiedzą – zapewniała Dagmara.
- Luka wie, prawda?
- Wierz mi, że ma o tym pojęcie – odparła Dagmara z dobrze udaną wesołością.
Z tropu zbiła królewnę autentyczność uczuć kochanków. Zamknęła więc oczy i uszy na ostrzeżenia o podstępie przeplatające się z naturalnymi wybuchami radości.
Szybko spełniła się obietnica Dagmary. Kolejnego dnia wszyscy począwszy od Luki, a skończywszy na nadwornym skrybie wiedzieli, że junkier Ermański żeni się z siostrą króla - a właściwie, że już to zrobił. W nocy Dagmara i Faro uciekli konno w nieznanym kierunku. To Eileen znalazła zaadresowany do niej list w kołysce Dillona. Malec spał. Królewna nie chciała go budzić, więc wyszła na zewnątrz i tam otworzyła zwinięty papier.
Najdroższa, na zawsze kochana Eileen!
Wiem, że nie potępisz mnie za mój czyn, choć jest on haniebny i samolubny. Najbardziej pali mnie udręka, że już nigdy więcej Cię nie zobaczę…
Przerwała czytanie. Litery zatańczyły jej przed oczami. Osunęła się na kolana.
- Nie może być…
Nie wierzyła w to, co czyta. Gdy powróciły jej siły, podniosła się i najspokojniej w świecie wróciła do komnaty. Dillo obudził się i zaczął gaworzyć. Jego mama nie przychodziła.
Usiadła na otomanie. Ręce jej drętwiały. Zimny pot zlał jej plecy i skronie. Czytała dalej:
…Uciekliśmy w nocy, gdy wszyscy posnęli. Nie mogę powiedzieć Ci gdzie, siostrzyczko! Jeszcze nie teraz. A jeśli domyślasz się, to miej miłosierdzie nade mną i zachowaj to dla siebie!
Luka nie mógł zgodzić się na nasz ślub. Dillo jest dziedzicem, to postanowione. Ach! Nie wiedziałam na co się godzę! Ale tak naprawdę nie miałam w tej sprawie nic do powiedzenia. Korona zostaje w rodzie. Tak jest od zawsze.
W niektórych miejscach litery były porozmywane od kropel łez, które pisząca uroniła nad kartką. Jakich katuszy doświadczała Eileen mogła zrozumieć jedna Dagmara.
…Wiem, co czujesz, najdroższa. Mimo, że i ja cierpię zasłużone męki, to wybrałam ten los. Zdziwi cię to może, ale miłość, która od niedawna ma mnie w swojej mocy, zwycięża ten ból słodyczą, której nie umiem nazwać słowami. Nie umiałabym żyć w oddaleniu od tego, którego kocham.
Musiałam wybrać między nim a Dillonem…Jestem więc wyrodną matką! Niech Bóg mi przebaczy! Ale nie miałam prawa zabierać synka ze sobą. Byłoby to przestępstwem, zdradą stanu!
Spytałabyś mnie: czy miłość dziecka nie jest większa, ważniejsza niż jakakolwiek inna? Jest, Eileen, ale nie posiada ona tej samej siły. A przynajmniej ja uległam innej. Jeszcze raz, niech Bóg mi przebaczy!
Nie wiń także Faro. Gotów był zdeptać swoje serce i opuścić kraj. Chciał żyć jak pustelnik z wiecznie świeżą raną. Może i jest na taką lekarstwo. Może powinniśmy szukać go u Tego, który Jest i wszystko może. Nie umieliśmy. Gdybyś wiedziała, jak straszna była to decyzja…
Teraz, gdy to piszę jestem już żoną Faro z Willibord. Stało się. Zastanawiasz się, kto udzielił nam ślubu? Nie zdradzę tożsamości tego kapłana, aby nie narażać go na gniew króla. Wylaliśmy przed nim nasze znękane serca. Zrozumiał potrzask, w którym tkwimy. Rzekł nam: „Nie moja to rzecz…zbyt trudna to sprawa na mój prosty rozum. Masz rację, pani, dziecko nie do ciebie należy, lecz do Ilwany. Bóg Was osądzi, gdyż ja nie jestem do tego powołany. Ale Sędzia ten ma litość nad Wami. Niech Wam błogosławi…”
Tylko to daje mi siłę. Nic nie orzeźwia duszy bardziej niż świadomość bycia kochaną.
Nadmiar słów nie ukoi Twego żalu, siostro. Tutaj zakończę swoją relację. Nie płacz po mnie zbyt długo. Nie gniewaj się na Lukę, nie znienawidź mego męża. Pokochaj całym sercem Dillona (choć i tak pewnie już to uczyniłaś). Ostatni raz i na wieki powtarzam, że kocham cię. Mówiłam ci to wczoraj, ale chcę, abyś miała te słowa przed oczami, kiedy tylko będziesz ich potrzebować.
Powiedz też Luce i Iris, że miłuję ich szczerze i żałuję, że przyniosłam im tyle wstydu i cierpienia. A Ty bądź szczęśliwa! Wiem, że to możliwe. Szczęście stoi u progu i cierpliwie czeka, abyś otworzyła.
Twoja siostra Dagmara (Willibord).
P.S. zabrałam ci podstępem pukiel włosów. Nie zauważysz nawet, skąd go ucięłam. To samo zrobiłam Dillonowi.
Gdy dorośnie powiedz mu, że przepraszam, że…nie umiałam kochać go czynem, choć…
Dalej tekst się urywał. Nie dokończyła myśli.
Eileen przemocą oderwała kartkę od oczu, bo im dłużej patrzyła na nią z pochylona głową, tym więcej liter rozmazywały świeże łzy.
- Dagmaro…- zawołała z goryczą.
Podeszła do kołyski, wzięła małego na ręce i przycisnęła do serca, obsypując pocałunkami.
* * *
- Uciekła…Dagmara! Nie spodziewałbym się tego nawet po tobie, Eileen, a co dopiero po niej! – powiedział Luka, gdy pokazała mu list. – Zastanawiam się, czy którakolwiek z moich sióstr jest normalna!
- Co z tym zrobisz, panie? – wtrącił palatyn.
- Nie wiem! Naprawdę, książę…to przechodzi wszelkie pojęcie.
Biskup Labraid – niedawno mianowany prymas Ilwany -przysłuchiwał się wszystkiemu z surową miną. Ważył coś w sobie, kilkakrotnie próbował dojść do głosu, ale zakrzyczeli go Panowie i inni urzędnicy królewscy. W końcu król nakazał milczenie:
- Jeśli nikt z was nie ma do powiedzeni nic mądrego, niechaj uciszy się, a nie szczeka jak rozjuszony pies!
- Czy pozwolisz, panie, że zabiorę głos w tej sprawie? – spytał biskup.
Był to człowiek posunięty w latach, z długą opadającą do pasa siwą brodą. Eileen bała się wypowiedzi biskupa. Jego słowa będą wyrokiem w sprawie. Jej brat chętnie słuchał jego rad. Ciche, kontemplacyjne usposobienie mogło sprawiać wrażenie niegroźnego, ale w tym starcu tkwiła siła zgromadzonej przez lata mądrości, której nikt nie umiał sprostać.
- Proszę, biskupie!
- Królowa Dagmara – pozwól, że nadal będę ją tak tytułował, gdyż bezprawnie pozbawiono ją tego miana – porzuciła swoje dziecko, wiedząc, że obrałeś go, panie następcą tronu. Samo to dużo mówi nam o jej opłakanym stanie. Można powiedzieć, że oszalała, postradała zmysły – biskup westchnął boleśnie i kontynuował. – Dużo przeszła uciekając przed Cenną Emeraldem, który nastawał na życie jej syna. Ryzykowała też własne starając się za wszelką cenę ochronić małego Dillona. Dlatego gdy usłyszałem fatalną wiadomość o jej ucieczce i pozostawieniu tego dziecka, jedynym uczuciem, które zrodziło się w moim sercu, była litość. Ogromna musiała być jej desperacja, skoro zdecydowała się na taki krok. Każda dusza ma swoją wytrzymałość. Tyle czasu cierpiała, aż wreszcie, gdy zasmakowała szczęścia, miała je utracić. To za dużo, panie. Radzę ci, pozostawmy ją w spokoju. Nie wysyłaj pościgu. Nie karz też Ermańczyka. Sam wiesz, że wiernie ci służył. Nie pragnął zaszczytów ani władzy. Biedne dzieci! Nie wolno dręczyć udręczonych.
Ludzie różnie przyjęli jego mowę. Niektórzy potakiwali głowami, inni byli zwolennikami pojmania Faro i Dagmary. Eileen odetchnęła i z wdzięcznością spojrzała na biskupa Labraida.
- Wasza ekscelencjo! Nie mogę odmówić twoim słowom słuszności. Nie ukrywam jednak, że ciężko pozostawiać mi tę sprawę jej własnemu biegowi. Czy to nie będzie gorsze niż próba odnalezienia ich?
- Niekoniecznie – odparł biskup. – Ilwana niczego na tym nie zyska. Pewnie obawiasz się, że cesarz dowie się i wzgardzi nami. Pamiętaj, wasza wysokość. Tu nie chodzi o zdradę stanu ani zamach. To tylko ludzka słabość, która samej sobie przynosi wstyd i to chyba największa dla niej kara.
- Dobrze! Umarzam postępowanie.
Może już nigdy nie dowiedzą się, gdzie udali się małżonkowie. My jednak, możemy poznać tę prawdę, a może okaże się ona dość trywialna, bo gdzie mieliby się udać, jeśli nie do kraju Martów, do Erno i jego żony Lilii. Przyjęli ich z otwartymi ramionami, jak własną rodzinę. Pomogli znaleźć dom i zajęcie, aby mieli z czego żyć. Dagmara szyła i tkała, Faro został łowczym.
Dochowali się czworga dzieci, których całym światem stał się las, do którego przylegało ich spokojne domostwo. Faro i Dagmara ukrywali swoje prawdziwe pochodzenie. Byli zwykłymi wyrobnikami, których los pokierował do tego małego uroczego kraju. Czasami wprawiali ludzi w zdumienie dostojnym obejściem, językiem oraz wiedzą.
Sąsiedzi długo plotkowali, ale w końcu dali spokój domysłom, a ich pańskie zachowanie tłumaczyli pochodzeniem. Domyślali się, że wcześniej mieszkali w Ilwanie lub w Ermanii. Kto wie? Może za granicą nawet chłopi wydaliby im się książętami?

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt