na mej drodze do Eldorado jako wędrownik, buntownik i bitnik zarazem, spotkałem Poetę i rzekł do mnie „od kilku dni niczego nie napisałem, nawet nie wiem ilu. czy to znaczy, że przestałem poetą już być? czy to znaczy, że stałem się nikim i niczym?” a ja mu na to „zawsze możesz zostać matematykiem – zabawić się pochodnymi i policzyć pole z piekła rodem i ten śmieszny talerz nad brodatym panem – sporo frajdy przy tym.” powiedział mi, żem chyba oszalał… może ma rację – nie pamiętam, jak długo już jestem w drodze… a może to on kłamie i wszyscy to parszywi komuniści i lewacy, ekolodzy, pedały i marsjanie – tych nie lubię najbardziej – a ty? kim jesteś?
powiedz lustereczko – przecie ty wszystko wiesz – o świecie. dawno już zboczyłem z kursu mojej podróży – choć ona żadnego celu nigdy nie miała, no może tylko umrzeć, jeszcze zanim się narodziłem. wkurzył mnie ten Poeta – nic nie wie o życiu – ja tylko wędruje, niech spyta lepiej Kurę – ten to drugi raz już dzisiaj myję tę samą podłogę. nie wiem, czego się boi, ale na pewno nie deszczu za oknem. ciągle tylko ślęczy i ględzi, ale tamten jest gorszy – Stetryczały – go nikt nie lubi, nawet ona sam. żal na niego patrzeć – zdziadziała głowa. razem tworzą niezłą ekipę, mogliby zespół założyć, albo drużynę samochodów bojowych, no albo wszyscy razem oddać się Seppuku, żeby im tylko dusze nie odleciały za daleko. mogę przynieść słomkę – złapie wszystkie – i potem zrobię bubble tea dla tych sztucznych buziek pragnących owoców z magicznych drzew i przywilejów szarych ludzi, którzy wielbią i całują ich bogate stópki – małe fiutki. wybacz mi moje słowa – wstrząsnął mną ostatnio ten obraz, na malutkim podobraziu – obrazek mały, co jak ruszam, to się zmienia – była tam blondyna o szerokich nozdrzach i walczyła o to, aby było gorzej, bo jest źle i trzeba coś z tym zrobić. „może i ja powinienem posadzić dąb obok domu?” pomyślałem sobie i wyruszyłem se w podróż, gdzie poznałem innych wielbicieli zielonych strojów.
zobaczyłem tamtą dwójkę – „też cię swędzą zęby, kiedy nie możesz nic napisać?” pyta Poeta Kurę, „a bo ja wiem? nie jestem żigolakiem, a Kurą i przeszkadzasz mi w wykonywaniu poważnych domowych czynności, WYNOCHA z tymi brudnymi girami faryzeuszu jeden!”. Poeta uciekał jak najprędzej, skocznie i wesoło, jakby duszek Puk nas odwiedził, ale to jeszcze nie jego pora. kuropatwa przeleciała nad naszymi głowami, bo trafiła w głowę Stetryczałego i on się nad wyraz ucieszył, bo dostał swój ptasi obiad. „Stetryczały! – Stetryczały! – STETRYCZAŁY!” – woła Poeta, a Stetryczały – „tak na mnie wołają nieszczęśliwie… czego ty chcesz Rębajło Słowa?”. “mam ostatnio spory obrzęk w alfabecie i może ty coś poradzisz?”Stetryczały tylko siedział i patrzył spode łba na bitnika i nie zmrużył oka, aż wybiła czwarta nad ranem i obaj wsłuchiwali się w dziki śpiew ptaków – „DZIĘKUJĘ CI Stetryczały, już mam o czym pisać i się głowić. pozdrów mnie ode mnie!”
patrzę na nich,
patrzę na siebie –
ten sam rozmiar buta,
te same twarze.
czyżby inne dusze?
wzrok zamglony
i szerokie dłonie
pocięte na pół.
i nawet na tej drodze –
posianej szklistym przeźroczem,
wracam do chwil, których nie wspomnę.
bardzo się boję bać i zapomnieć,
i że on – to też Ja.
nie chciałem należeć do tego konglomeratu – mało mam do gadania, skoro się okazało, że tamten, to też ja, a ja – to też tamten. więc ruszam dalej – jak zwykle – pędzę do swego celu, wypełnionego ciemną pustką – przynajmniej tamten barman dał mi zgorzkniałe piwo na podróż donikąd.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.









Ale oby. 

Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt