Z domu wyszedłem 40 minut przed czasem. Było wczesne pochmurne popołudnie. Wsiadłem do tramwaju linii dziewięć, na rondzie Grzegórzeckim przesiadłem się w „czwórkę” i po przejechaniu kilkuset metrów wysiadłem przy ul. Rakowickiej. Następny przystanek był jakieś pół kilometra dalej. Poszedłem pieszo.
Kiedy przechodziłem obok wiaty przystankowej zauważyłem, że siedzi tam ktoś bardzo podobny do Adama. Podszedłem bliżej. To niemożliwe – pomyślałem podchodząc jeszcze bliżej. To był Adam. Zanim stanąłem przed nim przyglądnąłem mu się uważnie, ale wszystko wskazywało na to, że to właśnie on. Ubrany w starą zniszczoną kurtkę, z dwiema wyładowanymi po brzegi torbami i nieodłącznym aparatem przewieszonym na pasku przez szyję.
- Adam, co ty tu robisz?
- Cześć. Czekam na tramwaj? A ty?
- Idę… Jadę… na twój pogrzeb.
- Jak miło z twojej strony. Ja się nie wybieram, nie lubię pogrzebów.
- Adam, jak to nie... lubisz, przecież ty nie żyjesz. Dzisiaj jest twój pogrzeb. Za 15 minut rozpoczyna się msza święta. To niemożliwe, że siedzisz tu sobie tak po prostu.
Kiedy wypowiadałem te słowa czułem, jak z mojej twarzy odpływa krew. Na przeciwko rumianego Adama wyglądałem jak duch, ale to przecież był on...
- A co mam robić?
- No przecież nie żyjesz. Jak ktoś jest martwy, to nie siedzi sobie na przystanku.
- A dlaczego nie? Nie słyszałeś nigdy o życiu wiecznym? Z tego co pamiętam jesteś chrześcijaninem.
- Jestem. I słyszałem o życiu wiecznym.
- No to ja właśnie żyję sobie… wiecznie – powiedział i uśmiechnął się otwierając usta. Policzki miał zaczerwienione, jakby godzinami chodził po ulicach. Patrzył mi przy tym w oczy, tak, jak patrzy człowiek, który poznał wszystkie tajemnice. Po chwili zamknął usta i przełknął ślinę.
- Mam ciastko, chcesz? Z marmoladką - powiedział sięgając do jednej z reklamówek po paczkę słodkości. Odmówiłem, a on ugryzł jedno. Okruszki zleciały na kurtkę. Otrzepał je niedbale.
- Adam, jak to jest żyć wiecznie? Dlaczego targasz te torby i siedzisz na przystanku. Przecież…
- Co, myślałeś, że po śmierci człowiek trafia na chmurkę i wesoło patrzy na wszystkich z góry? Wyobrażasz sobie mnie na obłoczku? To musiałaby być potężna chmura.
Chciałem się uśmiechnąć, ale nie potrafiłem
- Adam, ale ja nie rozumiem. Przecież po śmierci…
- Po śmierci człowiek trafia tam, gdzie sobie zasłużył.
- I ty sobie zasłużyłeś na chodzenie w brudnych, poplamionych ciuchach, utykanie na nogę, targanie ciężkich toreb i wysiadywanie na przystankach?
Adam milczał, spoglądając jedynie na swoje ubranie, jakby szukał rzekomych plam.
- Nie rozumiem tego Adam. A gdzie ty w ogóle teraz się wybierasz?
- Jadę do kościoła robić zdjęcia. Dziś jest wigilia dla ubogich. Wszyscy pojechali na rynek robić fotki jarmarku i bogatych turystów. A kto zrobi zdjęcia potrzebującym?
- Ty po śmierci dalej pracujesz?
- Ja nigdy nie pracowałem.
Nagle usłyszałem, jak za moimi plecami zatrzymuje się tramwaj.
- To tramwaj na cmentarz. Jedź – powiedział Adam.
- Jak mam jechać na twój pogrzeb, jeśli ty jesteś tutaj?
- Kiedyś to zrozumiesz, a teraz jedź bo głupio będzie, jak spóźnisz się na mój pogrzeb. Wypada okazać szacunek osobie zmarłej.
- No chyba tak… To jadę… Cześć… Adam.
- Nie zapomnij położyć róży na mojej trumnie. Bardzo je lubię.
- Z tego co wiem, to zostałeś skremowany?
- Co? Oburzył się i niemal wstał z ławki.
- Spalili mnie?
- Tak słyszałem, mówili, że ma być urna z prochami.
Jego pięści zacisnęły się na uchwytach toreb i już miał wejść do tramwaju, kiedy drzwi się zatrzasnęły. Usłyszałem tylko głuche, ale żywe i donośne.
– Po moim trupie!







Pozdrawiam.
może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt