Wszystkie koty Prezesa: Rozdział II – Koty nad Wisłą - AlexPretnicki
Proza » Groteska » Wszystkie koty Prezesa: Rozdział II – Koty nad Wisłą
A A A
Od autora: Opowiadanie o pewnym znanym człowieku i jego kocie. Satyra polityczna. Całość dostępna na: aleksanderpretnicki.blogspot.com

Noc była lepka jak miód i równie ciężka. Mgła unosiła się znad Wisły jak oddech czegoś, co od dawna śpi, ale śni niespokojnie. Stary człowiek szedł powoli, stawiając kroki z tą niezgrabną ostrożnością, z jaką ktoś wkracza w sen, który nie należy do niego. Filemon szedł przodem, cicho, jak cień z miękkim futrem.

– Daleko jeszcze? Gdzie my w ogóle idziemy?– mruknął stary człowiek, podciągając kołnierz płaszcza.

– Tam, gdzie kończą się twoje przemówienia, a zaczyna rzeczywistość – odparł Filemon, nie odwracając głowy. – Czyli krótko mówiąc: za tym filarem.

Pod mostem gdańskim pachniało rdzawą wodą i starą magią. Z ciemności wyłoniła się ona – smukła, czarna jak grafit nocnego nieba, z oczami żółtymi jak dwa płomienie świecy. Poruszała się z tą pewnością, jaką mają tylko stworzenia, które pamiętają początki cywilizacji.

– Filemonie – powiedziała miękko, głosem, który nie należał do żadnego języka, a mimo to był zrozumiały. – Co to za teatrzyk tu przyprowadzasz?

– Nocny spektakl o przemianie duchowej – odparł Filemon. – W roli głównej: człowiek, który chciał być kimś innym.

Kocia czarodziejka zmrużyła oczy.

– Człowiek? Ty… mówisz przy człowieku ludzkim głosem? Czyś ty oszalał? Czy zapomniałeś o zasadach, które obowiązują od Bastet po Bastille?

– Spokojnie, Miu-Tef – Filemon przybrał ton negocjatora. – To nie jest zwykły człowiek. To polityk.

– A więc jeszcze gorzej. – Zasyczała, aż rzeka zadrżała. – Polityk! Oni mają języki dłuższe niż ogony demonów i serca twardsze niż ich biura prasowe.

Stary człowiek, nie rozumiejąc do końca, ukłonił się niezgrabnie.

– Szanowna pani kotko… ja tylko chciałem…

– Milcz. – Miu-Tef obrzuciła go wzrokiem. – Wiem, kim jesteś. Znam twoje mowy, twoje święte oburzenia, twoje telewizyjne furie. To ty rozdzieliłeś ludzi jak przeterminowany pasztet. To ty mówiłeś, kto jest „prawdziwy”, a kto „zdradziecki”. Ty zbudowałeś mury z modlitw i strachu. A teraz przyszedłeś po miękkie futerko?

– To tylko… symboliczna prośba – wyjąkał. – Chciałem zrozumieć, jak to jest, być wolnym.

– Wolnym? – prychnęła. – Wolność to nie przywilej, to brzemię. Kot nie ma narodu, Filemonie. Kot ma własne zdanie. A ten człowiek nie zniósłby nawet cienia niezależności.

Filemon drgnął, wyprostował się i zadarł brodę.

– Towarzyszko Miu-Tef! – Filemon wyprostował się, jakby w nim nagle przemówiły duchy Biura Politycznego i Komitetu Obrony Futra. – Pozwól, że sprostuję te niesprawiedliwe, a wręcz destrukcyjne narracje, które przeniknęły do kociej opinii publicznej! W naszym ruchu prokocim – podobnie jak w każdej żywej strukturze społecznej – zdarzają się momenty ideowego zagubienia, przejściowe odchylenia od głównego kursu historyczno-moralnego, a także personalne incydenty natury futrzano-etycznej. Ale to nie jest powód, by deprecjonować wielką misję, jaką my, koty świadome, niesiemy ku przyszłości!  

Bo nasz ruch, towarzyszko, wyrósł z prawdziwej troski o naród i o miskę! Z wiary w sens wspólnego kociego dobra, w równowagę między pazurem a rozumem, w społeczeństwo, które nie dzieli się na sierść i łuski, tylko na tych, co mruczą i tych, co powinni się tego dopiero nauczyć! – W tym momencie Filemon zrobił chwilę pauzy i spojrzał z namysłem na osłupiałą kotkę i zdziwionego polityka. 

– Tak, przyznaję – przez moment doszło do wypaczeń. Pewne siły, wrogie naszej futrzastej wspólnocie, próbowały zepchnąć nas na manowce nadmiernego indywidualizmu. Ale myśmy się nie dali! Wykazaliśmy czujność ideologiczną, dyscyplinę ogonową i determinację w walce o czystość przekazu!

I właśnie dlatego stoję dziś tu, u twego boku, z tym oto człowiekiem, który – choć grzeszny, choć czasem zbyt gadatliwy, jak mikrofon na konwencji, jest w istocie naszym sojusznikiem. To człowiek, który próbował wprowadzić w życie wielką reformę – „Piątkę dla zwierząt”! Reformę, która miała zrewolucjonizować relacje międzygatunkowe, wzmocnić gospodarkę kocią i umocnić suwerenność podwórkową! Miu-Tef uniosła wąsy, zdumiona, jakby nie wiedziała, czy ma go ugryźć, czy nagrodzić medalem.

– Ty naprawdę bronisz tego dwunożnego?

– Owszem! – Filemon zagrzmiał, aż echo odbiło się od filarów. – Tak, może się potknął, może zabrakło mu determinacji w realizacji priorytetów strategicznych, może za dużo słuchał doradców od sondaży, a za mało sumienia... Ale intencje miał jak najbardziej futerkowopatriotyczne! On wierzył, że kot jest filarem polskiego domostwa, symbolem stabilności, tradycji i termoforu w chłodne wieczory. A jeśli w praktyce wyszło nieco gorzej, cóż – każdy rewolucyjny proces dziejowy ma swoje fazy przejściowe, swoje błędy i swoje naczynia z rozlanym mlekiem!

Cisza. Jedna kropla spadła z przęsła, jak znak interpunkcyjny, który kończy epokę.

Miu-Tef zamrugała powoli.

– On był pomysłodawcą piątki dla zwierząt?

– Tak! – Filemon uniósł ogon niczym sztandar. – Chciał dobrze! Choć później, jak to u ludzi, zabrakło mu charakteru. Ale serce miał – może nie całe, ale ćwierć. A ćwierć serca to i tak więcej niż zero!

Kocia szamanka przechyliła głowę.

– Ćwierć serca… Ciekawa jednostka miary człowieczeństwa.

Podeszła bliżej do starego człowieka. Jej oczy jarzyły się teraz zielenią rzeki.

– Więc chcesz być kotem? Wiesz, co to znaczy? Żadnych sondaży, żadnych ochroniarzy, żadnych mszy w twojej intencji. Tylko cisza, ciepło kamienia i własne myśli.

– To nie może być aż tak trudne – powiedział z uśmiechem, w którym pobrzmiewała polityczna buta.

Miu-Tef spojrzała na Filemona.

– On naprawdę to powiedział?

– Niestety tak – potwierdził Filemon, z miną rzecznika prasowego po nieudanym briefingu.

Szamanka westchnęła.

– Dobrze więc. Skoro los domaga się ironii, niech ją ma.

Uniosła łapę. Z wody wyszła fala światła, jak gdyby księżyc spłynął po schodach rzeki. Powietrze zgęstniało. Stary człowiek poczuł, że jego głos ucieka, że jego słowa stają się miauknięciami, że jego ręce miękną i skracają się, a myśli – zaskakująco lekkie – krążą wokół jednej idei: gdzie jest miska?

Kiedy światło zgasło, pod filarem siedziały dwa koty. Jeden czarno- biały, dumny jak noc. Drugi – nieco przygarbiony, z wyrazem zdumienia, jakby po raz pierwszy od lat zrozumiał, że świat istnieje także bez niego.

Miu-Tef spojrzała na Filemona.

– No i masz swojego reformatora.

Filemon westchnął.

– Reformatorów mamy wielu. Ale przynajmniej ten teraz nauczy się myć za uszami.

Rzeka zaszumiała, jakby się roześmiała.

Nad Wisłą przetoczył się wiatr, pachnący wolnością, rybą i końcem epoki.

---

Z początku myślał, że to sen. Że to tylko jakiś koszmarny, niedzielny felieton we własnej głowie. Ale potem przyszło drapanie w gardle, które nie było drapaniem, tylko próbą miauknięcia, i widok ogona – własnego, w dodatku żywego.

– Co to ma być?! – zawołał, choć zabrzmiało to raczej jak rozpaczliwe „miau-mrrrauh!”.

Filemon parsknął śmiechem.

– Gratuluję transformacji ustrojowej. Teraz jesteś wreszcie w pełni futrzanym obywatelem.

Nowy kot, zdezorientowany, próbował złapać ogon, jakby chciał w ten sposób złapać własne wspomnienia. Przekręcił się, przewrócił, a potem spojrzał na swoje łapy z miną kogoś, kto właśnie odkrył, że jego długopis zamienił się w rybkę.

– To... niemożliwe! – wymamrotał. – Przecież ja… ja jestem… ja kieruję państwem!

– Kierowałeś – poprawił Filemon. – Teraz możesz co najwyżej kierować ruchem mrówek na chodniku.

Kot–polityk odwrócił się do Miu-Tef, która obserwowała go z niepokojącą obojętnością.

– Ty! Ty to odwrócisz natychmiast! Racja stanu tego wymaga! Racja stanu!

– Racja stanu? – powtórzyła chłodno. – To nie waluta, którą się tu płaci.

– Ty jesteś… – syknął polityk, czując jak narasta w nim znajome oburzenie – …ukrytą opcją niemiecką! Sabotażystką! Współpracownicą sił, które chcą zdestabilizować Polskę!

Kocia czarodziejka odwróciła się z wdziękiem, który mógłby zawstydzić nawet najbardziej arogancką królową.

– Polska, mój drogi, poradzi sobie bez ciebie. A ty… spróbuj poradzić sobie z kuwetą.

I odeszła w noc. Jej sylwetka rozpłynęła się w mgle jak czarna nuta w starej symfonii.

Zapanowała cisza. Polityk–kot patrzył za nią z rozdziawionym pyszczkiem.

– Ona… ona nie może tak po prostu odejść! To... to zamach na demokrację!

Filemon rozciągnął się, ziewnął i przeciągnął łapą po wąsach.

– Zamach na demokrację? Nie, raczej reforma. Wersja kocia.

– Musimy wrócić do willi – zdecydował tamten, jakby nadal zwoływał posiedzenie. 

– Na Żoliborz. Tam... tam się zorganizujemy. Ja to przemyślę. Ułożę plan. I przygotuję materiały na jutrzejsze wystąpienie w Sejmie.

Filemon uniósł brew – a raczej uszko.

– W Sejmie? W tej formie? Chyba że zamierzasz przemawiać w temacie „Sytuacja kotów bezdomnych w kontekście ładu moralnego państwa”.

– Nie żartuj! – fuknął polityk. – Musimy wracać. Natychmiast.

I ruszył pędem w stronę miasta, w rytm stukotu pazurków o bruk, jakby prowadził własną kampanię wyborczą wśród śmietników.

---

Na Żoliborzu pachniało jesienią i kiełbasą z sąsiedztwa. Filemon z gracją przeskoczył przez furtkę i cicho wślizgnął się do ogrodu. Polityk–kot, nieprzyzwyczajony do niskiego wzrostu i braku ochrony, próbował zrobić to samo, ale zatrzymał się na środku podjazdu, dysząc ciężko. Z okna portierni dobiegało światło. W środku siedział ochroniarz – masywny, znudzony, z papierosem i gazetą.

– No dalej, wchodź – syknął Filemon.

– Cicho! Bo on mnie zobaczy! – wyszeptał kot–polityk, po czym, najwyraźniej zapomniawszy o swoim nowym stanie, ruszył na środek, unosząc ogon jak sztandar.

Ochroniarz podniósł głowę.

– Co za cholera... skąd się tu wziął kot? – mruknął, sięgając po miotłę.

Polityk–kot zareagował natychmiast.

– Wpuść mnie, kretynie! To ja, prezes!

Ochroniarz zastygł.

– Co…?

– Mówię ci, wpuść mnie natychmiast! Muszę przejrzeć ważne dokumenty na jutrzejsze posiedzenie sejmu! To kwestia wagi państwowej!

Ochroniarz wstał gwałtownie, przewracając krzesło.

– Jezus, Maryja! Kot mówi głosem prezesa! – wrzasnął i sięgnął po pistolet. – Szatan! To diabelskie moce!

– Nie strzelaj, idioto! – wrzasnął kot, ale z jego gardła wydobyło się już tylko rozpaczliwe „Mrrraaaauuuu!”.

Strzał huknął, kula trafiła w mur. Filemon uskoczył na bok, a jego towarzysz, z piskiem i godnością zdeptaną do zera, dał susa przez płot i pognał w noc. Ochroniarz jeszcze długo stał z pistoletem w drżących dłoniach, powtarzając szeptem modlitwy i przekleństwa na przemian. A gdzieś w ciemnościach Żoliborza błyszczące oczy śledziły bieg losu człowieka, który chciał być kotem – i zrozumiał, że nawet w nowym ciele nie można uciec od starej natury.

Filemon podszedł, mruknął cicho:

– No cóż, panie prezesie… teraz dopiero zacznie się twoja kampania.

I razem z nim zniknął w cieniu drzew, gdzie czekała już pierwsza noc wolności.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AlexPretnicki · dnia 04.12.2025 11:40 · Czytań: 171 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Madawydar
14/01/2026 19:50
Dramaturgia opowiadania narasta powoli aż do apogeum, który… »
Madawydar
14/01/2026 18:47
Dziękuję Jolu S. za komentarz, przy którym również się… »
JOLA S.
14/01/2026 17:55
Cześć Autorze! Z rozmysłem wybierałeś, akurat ten obraz.… »
JOLA S.
13/01/2026 19:16
A więc modlitwa. Niezwykłe pisarskie przedsięwzięcie. Idę… »
pociengiel
13/01/2026 18:08
Mawydar, dzięki. Biorę to na klatę. Wykorzystałem… »
Madawydar
13/01/2026 18:08
Kobiece oczekiwanie na jego przyjście. Pierwsza część… »
Madawydar
13/01/2026 17:37
Jest tu zalążek nastroju, ale trwa zbyt krótko jak na… »
Madawydar
13/01/2026 16:59
Hanging Out - DamianMorfeusz Mroczne to, tajemnicze,… »
pociengiel
13/01/2026 11:56
Tekst jest świeższy od zawartości odkręconego pojemnika.… »
Pulsar
13/01/2026 09:34
Pokasowałeś swoje wiersze, żeby po "młócce" -… »
Madawydar
12/01/2026 18:51
W tym opowiadaniu pojawia się wiele pytań, na które trudno… »
retro
12/01/2026 18:10
Madawydar, dziękuję za komentarz. Starałam się oddać to, co… »
JOLA S.
12/01/2026 13:46
To nie jest dobre opowiadanie, ale mimo to nie mogłam się od… »
Madawydar
11/01/2026 23:15
Mnie raczej boskość kojarzy się z jasnością, a ciemność z… »
Madawydar
11/01/2026 22:39
gertruda burgund Bardzo dziękuję za rzeczowy komentarz… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 09/01/2026 08:00
  • Mamy to. :) Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory :)
  • Redakcja
  • 07/01/2026 13:49
  • Wszystkiego dobrego Wszystkim Portalowiczom!
  • Kushi
  • 04/01/2026 21:22
  • Wszystkiego najlepszego w Nowym 2026 roku dla całego Portalu Pisarskiego <3 :)
  • JOLA S.
  • 01/01/2026 21:17
  • Dobry wieczór w Nowym 2026 Roku. Dawno mnie tu nie było. Piękne wspomnienia były silniejsze. Do siego dla wszystkich i do usłyszenia.
  • Janusz Rosek
  • 01/01/2026 11:11
  • Szczęśliwego Nowego Roku 2026 i spełniania marzeń.
  • Redakcja
  • 04/12/2025 11:42
  • Powodzenia wszystkim, kategoria konkursowa została już utworzona, można zgłaszać do niej teksty!
  • Darcon
  • 04/12/2025 11:25
  • Stało się, skład uczestników konkursu Malowanie Słowem zamknięty. Teraz czekamy na pierwsze konkursowe opowiadania. :)
  • Darcon
  • 29/11/2025 14:37
  • Uwaga! Zostało ostatnie miejsce w konkursie Malowanie Słowem! Nie zwlekaj, żeby nie żałować. :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty