Ulica 11 Listopada w Sompolnie zmieniła się nie do poznania. Most nad wąską rzeczką – odpływem z oczyszczalni ścieków, zwykle cichym i zapomnianym – stał się teraz bramą do najbardziej strzeżonej strefy w Europie. Bariery obłożono siatkami maskującymi, a wzdłuż nich piętrzyły się wieżyczki obserwacyjne. Drut kolczasty oplatał most niczym stalowy wąż, a pod powierzchnią ziemi kryły się miny. Całość przywodziła na myśl mroczny kadr z Berlina lat pięćdziesiątych, ale tu – w roku 2029 – granicy strzegły nie tylko karabiny, lecz i czujniki termiczne, kamery rozpoznające twarze i drony, które leniwie krążyły nad korytem rzeki. Atmosfera była ciężka, lepka jak wilgoć unosząca się znad wody. Żołnierze NATO stali przy posterunkach z twarzami napiętymi jak maski – każdy ruch ręki na kaburze, każde spojrzenie w stronę nieznajomego mogło oznaczać początek tragedii. Słychać było jedynie warkot generatorów i trzask krótkofalówek.
Kapitan John McLagen trzymał dłonie splecione za plecami. Jego sylwetka – prosta, sztywna – przypominała figurę z podręcznika wojskowego. Oczy przesuwały się powoli po otoczeniu: od bramki wykrywającej metale po odległą kępę drzew, jakby każdy liść mógł kryć sabotażystę.
Obok niego stał major Charles Whitaker. On również miał mundur wyprasowany w kant, lecz postawa różniła się diametralnie – nonszalancko oparty o barierkę, z półuśmiechem, który maskował czujność. Palcami bębnił w metal, nucąc coś pod nosem, jakby chciał rozładować napięcie.
— Niezła scenografia, co? — mruknął Whitaker, patrząc na most. — Kto by pomyślał, że taka mała rzeczka może stać się linią frontu świata.
McLagen nie odwrócił głowy.
— To nie teatr, Charles. Każdy metr tutaj może kosztować życie.
Krótki trzask w słuchawkach. Radiostacja odezwała się głosem oficera dyżurnego:
— Helikopter rosyjski wylądował na boisku przy urzędzie miejskim. Delegacja w drodze. Powtarzam: delegacja w drodze.
Żołnierze poprawili karabiny, powietrze zgęstniało jeszcze bardziej.
Kilka minut później od strony południa nadjechała wojskowa łada, kanciasta i ciężka, niczym wehikuł z minionej epoki. Zatrzymała się tuż przed szlabanem. Z samochodu wysiadł Aleksiej Karpow – wysoki, o twarzy urzędnika przyzwyczajonego do biurokratycznej powściągliwości. Jego spojrzenie było spokojne, lecz nieprzeniknione. Towarzyszyło mu czterech rosłych mężczyzn, milczących, ubranych w ciemne mundury bez dystynkcji.
McLagen ruszył do przodu, stając wyprostowany jak sztandar.
— W imieniu Sojuszu Północnoatlantyckiego witamy pana w Sompolnie. Procedura wymaga, by wszyscy członkowie eskorty zdeponowali broń palną w punkcie kontrolnym.
Twarz jednego z Rosjan stężała. Palce mimowolnie zacisnęły się na kaburze. Drugi rzucił krótkie, pogardliwe:
— Niet.
McLagen powtórzył spokojnie, lecz stanowczo:
— Żaden uzbrojony człowiek nie przejdzie na teren obrad. To konferencja pokojowa.
Powietrze zgęstniało do granic. Żołnierze NATO unieśli karabiny o ułamek sekundy szybciej, niż Rosjanie zdążyli odbezpieczyć swoje. Metaliczny dźwięk zamków uderzył w ciszę jak piorun. Przez chwilę wydawało się, że most zamieni się w strzelnicę.
Whitaker przeciągnął się teatralnie i westchnął.
— Panowie… — zaczął powolnym tonem, jakby mówił o pogodzie. — Jeśli wasi chłopcy tak bardzo chcą trzymać broń, nie ma sprawy. Tylko że wtedy nie przejdziecie. Konferencja się nie odbędzie. A świat? Cóż, zacznie się III wojna światowa. I zgadnijcie, kto pierwszy zniknie w ogniu atomowym.
Słowa Brytyjczyka zawisły ciężko nad wodą. Rosjanie spojrzeli po sobie, napięci jak sprężyny.
Dopiero wtedy odezwał się Karpow, dotąd milczący. Jego głos był spokojny, lecz zdecydowany:
— Słożit’ orużije.
Rosjanie zawahali się, ale rozkaz był rozkazem. Jeden po drugim wyciągali pistolety, noże, krótkie karabinki ukryte pod mundurami. Stos metalu na stole kontrolnym rósł w milczeniu, aż w końcu wyglądał jak miniaturowy arsenał.
Gdy ostatni z nich przeszedł przez bramkę i sygnał milczał, Whitaker uśmiechnął się szeroko.
— Wspaniale. Teraz możemy zacząć ratować świat.
McLagen skinął głową z powagą.
Karpow przekroczył most. Whitaker podszedł bliżej, wyciągając dłoń.
— Panie Karpow, obyśmy obaj doczekali dnia, w którym podobne punkty kontrolne nie będą już potrzebne.
Rosjanin odwzajemnił uścisk. W jego spojrzeniu błysnęło coś trudnego do rozszyfrowania – rezerwa, gniew czy może cień nadziei. Za ich plecami rzeka płynęła leniwie, niosąc ze sobą pianę i zapach odpływu. Ale nad mostem, w powietrzu, unosiło się coś o wiele cięższego niż fetor – cisza, w której każdy wiedział, że historia trzyma palec na spuście.
***
Budynek ratusza położony przy sompoleńskim rynku, zwykle senny i obojętny, teraz pulsował od energii jak ciało podpięte do aparatury podtrzymującej życie. Elewację oświetlały reflektory, na dachu błyskały czerwone światełka radiostacji, a wejścia pilnowali żołnierze w kamizelkach kuloodpornych. Każde okno stało się okiem, każda kamera – bezlitosnym świadkiem.
Whitaker, McLagen i Karpow przeszli przez ciężkie drzwi, które zamknęły się za nimi głucho, odcinając zgiełk mostu. Korytarz ratusza, przerobiony naprędce na strefę NATO, pachniał mieszanką kurzu, farby i świeżo parzonej kawy. Przez ściany sączył się szum generatorów, a przewody biegły pod sufitem niczym czarne żyły.
Wprowadzono ich do pokoju na piętrze – niegdyś urzędniczego gabinetu, teraz przekształconego w kwaterę sztabową. Na ścianie wisiała mapa Polski, oblepiona czerwonymi i niebieskimi pinezkami, a obok niej monitor wyświetlał transmisje z dronów patrolujących Sompolno.
Przy stole czekała już porucznik Charlotte Dupont. Brunetka o oczach barwy gorzkiej czekolady, w szarym mundurze DGSE, uniosła się lekko na krześle. Jej uśmiech miał w sobie coś rozbrajającego – mieszankę francuskiego wdzięku i zawodowej pewności siebie.
— Monsieur Karpow — powiedziała melodyjnie, podchodząc o krok bliżej. — Bienvenue. To dla mnie zaszczyt powitać przedstawiciela Federacji Rosyjskiej.
Karpow, dotąd spięty jak żołnierz na apelu, skinął głową i po raz pierwszy tego dnia jego twarz rozjaśnił cień uśmiechu.
— Porucznik Dupont, cała przyjemność po mojej stronie.
Whitaker uniósł brew, obserwując scenę, a McLagen, niewzruszony, otworzył notatnik.
Rozmowa zaczęła się od kurtuazji – pytania o podróż, komentarze o wczesnojesiennej pogodzie w Polsce, żarty o małomiasteczkowym uroku Sompolna. Charlotte prowadziła dialog z wdziękiem, od czasu do czasu rzucając spojrzenie, które rozluźniało atmosferę. Karpow odpowiadał coraz chętniej, jego głos miękł, dłonie przestały nerwowo błądzić po kieszeniach. W końcu McLagen wyprostował się, a jego ton przyciął powietrze jak ostrze.
— Szanowni państwo, przejdźmy do sedna. Konferencja pokojowa budzi ogromne zainteresowanie na świecie. Niestety, nie wszyscy chcą jej powodzenia.
Karpow spoważniał, kiwając głową, lecz nie odezwał się.
— Otrzymujemy sygnały — ciągnął Amerykanin — że różne grupy planują zakłócić obrady. Terroryści, ekstremiści, a także niektóre państwa, których stabilizacja światowego ładu nie interesuje.
Na to odezwał się Karpow, tonem uprzejmym, choć chłodnym:
— Strona rosyjska jest gotowa zapewnić pełne wsparcie. Możemy oddelegować oddział Specnazu, który bezpośrednio obstawi rynek i ratusz.
Whitaker roześmiał się krótko, kręcąc głową.
— Specnaz w roli ochrony konferencji pokojowej? To tak, jakby bandytę z pistoletem posadzić do negocjacyjnego stołu.
Rosyjscy ochroniarze za plecami Karpowa drgnęli, ale Francuzka szybko wkroczyła do gry.
— Panowie, spokojnie. — Charlotte uśmiechnęła się pojednawczo. — Liczą się chęci. I muszę przyznać, że strona rosyjska wykazuje ich naprawdę wiele.
Karpow zmrużył oczy.
— W jaki sposób mielibyśmy więc pomóc?
Porucznik spoważniała.
— Nasze służby, DGSE, ale też inne agencje państw uczestniczących, odnotowały wzmożoną aktywność grup próbujących zinfiltrować konferencję.
— To muszą być pojedyncze przypadki — odparł Rosjanin. — Jacyś szaleńcy.
— Niestety, nie tylko. — McLagen podniósł głos. — To skoordynowane działania.
Charlotte skinęła głową.
— Widzimy aktywność ekstremistów, organizacji terrorystycznych… ale też państw o radykalnym profilu politycznym.
— Nie rozumiem — Karpow zmarszczył brwi. — Co znaczy „państwa o radykalnym profilu”?
Whitaker pochylił się do przodu, jego głos był ostrzejszy niż dotąd.
— To znaczy takie, w których łamanie praw człowieka i masowe egzekucje są codziennością. I, o dziwo, bardzo często są to wasi sojusznicy.
Cisza spadła jak kamień. Karpow pobladł, a jego dłoń zacisnęła się na krawędzi stołu. Charlotte odezwała się spokojniej, chcąc przywrócić ton rozmowie.
— Większość prób infiltracji udaje się udaremnić. Ale mamy jeden problem. Hwaryong. To pseudonim północnokoreańskiego agenta. Wszystko wskazuje na to, że jego celem jest zakłócenie konferencji.
Karpow zerwał się z krzesła, jego głos zabrzmiał donośnie:
— Nie wierzę w to! Korea Północna jest suwerennym państwem, którego niezależność jest nieustannie podważana przez liberalne, upadłe środowiska Zachodu. To propaganda, kłamstwa!
— Zatrzymaj pan te brednie dla rosyjskiej telewizji — przerwał mu Whitaker ostro. — Korea Północna jest w stanie wysadzić w powietrze tę konferencję i rozpętać trzecią wojnę światową.
Rosjanin zbladł jeszcze bardziej, po chwili usiadł z powrotem.
— Czego właściwie ode mnie oczekujecie? — spytał, głosem znacznie cichszym.
Charlotte uśmiechnęła się i odpowiedziała łagodnym tonem:
— Jedynie współpracy. Żeby Rosja, na miarę możliwości, podzieliła się informacjami wywiadowczymi na temat działań swojego sojusznika.
Karpow spuścił wzrok, jakby ważył słowa.
— To nie zależy ode mnie. — Wziął głęboki oddech. — Muszę zadzwonić.
Zapadła cisza, ciężka jak ołów. W powietrzu unosiło się napięcie, które mogło eksplodować w każdej chwili. A jednak nikt nie odezwał się ani słowem.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt