OWOC LASU - CZ. III - Rozdział trzydzietsy siódmy. - Ala Mak
Proza » Długie Opowiadania » OWOC LASU - CZ. III - Rozdział trzydzietsy siódmy.
A A A

Rozdział trzydziesty siódmy.

 

Ilwańczycy żegnali Qatrińczyków jako sprzymierzeńców -niesłychany paradoksalny koniec burzliwej historii z ostatnich kilkunastu miesięcy. Długo by opisywać uroczystość, którą z tego powodu wyprawiono. Wystarczy nadmienić, że nawet Ermania nigdy nie wpadła w taką łaskę, jaką zaskarbiło sobie wrogie dotąd dla całego Zachodu Cesarstwo.

Jeszcze przed opuszczeniem Sillii, król i cesarz odnowili rytuał zawarcia braterskiego przymierza. Luka był już pewien, że Qaren XV pozostanie jego przyjacielem. Nie bał się oburzenia innych narodów Zachodu z powodu sojuszu z cieszącym się złą sławą władcą. Nie uważał za słuszne tłumaczyć im powodów swojego postępowania. Kto niby stanął przy jego boku, gdy Cenna napadł na jego kraj? Gdzie był Beda, król Ermanii?

Jego niewdzięczność została, jednak ukarana. Otóż, wkrótce po wybuchu wojny w Ilwanie, został otruty. Marilisa zajęła jego miejsce na tronie. Koronowano ją na królową Ermanii. Wykorzystała chaos za południową granicą, który odwrócił uwagę opinii międzynarodowej od przepychanek o koronę Ermanii.

- A więc wszystko było daremne! Niebezpieczne poselstwo niepotrzebne! – biadał książę Cathal, gdy dowiedział się o posunięciu stronnictwa Marilisy. Informacja ta wypłynęła tego samego dnia, kiedy Qatrińczycy wyruszali z powrotem do Estji.

- Też tak myślałem, książę. Ale z drugiej strony, nie zyskalibyśmy takiego sojusznika. Przegralibyśmy wojnę.

- Racja, panie. Wysyłając własną siostrę okazałeś cesarzowi szacunek. Musiał wziąć to sobie głęboko do serca.

„Nie wiesz nawet jak bardzo…”dokończył w myślach Luka pozostawiając księcia w niewiedzy.

Eileen też nie powiedział o wczorajszej niezwykłej rozmowie z Qarenem. Wciąż był skonfundowany na tyle, że nie wiedział, czy przekazanie tej informacji byłoby korzystne. Zaczynał żałować, że nie przyjęła oświadczyn cesarza, a raczej życzyłby sobie, aby przyjęła je teraz. Za wcześnie jednak było na podejmowanie decyzji w tak ważkich sprawach. Wciąż świeża była sprawa Dagmary. Po co ryzykować kolejny konflikt? Lepiej zostawić wszystko, aż sytuacja nabierze bardziej zdrowych, krągłych, podatnych na modelowanie kształtów. Niedawne napięcia wszystkich doprowadziły do załamania.

Cesarzowi ciężko było rozstać się z Ilwaną. Tęsknym wzrokiem obrzucił pałac, polany Sillii i tętniące życiem miasto, a nade wszystko ją. Eileen, jak wszyscy pozostali brała udział w pożegnaniu. Qaren ostatni raz uściskał jej brata. Potem zwrócił się do niej. Stali naprzeciw siebie. Samoistnie narzuciły jej się skojarzenia z podobną sceną z Kar-Qatrin. Porównywała je do siebie tak usilnie, że przez chwilę zdało jej się, że znów stoi przed pałacem z żółtej cegły; że to ona po raz kolejny opuszcza cesarza, a nie on ją.

- Nie podziękowałam waszej cesarskiej mości za wczoraj…Widać podziękowania nie są moją mocną stroną, przepraszam…

Spuściła oczy. Trudno było jej dziękować temu człowiekowi, a jeszcze trudniej rozstać się z uczuciem wyższości, które zrodziło się w niej po incydencie w Cesarstwie. Jego późniejsze czyny zniweczyły jej przewagę moralną. Nie mogła przecież nie zauważyć zmiany, jaka w nim zaszła. Może przemyślał swoje błędy i pożałował ich? Ona zatem, także okazała się dumna, a zawsze tak bardzo gardziła tą wadą u innych…

Sprawiedliwość nakazała jej przeprosić za zaniedbanie. Gdy z powrotem podniosła oczy na cesarza, ten wpatrywał się w nią z uniesieniem, wręcz z uwielbieniem. Ale czy było to to samo, co żywił dla niej niegdyś? Zdecydowanie nie. Nie był to egoistyczny zachwyt, ale coś więcej. Niestety źle zinterpretowała jego znaczenie. „Po prostu zaczął mnie szanować, nic więcej…”myślała, a myśl ta przyniosła jej gorycz i rozczarowanie. „Ale cóż on mnie obchodzi?” – żachnęła się sama przed sobą. Daremną była próba udowodnienia sobie, że zupełnie nic. Gdy bowiem na koniec już podała mu rękę, a on ucałował ją w sposób, w jaki nikt przedtem tego nie zrobił, sprzeczności, które powstały w jej głowie, skapitulowały pozostawiając po sobie kompletną pustkę. Co niezwykłego było tym zwykłym w owych czasach geście? Nikt oprócz niej nie zauważył, że cesarz wypuścił jej dłoń, jakby wbrew własnej woli na zawsze wyrzekał się nadziei ujrzenia jej ponownie. Jakby rozstawali się na wieki.

Czuła to. Wiedziała. Ją także ogarnął dziwny niepokój. Czy dlatego tak szybko odwrócił się i wskoczył na konia? Odjechał nie oglądając się za siebie ani razu. A ona stała i patrzyła, póki nie zginął jej z oczu.

 

* * *

 

Dni mijały, a ona nie mogła znaleźć sobie miejsca. Ożywiała się tylko, gdy zajmowała się Dillonem i Eimear. Iris, zbyt wątła, aby podołać wszystkim obowiązkom matki, prosiła o pomoc szwagierkę, na co ta chętnie przystawała.

Atmosfera w królestwie, a tym samym w zamku uspokoiła się. Ilwana powitała lato jak długo wyczekiwanego gościa, tym milszego, że zastąpiło wyjątkowo posępną obecność swojego poprzednika – nachmurzonej wiosny.

Coś wciąż blokowało radość w piersi Eileen. Uczucie pustki. Scathia współczuła jej, ale znów musiała cierpieć odtrącenie, bo królewna zamknęła się w sobie. Jej milczenie osiągnęło poziom, jakiego dotąd nie była w stanie utrzymać przez godzinę.

„Ach! Któż może pomóc jej w utrapieniu? Czy królowa, która sama niedomaga, czy król, który ma przecież co innego na głowie? A królowa Dagmara stała się jakby umarła…Chyba Ty sam Boże możesz coś tu poradzić. Jak litujesz się nad nieszczęściem biedaka, tak zlituj się nad cierpieniem opuszczonej…”modliła się co dzień wierna dama dworu, która wciąż uważała siebie za sługę bezużyteczną.

Aż pewnego sierpniowego dnia nadszedł list. Był zaadresowany do Eileen. Mimo apatii puls delikatnie przyśpieszył w jej skroniach. Być może to Dagmara ujawniła miejsce swego pobytu? Listu nie opatrzono pieczęcią. Jakby autor chciał pozostać anonimowy.

„Dagmara by tak zrobiła…”powiedziała do siebie i otworzyła złożoną kartę. Ale pismo nie należało do jej siostry. Nie była to kaligrafia stosowana na Zachodzie, choć napisano go w języku ilwańskim.

Spojrzała na sam dół, aby sprawdzić, czy nadawca się podpisał.

- Cesarzowa Awital…

Pobiegła do siebie i zamknęła drzwi na klucz. Nikt nie będzie przeszkadzał jej w takiej chwili!

Jakiż dziwny był to list. Zawierał tylko kilkanaście wyrazów:

 

O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja,

jakże piękna!

Oczy twe jak gołębice

za twoją zasłoną.

Włosy twe jak stado kóz

falujące na górach Gileadu.

Zęby twe jak stado owiec strzyżonych,

gdy wychodzą z kąpieli:

każda z nich ma bliźniaczą,

nie brak żadnej.

Jak wstążeczka purpury wargi twe

i usta twe pełne wdzięku.

Jak okrawek granatu skroń twoja

za twoją zasłoną…

 

Nim wiatr wieczorny powieje

i znikną cienie,

pójdę ku górze mirry,

ku pagórkowi kadzidła.

Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja,

i nie ma w tobie skazy…

 

Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico,

oczarowałaś me serce

jednym spojrzeniem twych oczu,

jednym paciorkiem twych naszyjników…[1]

 

 

Czytała go wciąż od nowa. Słowa te brzmiały jak najpiękniejsza muzyka. Czytała je na głos. Jakaż słodycz rozlała się w jej skołatanej duszy! Jaką ulgę jej przyniosły!

To jego pismo! To na pewno jest jego pismo – zdecydowane, pełne litery, piękna kursywa. Nigdy nie widziała, jak pisał, ale słowa Cesarzowa Awital skreśliła zupełnie inna ręka.

Z każdym słowem skracała się odległości pomiędzy kolejnymi uderzeniami serca. Biło szybko, rytmicznie w szczególny sposób, właściwy jednemu tylko zjawisku. Nie śmiała go nazwać. Było zbyt potężne, zbyt czyste, aby gościć w jej niegodnej duszy. Nie mogła jednak odrzucić tego, co rodziło się w niej dawno, bez jej udziału.

Nie mogąc pomieścić w sobie oszałamiającego szczęścia, czym prędzej wyszła z pałacu. Dopiero, gdy znalazła się w odwiecznym sillijskim lesie, wyjęła z kieszeni pomięty list. Przeczytała go kilkakrotnie, a kiedy go chowała, uczucie nienasycenia wzmogło się do tego stopnia, że zaczęła iść przed siebie, nie bacząc na drogę, starając się uciec od niewidzialnej dla oka nawałnicy.

Szła tak długo, że zmęczyła się. Zorientowała się, że zabłądziła. Usiadła na pokrytym mchem kikucie ściętego drzewa i dalej prowadziła wewnętrzną mediację pomiędzy sercem a sumieniem, nie mogąc ułagodzić żadnego z nich.

Zaczął siąpić drobny deszcz. Skąpe listowie łatwo przepuszczało go do niższych partii boru. Królewna obserwowała wgłębienia tworzone przez spadające kropelki. Z upływem czasu wgłębienia wypełniła woda, która wylewając, drążyła miniaturowe strumienie.

Padało coraz mocniej. Wstała. Trzeba było wracać. W którą stronę miała pójść? Odchyliła głowę w tył, a zimne łzy nieba obmywały jej oblepioną pyłem twarz. Oczy zaczęły ją piec. Lodowate strugi płynące po bladych policzkach połączyły się z ciepłymi. Te były jej własne.

Nie wiedziała kiedy deszcz ustał. Szła przed siebie w nieznanym kierunku. Krajobraz na zewnątrz nie posiadał nic z dynamiczności, która udzieliła się jej nastrojowi. Zalała ją fala łagodnego „szepczącego” ciepła – tak określiła to osobliwe zjawisko. Było ono pełne niewypowiedzianego znaczenia. Zrozumiała je i przyjęła. Jej wzrok rozjaśnił się. Uszy otworzyły się aby wsłuchać się w nową, piękną melodię.

- Kocham go! – powtarzała na głos.

Kropla drąży skałę. Nawet tą broniącą dostęp do najbardziej chronionego miejsca – serca.

Jakimś cudem udało jej się wrócić do zamku. Wpadła tam cała mokra, z rozwianym, częściowo wysuszonym przez słońce włosem, który we wzburzonych falach opadał aż do linii bioder, szczelnie zakrywając jej plecy i szczupłą kibić.

Gdy ujrzała ją Scathia, przeraziła się i szybko zaciągnęła do komnaty, aby doprowadzić ją do porządku. O nic nie pytała, tylko pomogła jej przebrać się i od nowa uczesać włosy.

- Scathio! Muszę widzieć się z Luką. Nie płacz…

Dwórka skrycie ocierała łzy osiadające na długich, czarnych rzęsach. Eileen czule pogładziła ją po policzku.

- Już wszystko dobrze. Koniec udręk.

Scathia uwierzyła temu zapewnieniu. Eileen by jej nie okłamała. „Może nareszcie znalazła to, czego szukała”.

Eileen wyruszyła na poszukiwania brata. Okazało się, że był na zewnątrz w stajni. Siodłał karego ogiera. Był sam. Ostatnimi czasy lubował się w samotnych przejażdżkach po sillijskich błoniach. Niegdyś towarzyszyła mu Iris…

W jego postawie było jednak coś dziwnego. Stał wtulony twarzą w gęstą grzywę rumaka, a jego usta poruszały się jakby powierzał zwierzęciu z jakąś troskę. Mówiąc głaskał czule jego lśniącą, czarną szyję, na co wierzchowiec wydawał z siebie ciche rżenie.

Eileen ścisnęło się serce. Chciała się wycofać, ale zauważył ją. Na jej widok twarz króla rozjaśniła się delikatnym melancholijnym blaskiem katharsis.

- Szukałam cię, bracie.

- Pojedziesz ze mną? – spytał wskazując rudą klacz.

Po chwili pędzili przez pola poganiając konie. Zapomnieli się w zmaganiu z przeciwnym wiatrem stawiającym opór galopującym rumakom. Zatrzymali się na małym wzniesieniu, z którego widać było fragment stolicy nieopodal lasu.

- Co cię gnębi, bracie? – zaczęła Eileen starając się jak najbardziej odsunąć w czasie swoje zwierzenia.

Luka utkwił wzrok w majaczącym gdzieś w oddali punkcie przestrzeni, którego kształty ledwie rozróżniał.

- Iris…ona już nigdy nie będzie tak mogła…to pewne. Jak kwiat naderwany w pełni życia…

Królewnie ścisnęło się serce. Nie podejrzewała, że stan królowej jest tak poważny. Myślała, że dojdzie do siebie. Nawet medycy znaleźli przyczyny choroby.

Wyznanie przyniosło królowi ulgę. Odetchnął, wyprostował się i spojrzał na siostrę.

- A ty, Eileen? Coś wyraźnie leży ci na sercu. Dlatego mnie przecież szukałaś. Mam przeczucie, że to ważne…A może masz coś na sumieniu?

Uśmiechnął się łobuzersko.

- Tak, jest coś, o czym musimy porozmawiać, ale teraz sama nie wiem, czy to odpowiedni moment.

- Mną się nie przejmuj. Mów śmiało.

Wsiedli z powrotem na konie, które podążając stępem niosły ich przez otwartą przestrzeń sillijskich błoni. Tęcza rozciągnęła barwną szarfę na atłasie nieba rozświetlonego pochodnią późnego słońca.

Eileen dość cicho i niepewnie zaczęła opowiadanie o ewolucji swoich względów dla Qarena XV. Mówiła o zachowaniu cesarza podczas bitwy i w czasie uczty. Nie była świadoma, że gdy wspominała jego imię, robiła to prawie szeptem, zwracając oczy ku niebu. Czasem delikatnie bodła konia ostrogami, żywo gestykulowała, raz po raz przyciskając rękę do serca.

- Kocham go, Luka! Kocham go całym sercem.

- Siostro – zaczął poważnie Luka. – Nie będę ci bronił drogi do szczęścia. Sam nie zaproponowałbym ci małżeństwa z cesarzem, bo byłem przekonany, że żywisz ku niemu śmiertelną urazę, ale jak widać pomyliłem się. Skoro darowałaś mu winę, wiedz, że i ja nie mam nic przeciwko temu małżeństwu.

- Skąd wiesz, czy on tego chce?

Eileen po raz pierwszy uświadomiła sobie, że nie może mieć pewności, czy zapatrywania cesarza wciąż są takie same? Minęło sporo czasu. Może zarzucił nadzieję i wybrano mu inną kandydatkę na żonę. Ale czy wtedy cesarzowa wysłałaby jej taki list? Dostali ostatnią szansę.

- Sam mi to powiedział.

- I tak długo o tym milczałeś?! – rzekła z tonem wyrzutu.

- Czy to by coś zmieniło?

- Możliwe, że…tak!

- Nigdy tego nie zrozumiem – najpierw nienawidzicie, a potem kochacie do szaleństwa!

Miał rację. Serce dziewczyny jest jak kwiat, który zdobywa się delikatnością. Trzeba go umiejętnie pielęgnować, aby nie stracił swego piękna i słodkiej woni, ale gdy się tego dokona, gdy odnajdzie się klucz to jego bogatego wnętrza, kwitnie wciąż na nowo, odradzając się w coraz piękniejszych barwach.

- W gruncie rzeczy…życzyłbym sobie, aby cesarz przyjął twoją rękę. Panowie też nie będą mieli nic przeciwko.

Rumieniec szczęścia, który wystąpił na jej policzki, był już dla króla niewidoczny z powodu zbliżającego się wieczoru. Tak samo jak list od matki Qarena pozostał tylko jej tajemnicą.

 

[1] Pnp 4, 1-3, 6-7, 9.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Ala Mak · dnia 10.09.2025 14:21 · Czytań: 279 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
x.jdx
16/03/2026 09:52
Afrodyto, dziękuję za tak uważne czytanie. Cieszę się, że… »
gitesik
15/03/2026 15:46
Juda z Kariotu był skarbnikiem apostołów. Dzięki temu… »
nicekk
15/03/2026 15:18
Zawsze zastanawiam się, czy takie zestawienie natury,… »
gitesik
15/03/2026 15:03
Dziękuję Afrodyta za wspierający moją twórczość komentarz.… »
Afrodyta
15/03/2026 10:15
Niepokojący tekst, historia zbudowana jakby na nieustającym… »
Afrodyta
15/03/2026 10:04
Poruszający wiersz, w którym podmiot liryczny staje się… »
Afrodyta
15/03/2026 09:57
Czyta się jednym tchem i nie da się od tekstu odwrócić… »
lens
13/03/2026 23:02
A mnie zastanawia skąd wiesz, że w gabinecie... Dzięki że… »
retro
11/03/2026 23:39
Przepraszam, że tak późno wrzucam komentarz, ale musiałam… »
retro
06/03/2026 21:23
Mógłby to być amstaff »
spawngamer
06/03/2026 19:39
Początek brzmi jak wstęp do horroru o psychopacie do słowa -… »
Florian Konrad
05/03/2026 19:32
Dziękuję za super komentarz! »
valeria
04/03/2026 13:33
Myślę, że każdy po swojemu interpretuje:) spoko, moja wiosna… »
Mahen
04/03/2026 09:19
Bo z krytykowaniem jest jak z pisaniem wierszy. Trzeba to… »
retro
03/03/2026 15:36
Gertrudo, wybrałaś trudny obraz, do którego stworzyłaś… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 03/03/2026 11:35
  • Gratulacje! Wrzuciliśmy newsa!
  • Zbigniew Szczypek
  • 01/03/2026 13:50
  • Janusz - serdecznie Ci gratuluję sukcesu wydawniczego i gorąco pozdrawiam - Zbyszek ;-}
  • Janusz Rosek
  • 01/03/2026 09:15
  • Witam wszystkich bardzo gorąco. Chciałbym przekazać Wam, że od dnia 18 marca 2026 roku na rynku wydawniczym dostępna będzie moja książka "Cień nad Wieliczką" w wersji drukowanej. Pozdrawiam.
  • Darcon
  • 15/02/2026 18:12
  • Hej, Wszystkim w ten zimowy wieczór! Właśnie zamieściłem wyniki konkursu "Malowanie słowem"! Czytajcie, gratulujcie i przyjmujcie gratulacje od innych. :) Pozdrawiam.
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:56
  • Niestety, z tych reklam Portal się utrzymuje, ale spróbujemy je wykluczyć tak, żeby nie utrudniały nawigacji, tylko potrzebujemy skrinów
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:53
  • Zbyszku, podeślij skrina na maila redakcyjnego. Polecamy bloker reklam dla Firefoxa, wtedy portal jest wyczyszczony: [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 09/02/2026 22:07
  • Wiktorze - mam jakąś "kotarę" na dole głównej strony, towarzyszącą mi na każdej stronie, Tak samo jakaś ikonka "kurs kreatywnego pisania"-te dwie rzeczy blokują. Ile razy chcę coś napisać, odświerzam.
  • Wiktor Orzel
  • 09/02/2026 15:02
  • Zbyszku, o jakie nakładki chodzi? Podeślesz na maila redakcyjnego screeny?
  • gertruda burgund
  • 06/02/2026 18:48
  • szkoda że MALOWANIE SŁOWEM to tylko pięć tekstów... :( może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty