Szpiedzy w Sompolnie: Rozdział V – Przygotowania do konferencji - AlexPretnicki
Proza » Inne » Szpiedzy w Sompolnie: Rozdział V – Przygotowania do konferencji
A A A
Od autora: Połączenie thrillera, groteski, fikcji politycznej i dramy. Całość dostępne w formie eBooka na: aleksanderpretnicki.blogspot.com

Rynek w Sompolnie wyglądał inaczej niż zwykle. Tam, gdzie na co dzień sunęły powoli osobówki mieszkańców Sompolna, teraz krążyły wojskowe ciężarówki, jeepy, opancerzone transportery i pojazdy oznaczone emblematami US Army i sojuszniczych sił zbrojnych. Nad rynkiem unosił się zapach spalin i świeżej farby — bo w pośpiechu przemalowywano ławki na kolor „bezpieczny granat”, uznany przez sztab za mniej prowokujący niż dotychczasowe barwy. Na fasadzie pobliskiego lokalu gastronomicznego zawisł tymczasowy baner NATO, przykrywając szyld z napisem „Kebaby i burgery”. 

W powietrzu brzmiała kakofonia — odgłos młotów pneumatycznych mieszał się z donośnym brzmieniem lokalnej orkiestry dętej, której nakazano nauczyć się hymnów państw sojuszniczych w tydzień.

Zamiast stukotu obcasów i rowerowych dzwonków, przestrzeń wypełniał warkot silników, trzask krótkofalówek i odgłosy wydawanych w pośpiechu rozkazów. W samym centrum, w małym parku otoczonym przez szpalery miejskiej zieleni, ustawiono metalowe barierki i posterunki kontrolne. Ratusz — zwykle pełniący funkcję ośrodka kultury i sali prób sompoleńskich grup artystycznych— zmieniał się właśnie w miejsce, gdzie miały zapaść decyzje o pokoju albo wojnie.

Wnętrze budynku przypominało teraz laboratorium przyszłości i regionalny jarmark jednocześnie. 

W sali widowiskowej, obok sceny, na której jeszcze niedawno dzieci recytowały wiersze na zakończenie roku szkolnego, ustawiono metalowe detektory, a w garderobach żołnierze montowali urządzenia zagłuszające sygnał komórkowy. Ktoś pozostawił na tablicy ogłoszeń plakat „Kółko taneczne – zapisy!”, który dziwnie kontrastował z mapami satelitarnymi i planami ewakuacyjnymi rozpiętymi na ścianach.

Przy stoliku pod lokalną lodziarnią siedziało dwóch mężczyzn w mundurach, trzymając w dłoniach wafle z lodami i jednorazowe kubki z kawą. Kapitan John McLagen z NSA, wysoki, szczupły brunet o twarzy ściągniętej wiecznym grymasem proceduralnej powagi, i major Charles Whitaker z MI6, blondyn o lekko niedbałym wyglądzie i ironicznym uśmiechu, który zdawał się nigdy z niego nie schodzić. Razem wyglądali jak para bohaterów z nieco przerysowanego komiksu szpiegowskiego — jeden spięty, drugi wiecznie na luzie.

Byli też małą atrakcją dnia — kilku mieszkańców przystanęło po drugiej stronie rynku i szeptało: „To oni pewnie z Ameryki… Patrz, jakie lody jedzą, pistacjowe, drogie!”. Dzieci biegały wokół stolika, próbując podsłuchać, czy mówią „po angielsku jak w filmach”. McLagen krzywił się przy każdym hałasie, jakby gwar cywilów sam w sobie był zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego, podczas gdy Whitaker wyraźnie cieszył się z roli nieformalnej gwiazdy tego spektaklu.

— Patrz na to — mruknął Whitaker, wskazując łyżką od lodów na gmach ratusza. — Pół batalionu ludzi, żeby zabezpieczyć budynek, w którym na co dzień dzieciaki ćwiczą jasełka.

McLagen ściągnął brwi. 

— Procedury są jasne. Konferencja tej rangi wymaga absolutnego zabezpieczenia. Każdy metr kwadratowy musi być pod kontrolą.

— Jasne, jasne — odparł Brytyjczyk, oblizując resztkę czekoladowych lodów. — Ale powiedz mi szczerze: komu tak naprawdę zależy, żeby to wszystko się wysypało? Większość świata modli się, żeby pokój stał się faktem.

Amerykanin odłożył kubek z kawą, spoglądając na partnera z chłodną dezaprobatą. 

— Whitaker, wiesz równie dobrze jak ja, że nie wszyscy chcą pokoju. Radykalne reżimy, pomniejsi sojusznicy Moskwy, a także grupy terrorystyczne. To dla nich wymarzona okazja, żeby zasiać chaos.

— No tak, zapomniałem o tej wesołej menażerii — mruknął Brytyjczyk, wzdychając. — Człowiek by pomyślał, że po tylu latach ludzie nauczą się, że wojna to zawsze złoty interes dla niewłaściwych osób.

Zapadła krótka cisza, wypełniona dźwiękiem młotków i stukotem butów żołnierzy przygotowujących teren. Z oddali dochodził też odgłos koguta — ktoś zapomniał, że nieopodal rynku wciąż mieszkają zwykli ludzie, którzy prowadzą swoje podwórka. Kontrast był groteskowy: satelitarne anteny na dachach kamienic, snajperzy na balkonach, a obok tego starsza kobieta z plastikową konewką, podlewająca pelargonie, jakby światowy pokój naprawdę zależał od tego, czy kwiaty przetrwają upał.

— Na kogo właściwie czekamy? — zapytał McLagen, spoglądając na zegarek.

Whitaker uśmiechnął się krzywo. 

— Porucznik Dupont z DGSE. Francja wysyła swojego orła, by nam pomóc.

— Dupont — powtórzył Amerykanin z przekąsem. — Już to widzę. Pewnie zjawi się jakiś stary, zramolały oficer w prochowcu, który zatrzymał się mentalnie w latach osiemdziesiątych.

Obaj parsknęli śmiechem.

I wtedy podeszła do nich kobieta.

Miała może dwadzieścia sześć lat, ciemne włosy spięte w ciasny kok, błyszczące oczy i mundur francuskich sił specjalnych, który nie pozostawiał wątpliwości co do jej profesjonalizmu. W ręku trzymała czapkę kepi, a jej krok był sprężysty, pewny siebie.

Oficerowie poderwali się od stolika niemal jednocześnie, nagle zaskoczeni i odrobinę zakłopotani.

— Mademoiselle… — Whitaker uśmiechnął się szeroko. — Niech pani siada, kawa się znajdzie.

Kobieta odwzajemniła uśmiech i usiadła spokojnie, jakby doskonale wiedziała, że wywołała konsternację.

— Porucznik Charlotte Dupont, DGSE — przedstawiła się, wyciągając dłoń.

Whitaker zakrztusił się kawą, a McLagen przez chwilę nie wiedział, czy powinien się śmiać, czy raczej salutować. Porucznik Dupont uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Na rynku zapanowała dziwna pauza, jakby nawet gwar rozmów i stukot narzędzi na moment się przytłumiły. Przechodnie zerkali ukradkiem, ciekawi tej nietypowej sceny — dwóch zagranicznych oficerów i młoda Francuzka w eleganckim mundurze, wyglądająca jakby wypadła prosto z plakatu propagandowego NATO.

 — Zgaduję, że nie takiej osoby się spodziewaliście.

Whitaker, jeszcze nie do końca otrząsnąwszy z pierwszego wrażenia, poprawił kołnierz munduru i próbował odzyskać rezon.

— Porucznik Dupont… — powiedział, przeciągając słowa. — Nie ukrywam, nie takiej osoby się spodziewaliśmy.

Charlotte uniosła brew.

— Niech zgadnę. Oczekiwaliście siwego pana w prochowcu, pachnącego Gauloisesami i tanim winem?

McLagen chrząknął, niezdarnie chowając zakłopotanie w kubku z kawą.

— Cóż, pani porucznik, doświadczenie zwykle ma swoje lata.

— Doświadczenie nie musi być siwe — odparła spokojnie. — A ja mam go wystarczająco, żeby wiedzieć, że sytuacja w Sompolnie jest poważniejsza, niż się wam wydaje.

Zapadła cisza. Tylko w tle warkot generatorów i odgłosy orkiestry próbującej wyciągnąć z siebie hymn francuski, który brzmiał teraz jak walc grany przez amatorów. Charlotte położyła na stoliku cienką teczkę oznaczoną pieczęcią DGSE.

— Operacja „Clair-obscur” — powiedziała tonem wykładowcy. — Zbiorcze działania kontrwywiadowcze, które prowadzimy tu, w Sompolnie i okolicach. Według naszych danych zidentyfikowaliśmy już dwudziestu trzech agentów obcych państw. Siedemnastu jest pod stałą obserwacją, pięciu odizolowano, a jeden został deportowany.

Whitaker gwizdnął cicho, ale McLagen zmarszczył brwi.

— Większość pod kontrolą. Brzmi optymistycznie.

Charlotte potrząsnęła głową.

— Optymizm jest luksusem. Została jedna luka. Informacje wskazują na aktywność Wydziału Zjednoczonego Frontu z Pjongjangu. Północnokoreańscy agenci.

Na chwilę zawiał chłodny wiatr, unosząc kurz z bruku i kilka ulotek z lokalnego sklepu AGD, które przykleiły się do barierek wojskowych. Atmosfera, dotąd pół-żartobliwa, zgęstniała; Sompolno, z całym swoim małomiasteczkowym urokiem, nagle zaczęło przypominać makietę w teatrze, w której ktoś ukrył ostrą broń.

— Korea Północna? — Whitaker aż się roześmiał. — Co oni mieliby robić w Sompolnie? To nie Seul, to nie Waszyngton. To… — wskazał łyżką od lodów na otaczające rynek budynki — to prowincjonalne miasteczko, gdzie największym zagrożeniem jest to, że ktoś ukradnie rower.

Charlotte pochyliła się do przodu. Jej głos, cichy, ale ostry, przeciął gwar rynku.

— Nie doceniacie ich. Korea Północna ma wszystko do zyskania na tym, by konferencja się nie powiodła. Chaos na świecie to dla nich paliwo. Sompolno natomiast teraz… Stało się miejscem cieszącym globalnym zainteresowaniem. I z tego co wiem, lokalne statystyki dotyczące kradzieży są dość niskie.

W istocie, w ostatnich dniach w miasteczku pojawiły się twarze, których nikt wcześniej tu nie widział — mężczyźni w zbyt drogich garniturach jak na lokalny rynek, kobiety, które w barze pytały o rzeczy tak egzotyczne, jak „flat white” i „sojowe latte”. Dyplomaci, urzędnicy administracji rządowej, wojskowi, funkcjonariusze wszystkich możliwych państw świata.. Mieszkańcy czuli, że nad ich codziennością zawisła obca gra, a oni stali się mimowolnymi statystami w spektaklu mocarstw.

Wyjęła z teczki kilka arkuszy.

— Z przechwyconych szyfrogramów wynika, że do Europy został wysłany ich człowiek. Pseudonim: „Hwaryong” — Ognisty Smok.

McLagen przestał się wiercić. Na jego twarzy pojawił się cień, którego nie potrafił ukryć — cień człowieka, który przeżył zbyt wiele odpraw, by uwierzyć, że podobne rewelacje to tylko teoria. W oczach majora widać było niechęć, ale i świadomość, że każdy szczegół może okazać się iskrą w beczce prochu.

— Kto to?

— Nie znamy jego tożsamości. Wiemy tylko, że ktoś taki ma wziąć udział w konferencji. I że ma zadanie zakłócić konferencję. Nie wiemy, gdzie i kiedy przybędzie, z kim się będzie kontaktował. To równie dobrze może być pani sprzątająca ratusz za nami, jak i wysokiej rangi urzędnik dyplomacji któregokolwiek państwa.

Whitaker spojrzał na nią z lekkim niedowierzaniem.

— Ale dlaczego? Po co im ta wojna?

Charlotte zaczęła wyliczać na palcach, jej ton stawał się coraz bardziej rzeczowy, niemal mechaniczny:

— Po pierwsze: pieniądze. Korea dostarcza Rosji tysiące pocisków artyleryjskich. W zamian dostaje miliardy w gotówce. Po drugie: surowce. Rosja wysyła im żywność, ropę i gaz. To ratuje ich gospodarkę. Po trzecie: technologia. Rosjanie dzielą się wiedzą wojskową — rakiety balistyczne, satelity szpiegowskie, systemy okrętów podwodnych. To jest złoto dla Kim Dzong Una. Po czwarte: polityka. Rosja w Radzie Bezpieczeństwa ONZ broni ich jak tarcza. Bez niej sankcje byłyby nie do wytrzymania.

Zamilkła na moment, spojrzała prosto w oczy obu oficerom.

— I najważniejsze: Korea Północna chce wojny światowej, bo w jej cieniu mogą spróbować uderzyć na Południe.

Whitaker już nie żartował. Jego spojrzenie spoważniało.

— A więc ten cały „Hwaryong” to nie legenda.

Charlotte kiwnęła głową.

— Nie legenda. Realne zagrożenie. I dopóki nie znajdziemy go w Sompolnie, nikt z nas nie może spać spokojnie.

Wokół stolika przeszła grupka polskich żołnierzy, śmiejąc się z czegoś, co usłyszeli w radiu. Słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając długie cienie na rynek, który wyglądał jak scena — a trójka oficerów jak aktorzy dramatu, którego finału jeszcze nie znali. Gdzieś z daleka dobiegło pianie koguta, zupełnie niestosowne o tej porze. Ten absurdalny dźwięk brzmiał jak szyderstwo z ich rozmowy, przypominając, że w świecie wielkiej polityki i w cieniu globalnych szpiegów wciąż toczy się zwykłe życie — sąsiadka suszy pranie, dzieci rzucają piłką, a staruszek na ławce czyta „Przegląd Koniński”.

Charlotte odłożyła teczkę i z westchnieniem dodała:

— Lepiej, żebyśmy się nie mylili. Bo jeśli Hwaryong zrobi choć jeden ruch… całe to miejsce, cała ta groteskowa parada, może zmienić się w początek końca.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AlexPretnicki · dnia 18.11.2025 14:08 · Czytań: 142 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ClakierCat
15/12/2025 12:49
Tak Ajw, Mila powiedziała: po za tym Mila upomina za… »
ClakierCat
15/12/2025 11:31
Pozwól na moje uwagi: 1. Ładny Twój styl i passage - jak… »
ClakierCat
15/12/2025 01:28
Ten wiersz ma wyjątkowy przekaz, uniwersalność również… »
ClakierCat
14/12/2025 23:22
"niczym"* more? także szuja czy popielnik czy… »
stanlee
13/12/2025 10:40
Dzięki za tak ciekawy komentarz. Potrafisz dostrzec coś… »
Janusz Rosek
09/12/2025 10:33
Madawydar Dziękuję bardzo za Twój komentarz i najwyższą… »
ClakierCat
08/12/2025 22:48
Podoba mi się Twój wiersz, dodałem od siebie: biała… »
Madawydar
08/12/2025 12:16
To jest właśnie magia Świąt. Czyni cuda. Pierwszym cudem… »
Madawydar
08/12/2025 11:43
Samotność, bezmiar wód i dokuczliwa bezczynność. I ta wiara,… »
Zdzislaw
07/12/2025 11:41
Pocienglu-Grainie, mój wierny trolliku - tego typu… »
pociengiel
06/12/2025 22:41
Pornografomanie, pytasz mając najlepsze źródła. »
Zdzislaw
06/12/2025 21:51
O, jest i pociengiel, znany z innych portali jako Grain. Mój… »
Madawydar
06/12/2025 09:12
Mie jestem zwolennikiem aluzji politycznych na PP. To nie to… »
pociengiel
06/12/2025 07:20
Publiczne znieważenie Prezydenta RP jest przestępstwem, za… »
Madawydar
05/12/2025 06:47
Nie wszystkie ścieżki historii są nam znane. Są przy tym… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 04/12/2025 11:42
  • Powodzenia wszystkim, kategoria konkursowa została już utworzona, można zgłaszać do niej teksty!
  • Darcon
  • 04/12/2025 11:25
  • Stało się, skład uczestników konkursu Malowanie Słowem zamknięty. Teraz czekamy na pierwsze konkursowe opowiadania. :)
  • Darcon
  • 29/11/2025 14:37
  • Uwaga! Zostało ostatnie miejsce w konkursie Malowanie Słowem! Nie zwlekaj, żeby nie żałować. :)
  • Kushi
  • 26/11/2025 21:13
  • Pada śnieg, pada śnieg... ;)
  • Miladora
  • 25/11/2025 21:06
  • Przyjdą następne, tylko nie wiadomo, czy jeszcze tej zimy. :) Ale oby. :)
  • Wiktor Orzel
  • 25/11/2025 14:19
  • Po zaspach w Krakowie już niestety nic nie zostało...
  • Darcon
  • 24/11/2025 07:29
  • Hej, Drodzy Użytkownicy. W konkursie "Malowanie Słowem" zostały już tylko trzy wolne miejsca. Nie zwlekajcie! Pozdrawiam. :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty