Czy było warto?
Był styczeń. Mróz się dawał mocno we znaki. Temperatura w nocy spadała do minus dwudziestu stopni Celsjusza. Dodatkowo wiatr smagał po twarzach, wywołując zaczerwienienie skóry i łzy w oczach młodzieńców. Wyglądali żałośnie. Zmarznięci i zmęczeni szukali jakiegoś ciepłego zakątka na peronie dworca, aby na chwilę odpocząć i troszeczkę się rozgrzać. Perony były co prawda odśnieżone, ale śliskie. Musieli uważać, żeby się nie wywrócić, na oczach pasażerów, bo byłaby to nie tylko kompromitacja dla resortu, jaki reprezentowali, ale również ujma dla munduru, jaki nosili na sobie. Wolno dotarli do jednej z wiat. Udało się nie upaść. Zadowoleni z siebie stanęli obok grupy pasażerów oczekujących na pociąg.
Pośród wielu osób Robert dostrzegł młodą dziewczynę, ubraną w jasny kożuszek z kapturem. Z daleka nie był w stanie określić jej wieku, koloru włosów, ani koloru oczu. Podszedł bliżej, aby przyjrzeć się lepiej dziewczynie. Zauważyła go. Nie odsunęła się na bok, nie schowała w głąb grupy oczekujących, ale uśmiechała się, jakby zachęcając do podejścia. Jacek, dowódca patrolu powstrzymywał go, przed wchodzeniem w środek sporej grupy nieznanych osób, niekoniecznie przychylnych milicjantom. Robert jednak się uparł. Stanowczo podszedł do nieznajomej, zasalutował i się przedstawił. Poprosił o dokument tożsamości w celu wylegitymowania. W tamtych czasach nie było to niczym nadzwyczajnym i nie stanowiło przekroczenia uprawnień. Rutynowe czynności funkcjonariuszy na służbie. Daria, bo tak miała na imię owa dziewczyna, nie protestowała. Posłusznie okazała swoją legitymację szkolną i zdjęła z głowy kaptur, aby szeregowy mógł bezsprzecznie potwierdzić jej tożsamość. Spojrzał na nią. Była piękna. Kruczo czarne, włosy sięgały jej do ramion. Ciemne oczy ozdobione delikatnym makijażem rezolutnie i zalotnie spoglądały na chłopaka. Zaniemówił z wrażenia. Widok ten sprawiał, że Robert czuł się na przemian onieśmielony i zauroczony jej osobą. Zaczęli rozmawiać:
— Pani codziennie dojeżdża tym pociągiem? — zapytał szeregowy Gruda
— Tylko we czwartki i piątki — zdecydowanie odpowiedziała Daria — w tych dniach chodzę na praktyki. Od poniedziałku do środy mamy zajęcia w szkole. A pan codziennie spaceruje po tym peronie, wypatrując ciekawych ludzi?
— Niestety nie codziennie, tylko od czasu do czasu. Inna sprawa, że nigdy wcześniej nie zauważyłem nikogo, kto tak bardzo przykułby moją uwagę. Jest pani pierwszą dziewczyną, do której zdecydowałem się podejść.
— To miłe z pana strony. Jestem Daria, a pan?
— Szeregowy… , to znaczy Robert. Po prostu Robert. Zobaczę cię jeszcze?
— Sądzę, że tak. Przeważnie z praktyki wracam pociągiem o tej samej godzinie. Jeżeli uda ci się kiedyś tutaj być o tej porze, to jest szansa. Chciałbyś tego?
— Mowa. Oczywiście, że tak. Już zaczynam tęsknić.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Niedługo po tym podjechał pociąg, na który czekała Daria. Wsiadła i odjechała. Na pożegnanie pomachała jeszcze Robertowi ręką i znikła z jego oczu. Robert stał zrezygnowany, jakby ktoś nagle odebrał mu coś najcenniejszego, jakiś skarb. Kolega z patrolu patrzył na niego i nie rozumiał, jak jakaś przelotna znajomość może odmienić człowieka.
— Hej, ocknij się chłopie. Jesteśmy na służbie. Pora wracać na patrol!
Robert nic nie odpowiedział i posłusznie dołączył do kolegi. Przemierzali kolejne kilometry po śliskich peronach i po dworcu kolejowym. Zatrzymywali i legitymowani przechodniów, sprawdzali zamknięcia hal i magazynów dworcowych. Mniej więcej o dwudziestej dotarli do komisariatu kolejowego, aby zdać raport ze swojej służby. Następnie wrócili do koszar. Kolacja, toaleta i można iść spać. Robert nie mógł jednak zasnąć. Wciąż przed oczami miał wizerunek cudownej dziewczyny, która zawróciła mu w głowie. Postanowił coś sprawdzić. Z raportówki wyjął służbowy notes i wyszedł z pokoju na korytarz, aby przy świetle słabej żarówki sprawdzić, czy jest tam adres dziewczyny. Niestety nie było. Pod imieniem i nazwiskiem widniał tylko dopisek „z Kokotowa”. Wrócił do pokoju i położył się spać. Sen jednak nie był relaksujący. Śniło mu się, że spotkał Darię na mieście, ale ona go nie poznała, albo udawała, że go nie zna. Obudził się. Z samego rana udał się na świetlicę, gdzie wisiała wielka mapa Polski. Zaczął szukać tej miejscowości. Uważał, skądinąd słusznie, że to powinno być blisko Krakowa. Znalazł. Faktycznie, nie było daleko. Postanowił ją odszukać. Poprosił o przepustkę na niedzielę i udał się na ten sam dworzec kolejowy, gdzie się poznali. Kupił bilet i wsiadł do pociągu. Jadąc w drugiej klasie, stał na korytarzu i obserwował mijane miejscowości. Podziwiał okolice, podobało mu się. Wysiadł na właściwej stacji i udał się pieszo w kierunku Kokotowa. Zobaczył dom z tabliczką „Sołtys”. Postanowił poprosić o pomoc w odnalezieniu domu poznanej niedawno dziewczyny. Była mniej więcej godzina czternasta, pora obiadowa, kiedy Robert zapukał do drzwi domu.
— Słucham pana — powiedział starszy mężczyzna, uchylając lekko drzwi.
— Potrzebuję pana pomocy — powiedział Robert, okazując milicyjną legitymację
— Jak mogę panu pomóc — zapytał zaciekawiony sołtys.
— Szukam dziewczyny — odpowiedział lekko zakłopotany chłopak.
— Dobre sobie. Ha, ha, ha — odpowiedział najwyraźniej rozbawiony wypowiedzią Roberta człowiek — Jak się nazywa?
— Zając, proszę pana. Daria Zając
— Zajęcy u nas nie brakuje, ale z tego pana opisu wnioskuję, że chodzi o tego pod lasem. Numer domu dziewięćdziesiąt. Musi pan iść za drogą i skręcić na most przez rzeczkę. Potem już droga sama zaprowadzi.
— Dziękuję panu bardzo — powiedział Robert i udał się na poszukiwania wskazanego adresu.
Pamiętając drogie ubrania Darii i dystyngowany wygląd dziewczyny rozglądał się Robert za nowym murowanym domem z podjazdem i samochodem. Przeszedł wzdłuż i wszerz wspomnianą okolicę i tego numeru nie znalazł. Postanowił wracać do Krakowa. Kiedy był już blisko mostu, zobaczył grupę młodych ludzi idących w jego kierunku. Zapytał ich i Darię. Wskazali mu mały drewniany dom tuż pod lasem, daleko od drogi. Poszedł tam. Adres się zgadzał. Zapukał do drzwi. Otworzyła mu kobieta w wieku mniej więcej pięćdziesięciu lat.
— Pan do kogo? — zapytała.
— Ja do Darii. Jest może w domu? Jestem Robert, kolega z Krakowa.
— Proszę, niech pan wejdzie. Daria poszła do babci, ale zaraz powinna wrócić. Przepraszam za bałagan, nie spodziewałam się nikogo.
— Proszę się nie przejmować, u mnie w domu jest podobnie. Ja nie cierpię sprzątać — zażartował Robert, rozładowując dość napiętą atmosferę.
Usiedli przy stole. Wanda, matka Darii zrobiła herbatę i poczęstowała chłopaka domowym ciastem. Czekali na dziewczynę. Po mniej więcej trzydziestu minutach przyszła. Widząc Roberta, zarumieniła się, jakby wstydziła się warunków, w jakich mieszka. Spojrzała na matkę i zapytała:
— Tata dzisiaj będzie?
— Kto go tam wie — odpowiedziała Wanda i machnęła ręką.
Robert dostrzegł nerwowość w zachowaniu dziewczyny.
— Coś się stało — zapytał.
— Jeszcze nie, ale stanie się, jak się szybko stąd nie wyniesiemy — odparła.
Ubrała się i ujmując dłoń Roberta, wyciągnęła go z domu. Poszli na przystanek autobusowy, w zupełnie innym kierunku, niż ten, z którego chłopak przyszedł. Daria cały czas oglądała się za siebie, jakby się czegoś obawiała. Odeszli od domu jakieś trzy kilometry. Wtedy dopiero dziewczyna się uspokoiła. Spojrzała na Roberta.
— Muszę ci coś powiedzieć. Twoja wizyta zaskoczyła mnie i wystraszyła. Nie mówiłam o tobie nikomu, zwłaszcza ojcu. To pijak i kryminalista. Nienawidzi milicjantów. Jak by cię tam zastał, to mógłby zrobić ci krzywdę. To nożownik. Siedział w kiciu za zabójstwo. Boję się go. Mama też się go boi. Nie mieszka z nami, ale przychodzi często do domu bez zapowiedzi. Żąda jedzenia i pieniędzy. Bije mamę. Ja wtedy uciekam do babci, kilka domów dalej, albo do ciotki do Krakowa. Nienawidzę go. Gdybym tylko mogła się wyrwać z tego bagna, to już dawno bym stąd odeszła. Na razie jestem niepełnoletnia i muszę to jakoś wytrzymać. Odejść też nie mam dokąd.
Mówiąc to, zalała się łzami. Robert patrzył na nią z niedowierzaniem. Jeszcze kilka godzin temu wyobrażał sobie, że Daria pochodzi z bogatego domu, w którym nawet ptasiego mleczka nie brakuje. Nie spodziewał się odkryć, że jego wymarzona dziewczyna nie jest wcale księżniczką, ale kopciuszkiem obawiającym się o własne życie, szukającym schronienia u innych ludzi. Prześladowaną przez własnego ojca i niemającą wsparcia od zastraszonej matki. Przytulił ją do siebie i powiedział:
— Nie martw się. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Zrobię wszystko, abyś nie musiała długo cierpieć tej udręki. Ja jestem już pełnoletni i zaopiekuję się tobą. Porozmawiam z twoim ojcem i przekonam go, że nie opłaci mu się podnosić ręki na ciebie i mamę. W innym wypadku poproszę stryja, aby zgotowali mu piekło na ziemi. Stryj to potrafi.
Daria spojrzała prosto w oczy Roberta i uwierzyła mu. Wrócili do domu. Jeszcze tego samego wieczoru do drzwi domku Wandy i Darii zaczął dobijać się Kryspin. Wykrzykiwał wyzwiska i przekleństwa pod adresem kobiet. Drzwi otworzył mu Robert, wciągając mężczyznę do środka. Popchnął go do izby, w której na kanapie przy ścianie siedziały przytulone do siebie kobiety.
— Co jest kurwa! — wrzasnął zdezorientowany mężczyzna — Ktoś ty?
— Anioł stróż tatusiu — odpowiedział Robert — spoglądając na wystraszone niewiasty. Od tej pory nie skrzywdzisz już żadnej z nich, gdyż są pod moją opieką. Wyjdź grzecznie i więcej tu nie wracaj, inaczej pożałujesz. Drzwi są tam.
Kryspin, zataczając się, ruszył w kierunku drzwi, ale wcale nie miał zamiaru wychodzić. Sięgnął po nóż, odwrócił się i wrzasnął do Roberta:
— Ja tu kurwa rządzę. Zajebię cię i nikt mi nic nie zrobi, bo jestem u siebie!
Ruszył na Roberta. Stan upojenia alkoholowego sprawił jednak, że Kryspin nie był w stanie skutecznie zaatakować nożem. Robert bez trudu poradził sobie z tatusiem, obezwładniając go i przygniatając do podłogi.
— Teraz ja tu rządzę — powiedział głośno i wyraźnie Robert, wykręcając rękę Kryspina — Czy tatuś to zrozumiał?
Nie usłyszał odpowiedzi. Postanowił przekonać zatem ojca, aby ten to przyznał. Za każde przekleństwo lał go w pysk i pytał ponownie. Musiał zapytać kilka razy, gdyż tatuś był oporny. W końcu ustąpił i potwierdził władzę Roberta, aby ten go puścił. Kryspin jakby wytrzeźwiał z minuty na minutę. Spojrzał na Roberta i zapytał:
— To ja już nie mam domu? Nie mogę tutaj przyjść?
— Zapytaj swojej żony i córki — odpowiedział Robert — Moim zdaniem one potrzebują męża i ojca, a nie pijusa i prześladowcę. Musisz się zmienić. Ja teraz będę tu w każdą sobotę i niedzielę i będę cię obserwował. Jeżeli tylko się dowiem, że zrobiłeś im jakąkolwiek krzywdę, że którąś uderzyłeś, to wierz mi, że ci tego nie daruję. Znajdziemy na ciebie paragraf i zgnijesz w więzieniu albo puścimy famę wśród współwięźniów, że jesteś gwałcicielem dzieci. Zrobią ci z dupy autostradę.
Ostatnie słowa Roberta najwyraźniej zrobiły wrażenie na tatusiu, gdyż wyszedł grzecznie, kłaniając się zebranym domownikom. Od tej pory Kryspin naprawdę się zmienił. Przestał pić, znalazł pracę, kupił nowe ubrania. Wyglądał i zachowywał się jak człowiek, a nie jak bydlę. Wanda pozwoliła mu wrócić do domu. Daria już nie musiała obawiać się awantur i mogła spokojnie uczyć się do egzaminów końcowych.
Mogła, ale nie chciała. Pomimo zagrożenia z kilku przedmiotów zaczęła wagarować i olewać szkołę. Codziennie przyjeżdżała do Roberta i wyciągała go na miasto. Kiedy nie mógł wyjść poza koszary, wypominała mu, że ją zaniedbuje, że miał się nią opiekować, a teraz jej unika. Zdarzało się, że przez tydzień nie zaglądała do domu, nocując u swojej ciotki w Krakowie. Mówiła, że idzie do szkoły, ale tam nie docierała. Włóczyła się po mieście. Oszukiwała Roberta. Prosiła go o pieniądze na książki, atlasy i pomoce naukowe, ale wydawała je na ciuchy i kosmetyki. Zaczęła kupować alkohol.
Któregoś dnia przyjechała do Roberta zupełnie pijana. Krzyczała pod oknami jednostki. Było mu wstyd. Zaczął zastanawiać się nad ich przyszłością. Zmieniła się, ale na gorsze. Robert opiekował się nią, interesował postępami w nauce, sponsorował. Rodzice Darii pogodzili się i zamieszkali razem. Ich córka jednak staczała się coraz bardziej. Kiedy matka dziewczyny powiedziała Robertowi o wagarach córki, postanowił z nią porozmawiać i postawić warunek ich dalszej znajomości.
— Podobno jesteś zagrożona pozostaniem na kolejny rok szkolny, czy to prawda? Umawialiśmy się. Ja pomogę ci, ale ty skończysz szkołę. Wspomagam cię finansowo, daję na podręczniki i korepetycje, a ty wagarujesz! Nie zależy ci na wykształceniu?
— W dupie mam szkołę! Weźmiesz mnie do siebie i już. Obiad potrafię ugotować, o ciebie też zadbam i w dzień i w nocy, a jeżeli ci tak zależy na tych paru groszach, to masz, zeżryj je sobie — mówiąc to, rzuciła pieniędzmi Robertowi w twarz.
Coś w nim wtedy pękło. Wstał od stołu i powiedział:
— Zakochałem się w tobie bez pamięci. Chciałem ci nieba przychylić i wesprzeć w tej trudnej sytuacji, ale ty się zmieniłaś. Im w twoim domu jest lepiej, tym w twoim życiu gorzej. Oszukujesz mnie, wagarujesz. Nie tak się umawialiśmy. Musisz skończyć szkołę, zdobyć zawód. Jeżeli nie, to z nami koniec. Zastanów się nad sobą. Teraz zrobimy sobie przerwę od randek. Skupisz się na nauce. Zdasz do następnej klasy. Przyniesiesz mi świadectwo z promocją, wznowimy spotkania. Taki jest mój warunek. Wiesz, gdzie mnie szukać.
Daria nic nie mówiła, ale jej szyderczy uśmiech podpowiadał, że słowa nie ma zamiaru dotrzymać. Rozstali się. Zakończył się rok szkolny. Daria do Roberta nie przyjechała. On również nie szukał kontaktu na siłę. Ich znajomość prysła równie szybko, jak szybkie było zauroczenie jej osobą. Fatalne zauroczenie. Nigdy więcej się nie spotkali.






może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 

Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt