Mówią, że mordercy przestają czuć albo są niestabilni jak szkło sklecone śliną i brudem. To wygodna bajka. Prawda jest bardziej mdła. Bardziej cuchnąca. W większości przypadków jesteśmy zwyczajni — aż do wymiotów. Mamy rodziny, ręce pachnące płynem do naczyń, śmiejemy się z nieśmiesznych żartów. Jemy przy stole, gdzie resztki zasychają w szczelinach, niewidoczne, ale zawsze obecne.
Bywają dni, gdy uczucia schodzą jak stara farba — nie elegancko, tylko płatami, odsłaniając wilgotny, spękany mur pod spodem. Zostaje obojętna skorupa, lepka od ciszy, gęsta jak powietrze w zamkniętym pokoju. Cisza po hałasie nie jest czysta. Jest ciężka, zalegająca, jak osad na dnie gardła.
Czasem emocje przelewają czarę, ale nie z hukiem. Raczej jak coś, co fermentowało za długo. Nie ma krzyku. Chaos nie szarpie ciałem. Jest napięcie, obce i obleśne, wypełzające spod skóry, rozpychające wnętrze, jakby coś próbowało znaleźć szczelinę, przez którą mogłoby się sączyć. Każdy zna ten stan. Prawda? Różnimy się tylko tym, co pozwalamy przez te szczeliny wypłynąć.
Fascynuje mnie jednak coś innego.
Moje „hobby” nie polega na oczywistym finale. Nie interesuje mnie popularny moment, kiedy blask gaśnie, ani teatralne ostatnie tchnienie. To zbyt czyste. Zbyt łatwe. Zbyt głośne. Mnie pociąga to, co zostaje, gdy nikt już nie patrzy uważnie. To, co zaczyna się psuć, ale jeszcze udaje, że jest całe.
Rozpływam się nad widokiem struktur, które tracą swoją jednoznaczność. Nad ciepłem, które trwa za długo i zaczyna być podejrzane. Nad powierzchniami, które zmieniają się niepostrzeżenie, wilgotniejąc, matowiejąc, jakby oddychały ostatkami pamięci. Światło nie jest tu łaskawe — obnaża. Wślizguje się w zagłębienia, podkreśla nierówności, sprawia, że wszystko wydaje się bliższe, bardziej intymne, nieprzyzwoicie odsłonięte.
Uczę się struktur od nowa: podobnych, a jednak zawsze innych, miękkich tam, gdzie powinny być zwarte, i sztywnych tam, gdzie spodziewałoby się uległości. Migoczące refleksy pojawiają się w miejscach, które nie powinny odbijać światła. Subtelna para unosi się jak oddech pomieszczenia, które jeszcze nie zapomniało, że było zamieszkane. Zapach nie jest ostry — jest mdlący, wgryzający się powoli, jak myśl, której nie da się odgonić.
Oddaję cichy hołd tej jednej chwili zawieszenia między trwaniem a rozpadem. Między „jeszcze” a „już nie”. To moment lepki, niekomfortowy, trudny do zniesienia — właśnie dlatego tak doskonały.
Nie każdy musi to rozumieć.
Wystarczy, że ja patrzę.






może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 

Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt