Wiklinowe fotele - gertruda burgund
Proza » Długie Opowiadania » Wiklinowe fotele
A A A
Od autora: Trudno oddzielić mi siebie od tego tekstu.
Jestem bardzo ciekawa uwag, odbioru, krytyki i interpretacji.
Chciałabym sprawdzić, jak to opowiadanie funkcjonuje jako odrębny twór...


Dziękuję za publikację!

Wiklinowe fotele

 

"(...) gdziekolwiek by się nie pojechało,

spotyka się tam, gdzie się dotarło,

przede wszystkim to, co się ze sobą,

to znaczy sobą, przywiozło."

Edward Stachura

 

 

Współlokatorem był konik polny. A może to świerszcz? Cykał z różnych kątów pokoju. Zastanawiała się, czy to możliwe, że zje go przez sen.

Obudziły ją rozmowy starszych osób za oknem jej parterowego domku. Ich poranne plany. Na spacer plażą albo leniuchowanie w leżaku. Świerszcz zacykał spod drzwi łazienki. Czyli przeżył tę noc. Rozejrzała się po pokoju. Wczoraj była zbyt zmęczona, a jednocześnie zbyt ucieszona końcem całodziennej podróży, żeby narzekać na niewygody. Przystała na propozycję, żeby tu przespać jedną noc, a następnego dnia przenieść się do pokoju o lepszym standardzie.

- Pani na nocleg, dzisiaj?! - dziwił się wieczorem starszy pan z recepcji. - I gdzie ja panią teraz umieszczę?... Nie mogła pani przyjechać wcześniej?

- Dzwoniłam kilka dni temu, ktoś powiedział, że są wolne pokoje, i że można przyjeżdżać...

- No tak... Ale nie posprzątane... Widzi pani, wszyscy już wyjechali, nie ma mi kto sprzątać! Coś było rzeczywiście, pani dzwoniła... Może zrobić pani kanapkę? Masz co jeść kochaniutka? Żeby mnie mama nie pogoniła, że córka głodna! Mnie noga boli, ale niech sobie pani podejdzie na stołówkę, i tam sobie wziąć szklankę, zrobić herbaty.

Nie rozumiała co się dzieje. Miała wrażenie, jakby trafiła do świata w którym rządzą inne, nieznane jej zasady. Uznała, że po prostu przyjmie to, co się wydarza. Jak w podróży do obcej krainy o odmiennych zwyczajach. Chociaż kanapki nie chciała.

Duża, pusta stołówka w swoim zaduchu przenosiła w czasie. We wspomnienia do kolonii i szkolnych wycieczek. Była już noc, więc ciemne wnętrza rozświetlała sobie latarką z telefonu. Czuła, jakby włamywała się do czyjegoś życia. Ceraty na stole. Lamperia z farby olejnej na ścianie. Jaskrawe i brokatowe obrazy morza, z piaskiem z bursztynu. Pamiętała podobne ze stoisk „Wszystko po cztery złote”. Na takiej stołówce pije się słodką herbatę w kubkach z uchem z przyciemnionego szkła. Zagryza się białe kromki dżemem i żółtym serem. Znalazła kubek dla siebie, zaparzyła rumianek z melisą i poszła spać.

Wczoraj, po całym dniu w pociągach i autobusach, była podekscytowana samym dotarciem nad morze. Ciepły wiatr, świeże powietrze o zapachu wakacji. Piasek pod bosymi stopami. Kojący szum fal. Chyba nawet rozpoznała jedną uliczkę i sklepiki z pamiątkami, wieczorem już zamknięte. Nie do wiary, że dwadzieścia lat temu była tutaj na wyjeździe ze szkoły... W zupełnie innym życiu. Czy ja to dalej ja? Morze szumi, jak kiedyś. To trochę podróż w przeszłość, trochę nie wie dokąd.

Teraz, rano, wyraźnie zobaczyła, jak bardzo obskurny jest pokój, w którym spała tej nocy. Plamy na podłodze, roztargane obicie wersalki. Zniszczone meble o lepkich od brudu blatach. Naderwane burozielone zasłony, które zdaje się wisiały tu od czasu kolonii w jej podstawówce. Poczuła smród. Mieszanka przetrawionego alkoholu z ludzkim zaniedbaniem. Zapach podziemnych przejść wieczorami i starych oddziałów ostrej psychiatrii z detoksykacją. Piwo i wódka z sokiem, wylane dawno temu, wsiąkły głęboko w strukturę rzeczy. Entropia. Obraz rozkładu. Otwarła szeroko drzwi. Na zewnątrz oślepiająco słoneczny poranek, rześki podmuch wpadł do środka. Powiedziała „dzień dobry” do grupki seniorów, którzy przypatrywali jej się z zaciekawieniem.

 

Nowy pokój miał szeroki widok na wydmę i sosnowy las. A za nimi morze. Wystrój w starym stylu ośrodków wypoczynkowych. Tani, kiczowaty pejzaż na ścianie. Czysto i schludnie. Cztery łóżka, jedno dla niej. Nareszcie może odpocząć...

Wyobrażała sobie, że przyjedzie nad morze jak Adaś Miauczyński w „Dniu świra”. Usiądzie na plaży i będzie uderzać pięścią w piasek krzycząc: muszę w końcu odpocząć! Tak się czuła. Zupełnie wyczerpana. Wyeksploatowana. Z dużym poczuciem żalu.

To bardzo ważne w takich momentach usłyszeć od kogoś: „proszę zadbać o siebie. Pomyśleć o sobie”.

Przyjęła, że to najlepsze, co mogła dla siebie teraz zrobić – dać sobie tydzień wolnego i wyjechać nad morze, we wrześniu po sezonie. „Czy jesteś w stanie odpocząć fizycznie przez tydzień?”, pytała ją koleżanka. Dlaczego fizycznie?... Potrzebuje odpocząć psychicznie, emocjonalnie. Morze ma być jak plaster na duszę, jak kompres. Jak ożywczy balsam na zszargane nerwy.

Czy to w ogóle możliwe, żeby odpocząć?

 

Wyszła na spacer po okolicy. Dawniej osada rybacka, dziś wakacyjny kurort. Grupki starszych osób snuły się po deptakach. Seniorzy rozchodzili się na całą szerokość ulicy, czasem aż trudno było ich wyminąć.

- Tu jeszcze rano był księżyc, ale on upływa. Ubywa – wpadło jej w uszy. To elegancki starszy pan do swoich kolegów.

Gofry kosztowały trzy razy tyle co kiedyś. Kuszące witryny sklepów z obniżkami cen, w większości już zamknięte. Część knajpek dziękowała za miniony sezon i zapraszała za rok. Pani sprzedająca biżuterię tłumaczyła staruszce w koralach z bursztynu, że jutro jej już nie będzie, bo też chce jechać do domu. „Lody naturalne” mają być w wyprzedaży od wtorku. Porcja za połowę ceny. W małym porcie, na betonowym brzegu para staruszków wygrzewała się w słońcu. Na plażowych leżakach, a niczym królewska para na tronach. Byli doskonale nieruchomi i dostojni, może nieśmiertelni? Jak greccy bogowie? Wyglądali jakby zastygli na wieczność. Z tej odległości w miejscach twarzy wystawionych do słońca widziała białe plamy. Przepalone pastele. Minimalizm krajobrazu. Jak z obrazów Andrzeja Tuźnika. Betonowy wysoki brzeg, prawie niebo. Miejsce, gdzie upalne słońce nigdy nie zachodzi.

Na stoiskach z pamiątkami zobaczyła charakterystyczne obrazki. Przypomniała sobie je ze straganów z dzieciństwa, dawno temu ją oczarowały. Ramki wypełnione piaskiem i kolorowym płynem. Każdy kolor miał inną moc, co szczegółowo opisane było w dwóch językach na planszy obok. Błękitny uspokaja, pomarańczowy dodaje energii. Róż na kłopoty sercowe, a zieleń na motywację do życiowych zmian. Obrazki działały jak klepsydra, po obróceniu piasek wolno usypywał nową plażę. Urocze, może nawet sobie taki kupi? Jaki kolor by wybrała? Fiolet? Na razie potrzebuje plażowego koca. Sprzedawczyni przyniosła z zaplecza naręcze ręczników, wybrała ciemnoniebieski w siwe czaple.

Kolejnego dnia stoisko było już zamknięte. Zapraszają za rok.

 

Wieczorami na świetlicy seniorzy urządzali potańcówki i zabawy. Najlepsza muzyka z dawnych lat rozbrzmiewała hucznie, niosąc się w dal po pustawym nadmorskim brzegu. Piotr Szczepanik z Krzysztofem Krawczykiem zmartwychwstali tej nocy. Zza zamkniętych drzwi słyszała wybuchy śmiechu i radosne rozmowy. Podglądnęła dyskretnie przez okno – tańce w parach, część osób na krzesłach przy ścianie. Pod sufitem serpentyny z bibuły i kolorowe balony. Pomyślała o dyskotekach w podstawówce i o czarno-białych zdjęciach z wesela swoich rodziców.

Trudno jej było zasnąć, nawet gdy muzyka ucichła i impreza dobiegła końca. Łóżko miało bardzo miękki materac, w który zapadała się jak w zbyt sypki piasek. Piasek, który otacza, chce wchłonąć. Przypominała sobie opowieści z dzieciństwa o ruchomych wydmach, które wciągają jak bagno. Bezlitośnie. Zapadała się w wydmę łóżka. W końcu rozdrażniona zrzuciła materac, pościeliła sobie prześcieradło na niskim podeście. Twardo. Teraz była prawie na ziemi i czuła się jak w trumnie. Połknęła kolejną ziołową tabletkę na spokój i sen. Bez efektu... Próbowała zrelaksować się oddechem, odliczając do ośmiu wydłużony wydech. Jednak ani spokój, ani sen nie przychodziły. Westchnęła zrezygnowana. Zimnym naparem rumianku popiła pigułkę, zarezerwowaną na kryzysowe sytuacje. A zatem – czy to ciągle kryzys?...

Spała, ale niespokojnie. Sny były gęste, całą noc snuły się mozolnie, fabułami z mnóstwem odnóg i wijących się dygresji.

 

Obudził ją zapach dobiegający ze wspólnego korytarza. Zapach parzonej kawy. Dokładnie takiej z kubków z przyciemnionego szkła z uchem. Albo ze szklanek w koszyczku. Wrzątek leje się prosto na mieloną kawę, miesza się łyżeczką. Gdy fusy opadną na dno można dodać cukier albo mleko. Znała dobrze taką kawę, z dzieciństwa z rodzinnych imienin. I z pracy, pitą na przerwie przez starsze koleżanki. Ona dziś zalewała świeży imbir ciepłą wodą z czajnika. Minęła w holu starszą parę, wystrojoną i pachnącą perfumami. Niedziela rano, pewnie szykowali się do kościoła.

Jadła kanapkę na murku przed budynkiem. Z widokiem na puste boisko do siatkówki i sosnowy las za ogrodzeniem. Bezchmurne niebo. Ciepło, mimo że to pierwszy dzień jesieni. Obok grupka seniorów rozkładała swoje leżaki. Niektórzy mościli się na profilowanych ławkach i już ogrzewali w słońcu. Wiklinowe fotele pod ścianą, także w plamie słońca, zajęte przez dostojną parę.

- To nie plażowanie, tylko lasowanie! - zaśmiał się jeden pan do swoich towarzyszy.

Postanowiła dziś wybrać się na wędrówkę wzdłuż morza. Nie chciała zabierać ze sobą telefonu. Żeby tak ruszyć przed siebie, pobyć z samą sobą i naturą, przewietrzyć głowę. Pakując się słyszała rozmowy za oknem.

- To co, jeszcze spacerek? - zagadnęła staruszka na ławce.

- Tak, pożegnanie z morzem! - zaśmiała się białowłosa kobieta z kijkami do nordic walking.

- Jeśli wybierze pani kamyk, i wrzuci do morza, to znak, że pani jeszcze tu wróci – przekonywała staruszka z ławki.

- Obojętne jaki kamyk? - pytanie pełne przejęcia.

- Tak, taki, co serce podpowiada.

Pomyślała, że w tym ośrodku wypoczynkowym dzieci z kolonii zamieniły się w starców. Z letniej kolonii nagle przeniosły się do klubu seniora.

 

Szła wzdłuż wydmy, lekka i wolna, prosto w słoneczny poranek. Przed siebie. Minęła ojca, który próbował zrobić zdjęcie swojej rodziny, kobiety i dwójki dzieci, na tle morza.

- Cień jest... nie, nie wychodzi mi tak - usłyszała zrezygnowany męski głos.

Minęła ostatnie kempingi i numerowane zejścia na plażę. Długo wędrowała przez sosnowy las, niemal pustą ścieżką, rzadko mijając pojedynczych rowerzystów. Pachniało żywicą, słońce igrało na leśnej ściółce. Skręciła w stronę morza. Z wysokiego klifu rozciągał się rozległy widok na przestrzeń i spokój. Po skarpie bieg prosto na szeroką plażę. Tak, chce odpocząć. Marzy, żeby wreszcie odpocząć... Ze swojego ręcznika w czaple wpatrywała się w miarowe fale na spokojnym morzu. Przyjemnie było wygrzewać się we wrześniowym słońcu. Ciepła skóra, ciepłe promienie na zmrużonych powiekach...

 

Długo błądzę plątaniną uliczek starego miasta. Towarzyszą mi jacyś ludzie, raz obcy, raz bliscy. Ulice wydają się nowe, zaskakujące, choć powinny być znajome. Przecież to miasto nie jest duże. W końcu wychodzę na znaną prostą ścieżkę. Idę ze stacji kolejowej do domu. Przez łąki nad rzeką. To droga, jaką wracałam w ciepłe miesiące ze szkoły. Widzę go z oddali. Wyszedł po mnie. Idzie dziarskim krokiem, prosto mi naprzeciw. Dobrze, że się spotkaliśmy, bo przecież szłam innymi drogami niż zwykle – niewiele brakowało, a mogliśmy się minąć. Pyta czemu nie idę standardowo. - A, tak jakoś. Myślę, że to duża wyprawa dla niego, takie wyjście na łąki za rzeką. Przecież choroba, duszności. Mówi, że nie, że jest ok, nie ma problemu ze schodami, żeby się o niego nie martwić. I jeszcze, że tym razem nie mógł po mnie przyjechać autem na stację kolejową, jak zwykle robił, ale wyszedł naprzeciw. Mogłam się przytulić, oprzeć na jego ramieniu. Wracaliśmy razem do domu.

 

Obudził ją podmuch zimnego wiatru. Zdziwiła się, że zasnęła. Było dokładnie tak, jak przed laty na zielonych szkołach – gdy niepostrzeżenie zasypiało się na plaży i budziło z zimna. Cofnęła się w czasie? Plaża była pusta. Słońce wysoko na niebie. Nic, co pomogłoby określić miejsce i czas akcji. Jej ręcznik też wyglądał jakby z wczesnych lat dwutysięcznych. Popatrzyła na swoje nogi, ręce. Nie, nie miała już dwunastu lat. Podskoczyła kilka razy, żeby się rozgrzać i ruszyła dalej, wzdłuż brzegu morza. Depcząc mokry piasek i małe muszelki. Wiatr rozwiewał myśli. Sprawy i troski przelatywały przez głowę, i biegły dalej. Spokój, nareszcie trochę spokoju... Powoli zaczęli pojawiać się na plaży ludzie z psami, spacerujące pary. Zbliżyła się do klifu. Wysokie drewniane schody. Wejście na wydmę prowadziło dalej szeroką leśną drogą, do cichej miejscowości. Chce jej się pić, może poszuka sklepu. Dziwna pustka i cisza drżała pomiędzy wakacyjnymi pensjonatami. Nadmorska Bryza, Perła Bałtyku, głosiły wielkie napisy na budynkach. Miejscowość wyglądała na wymarłą. Snuła się uliczkami, Promenadą Słońca i Wczasową. Plac zabaw aż boleśnie pusty. Oglądała z bliska konstrukcję statku do zabaw dla dzieci, z drabinkami i małą ścianką wspinaczkową. Miała ochotę wspiąć się na samą górę, czuła jednak jakby w ten sposób mogła złamać jakieś tabu. Przełamać świętą ciszę tego opuszczonego miejsca. Poszła dalej, przez rozpalone słońcem boisko.

Znalazła w końcu sklep i tam spotkała człowieka.

- Zawsze tu tak pusto i cicho? - zagadnęła płacąc za drożdżówki i butelkę wody.

- No już po sezonie przecież... Zostali tylko ci z ośrodka. Ale tak, nawet w środku lata to raczej spokojne miejsce – uśmiechnął się sprzedawca.

- „Ostatecznie wszyscy zginiemy. Katastrofa klimatyczna nadciąga” - usłyszała jeszcze głos z radia w sklepie. Mężczyzna miał zaskakująco pogodny ton jak na treść słów, które wypowiadał. - „Pozostaje mieć jakiś rytm, jakieś swoje rytuały, wie pan, czegoś się trzymać, bo i co nam pozostało...” - to chyba wywiad z jakimś aktorem. Wyszła z powrotem na pełne słońce, radiowy głos pozostał w cieniu za zamykającymi się drzwiami.

 

Wróciła do swojego miejsca noclegu tą samą drogą. Z klifu podziwiała szeroki widok na spokojne morze. Wędrowała słonecznymi ścieżkami lasu i piaskiem wzdłuż morza. Zbliżając się już do znajomych zabudowań zdziwił ją burczący głośno autobus pod drzwiami jej ośrodka.

- Już wszyscy spakowani? Odjeżdżamy! - zawołała energicznie kobieta. Drzwi autobusu zamknęły się i pojazd z jej seniorami ruszył w drogę.

Patrzyła jak autobus oddala się, maleje, w końcu znika w dali. Zapanowała cisza. Poczuła, jakby ktoś ją opuszczał. Zostawiał samą. I to bez pożegnania...

Nie wiedziała, że obcy staruszkowie mieli dla niej takie znaczenie – dopóki ich nie zabrakło.

 

Wzięła prysznic i zjadła kolację w jednej z ostatnich otwartych knajpek. Pizza, z grzybami i białym sosem. Całkiem smaczna. Do tego bezalkoholowe piwo, całkiem drogie. Powoli zapadał zmierzch, wybrała się jeszcze na spacer. Stanęła na plaży. Patrzyła prosto w oczy huczącym falom. Nad wodą kołowały mewy, popiskując. Ciemniało. Ponad jej głową pojawiały się gwiazdy. Coraz ciemniej i coraz więcej gwiazd. Położyła się na zimnym piasku podziwiając czarne niebo pełne migających punktów. Zmarzła, wstała i obejrzała się z niepokojem wokół. Zrobiła się już noc i wokół zupełnie pusto. Światło latarni ze ścieżki na wydmie wydłużało cienie. Ruszyła do swojego ośrodka. Szła szybko, prawie biegła. Na ścieżce wśród sosen ani żywego ducha. Wejściowe drzwi do budynku były zamknięte. Szarpnęła za klamkę – bez efektu. Nerwowo pukała w szybę. Głucha cisza. Ciemno we wszystkich oknach. W jej pokoju na piętrze okno uchylone, przesunięta firanka. Pomyślała, że może uda jej się wspiąć po parapecie, jakoś tam dostać? Szalony pomysł. Szybkim krokiem skierowała się na tył budynku, ale drzwi od strony boiska też były zamknięte. Próbowała uspokoić przyspieszony oddech. Zaskoczyło ją, że poza strachem miała silne poczucie winy. Tak, jakby nie powinno jej tu być. Jakby to ona zrobiła coś niewłaściwego. Nie powinna wychodzić po zmroku? A może w ogóle – nie powinna tu przyjeżdżać po sezonie? Albo nie powinna powracać teraz w miejsca z dzieciństwa? Wróciła do głównego wejścia, uderzała coraz mocniej w szybę i zaczęła krzyczeć. W końcu zaświeciło się światło w holu, pojawiła się ciemna postać.

- Zamknęliśmy już drzwi, bo dziś wszyscy wyjechali – wyjaśnił młody mężczyzna i wpuścił ją do środka.

Wbiegła po schodach do siebie, przekręciła zamek. Rzuciła się na niskie, twarde łóżko, łyknęła dwie kryzysowe pigułki i tym razem szybko zasnęła.

 

Obudziła się wystraszona, z bijącym sercem. Wybudził ją koszmar.

 

To był sen o wojnie. Na wsi. Ukrywaliśmy się w małej stodole z boku domu. Tam obok studni, polnej drogi i czereśni. I tam coś się wydarzyło. Coś, co prawie sprawiło, że zginęliśmy. Reszta rodziny była w dużej stodole przed polami, w schronach pod ziemią.

Ale co się wydarzyło?

Coś, co mnie zdziwiło, że nie zostaliśmy zauważeni. Zrobiłam jakiś prowokacyjny ruch – i okazało się, że Niemcy zajęli się takim fałszywym miejscem, gdzie możemy być. Wykorzystaliśmy to i przedostaliśmy się do głównego miejsca pobytu całej naszej rodziny. Do tej większej stodoły. Cieszyłam się, że Niemcy są tak głupi, że zajęli się fałszywą kryjówką.

Obudziłam się. Przerażona.

Uświadomiłam sobie, że to był podstęp. Że rodzina była na mnie wściekła. Bo teraz Niemcy znajdą nas wszystkich. Bo oni upozorowali swoją głupotę i teraz nas rozstrzelają. Zastanawiałam się co zrobić, gdzie teraz uciec, ale sytuacja była patowa, bez wyjścia. Przypomniała mi się początkowa scena z „Bękartów wojny”. Rozstrzelanie, ucieczka. Czy można tak uciec spod podłogi? Czy on jej nie postrzelił? Czy starczy oddechów w płucach?

Biegliśmy razem, ukryłam się za jakimś budynkiem. Wokół szczere pola, więc pewnie nas zaraz dopadną. Silny ucisk w klatce piersiowej. Nie mogę nabrać oddechu. Biegłam tak szybko, że płuca nie wytrzymały. Pękają.

 

Było już jasno, za oknem szumiało morze. Składała ubrania i myła zęby, gdy nagle zamek w drzwiach się przekręcił. Weszła pani sprzątająca. Niewyraźnie mówiła coś do siebie i niewidzącym ją wzrokiem omiotła pokój. Pokręciła z dezaprobatą głową i wyszła. Wydawało się, jakby sprzątaczka zupełnie jej nie zobaczyła... Wypluła pianę z pasty do zlewu, przepłukała szczoteczkę. Szybko i niedbale pakowała ubrania do plecaka. Powrzucała kosmetyki do torby. Niepokój w niej narastał. Chciała jak najszybciej opuścić ten budynek.

Ze spakowanym plecakiem wyszła na korytarz. Wszystkie pokoje miały otwarte drzwi. Przystanęła. Przy ścianie leżała poskładana pościel, dalej stała miotła i mop do mycia podłóg. Słychać było krzątającą się panią, która sprzątała w którymś z pokoi, i trzeszczące radio w końcu korytarza.

- „Gdy jedna głowa jest za mała na świat wewnętrzny, ten rozchodzi się na zewnątrz” - łagodnie tłumaczył kobiecy radiowy głos. - „Wycieka, sączy się uszami. To, co z głowy, zaczyna dziać się poza nią, w świecie wokół.”

Co to za dziwna audycja?.. Jej nogi były jakby z betonu. Zaskoczona poczuła, że z oczu płynęły łzy. Trudno jej było się stamtąd ruszyć, jeszcze trudniej powstrzymać płacz. Wzięła głęboki oddech i zbiegła po schodach. Tylnym wyjściem szybko na boisko, na ławkę pod sosną. Poczuła przygniatający ją ciężar, całe ciało było jak z ołowiu. Do tego nagle kłujący głód. Wyjęła wczorajszą drożdżówkę. Wolno przegryzając, płakała.

Pusto. Tylko czarne kawki dreptały tu i tam, wydłubywały coś z piasku. Wzdłuż ściany ośrodka stały równo złożone leżaki i parawany. W porannym słońcu wygrzewała się karłowata jarzębina o pełnych, czerwonych owocach. Obok niej dwa puste wiklinowe fotele.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
gertruda burgund · dnia 24.11.2025 12:27 · Czytań: 255 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
d.urbanska dnia 27.11.2025 17:37 Ocena: Świetne!
Znakomity tekst. Piękny i bogaty język. Aczkolwiek kilka potknięć interpunkcyjnych. Ale to detal. Urzekł mnie nastrój utworu i wciągnęła narracja. Brawo!
Miladora dnia 27.11.2025 23:29
Klimat tego tekstu rzeczywiście jest wciągający jak na opowiadanie, w którym w gruncie rzeczy niewiele się dzieje. Chyba coś podobnego musiałam już kiedyś przeżyć, skoro tak utkwił we mnie.
I chyba nawet wiem co...

Ale tekst wymaga jeszcze dopracowania nie tylko pod względem interpunkcji. Dobrze by mu zrobiło także gruntowne prześwietlenie, czyli usunięcie tego, co zbędne.

Dam Ci kilka wskazówek, czym się kierować.
Najpierw o interpunkcji:
Cytat:
"(...) gdzie­kol­wiek by się nie po­je­cha­ło,
spo­ty­ka się tam, gdzie się do­tar­ło,
przede wszyst­kim to, co się ze sobą,
to zna­czy sobą, przy­wio­zło."

Edward Sta­chu­ra

Jeżeli stosujesz kursywę, cudzysłowy nie są już potrzebne.
Cytat kursywą, autor normalną czcionką.
Poza tym cudzysłów zawsze stawia się przed kropką. Nie tak - przy­wio­zło."- lecz tak - przy­wio­zło". I nie - w świecie wokół.” - lecz - w świecie wokół".

Cytat:
A może to świerszcz?

Przykład zbędnego słowa.

Cytat:
Obu­dzi­ły ją roz­mo­wy star­szych osób za oknem jej par­te­ro­we­go domku.

Skąd wiedziała, że to starsze osoby, skoro dopiero się obudziła? ;)
Po prześwietleniu to zdanie wyglądałoby tak:
- Obu­dzi­ły ją roz­mo­wy za oknem par­te­ro­we­go domku. Poranne plany jakichś osób. -
Nadmierne dopowiadanie niepotrzebnie rozdmuchuje tekst.

Cytat:
- Pani na noc­leg, dzi­siaj?! - dzi­wił się wie­czo­rem star­szy pan z re­cep­cji. - I gdzie ja panią teraz umiesz­czę?... Nie mogła pani przy­je­chać wcze­śniej?

Podkreślone to zbędne dopowiedzenie, zwłaszcza że "umieszczę/wcześniej" tworzy przypadkowy rym, a w następnym zdaniu pojawia się "przyjeżdżać".

Cytat:
- Dzwo­ni­łam kilka dni temu, ktoś po­wie­dział, że są wolne po­ko­je, i że można przy­jeż­dżać...

- przyjechać -

Cytat:
- No tak... Ale nie po­sprzą­ta­ne... Widzi pani, wszy­scy już wy­je­cha­li, nie ma mi kto sprzą­tać! Coś było rze­czy­wi­ście, pani dzwo­ni­ła... Może zro­bić pani ka­nap­kę? Masz co jeść ko­cha­niut­ka? Żeby mnie mama nie po­go­ni­ła, że córka głod­na! Mnie noga boli, ale niech sobie pani po­dej­dzie na sto­łów­kę, i tam sobie wziąć szklan­kę, zro­bić her­ba­ty.

- nieposprzątane -
- masz co jeść, kochaniutka? -
- ale niech pani podejdzie na stołówkę, weźmie sobie szklankę i zrobi herbatę. -
Ten fragment jest przegadany, czyli do solidnego pościnania.

Cytat:
Nie ro­zu­mia­ła(,) co się dzie­je.

Przecinek do dodania (,).

Cytat:
Cho­ciaż ka­nap­ki nie chcia­ła.

Zbędne.

Cytat:
ciem­ne wnę­trza roz­świe­tla­ła sobie la­tar­ką z te­le­fo­nu.

Uważaj na zaimki zwrotne - ten jest zbędny.

Cytat:
Na ta­kiej sto­łów­ce pije się słod­ką her­ba­tę w kub­kach z uchem z przy­ciem­nio­ne­go szkła. Za­gry­za się białe krom­ki dże­mem i żół­tym serem.

Zbędne dopowiedzenie.

Cytat:
Zna­la­zła kubek dla sie­bie, za­pa­rzy­ła ru­mia­nek z me­li­są i po­szła spać.

Zbędne - wiadomo, że dla siebie.

Cytat:
Chyba nawet roz­po­zna­ła jedną ulicz­kę i skle­pi­ki z pa­miąt­ka­mi, wie­czo­rem już za­mknię­te.

Podkreślone - zbędne dopowiedzenie.
- i sklepiki pełne pamiątek - wtedy znika przypadkowy rym "stopami/pamiątkami".

Cytat:
Czy ja to dalej ja? Morze szumi, jak kie­dyś. To tro­chę po­dróż w prze­szłość, tro­chę nie wie dokąd.

Zbędne dopowiedzenie.

Cytat:
Teraz, rano, wy­raź­nie zo­ba­czy­ła, jak bar­dzo ob­skur­ny jest pokój, w któ­rym spała tej nocy.

Zbędne - wiadomo, że tej nocy.

Cytat:
roz­tar­ga­ne obi­cie wer­sal­ki.

- rozdarte -

Cytat:
Na­de­rwa­ne bu­ro­zie­lo­ne za­sło­ny, które zdaje się wi­sia­ły tu od czasu ko­lo­nii w jej pod­sta­wów­ce.

Zbędne dopowiedzenie. Zakończyłabym wielokropkiem po "zasłony".

Cytat:
Po­czu­ła smród. Mie­szan­ka prze­tra­wio­ne­go al­ko­ho­lu z ludz­kim za­nie­dba­niem. Za­pach pod­ziem­nych przejść wie­czo­ra­mi i sta­rych od­dzia­łów ostrej psy­chia­trii z de­tok­sy­ka­cją.

Mieszankę przetrawionego alkoholu z ludzkim zaniedbaniem. Zapach podziemnych przejść i starych oddziałów ostrej psychiatrii.

Cytat:
Piwo i wódka z so­kiem, wy­la­ne dawno temu, wsią­kły głę­bo­ko w struk­tu­rę rze­czy. En­tro­pia.

Zbędne dopowiedzenie.

Zastanowiły mnie fragmenty ze snami:
Cytat:
Długo błądzę plątaniną uliczek starego miasta. Towarzyszą mi jacyś ludzie

Przeszłaś na czas teraźniejszy i narrację pierwszoosobową. Dlaczego?
Cytat:
Obu­dzi­ła się wy­stra­szo­na, z bi­ją­cym ser­cem. Wy­bu­dził ją kosz­mar.

Drugie zdanie zbędne.
Cytat:
To był sen o woj­nie. Na wsi. Ukry­wa­li­śmy się w małej sto­do­le z boku domu.

Tu także przeszłaś z narracji w trzeciej osobie na narrację pierwszoosobową, ale w czasie przeszłym.
Moim zdaniem takie przeskoki nie są dobrym zabiegiem, bo zaburzają obraz całości.
Przerób te fragmenty i pozbądź się nadmiernych dopowiedzeń.
W zasadzie nie bardzo rozumiem, skąd ten wojenny koszmar z jej udziałem. Skoro od szkolnych czasów minęło dwadzieścia lat, to nie mogła urodzić się podczas II wojny światowej, bo realia opisane w tekście wskazują raczej na postkomunę (muzyka z dawnych lat, Piotr Szczepanik...).
Biorę jednak pod uwagę, że taki sen mógł być następstwem słuchanych w dzieciństwie wspomnień rodziców czy dziadków. Tylko nie bardzo rozumiem, dlaczego pojawia się w tym tekście.

I jeszcze słówko o dialogach. ;)
Cytat:
- To co, jesz­cze spa­ce­rek? - za­gad­nę­ła sta­rusz­ka na ławce.

Powinny być myślniki (–), a nie dywizy (-).
Jeżeli więc nie wyskakują Ci same w trakcie pisania, to niestety musisz kopiować i wklejać.

Wiem, że każdy autor przywiązuje się do swojego tekstu, co sprawia, że raczej niechętnie słucha jakichkolwiek sugestii o jego ścinaniu, ale często jest to konieczne i jeżeli zamierzasz pisać na serio, a myślę, że zamierzasz, to powinnaś się tego nauczyć. ;)
Najlepiej na kopii, żeby mieć porównanie.

A gdy dopracujesz, możesz wymienić go w edytorze.
Chętnie zajrzę, jeżeli będziesz tego chciała. ;)
W każdym razie nie stresuj się - praca nad tekstem to nie tylko satysfakcja, lecz i dobra nauka.

Miłego wieczoru. :)

PS. Nie przeszłam z sekatorem przez cały tekst, bo jak widzisz, byłoby tego za dużo. ;)
gertruda burgund dnia 29.11.2025 21:59
d.urbanska napisała:
Znakomity tekst. Piękny i bogaty język. Aczkolwiek kilka potknięć interpunkcyjnych. Ale to detal. Urzekł mnie nastrój utworu i wciągnęła narracja. Brawo!


Bardzo mi miło czytać te słowa, dziękuję!



Miladora , ogromnie dziękuję... Jestem zaskoczona tak szczegółową analizą, bo to mnóstwo pracy i czasu poświęconego na ten "sekator"... Dziękuję.
Przejrzę to sobie wszystko na spokojnie, postaram się poprawić zgodnie z uwagami.

Miladora napisała:
Wiem, że każdy autor przywiązuje się do swojego tekstu, co sprawia, że raczej niechętnie słucha jakichkolwiek sugestii o jego ścinaniu, ale często jest to konieczne


Oj to prawda.. serduszko trochę boli ;). Ale rozumiem, że taki ból jest potrzebny do wzrostu... ;)

Cytat:
- nieposprzątane -
- masz co jeść, kochaniutka? -
- ale niech pani podejdzie na stołówkę, weźmie sobie szklankę i zrobi herbatę. -
Ten fragment jest przegadany, czyli do solidnego pościnania.

- tutaj chodziło mi o oddanie specyficznego sposobu wypowiedzi takiego starszego pana z recepcji. Może właśnie w takim "przegadanym" stylu, pełnym powtórzeń.
Ale pomyślę sobie jeszcze nad tym.

Miladora napisała:
Zastanowiły mnie fragmenty ze snami:
Cytat:
Długo błądzę plątaniną uliczek starego miasta. Towarzyszą mi jacyś ludzie

Przeszłaś na czas teraźniejszy i narrację pierwszoosobową. Dlaczego?


To był taki zamysł, żeby fragmenty ze snami bardziej zbliżały czytelnika do tych przeżyć - dlatego w pierwszej osobie. Bardziej wciągały w akcję dziejącą się we śnie - a więc pogmatwaną, niezrozumiałą, nielogiczną, bazującą na silnych emocjach, bardziej z trzewi niż z głowy...

Co do drugiego snu - zastanowię się jak z tym czasem. Myślę że lepiej, żeby to było ujednolicone - albo w obu snach czas teraźniejszy (chyba lepiej), albo przeszły.

Czemu ten sen jest o wojnie... No cóż, pisząc najprościej i najszczerzej - to opowiadanie mocno bazuje ta realnych zdarzeniach... i realnych snach. Czemu wtedy śniłam o wojnie? Myślę, że w jakiś sposób był to "język" skojarzeń na wyrażenie tego poziomu niepokoju, sytuacji granicznej, której dane przeżycia dotyczyły... Chodziło mi też o próbę zobrazowania rozkładu. Rozpadu siebie, świata. Wszystko co znane rozpada się na części i jest to przerażające.
Przemyślę sobie to jednak wszystko, mając w głowie Twoje uwagi, i będę edytować.

Ogromne dzięki za zaangażowanie :)
I bardzo chętnie skorzystam z pomocy, kiedy już poprzerabiam ten tekst.

Miladora napisała:
Klimat tego tekstu rzeczywiście jest wciągający jak na opowiadanie, w którym w gruncie rzeczy niewiele się dzieje. Chyba coś podobnego musiałam już kiedyś przeżyć, skoro tak utkwił we mnie.I chyba nawet wiem co...


No cóż... w uniwersalności pewnych doświadczeń jest jakaś pociecha...
Hm ;)
Miladora dnia 30.11.2025 02:32
Ucieszyłam się, że zamiast urwać mi głowę, zamierzasz dopracować tekst, Gert. :)
Bo to może być naprawdę bardzo dobre opowiadanie, gdy je doszlifujesz.
Na pociechę Ci powiem, że swoim tekstom robiłam nawet po kilkanaście korekt i nigdy nie uważałam tego czasu za stracony.
Zazwyczaj tak bywa, że im czystszy tekst, tym lepiej widać kolejne potknięcia.

gertruda burgund napisała:
Chodziło mi też o próbę zobrazowania rozkładu. Rozpadu siebie, świata.

Rozumiem, ale w tej formie jest on niestety dysonansem, ponieważ brakuje mu klimatu, jaki udało Ci się wyczarować w pozostałych częściach opowiadania.
Bardziej zbliżony był już pierwszy sen, więc może nawiązałabyś do niego?

No i namawiam Cię do eksperymentu - zrób kopię i na niej zmień w tych dwóch fragmentach narrację na trzecioosobową w czasie przeszłym. I po kilku dniach przeczytaj obie wersje.
Bo wydaje mi się, że jednak bardziej wpasowałaby się w nastrój wersja z kopii.

gertruda burgund napisała:
I bardzo chętnie skorzystam z pomocy, kiedy już poprzerabiam ten tekst.

Bardzo chętnie zobaczę. :)

Miłej zabawy. :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ClakierCat
15/12/2025 12:49
Tak Ajw, Mila powiedziała: po za tym Mila upomina za… »
ClakierCat
15/12/2025 11:31
Pozwól na moje uwagi: 1. Ładny Twój styl i passage - jak… »
ClakierCat
15/12/2025 01:28
Ten wiersz ma wyjątkowy przekaz, uniwersalność również… »
ClakierCat
14/12/2025 23:22
"niczym"* more? także szuja czy popielnik czy… »
stanlee
13/12/2025 10:40
Dzięki za tak ciekawy komentarz. Potrafisz dostrzec coś… »
Janusz Rosek
09/12/2025 10:33
Madawydar Dziękuję bardzo za Twój komentarz i najwyższą… »
ClakierCat
08/12/2025 22:48
Podoba mi się Twój wiersz, dodałem od siebie: biała… »
Madawydar
08/12/2025 12:16
To jest właśnie magia Świąt. Czyni cuda. Pierwszym cudem… »
Madawydar
08/12/2025 11:43
Samotność, bezmiar wód i dokuczliwa bezczynność. I ta wiara,… »
Zdzislaw
07/12/2025 11:41
Pocienglu-Grainie, mój wierny trolliku - tego typu… »
pociengiel
06/12/2025 22:41
Pornografomanie, pytasz mając najlepsze źródła. »
Zdzislaw
06/12/2025 21:51
O, jest i pociengiel, znany z innych portali jako Grain. Mój… »
Madawydar
06/12/2025 09:12
Mie jestem zwolennikiem aluzji politycznych na PP. To nie to… »
pociengiel
06/12/2025 07:20
Publiczne znieważenie Prezydenta RP jest przestępstwem, za… »
Madawydar
05/12/2025 06:47
Nie wszystkie ścieżki historii są nam znane. Są przy tym… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 04/12/2025 11:42
  • Powodzenia wszystkim, kategoria konkursowa została już utworzona, można zgłaszać do niej teksty!
  • Darcon
  • 04/12/2025 11:25
  • Stało się, skład uczestników konkursu Malowanie Słowem zamknięty. Teraz czekamy na pierwsze konkursowe opowiadania. :)
  • Darcon
  • 29/11/2025 14:37
  • Uwaga! Zostało ostatnie miejsce w konkursie Malowanie Słowem! Nie zwlekaj, żeby nie żałować. :)
  • Kushi
  • 26/11/2025 21:13
  • Pada śnieg, pada śnieg... ;)
  • Miladora
  • 25/11/2025 21:06
  • Przyjdą następne, tylko nie wiadomo, czy jeszcze tej zimy. :) Ale oby. :)
  • Wiktor Orzel
  • 25/11/2025 14:19
  • Po zaspach w Krakowie już niestety nic nie zostało...
  • Darcon
  • 24/11/2025 07:29
  • Hej, Drodzy Użytkownicy. W konkursie "Malowanie Słowem" zostały już tylko trzy wolne miejsca. Nie zwlekajcie! Pozdrawiam. :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty