Nie do pary - Fragment dwudziesty piąty - Janusz Rosek
Proza » Obyczajowe » Nie do pary - Fragment dwudziesty piąty
A A A
Od autora: Kończymy tę opowieść.

Fragment dwudziesty piąty

 

Wyczekiwane spotkanie

 

         Latem 1989 roku Nadzieja napisała list do ojca. Znała jego obecny adres i wiedziała, że czeka na wiadomość od niej. Odkąd jednak podjęła współpracę z Milicją Obywatelską i Urzędem Bezpieczeństwa przestali się kontaktować. Bała się, że znajomość z Amerykaninem może zaszkodzić jej karierze zawodowej, a tym samym zmniejszyć szanse na uwolnienie matki z rąk oprawców. Postanowiła zerwać kontakt z Jakubem Hirszem.

Jej ojciec nie umiał odnaleźć się w nowo powstałym państwie Izrael i po roku wyjechał do USA. Podróżując po ogromnym kraju szukał swojego miejsca na ziemi. Na samym początku dotarł do Waszyngtonu, potem do Indianapolis, by ostatecznie osiąść w Chicago, gdzie znajdowało się wtedy największe skupisko Polaków na tym kontynencie. Znalazł tam pracę, poznał nowych, wartościowych i wpływowych ludzi. Kupił dom. Nie związał się jednak z nikim, chociaż od wyjazdu z Polski minęło prawie dwadzieścia lat i tak naprawdę to nie był pewien, czy nadal ma na kogo czekać. Od córki od kilku lat nie miał wiadomości. O żonie wiedział tylko tyle że przebywa w więzieniu, za zabójstwo funkcjonariusza UB. Wcześniej wysyłał dolary na domowy adres Nadziei, ale ostatnie przekazy nie zostały zrealizowane. Nie wiedział, co ma o tym myśleć. Obawiał się najgorszego.

List od córki z radosnymi informacjami dotyczącymi uwolnienia jego żony i o zachodzących przemianach w zamkniętym do tej pory poprzez żelazną kurtynę kraju wlały w serce Jakuba nową nadzieję. Będzie dobrze, spotkamy się, znowu będziemy jedną rodziną. Sam jednak obawiał się powrotu do kraju. Jego zdaniem to nie był jeszcze wolny świat. Postanowił zaprosić Helenę i Nadzieję do siebie. Napisał list:

 — Najdroższa, jakież to wielkie szczęście, że już jesteś wolna, że już nikt nie znęca się nad tobą i nie prześladuje. Możesz teraz stanowić o sobie i być kim tylko zechcesz. Możesz do mnie Helenko przyjechać i zobaczyć inny, wspaniały, wolny i dostatni kraj. Wysłałem wam zaproszenie. Tobie i Nadziei. Musicie tylko uzyskać wizy turystyczne i wyrobić paszporty. O pieniądze się nie martw, ja wszystko opłacę. Przylecicie do mnie, prawda?

List Jakuba wywołał u Heleny mieszane uczucia. Z jednej strony ucieszyła się z możliwości zobaczenia męża, po prawie dwudziestu latach rozłąki i z tego, że on na nią czeka, że nadal o niej pamięta, z drugiej jednak przerażała ją myśl, że będzie musiała wsiąść do samolotu, którym nigdy w życiu nie leciała i nie wie, czy jej stan zdrowia obecnie na to pozwala. Bała się tej podróży. Nieznany, wielki kraj, nowe miejsca, obcy ludzie. Nie zna języka. Jak ją tam przyjmą, może wyśmieją i poniżą w obecności Jakuba. Nie wiedziała czego się spodziewać, co ją tam czeka. Wahała się z odpowiedzią.

Nadzieja nie miała tego problemu. Bardzo chciała odwiedzić ojca. Nie widziała go przez tyle lat. Dostawała co prawda raz na jakiś czas zdjęcie mężczyzny obok samochodu, w ogrodzie, czy nad jeziorem, ale nie była pewna, czy teraz tak samo wygląda. Minęło w końcu kilka ładnych lat od ostatniego listu i ostatniej fotografii. Postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i rozpoczęła starania o wizy i paszport. Dla siebie i dla matki. O narzeczonym nigdy nie wspomniała ojcu, bo w tym okresie nie utrzymywali kontaktu. Nie było więc dla niego zaproszenia.

Dobromir zmartwił się trochę niespodziewanym zaproszeniem Jakuba, ale zaufał Nadziei, kiedy powiedziała:

 — Tym razem miły nie mogę cię zabrać ze sobą, ale nadejdzie taki dzień, kiedy wszyscy spotkamy się razem albo tutaj w Polsce, albo tam a Ameryce, obiecuję.

Nie byli jeszcze małżeństwem, ani nawet po zaręczynach, ale Dobromir kochał Nadzieję i wierzył jej, odkąd wyznała mu prawdę i postanowiła się zmienić. Ufał jej. Nie ukrywał jednak, że nosi w sercu lęk powstający na myśl o rozstaniu i boi się samotności:

 — Jesteś dla mnie szczęściem, miłością, pragnieniem życia — mówił Dobromir, szczerze spoglądając w piękne oczy dziewczyny — nie wyobrażam sobie przyszłości bez ciebie. Ty jesteś sensem tej przyszłości. Gdyby ciebie zabrakło, nie miałbym po co żyć.

 — Przecież wrócimy — uspokajała chłopaka dziewczyna — jedziemy tylko w odwiedziny do ojca, na kilka tygodni. Wyślę ci kartkę z Chicago albo znad jeziora Michigan. Podobno jest tam pięknie.

Na paszporty i wizy kobiety czekały aż do zimy. Kiedy dokumenty były już gotowe Nadzieja napisał list do Jakuba:

 — Mamy wszystkie niezbędne dokumenty do podróży, możesz wykupić dla nas bilety lotnicze. Spędzimy razem święta i nowy rok.

Niedługo potem Helena i Nadzieja poleciały samolotem do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Spotkały się ze swoim mężem i ojcem,

pozwiedzały piękny stan Illinois, zobaczyły na własne oczy wieżowce Chicago, ogromne miasto, jakiego próżno byłoby szukać w Polsce, jego zwodzone mosty, banki i ogromne węzły kolejowe. Jezioro Michigan. W połowie maja 1990 roku powróciły do kraju, ale nie po to, aby tu pozostać, tylko po to, aby uporządkować swoje sprawy, rozwiązać umowy, zadysponować majątkiem. W sierpniu tego samego roku Nadzieja i Dobromir wzięli ślub i stali się małżeństwem. Był to warunek, aby i on mógł nie długo  wyjechać do USA. Pobrali się jednak nie dlatego, że takie były wymagania strony amerykańskiej, ale dlatego, że się od dawna kochali. Po za tym Nadzieja chciała uspokoić męża, że nie ucieka od niego, tylko jedzie przygotować miejsce dla nich w Stanach. We wrześniu wyjechały ponownie.

Dobromir tęsknił ogromnie za Nadzieją, gdyż od miesięcy nie rozstawali się wcale, ale rozumiał, że tak być musi. Liczył się z tym od momentu ponownego nawiązania kontaktu z ojcem. Miał świadomość, że Nadziei w tym kraju nic nie trzyma i że jeżeli nadarzy się okazja, to ten kraj opuści. Nie chciał jednak nic robić, aby ją przy sobie zatrzymać, nie chciał pogrzebać jej marzeń o nowym, lepszym życiu. Zostało mu wierzyć, że nagłe zmiany, jakie zachodzą w życiu dziewczyny i jej matki nie zaważą na ich szczęściu. Postanowił jej zaufać.

Mijały dni i miesiące, upłynął prawie rok od wyjazdu Nadziei do Chicago. Czas niesamowicie się dłużył. Dobromir wracał z pracy do pustego mieszkania, sprawdzał skrzynkę na listy i czekał na jakąkolwiek wiadomość. Soboty i niedziele spędzał u swojej matki i doktora Jacka, aby się nie czuć tak bardzo samotnym. Oni zaś pocieszali go, mówiąc:

 — Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Ona na pewno wróci albo ci wyśle zaproszenie do siebie. Jesteście przecież małżeństwem.

 — Czuję się raczej jak słomiany wdowiec — odpowiadał Dobromir — coraz trudniej jest mi uwierzyć w to, że ona do mnie powróci.

Rozpoczął się Adwent przed Bożym Narodzeniem roku 1991, okres oczekiwania. Wierni czekali na przyjście Zbawiciela, a on na wiadomość od żony. Któregoś grudniowego dnia wracając z pracy otworzył skrzynkę na listy. Była tam mała koperta, a w niej list od Nadziei. Napisała, że przyjeżdża do Krakowa na święta i na Nowy Rok. Ucieszył się ogromnie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wstąpiły w niego nowe siły, zapał i nadzieja, wiara. Szybko wybiegł do pobliskiego sklepu, aby zrobić zakupy na przyjazd małżonki. Jego lodówka była bowiem zupełnie pusta. Do dzisiejszego dnia nie dbał o jedzenie, nie dbał o sprzątanie, czy o pranie. Jego mieszkanie wyglądało żałośnie, podobnie jak jego życie. Nagle poczuł, że powinien wziąć się za siebie i za mieszkanie. Zrobić porządek. Odsunąć na bok wszelkie wątpliwości, przestać się użalać nad sobą i zacząć działać dla poprawy wizerunku. Nie było na co czekać. Nie mógł pozwolić, aby żona zobaczyła go w tak opłakanym stanie.

Kolejne dwa dni upłynęły na wytężonej pracy, ale się opłaciło. Zdążył. Ostrzyżony, ogolony i pachnący, z bukietem kwiatów pojechał taksówką na lotnisko do Balic. Nadzieja była już po odprawie i czekała na niego. Wrócili do mieszkania.

 — Widzę, że radzisz sobie beze mnie — skomentowała kobieta, rozglądając się po przykładnie posprzątanym mieszkaniu — nawet choinkę ubrałeś. Brawo.

 — Chciałem ci zrobić niespodziankę najdroższa. Tęskniłem.

 — Ja również mam dla ciebie niespodziankę — powiedziała Nadzieja, wręczając Dobromirowi kopertę z zaproszeniem do Stanów — możesz załatwiać formalności. Praca w Ameryce na ciebie czeka.

Święta i Sylwestra spędzili u Ojcumiły i Jacka, w ich nowym mieszkaniu. Potem się znowu rozstali. Nadzieja wyjechała do Chicago a on pozostał w kraju. Po mniej więcej sześciu miesiącach Dobromir również odebrał wizę i paszport. W Lipcu 1992 roku wyjechał na zaproszenie Jakuba Hirsza do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Podjął tam pracę i zamieszkał w posiadłości teścia. Do Polski na stałe nie wrócił. Urodziły im się dzieci. Dwa, może trzy razy w ciągu tych trzydziestu lat odwiedzili Kraków, ale po śmierci Ojcumiły i Jacka już tutaj nie przyjeżdżali. W Ameryce znaleźli swoje miejsce na ziemi, swój dom i swoje szczęście. Tam mieszkają obecnie.

 

 *******************************************************************************************************

 

"Nie do pary"

Wydawałoby się, że żadnej z tych par nie miało prawa się poszczęścić w życiu. Różniło ich prawie wszystko, a nie łączyło nic. Życie chciało jednak inaczej. Pomyślcie sami.

 

Kacper i Barbara różnili się od siebie wszystkim. Ona siedemnastoletnia córka przemysłowca, z bogatej rodziny, rozpuszczona i lekkomyślna. Kochająca życie w mieście, parady i konie. On stary żołnierz, zbliżający się do czterdziestki, zdyscyplinowany rozsądny, samotnik. Pochodzący ze wsi i kochający wieś. Wojna rozdzielająca ludzi, niszcząca marzenia i zdrada, jakiej dopuścił się Kacper z Zuzanną. Takich rzeczy się nie wybacza. Tak się traci miłość. W tym przypadku jednak stało się inaczej. Barbara wybaczyła Kacprowi i ponownie zbliżyli się do siebie. Ona zaszła w ciążę i dała mu drugą szansę. Jej upadek, poronienie i późniejsza bezpłodność ponownie postawiły ich związek pod wielkim znakiem zapytania. On ją zostawił, uciekając na wieś. Ona w tym czasie również go nie szukała i się rozstali. Stali się sobie obcy. Kiedy wydawało się, że to już koniec ich historii pojawiła się Ojcumiła. Sierota wyniesiona przez Kacpra z płonącego domu. Niewinna istota, która potrafiła ponownie otworzyć ich serca na miłość. Byli jej rodzicami, a ona ich córką. Obdarzyli ją miłością i zaopiekowali się nią. Ona zaś stała się sensem ich życia.

Podobnie było z Ojcumiłą i Jackiem. Kiedy przybrana córka Kacpra i Barbary poślubiła Bożydara, Barbara była bardzo szczęśliwa. Uważała zięcia za ideał mężczyzny. Przystojny, zaradny, bogaty i szarmancki wobec pań. Jej zdaniem Ojcumiła lepiej trafić nie mogła. Kacper jednak nie był o tym przekonany i bał się o swoje dziecko. Dochodziły go słuchy, że ulubieniec Barbary jest zwyczajną świnią, żerującą na nieszczęściu innych ludzi. Szpiclem i lekkoduchem, który bogaci się donoszeniem na uczciwych ludzi. Kiedy to odkrył został przez Bożydara pobity i zastraszony. Czarę goryczy przelał wypadek, w wyniku którego Ojcumiła odniosła poważne obrażenia, a jej kochający mąż niedługo po wyjściu ze szpitala związał się z inną kobietą pozostawiając żonę na pastwę losu. Mało tego postanowił jej zabrać syna, którego ona kochała nad życie. Kiedy wydawało się, że życie Ojcumiły utraciło sens, pojawił się człowiek, niezważający na jej fizyczne niedoskonałości, ale dostrzegający w niej piękne serce, które może jeszcze pokochać. Zaprzyjaźnili się, poznali. Wydawać by się mogło, że teraz będzie już coraz lepiej, że Ojcumiła odkryje sens życia na nowo, ale tak się nie stało. Jej przyjaciel i adorator w jednej osobie okazał się bękartem jej przybranego ojca Kacpra i Zuzanny, kobiety, która opiekowała się nim, kiedy ranny trafił pod jej dach w pierwszych dniach wojny. Ich znajomość nie przetrwała próby. Musieli się rozstać. Kiedy dotarło do nich, że nie są rodzeństwem ponownie zaczęli się spotykać i stworzyli udany związek aż do śmierci jednego z nich. Byli nierozłączni.

 

Związek Dobromira i Nadziei również nie miał szans. On otwarty jak księga, z której można czytać, ona skryta i nieśmiała. On uczciwy do bólu i prawdomówny, ona fałszywa i zdradziecka. Jego przekonania polityczne stały w jawnej kontrze do jej przekonań. On jej ufał, a ona go oszukiwała, donosiła na niego władzy ludowej. Powinien zamknąć za sobą drzwi, kiedy dowiedział się, kim jest Nadzieja i co robiła w szeregach Milicji Obywatelskiej, nie zważając na jej tłumaczenia. On jednak dał jej szansę, wybaczył. Podał rękę na zgodę i ponownie zaprosił do swojego życia, co w ostatecznym rozrachunku było słusznym wyborem. Kochał ją nie za to, kim jest, ale za to, jaka jest. Doceniał jej odwagę i poświęcenie dla ratowania matki. Dostrzegł w jej sercu miłość i miłosierdzie względem drugiego człowieka, gotowość do poświęceń. Ona to jego zaufanie nagrodziła oddając mu swoją rękę, a wraz z ręką całe swoje życie. Stworzyli wspólnie ciepły i dostani dom dla swoich dzieci. Nadal są razem.

 

 

KONIEC

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Janusz Rosek · dnia 11.01.2026 09:10 · Czytań: 173 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
spawngamer
10/02/2026 08:48
Dziękuję za komentarz Jolu. Też pozdrawiam. »
JOLA S.
09/02/2026 23:11
Tekst, jego forma przykuwa uwagę. Jak dla mnie niezwykła.… »
Zbigniew Szczypek
09/02/2026 22:02
Valerio Smakowanie owocu jest jak smakowanie miłości, można… »
spawngamer
09/02/2026 19:20
Dziękuję Berele, tak, dlatego ten obraz nasunął mi sam… »
Afrodyta
09/02/2026 19:17
Zbyszku, Anatomio, bardzo dziękuję za obecność i… »
Berele
09/02/2026 18:51
Tekst nie jest zaangażowany światopoglądowo i jest ciekawą,… »
Berele
09/02/2026 17:30
Bardzo ładny tekst. Podoba mi się, jak „podpaliłeś” to… »
japoneczka
08/02/2026 22:50
Jestem wdzięczna Zbyszku za Twoje komentarze.Dużo się można… »
Zbigniew Szczypek
08/02/2026 18:19
Tetu Ja sobie żartuję ale skoro grożą dziennikarzom, to… »
tetu
08/02/2026 16:33
Nikogo nie zamierzam mordować :) Miło widzieć Zbysia ;)»
Anatomia
08/02/2026 14:31
Dziękuję za refleksję nad moim wierszem Zbyszku. To zawsze… »
Berele
08/02/2026 13:40
»
Berele
08/02/2026 13:00
Spodobałop mi się twoje pisanie, a obraz zaintrygował. W… »
Zbigniew Szczypek
08/02/2026 02:21
"Przedwiośnie" jak nic, kolejne w Twoim życiu? Bo… »
Zbigniew Szczypek
08/02/2026 00:30
Tetu Możesz mnie zabić narodzę się nowy... Tak, najgorzej… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 09/02/2026 22:07
  • Wiktorze - mam jakąś "kotarę" na dole głównej strony, towarzyszącą mi na każdej stronie, Tak samo jakaś ikonka "kurs kreatywnego pisania"-te dwie rzeczy blokują. Ile razy chcę coś napisać, odświerzam.
  • Wiktor Orzel
  • 09/02/2026 15:02
  • Zbyszku, o jakie nakładki chodzi? Podeślesz na maila redakcyjnego screeny?
  • gertruda burgund
  • 06/02/2026 18:48
  • szkoda że MALOWANIE SŁOWEM to tylko pięć tekstów... :( może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/02/2026 16:19
  • Czy te nowe nakładki/skórki na stronie są konieczne? przeszkadzają w normalnym korzystaniu ze strony PP? Może na stałe z boku, dla zainteresowanych? A nie nachalnie
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/02/2026 16:16
  • Trochę mnie z Wami nie było - serdecznie pozdrawiam!
  • Darcon
  • 04/02/2026 15:20
  • Dla zainteresowanych edytowałem swój wpis w wątku UTWORY konkursu Malowanie słowem.
  • Darcon
  • 09/01/2026 08:00
  • Mamy to. :) Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory :)
  • Redakcja
  • 07/01/2026 13:49
  • Wszystkiego dobrego Wszystkim Portalowiczom!
  • Kushi
  • 04/01/2026 21:22
  • Wszystkiego najlepszego w Nowym 2026 roku dla całego Portalu Pisarskiego <3 :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty