Prezent na święta
Pan Sebastian od jedenastu lat jest pensjonariuszem domu pomocy społecznej w jednym z dużych miast w Polsce. Stary, schorowany człowiek przestał być potrzebny, stał się ciężarem dla swoich dzieci, wykształconych, dobrze sytuowanych, mieszkających za granicą. Łożą oni na utrzymanie ojca, ale nie odwiedzają go, nawet nie piszą. Są dni, kiedy Sebastian czuje się bardzo samotny i wtedy siedzi przy oknie, wpatrując się w przechodzących ludzi, jakby chciał zobaczyć kogoś bliskiego albo znajomego z dawnych lat. Najtrudniejsze są okresy przedświąteczne, kiedy personel ośrodka ubiera choinkę, rozdaje prezenty, przybiera wigilijny stół do uroczystej wieczerzy. Wtedy do zmęczonego życiem człowieka powracają wspomnienia i pojawiają się łzy.
Przez ponad trzydzieści lat pan Sebastian pracował w „Naftobudowie” wyjeżdżając na zagraniczne kontrakty. Zarabiał dobrze, żeby nie powiedzieć bardzo dobrze, znakomicie. Wybudowali z Natalią piękny dom, kupili drogi niemiecki samochód, odkładali na konta. Wydawało się, że są zabezpieczeni na przyszłość. Dzieci jednak tęskniły za ojcem i nie cieszyły ich drogie prezenty wysyłane przez ojca z okazji urodzin, imienin, czy świąt, chciały go mieć przy sobie tak jak inne dzieci. Sądziły, że tata ich nie kocha i unika ich. Nie rozumiały tego, że to dzięki jego pracy one mogą pozwolić sobie na modne ciuchy z Peweksu, szynkę na święta, czy pomarańcze, o których tylko pomarzyć wtedy mogły inne dzieci. Miały do ojca żal. Uważały, że Sebastian je zaniedbuje.
Sebastian i Natalia mieli troje dzieci: Marka, Judytę i Karola. Wszystkie otrzymały staranne wykształcenie. Każde z nich ukończyło studia i znalazło dobrą pracę. Z czasem powyjeżdżali z Polski albo na staże, albo na lukratywne stanowiska w filiach swoich firm. Natalia, nigdy nie pracowała zawodowo, bo nie było takiej potrzeby, zajmowała się domem i wychowaniem dzieci. W wieku sześćdziesięciu lat przekazała swoje gospodarstwo państwu w zamian za rentę rolniczą. Pozostawiła sobie dom i mały ogród. Kiedy Sebastian powrócił na stałe do kraju, dzieci już w domu nie było, porozjeżdżali się po świecie. Wraz z Natalią zamieszkali na wsi. Niedługo potem żona zachorowała i zmarła. Sebastian pozostał sam. Swoje dzieci ostatni raz widział na pogrzebie ich matki. Obwiniali go za jej śmierć, że zostawił ją samą z obowiązkami, a sam wygodnie żył sobie za granicą, nie przejmując się niczym. Pokłócili się. Dzieci stwierdzili, że nie chcą go znać. Wyjechali. Osamotniony i odrzucony ojciec mocno przeżył tę kłótnię, rozchorował się i trafił do szpitala, wymagał opieki. W domu na wsi na taką nie mógł liczyć. Postanowił oddać się pod opiekę państwa w zamian za dom i emeryturę. Starczyło na całkiem dobry pensjonat. Miał dach nad głową, czyste ubrania i ciepłą strawę. Czegoś jednak brakowało. Ciągle czuł się samotny i niechciany pomimo obecności wielu ludzi.
W dwa tysiące dwudziestym trzecim roku do pomocy w ośrodku przyszła młoda, energiczna dziewczyna o kruczo czarnych włosach i czarnych oczach. Wesoła, gadatliwa osóbka szybko zyskała przychylność i uznanie pensjonariuszy. Polubili ją. Alicja była wolontariuszką i przyszła do tego ośrodka po zlikwidowaniu placówki opiekuńczej, w której do tej pory pomagała. Miała doświadczenie w opiece nad pacjentami i osobami starszymi, miała też dobre serce, co szybko wyczuli podopieczni tej placówki. Potrafiła słuchać, rozmawiać i pocieszać. Czasami wygłupiała się, robiąc jakieś gesty albo minki w celu poprawienia nastroju zasępionych i zmęczonych życiem osób. Była zawsze uśmiechnięta i buzia jej się nie zamykała. Wraz z nią do placówki przyszła radość. Coś się zmieniło. Pensjonariusze zaczęli ze sobą rozmawiać i współpracować. Poczuli, że mogą być jeszcze potrzebni, że komuś na nich zależy.
Był koniec listopada, rok powolutku dobiegał końca. Alicja zaangażowała podopiecznych do robienia drobnych prezentów dla siebie nawzajem, dla przyjaciela z pokoju, przyjaciółki zza ściany, dla personelu. Na małych karteczkach napisali imiona i nazwiska wszystkich osób obecnych w ośrodku i wrzucili do ciemnego garnka. Potem odbyło się losowanie. Każdy wyciągał los, ale nie wolno było zdradzić, kogo wylosował. Obserwując daną osobę, należało zrobić prezent, który powinien ucieszyć obdarowanego, sprawić radość. Sebastian też wylosował. Nie potrafił jednak niczego wykonać ręcznie z dostępnych materiałów. Zastanawiał się. Nie miał specjalnych zdolności artystycznych, był nafciarzem. Pracował przy odwiertach i wydobyciu ropy. Ręce mu drżały. Swoim zachowaniem przejawiał niepewność, obawę, a nawet lęk, że może nie sprostać zadaniu.
— O czym pan myśli panie Sebastianie? — zapytała Alicja — widząc zakłopotanie swego podopiecznego. Mogę jakoś pomóc?
— Nie dam rady — przyznał Sebastian — zawsze kupowałem drogie prezenty żonie i dzieciom. Nigdy niczego im nie zrobiłem. Tak było prościej. Nie umiem.
— Naprawdę nigdy nic pan dzieciom nie zrobił przez tyle lat? Jakiegoś latawca, wiatraczka, czy huśtawki? — dopytywała Alicja. To w co się bawiliście?
Spojrzała na starego człowieka i zobaczyła w jego oczach łzy.
— Nie bawiliśmy się wcale — odpowiedział Sebastian — Dzieci wychowywały się bez ojca i dorastały bez ojca. Nie było mnie przy nich podczas świąt, urodzin, matur. Nie wiedziałem nawet, jakie wybrali kierunki studiów, czy poznali kogoś, czy się zakochali. Przyjeżdżałem co prawda na ich wesela, obdzielałem kasą, ale nie miałem przyjemności poznać lepiej ich partnerek i partnerów, nie widuję wnuków. Jest mi wstyd. Zawsze najważniejsza była dla mnie praca i pieniądze. Myślałem, że za dolary i euro kupię miłość swoich dzieci. Myliłem się. One mnie nienawidzą, nie chcą znać.
Alicja zaniemówiła. Energiczna, zabawna i zdecydowana do tej pory dziewczyna spoważniała, wyciszyła się i zamyśliła, jakby słowa Sebastiana wywarły na niej ogromne wrażenie. Dotarło do niej, że ludzie, z którymi codziennie się spotyka noszą w sercach ogromny bagaż doświadczeń, pamięć minionych lat i wyrzuty sumienia, które dręczą co noc, kiedy zasypiają w samotności z dala od tych, których kochali.
— Jaki prezent na święta sprawiłby panu największą radość? — zapytała Alicja. Ma pan jakieś szczególne życzenie?
Sebastian spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się, mówiąc:
— Tak, mam takie życzenie, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że ono się nigdy nie spełni. Chciałbym cofnąć czas i zrobić wszystko inaczej. Być obecny w życiu swoich dzieci, obdarować je opieką i troską, zasłużyć na ich miłość. Usłyszeć choćby jeden raz słowa „tato kocham cię” zamiast „dla mnie nie istniejesz, nie chcę cię znać”. Oddałbym wszystkie pieniądze, żeby się poczuć kochanym.
Alicja po rozmowie z panem Sebastianem postanowiła mu pomóc. Poprosiła dyrekcję ośrodka o adres do jednego z synów mieszkającego w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Napisała list, w którym szczegółowo opisała treść ich ostatniej rozmowy i poprosiła o odpowiedź lub kontakt telefoniczny albo mailowy. Mijały dni i tygodnie, nie było odpowiedzi. Dziewczyna zastanawiała się, jaka jest tego przyczyna. Być może jej list nie dotarł do adresata albo syn Sebastiana uznał jej słowa za głupi żart i wyrzucił do kosza. Denerwowała się. Bardzo chciała sprawić przyjemność podopiecznemu, zwłaszcza że to ona wylosowała jego imię. Musiała wymyślić coś innego na prezent dla staruszka. Nie miała jednak pomysłu. W jej uszach ciągle brzmiały słowa o tęsknocie za rodziną. Czekała. Pomogła Sebastianowi wykonać ładną kartkę z życzeniami dla pani Hani i wykonać stroik na wigilijny stół. Okazało się, że jej podopieczny dobrze sobie radzi z prostymi zajęciami, trzeba mu tylko pokazać co i jak należy wykonać.
Do świąt zostało dwa dni. Alicja zapomniała już o swoim liście i wpadła w wir świątecznych przygotowań. Dekoracje, prezenty, program artystyczny z udziałem dzieci z zaprzyjaźnionego przedszkola, zakupy. Była najmłodsza w zespole, więc większość prac spoczywała na jej barkach, a ona to lubiła. Cieszyła się, że jest komuś potrzebna. Mniej więcej o godzinie dwunastej zadzwonił dzwonek do drzwi. Alicja pobiegła, żeby otworzyć. Na zewnątrz stała grupka ludzi.
— Państwo do kogo? — zapytała zaskoczona dziewczyna.
— My do pana Sebastiana Zająca — odpowiedział wysoki mężczyzna ubrany w elegancki płaszcz — Jestem Karol. Tam stoją moja żona Kate, brat Marek z rodziną i siostra Judyta z mężem i dziećmi. Chcieliśmy zabrać tatę do nas, na święta.
Sebastian jakby tknięty przeczuciem spojrzał a kierunku drzwi i zobaczył ich.
— Moje dzieci, przyjechaliście do mnie. Kocham was. Spełniło się moje najskrytsze marzenie. Boże, dziękuję ci.
— Tato, my też cię kochamy — powiedziała Judyta i przytuliła ojca czule. Zabieramy cię do mojego domu. To nie jest miejsce dla ciebie. Ty masz nas.
Alicja patrzyła na tę rodzinną sielankę i radość Sebastiana. Cieszyła się, że jej skromna pomoc przyczyniła się do szczęścia drugiego człowieka. Zrobiła mu prezent na święta.






Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt