W drugiej połowie listopada temperatura gwałtownie spadła. Pojawiły się pierwsze opady śniegu i mroźny wiatr. Zbliżała się zima, pora roku, która przerażała Zenona. Wraz z mrozem i śniegiem przychodziły do niego najgorsze wspomnienia z lat jego młodości, poza tym spanie na parkowej ławce, czy pod dachem wiaty przystanku autobusowego nie należało do najprzyjemniejszych. Miał co prawda jakiś gruby sweter podarowany przez właścicielkę pobliskiego sklepu z odzieżą używaną i w miarę ciepłe buty, które ktoś na wiosnę wystawił pod śmietnikiem, ale to było za mało, żeby przeżyć kolejną zimę. Liście już opadły z drzew, ptaki coraz częściej pojawiały się na niebie w licznych grupach, przygotowując się do odlotu, a dzień stawał się coraz krótszy. Noce zaś długie i zimne. Ubiegłego roku zima oszczędziła Zenona. Śnieg co prawda spadł jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, ale szybko stopniał i dało się wytrzymać. Mrozy też nie były trzaskające. Przez dzień chodził na pobliski cmentarz i szukał płonących zniczy, aby się przy nich ogrzać, a w nocy wciskał się w taki betonowy kanał, którym prowadzone były rury centralnego ogrzewania. Było tam ciasno i ciemno, ale Zenek nie widział dla siebie innej możliwości, był bezdomny. Raz dziennie chodził w okolice kościoła, aby zjeść coś ciepłego i napić się gorącej herbaty u sióstr prowadzących kuchnię dla ubogich, ale przez resztę dnia wałęsał się po osiedlu. Ludzie go znali i tolerowali, chociaż nie jeden uciekał przed nim ze względu na nieprzyjemny zapach, który od niego pochodził. Nie mył się regularnie, bo nie miał gdzie, nie zmieniał bielizny, ani ubrania, bo nie miał na zmianę. Czasami pozwalał się zawieść do przytuliska albo do noclegowni, ale zawsze następnego dnia wracał na stare śmieci. Tu, na tym osiedlu czuł się dobrze.
Zanim Zenon stał się osobą bezdomną, był zdrowym, zaradnym mężczyzną. Miał dom, miał pracę, miał również żonę i dzieci. Był szczęśliwy. Przynajmniej przez jakiś czas. Wszystko zmieniło się w tę tragiczną noc, kiedy wracał pustym autobusem do bazy. Padał śnieg, widoczność była ograniczona. Wiejskie drogi nie były oświetlone. Musiał mocno wytężać wzrok, aby nie zjechać z drogi wijącej się gęsto pośród pól. Zbliżała się północ, ostatni kurs. Zmęczony kilkugodzinnym prowadzeniem podmiejskiego autobusu człowiek na chwilę zamknął oczy, przysnął za kierownicą i wtedy to się stało. Uderzył w coś albo po czymś przejechał, ocknął się. Zatrzymał autobus i pobiegł kilka metrów za tył pojazdu. Podręczną latarką zaczął oświetlać pobocza drogi. Zauważył go. W rowie, obok drogi leżał człowiek.
— Zabiłem go, przejechałem! — mówił sam do siebie — Muszę to zgłosić!
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej wpakował ciało mężczyzny do autobusu i pojechał z nim do bazy Pogotowia Ratunkowego. Przekazał mężczyznę lekarzom. Potwierdzili zgon. Na plecach widoczne były ślady kół. Wszystko wskazywało na to, że to właśnie Zenon jest sprawcą wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Policja zatrzymała go do wyjaśnienia. Nie wrócił na noc do domu. Następnego dnia lekarze zrobili sekcję zwłok przejechanego mężczyzny i ustalili prawdziwą przyczynę śmierci. Nie było nią potrącenie. Człowiek upadł na drodze i zmarł, zanim Zenon przejechał po nim kołami autobusu. Miał zawał serca.
Policja zwolniła kierowcę z izby zatrzymań i oczyściła z zarzutów. Oddali mu prawo jazdy. Niby wszystko było w porządku, ale Zenon ogromnie przeżył to zdarzenie. Nie mógł wybaczyć sobie, że nie zauważył tego człowieka i po nim przejechał. Czuł się winny. Tym razem miał fart, bo człowiek pod kołami jego autobusu już nie żył, ale mogło być przecież inaczej. Poprosił o pomoc psychologa, aby uporać się z prześladującymi go koszmarami. Otrzymał zwolnienie lekarskie, najpierw na miesiąc, potem na kolejne trzy miesiące. Terapia nie przynosiła spodziewanych efektów. Kiedy miał wsiąść do samochodu, ogarniał go niewysłowiony lęk. Wpadał w panikę. Wciąż przed oczami miał ciało przejechanego mężczyzny, leżącego na poboczu drogi. Nie wrócił do pracy w charakterze kierowcy autobusu, nie potrafił nawet zmusić się do jazdy prywatnym samochodem. Szukał innej pracy, ale to wcale nie było takie proste. Nie miał innych zdolności. Odkąd pamiętał, zawsze był kierowcą. Po każdej nieudanej rozmowie o pracę jego stan psychiczny się pogarszał. Wpadł w depresję. Nie wychodził z domu, zaczął pić. Sądził, że alkohol uśmierzy jego ból, pozwoli zapomnieć. Było jednak jeszcze gorzej. Po alkoholu stawał się agresywny i wulgarny. Dochodziło do awantur. Sytuacja w domu stawała się coraz bardziej napięta i niebezpieczna.
Zenek nie miał rodziców, zginęli w wypadku samochodowym, kiedy miał dziewięć lat. Dziadkowie nie chcieli się nim zająć. Wylądował w domu dziecka i tam doczekał pełnoletniości. Ukończył szkołę zawodową jako mechanik samochodowy. Potem poszedł do wojska. W trakcie odbywania zasadniczej służby wojskowej zdał egzaminy na prawo jazdy kategorii C+E a po wyjściu do cywila dodatkowo na kategorię D. Uprawniała ona do kierowania autobusami. Zatrudnił się najpierw w PKS-ie, a potem w MPK. Jeździł ponad dziesięć lat bez najmniejszej kolizji, czy mandatu. Był w tym dobry.
Będąc jeszcze w wojsku, poznał Ewę. Piękną, czarującą dziewczynę z Podlasia. Była jednak biedna. Pochodziła z patologicznej rodziny. Jej ojciec kryminalista, recydywista więcej czasu spędzał w więzieniu, niż w domu. Matka awanturnica i pijaczka znęcała się nad Ewą i młodszym rodzeństwem. Zaniedbywała dom. Nic więc dziwnego, że dziewczyna marzyła o tym, aby się z tego domu jak najszybciej wyrwać, najlepiej wychodząc za mąż za porządnego człowieka. Sugerowała to Zenkowi. On jednak nie był wtedy na taki związek gotowy, ponadto bardzo bał się jej rodziców. Unikał ich.
W dziewczynie było jednak coś, co Zenona do niej ciągnęło, kusiło i podniecało. Zaczęli się spotykać potajemnie. Była piękna i gotowa skoczyć za nim w ogień, gdyby tylko ją o to poprosił. Kiedy całował jej usta, czuł, że ona tego pragnie i odwzajemnia te pocałunki. Kiedy patrzył w jej oczy, widział spokój i szczerość jej uczuć. Kiedy rozmawiali ze sobą, miał wrażenie, że ona wyprzedza jego myśli. Rozumieli się bez słów. Mógłby być z nią szczęśliwy, ale oboje byli biedni, dosłownie nie mieli nic.
Wycofał się, uciekł przed miłością. Zachował się jak tchórz, nie zostawiając swojego adresu, kiedy opuszczał koszary, nie napisał do niej po wyjściu z wojska, chociaż znał adres, nie skontaktował się z dziewczyną. Postanowił o niej zapomnieć.
W wieku dwudziestu dwóch lat poznał Teresę. Wydawało mu się, że złapał Pana Boga za nogi. Była wykształcona i bogata. Pracowała w Urzędzie Gminy i obracała się pośród znanych i szanowanych ludzi. Miała nowy, wybudowany przez rodziców dom i Zenek nie był jej obojętny. Spotykali się przez niecałe dziewięć miesięcy, zanim wzięli ślub. Po roku małżeństwa urodziła się pierwsza córeczka. Po kolejnych dwóch latach syn. Wszystko wydawało się zmierzać we właściwym kierunku, aż do feralnej nocy. To zdarzenie wywróciło do góry nogami całe życie Zenona. Potrzebował wsparcia ze strony żony, zrozumienia, czasu na uporanie się ze stresem, jakiego doświadczył. Nie otrzymał nic.
Teresa wcale nie żałowała go, nie pocieszała, nie wyciągnęła pomocnej dłoni. Wręcz przeciwnie, obwiniała go, mówiąc:
— Zawiodłam się na tobie. Sądziłam, że mam obok siebie konkretnego, twardego faceta, a nie fajtłapę. Przejmujesz się jakimś pijaczkiem, który zamarzł na drodze, a pomyślałeś o mnie, o dzieciach? Weź się w garść albo wypieprzaj z tego domu! Ja nie mam czasu ani ochoty zajmować się psycholem w depresji.
Wychodząc z pokoju, trzasnęła drzwiami tak mocno, że aż futryna zadrżała. Zenon zdziwił się bardzo jej zachowaniem, nie spodziewał się tego. Miał nadzieję, że żona zrozumie jego chwilową niedyspozycję i da mu czas na uporanie się z problemem. Teresa jednak nie zamierzała czekać. Postanowiła żyć własnym życiem, nie zwracając uwagi na pogrążonego w depresji męża. Ignorowała go, wychodziła z domu na jakieś spotkania, nie informując Zenona, dokąd idzie i z kim. Wracała pijana albo w towarzystwie innych mężczyzn. Kłócili się coraz częściej. Zenek zaczął pić. Był zazdrosny o Teresę. Któregoś wieczoru nie wytrzymał i uderzył ją. Ona wystąpiła o rozwód i wygrała. Mając na uwadze niestabilność emocjonalną męża, sąd przychylił się do wniosku powódki i nakazał Zenonowi opuszczenie ich rodzinnego domu, gdyż istniała obawa pojawienia się przemocy w rodzinie ze strony męża. Małżonka twierdziła, że Zenon zagraża jej i dzieciom. Dom w całości należał do niej, więc nie było problemu. Zenon tylko w nim mieszkał za zgodą żony. Nie był tam nawet zameldowany na pobyt stały.
Po opuszczeniu domu mężczyzna staczał się coraz bardziej i coraz szybciej. W końcu osiągnął dno. Stracił wszystko, co miał i stał się bezdomnym. Najgorszą rzeczą było jednak to, że stracił szacunek do samego siebie. Przestał walczyć.
Zdarzały się jednak dni, kiedy trzeźwiał na chwilę i pogrążał się we wspomnieniach. Opowiadał wtedy kolegom o ciemnowłosej dziewczynie, która naprawdę kochała go szczerym sercem, nie za to, co posiadał, ale za to, jakim był człowiekiem. O tym, że rozumiała go bez słów. Wierzył, że mogli być ze sobą szczęśliwi, gdyby nie jego idiotyczna pogoń za dostatkiem i wygodnym życiem.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.









Ale oby. 

Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt