OWOC LASU - CZ. III - Rozdział trzydziesty ósmy (ostatni). - Ala Mak
Proza » Długie Opowiadania » OWOC LASU - CZ. III - Rozdział trzydziesty ósmy (ostatni).
A A A
Od autora: To już ostatni rozdział powieści "Owoc lasu". Powstaje druga część, opowiadająca o losach naszych bohaterów dwadzieścia lat później, kiedy synowie Eileen i cesarza wkraczają w dorosłość, a Ezra stanie przed trudnym pytaniem, o to, co tak na prawdę się dla niego liczy. Czy miłość braterska i synowska kiedykolwiek miały dla niego jakąś wartość? Na od powiedź przyjdzie nam, jednak zaczekać jakiś czas.

Rozdział trzydziesty ósmy.

 

Cesarz nie od razu uwierzył słudze, który zameldował emisariusza z Ilwany. Mimo wszystko kazał wprowadzić go do sali tronowej. Znał już tego rycerza. Był to Ethan, towarzyszący Eileen w podróży do Qatrin. Bolesne ukłucie tęsknoty sprawiło, że szorstko odezwał się do przybyłego.

- Z czym przychodzisz, pośle?

Nie podejrzewał tego, czego jego matka była całkowicie pewna. Poseł oznajmił:

- Król Ilwany pragnie wyrazić waszej magnificencji wdzięczność za hojną pomoc w walce z wrogą Nualią…

- Proszę mu przekazać, że na zawsze pozostanę jego przyjacielem.

- W ramach wdzięczności ofiaruje ci, najjaśniejszy panie, rękę swojej siostry…

Qarenowi zatkało uszy. Ciśnienie krwi w jego czaszce podskoczyło nagle tak bardzo, że zaburzyło działanie słuchu. Przez chwilę zapanowała dla niego cisza. „Chyba nie mówi o niej?” – powiedział w myślach. Czyżby Dagmara się odnalazła? Niemożliwe…A jednak, nie jej imię usłyszał. Z oddali, jakby zza siedmiu mórz doszło go najsłodsze, najukochańsze słowo:

-…Eileen.

- Nie może być! – wykrzyknął cesarz.

Obecni zdziwili się mocno, tak samo jak rycerz. Ethan nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć, widząc gwałtowną reakcję cesarza. Król przygotował go na odmowę qatrińskiego władcy.

- Jeżeli, jednak nie zechcesz…

- Nie zechcę?! Kiedy mogę spodziewać się jej przybycia?

Na sam koniec ożywionej rozmowy z cesarzem, Ilwańczyk podszedł i podał mu małą szkatułkę.

- To od królewny – rzekł.

Cesarz drżącą ręką odchylił inkrustowane srebrem wieczko szmaragdowo zielonego puzderka. Był tam pierścionek – pierścień panieński Eileen. Cesarz wyjął go powoli ze czcią. Wpatrywał się w świecidełko i uśmiechał, jakby nie był to kształtny kawałek zdobionego metalu, ale osoba, po czym przycisnął go do ust z uczuciem. Łzy spłynęły po nienawykłych to słonych kropel policzkach, jak świeża oliwa wytłoczona z pozbawionego twardego rdzenia owocu. Wykruszył się właśnie ostatni element kamiennej skorupy tłumiącej żywe odruchy serca.

 

* * *

 

Jak prawdziwe przyjaźnie zaczynają się od prostych gestów serdeczności, tak miłość płomieniem obejmuje serca dumne i zimne jak marmur, jeśli zbliżą się do niego nieostrożnie, choćby wiedzione tylko ciekawością. Tak było w przypadku naszych bohaterów. Gdy raz dusza zbliży się do tego ognia pochłaniającego, nie umie powiedzieć mu nie. Sama zaczyna dążyć do niego, szuka go niestrudzenie, aż dojdzie do jego źródła. A gdy je znajdzie, zostaje tam z własnej już woli. Bo czy może ciało wyrzec się oddechu i nie umrzeć? A dusza, czy może zapomnieć o szczęściu, którego raz zasmakowała i nie skonać z tęsknoty?

 

* * *

 

Jej los został wreszcie przesądzony. Zdążała ku nowej ojczyźnie, na zawsze porzucając to, co do dziś uważała za dom. Nie czuła smutku. Szczęście, którego doznawała miało zupełnie nowy smak. Było wszechogarniające, stabilne i niepowierzchowne - przepełniające.  

Nie bała się podróży. Miała trwać krócej niż przedtem. Spokojnie obserwowała przygotowania służby. Scathia jechała razem z nią. I tylko ona. Mogła już nigdy nie ujrzeć znajomych, kochanych twarzy. Tylko na tę myśl łzy wibrowały w jej czystych oczach, ale drżące wargi nie umiały układać się inaczej jak tylko w uśmiechu. Przecież miała zobaczyć jego.

Była pewna, że cesarz czekał na nią z niecierpliwością dorównującą jej własnej. Myliła się jednak, gdyż jego pragnienie przekraczało rozpalający się dopiero płomień jej dziewczęcych uczuć.

Było to serce delikatne, ale nie kruche, gotowe dużo przetrzymać, dużo wycierpieć, przebaczyć. Bardzo chciała oddać je komuś, kto go nie zlekceważy, lecz z takim samym zapałem przygarnie. Miłość za miłość - wszystko za wszystko. A jednak nie jest ona naszą własnością. To my możemy należeć do niej. Dziwna to niewola, pełna wolności nieograniczonej własnym ja.

Eileen ostatni raz obeszła wszystkie zakątki pałacu. Poczuła nagle nieodparte pragnienie ucałowania ścian swojego domu. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo przywiązana jest do tego miejsca, do miejsca, które ją ukształtowało, w którym czuła się bezpieczna.

Ręką pogładziła szary sędziwy kamień, który zdążył rozgrać się od dotyku jej dłoni. Żegnała się z nim, z ojcem, z Eimear, z Dagmarą, ze wszystkimi, których istnienia był niemym świadkiem, a których nie było już wśród żywych. Pogodziła się z własnym losem, z utratą konieczną, aby osiągnąć zysk. Każde szczęście poprzedzone jest cierpieniem. Ono pozostanie, nie zniknie do końca jej dni, ale nie odbierze jej nadziei. Każdy kolejny cierń w duszy, zaprawia do dalszej walki albo zabija, wybór należy do niej samej.

- Czy już nigdy cię nie zobaczymy, Eileen? – zapytała Iris z bezbrzeżnym smutkiem.

- Nie wiem, Iris… - odparła, bo taka była prawda.

Nie siliły się na próżne słowa. W takich chwilach są one zupełnie zbędne. Iris długo nie chciała wypuścić Eileen ze słabego uścisku wątłych ramion.

- Chciałbym być na twoim ślubie, ale nie mogę jej zostawić – szepnął Luka.

- Wiem, Luka…wiem…

- Kolejne pożegnania wcale nie są łatwiejsze. Zlituj się nad nami i niech to będzie ostatnie – powiedział na wpół żartem, aby odegnać wzruszenie.

Czas stracił dla niej realny wymiar. Gdyby ktoś zapytał ją, jak długo jechała do portu, ile dni zajęło przepłynięcie morza, nie umiałaby odpowiedzieć. Gdy znów stanęła na ziemi Qatrin i usłyszała znajomy gwar wschodniego świata, było to tak, jakby dotarła do ziemi obiecanej.

Szczęśliwi czasu nie liczą, ale dopiero, gdy dojdą do celu. Dłużyły jej się dni dzielące ją od wkroczenia w bramy Kar-Qatrin. Szumiąca  w skroniach krew zagłuszała ciszę nocy, nie pozwalając jej zmrużyć oka na dłużej niż trzy godziny w ciągu doby. Tak bardzo nie mogła się doczekać!

Jej cierpliwość zostałaby nagrodzona, gdyby posiadała tę cnotę. Teraz można jedynie powiedzieć, iż jej niecierpliwości stało się zadość.

Stolica Cesarstwa nie przytłoczyła jej ciężarem rosłych budowli. Radośnie, niemal ekstatycznie uśmiechała się do nieba, mrużąc oczy od bijącego po oczach blasku powielanego przez tysiące złotych ścian qatrińskich domostw, niczym dzienne satelity potężnej gwiazdy.

Czekał na nią na zewnątrz wraz z matką, Tesserą, grupą dworzan i dygnitarzy. Zostawieni sami sobie pewnie nie wypowiedzieliby do siebie więcej niż kilka oficjalnych słów właściwych uroczystej chwili. Bo czyż potrzebowali mówić? Ich serca wyrywały się do siebie przyciągane siłą, nad którą nie człowiek ma pieczę, lecz Bóg. Co nie znaczy wcale, że nie wyznał jej tego wielokrotnie jeszcze tego samego dnia.

Eileen dużo kosztowało wprawienie w drganie strun głosowych, aby wyszeptać te dwa słowa. Nie dlatego, że się ich wstydziła, ale wydawały jej się nie na miejscu, nieprzystające do tego, co naprawdę czuła. Ale on tak czekał, żeby je usłyszeć! Nie mogła mu odmówić.

Nie poszła spać. Spędziła noc, zahipnotyzowana krajobrazem, który odtąd miał jej towarzyszyć do końca życia. Rano nie czuła zmęczenia. Przygotowania do ślubu trwały długo. Zanim przystrojono ją wszystkimi złotymi fatałaszkami i ozdobami, upłynęło kilka godzin.

Ślubu cesarskiej parze miał udzielić kapłan, który znał ojczysty język panny młodej, choć sama ceremonia odbywała się po qatrińsku. Jeszcze wczoraj Eileen długo rozmawiała z tym ascetycznie wyglądającym starcem, przypominającym postać z ryciny przedstawiającej starożytnych anachoretów. Poczuła do niego duże zaufanie.

Nie umiała sobie przypomnieć, co jej wówczas powiedział. Pamiętała, że wyciągnął swą chudą, kościstą rękę i położył na jej głowie. Było to jak balsam uzdrawiający rozdygotaną duszę, jak ojcowskie błogosławieństwo. Powoli zaczynała uwalniać się od kajdan, które założyły na nią tragiczne wydarzenia przeszłości. Może na tej ziemi, w tym miejscu będzie jej dane zaznać wreszcie pokoju. Wiedziała, że tak, tylko musi na to zaczekać.

 

* * *

 

- Scathio! Napisz do Iris. Prosiła mnie, abym opisała wszystkie szczegóły ślubu i wesela, ale nie będę w stanie. Zrób to za mnie, jesteś dobrą obserwatorką.

- Z przyjemnością.

Skromna dama dworu przyszłej cesarzowej nie posiadała się z radości, której doznają dusze czyste i pozbawione egoizmu do tego stopnia, że współodczuwają szczęście kochanych przez nie osób. Wiernie oddała przebieg wydarzeń i podniosłą atmosferę tradycyjnego qatrińskiego ślubu.

Skąpana w złocie młoda para majestatycznie zbliżająca się do ołtarza, co częściowo było zasługą długiego, ciężkiego trenu, który wymagał od Eileen użycia niemałej siły, aby płynnie sunął po posadzce; śpiew chóru i wzruszenie obecnych – wszystko to Scathia uwieczniła na piśmie. Co do królewny, była ona tylko świadoma tego, że u jej prawego boku kroczy jej ukochany. Siłą woli powstrzymywała się, aby nie zerkać ciągle w jego stronę.

Pięknie razem wyglądali – on przewyższający ją o głowę, ona szczupła, niczym łodyga tonącego w złocie kwiatu. Echem niosły się jednostajne uderzenia obcasów czarnych, długich butów cesarza, wybijających kolejne sekundy, zanim stanęli naprzeciw siebie, twarzą w twarz.  

- Powtarzajcie za mną…- rzekł kapłan, a oni posłusznie wypowiadali słowa świętej przysięgi, która łączyła ich dusze na całe życie.

- Ja Qaren, biorę ciebie Eileen za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci…

- …Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i wszyscy święci… - usłyszała własne słowa.

I wtedy stułą obwiązane ręce trwały już nowym uścisku - w świętej, nierozerwalnej jedności. Grozą przeszła ją ta świadomość – co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Grozą, gdyż jej ciasny ludzki umysł przez chwilę siłował się z nieprzeniknioną dla śmiertelnych tajemnicą nieodwołalności słów, które wyrzekli. A jednocześnie rozkosz, która przekraczała to, co materialne, a która zwała się szczęściem i spełnieniem, zagościła w centrum niezniszczalnej części jej istoty.

Potem nadszedł moment, kiedy pan młody zdejmował welon zasłaniający twarz żony. Jeszcze nigdy nie wydawała mu się tak piękna, jak w chwili, gdy po raz pierwszy spotkali się wzrokiem jako małżeństwo. Zapatrzyli się w siebie i nie odrywali oczu nawet, gdy nakładali sobie na palce obrączki.

Cesarz wśród głośnych wiwatów wyszedł z małżonką przed kościół prowadząc ją za rękę. Wiatr gwałtownie podrzucał do góry złotą gazę welonu Eileen nadając cesarskiej parze onirycznego uroku.

Całą noc przetańczyli ze sobą, zakochani bez reszty, gotowi na przyszłość. I gdy po raz pierwszy ich usta spotkały się w pocałunku, a serca zjednoczyły w jednym ciele i w jednej duszy, otworzyła się przed nimi zakryta dotychczas tajemnica.

Oboje zmienili się bardzo pod wpływem tej siły pochłaniającej, która nie niszczy jestestwa, lecz udoskonala je wypalając w tyglu.

Qaren nie pozbył się całej swej cesarskiej dumy. Często oblicze jego zasnuwał cień surowej wyniosłości, ale jakże często rozpraszał go jeden uśmiech Eileen, którym potrafiła zdziałać więcej niźli najzręczniejsi qatrińscy doradcy i negocjatorzy.

Możemy mu jednak wybaczyć tę dumę, która pojawiała się, gdy patrzył na swą młodą żonę pieszczącą roczne niemowlę.

- Pamiętaj Ezro – zwykła mawiać Eileen do syna poważnym tonem. – Musisz być dobrym władcą.

A on wpatrywał się w matkę wielkimi, czarnymi oczami niemowlęcia, jakby już teraz brał sobie do serca słowa, które miały poprowadzić go w przyszłości.

 

 

 

…bo jak śmierć potężna jest miłość,

a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol,

żar jej to żar ognia,

uderzenie boskiego gromu.[1]

 

 

 

 

Epilog

A co stało się z Nualią? Biedna żona zhańbionego Cenny Emeralda została stracona przez rozszalały tłum buntowników. Nie wiadomo, kto zadał jej śmiertelny cios, kto wyrwał z łona nienarodzone dziecko. Nualczycy rządzili się okrucieństwem i tylko okrucieństwo rozumieli. Qatrińczycy ustąpili z ich ziemi razem z wojskami ciągnącymi do Qatrin z Ilwany. Teraz Nualia wybrała nowego króla, tyrana. Pomińmy jego imię, gdyż opowieści tej nie godzi się plamić nazwiskiem rozpustnego, bestialskiego wydrwigrosza bezczelnie okradającego poddanych.

Kilka lat trwało, zanim cesarz zwrócił wolność Garmen. Wycofał się ze wszystkich zdobytych twierdz. Wrogowie Cesarstwa w Estji wzięli to za oznakę słabości. W krótce Qatrin zostało zaatakowane z trzech różnych stron, ale wszędzie tam, gdzie najeźdźcy podnieśli swój miecz, spadły ich własne głowy z wyrazem bezgranicznego zdziwienia na chamskich twarzach. Bo tak to już było, że na Wschodzie nikt nie dorównał Cesarstwu. Chyba tylko wewnętrzny konflikt mógłby skutecznie zagrozić jego stabilności…

 

[1] Pnp 8, 6.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Ala Mak · dnia 10.09.2025 14:21 · Czytań: 355 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
gitesik
15/03/2026 15:46
Juda z Kariotu był skarbnikiem apostołów. Dzięki temu… »
nicekk
15/03/2026 15:18
Zawsze zastanawiam się, czy takie zestawienie natury,… »
gitesik
15/03/2026 15:03
Dziękuję Afrodyta za wspierający moją twórczość komentarz.… »
Afrodyta
15/03/2026 10:15
Niepokojący tekst, historia zbudowana jakby na nieustającym… »
Afrodyta
15/03/2026 10:04
Poruszający wiersz, w którym podmiot liryczny staje się… »
Afrodyta
15/03/2026 09:57
Czyta się jednym tchem i nie da się od tekstu odwrócić… »
lens
13/03/2026 23:02
A mnie zastanawia skąd wiesz, że w gabinecie... Dzięki że… »
retro
11/03/2026 23:39
Przepraszam, że tak późno wrzucam komentarz, ale musiałam… »
retro
06/03/2026 21:23
Mógłby to być amstaff »
spawngamer
06/03/2026 19:39
Początek brzmi jak wstęp do horroru o psychopacie do słowa -… »
Florian Konrad
05/03/2026 19:32
Dziękuję za super komentarz! »
valeria
04/03/2026 13:33
Myślę, że każdy po swojemu interpretuje:) spoko, moja wiosna… »
Mahen
04/03/2026 09:19
Bo z krytykowaniem jest jak z pisaniem wierszy. Trzeba to… »
retro
03/03/2026 15:36
Gertrudo, wybrałaś trudny obraz, do którego stworzyłaś… »
spawngamer
02/03/2026 20:15
Przeraża mnie trochę Twoja wizja bowiem obraz nasuwa… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 03/03/2026 11:35
  • Gratulacje! Wrzuciliśmy newsa!
  • Zbigniew Szczypek
  • 01/03/2026 13:50
  • Janusz - serdecznie Ci gratuluję sukcesu wydawniczego i gorąco pozdrawiam - Zbyszek ;-}
  • Janusz Rosek
  • 01/03/2026 09:15
  • Witam wszystkich bardzo gorąco. Chciałbym przekazać Wam, że od dnia 18 marca 2026 roku na rynku wydawniczym dostępna będzie moja książka "Cień nad Wieliczką" w wersji drukowanej. Pozdrawiam.
  • Darcon
  • 15/02/2026 18:12
  • Hej, Wszystkim w ten zimowy wieczór! Właśnie zamieściłem wyniki konkursu "Malowanie słowem"! Czytajcie, gratulujcie i przyjmujcie gratulacje od innych. :) Pozdrawiam.
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:56
  • Niestety, z tych reklam Portal się utrzymuje, ale spróbujemy je wykluczyć tak, żeby nie utrudniały nawigacji, tylko potrzebujemy skrinów
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:53
  • Zbyszku, podeślij skrina na maila redakcyjnego. Polecamy bloker reklam dla Firefoxa, wtedy portal jest wyczyszczony: [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 09/02/2026 22:07
  • Wiktorze - mam jakąś "kotarę" na dole głównej strony, towarzyszącą mi na każdej stronie, Tak samo jakaś ikonka "kurs kreatywnego pisania"-te dwie rzeczy blokują. Ile razy chcę coś napisać, odświerzam.
  • Wiktor Orzel
  • 09/02/2026 15:02
  • Zbyszku, o jakie nakładki chodzi? Podeślesz na maila redakcyjnego screeny?
  • gertruda burgund
  • 06/02/2026 18:48
  • szkoda że MALOWANIE SŁOWEM to tylko pięć tekstów... :( może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty