Życzenie
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Zima tego roku dawała się ludziom we znaki. Śnieg pokrył okoliczne pola grubą białą pierzyną. Mróz malował przepiękne wzory na małych szybkach starych, drewnianych okien. Ptaki siadały na parapecie, skrzecząc i ćwierkając, prosiły domowników o ziarno pszenicy albo okruch chleba. Nie miały już co jeść. Ogołociły dawno drzewa i krzaki ze wszystkiego, co stanowiło ich pokarm. Teraz nie mogły nic wydobyć spod grubej warstwy śniegu. Szukały pomocy u ludzi.
Mały drewniany dom wybudowany pośród łąk, z dala od drogi i innych zabudowań wyglądał malowniczo pośród śnieżnych zasp. Nie był jednak najlepszym miejscem do zamieszkania dla małej Jadzi i Jej matki Barbary. Bez bieżącej wody, prądu elektrycznego i ogrzewania stanowił nie lada wyzwanie dla samotnej matki wychowującej chore dziecko. Aby wyjść z domu po zakupy albo do lekarza należało najpierw zrobić sobie przejście, kopiąc tunel łopatą do śniegu. Barbara nie miała na to siły. Mimo młodego wieku była słabą i zmęczoną kobietą. O pomoc prosiła często sąsiadów, a oni jej pomagali. Znali ją i jej sytuację życiową. Współczuli jej.
Barbara w bardzo młodym wieku zaszła w ciążę i urodziła córeczkę. Ze wstępnych badań wynikało, że wszystko jest w porządku, i dziecku nic nie dolega. Przyznano jej 10 punktów w skali Apgara. Po kilkudniowym pobycie w szpitalu młoda kobieta wróciła z dzieckiem do pustego domu. Jej rodzice już nie żyli, a chłopak, który był ojcem dziecka, zostawił ją. Nie ożenił się z nią i nie uznał swojego dziecka. Wyjechał w nieznanym kierunku. Kobiecie było bardzo ciężko. Pracowała w domu, zajmując się chałupnictwem albo sezonowo u ludzi przy pracach polowych. Nie miała przy kim zostawić Jadwigi. Musiała się nią opiekować, zwłaszcza że dziewczynka miała problemy z chodzeniem. Dłuższe spacery lub zabawy na podwórku szybko ją męczyły. Siadała na schodach, aby odpocząć albo upadała w niekontrolowany sposób, raniąc się i robiąc kolejne siniaki. Najczęściej jednak siadała w małej izbie, przy oknie i patrzyła w niebo, jakby chciała wypatrzeć jakiś znak, coś, co odmieniłoby jej żałosne życie. Miała już sześć lat. Na tyle dużo, żeby rozumieć, że nie wszystko w ich życiu wygląda tak, jak u innych dzieci. Często pytała o tatę.
Barbara nie chciała jej mówić o ojcu. Ciągle czuła do niego wielki żal, że nie stanął na wysokości zadania, nie zachował się, jak na prawdziwego faceta przystało, tylko uciekł przed odpowiedzialnością, stchórzył na widok ciąży młodej dziewczyny. Wyparł się dziecka. Dla niej był nikim, ale dziecku najwyraźniej ojca brakowało.
Któregoś dnia Jadzia z nosem przyklejonym do szyby obserwowała niebo. Zapadała już noc, ale widoczność była znakomita. Księżyc pięknie świecił jasnym blaskiem pośród tysiąca innych mniejszych gwiazd. W pewnej chwili dziewczynka zobaczyła coś dziwnego, spadającą gwiazdę. Zawołała:
— Mamo spójrz! Gwiazda spadła z nieba. Dlaczego?
Barbara podeszła do okna, przy którym nieprzerwanie od ponad godziny siedziała Jadzia.
— Nie wiem córeczko, dlaczego tak się dzieje, ale ludzie mówią, że jeżeli zobaczysz taką spadającą gwiazdę, to powinnaś szybko, zanim ona spadnie wyrzec swoje najskrytsze marzenie. Wtedy się spełni.
Przez chwilę matka wpatrywała się w niebo, ale żadnej nie zauważyła. Wróciła do swoich zajęć. Przygotowywała jakąś ciepłą strawę na kolację dla siebie i córki, kiedy Jadzia wrzasnęła na cały głos:
— Jest, jest! Zdążyłam!
Krzyknęła tak głośno i niespodziewanie, że pokrywka od garnka wypadła matce z rąk i spadła na podłogę.
— Wystraszyłaś mnie Jadziu, nie rób tego więcej — powiedziała Barbara i podniosła pokrywkę z ziemi.
Dziewczynka uśmiechała się i wierzyła, że życzenie się spełni. Matka raczej sceptycznie podchodziła do tego rodzaju wierzeń i nie przywiązywała do nich większej wagi, to też tonowała radość córki, mówiąc:
— Wiesz Jadziu, nie każda spadająca gwiazda spełnia marzenia. Być może ta twoja nie była tą szczęśliwą i życzenie się nie spełni. Poczekajmy z tą radością.
— Właśnie, że się spełni! — upierała się przy swoim dziewczynka.
Mijały dni. Jeden po drugim, wszystkie takie same. Nic się nie działo. Dziewczynka zaczynała wątpić. Wpatrywała się codziennie w wejściowe drzwi do izby, ale nikt nie wchodził. Nie spełniało się jej marzenie. Smutna i zrezygnowana kładła się spać, żeby kolejnego dnia, od samego rana znowu wyglądać przez okno i spoglądać na drzwi w oczekiwaniu na cud.
Był dwudziesty trzeci grudnia, kiedy do drzwi małej drewnianej chatki ktoś zapukał. Jadzia pomimo bólu nóg podniosła się, aby zobaczyć kto to. To jednak nie był on. Sąsiad Władysław Wyka przywiózł im ładną choinkę prosto ze swojego lasu. Zrobił też stojak z dwóch dość grubych desek. Żal mu było patrzeć na samotną, odizolowaną od ludzi młodą kobietę z nie do końca sprawnym dzieckiem, zwłaszcza w czasie świąt. Chciał im pomóc. Barbara podziękowała sąsiadowi za choinkę i zabrała się za szukanie ozdób. Nie miała ich zbyt wiele, ale powinno wystarczyć. Kiedy jeszcze żyli jej rodzice, miewali choinkę w domu przez cały okres świąt, aż do Matki Boskiej gromnicznej. Ostatnio jednak nie. Był to zbędny wydatek, a matce Jadzi się nie przelewało. Pieniądze ze sprzedaży działki powoli się kończyły, drewno na opał i węgiel również. Chałupnictwa ze względu na zaspy jej nie przywieźli, było źle. O leczeniu Jadzi nawet nie myślała, bo ją nie było na to stać. Robiła, co mogła, ale to ciągle było za mało. Nie poddawała się.
Kiedy Barbara i Jadwiga wspólnie siedziały przy drewnianym stole, spożywając obiad, znowu ktoś zapukał do drzwi. Matka dziewczynki zdziwiła się, bo się nikogo nie spodziewali. Podniosła się z twardego taboretu i podeszła do drzwi. Serce dziewczynki zaczęło bić bardzo mocno, a oczy były pełne nadziei i radości.
— Dzień dobry Basiu — powiedział młody, wysoki mężczyzna — mogę wejść?
— Maciek? Co ty tu robisz? — zapytała niesamowicie zaskoczona Barbara.
— Wróciłem do was, jeżeli mi na to pozwolisz. Dorosłem, zmądrzałem i zrozumiałem swój błąd. Wybaczysz mi i pozwolisz zostać? Tęskniłem za wami.
Kobieta zastanawiała się przez chwilę, mając w pamięci wszystko to, co między nimi było i jak szczeniacko się zachował przed laty, ale kiedy spojrzała na pytające spojrzenie córki uległa jego prośbom i zaprosiła go do środka.
— Co cię skłoniło do powrotu? — zapytała Barbara, spoglądając prosto w oczy Maćka — Znudziło ci się beztroskie życie z dala od nas? Co się stało, że nagle przypomniałeś sobie o minie i o dziecku?
— Miałem dziwny sen — odpowiedział zupełnie szczerze Maciej — Mała dziewczynka wyciągnęła do mnie ręce i zapraszała mnie, wołała, abym przyszedł. Ten sen był tak realny, że aż się obudziłem. Przypomniałem sobie wtedy, że kiedy wyjeżdżałem, to ty byłaś w ciąży. Ten sen nie dawał mi spokoju, musiałem wrócić.
— To jest Jadwiga, twoja córka — spokojnym głosem powiedziała Barbara i zwróciła się do dziewczynki — Jadziu poznaj swego tatę.
Spojrzeli na siebie. Ojciec wziął w ramiona małą Jadzię, a ona przylgnęła do niego, jakby się znali od zawsze. Marzenie się spełniło. Spadająca gwiazda była jednak szczęśliwą.






Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt