Szpiedzy w Sompolnie: Rozdział X – Konińskie tragedie - AlexPretnicki
Proza » Inne » Szpiedzy w Sompolnie: Rozdział X – Konińskie tragedie
A A A
Od autora: Połączenie thrillera, groteski, fikcji politycznej i dramy. Całość dostępne w formie eBooka na: aleksanderpretnicki.blogspot.com

Pociąg Intercity Kościuszko mknął przez wczesnojesienną Polskę, przecinając krajobrazy złotych pól i mglistych lasów. Wnętrze wagonu rozbrzmiewało cichym szmerem rozmów, stukotem filiżanek i jednostajnym rytmem kół. 

W przedziale numer siedem, przy oknie, siedzieli naprzeciw siebie Park i Eun-ji. Eun-ji miała na sobie jasny płaszcz, jej włosy delikatnie falowały przy każdym ruchu pociągu. Siedziała bokiem, z kolanami lekko podciągniętymi, trzymając kubek 

z herbatą. Park wyglądał przez okno, milczący, z twarzą zamyśloną — jakby widział coś więcej niż tylko przesuwające się krajobrazy.

— Myślałam, że agenci są… mniej ludzcy — powiedziała po chwili, z lekkim uśmiechem. — Że żyją wyłącznie misją, bronią, analizami. A ty... wyglądasz, jakbyś potrafił zrozumieć poezję.

Park odwrócił się ku niej. Przez chwilę milczał, jakby zastanawiał się, 

czy odpowiedzieć.

— Poezję można zrozumieć tylko wtedy, gdy człowiek widział wystarczająco dużo cierpienia — powiedział cicho. — Wtedy każde słowo nabiera ciężaru.

Eun-ji uniosła brwi. 

— Czytasz poezję?

Park skinął lekko głową. 

— Tak. Nie tylko poezję. Lubię literaturę klasyczną. Dostojewski, Camus, Kawabata... choć większość tych nazwisk w moim kraju byłaby... problematyczna.

— Problematyczna? — powtórzyła z lekkim uśmiechem. 

— Myślałam, że w Korei Południowej cenzura to już przeszłość.

Park zawahał się. Jego spojrzenie na moment stwardniało, potem znów zmiękło.

— Powiedzmy, że... pewne książki nie pasują do oficjalnego obrazu rzeczywistości.

Eun-ji oparła się o siedzenie. 

— A więc jesteś romantykiem. Nie spodziewałabym się tego po kimś z wywiadu.

Park pozwolił sobie na cień uśmiechu. 

— Nie jestem tym, kim się wydaję.

Jej spojrzenie zatrzymało się na nim na dłużej, jakby próbowała rozgryźć znaczenie tych słów.

— Wiesz, że to brzmi jak z filmu szpiegowskiego?

— Czasem życie ma lepszy scenariusz niż kino — odparł, sięgając po swoją kawę.

Na chwilę zapadło milczenie. Za oknem mignął las, potem małe miasteczko. 

Eun-ji westchnęła, jakby zebrała w sobie odwagę, by powiedzieć coś trudnego.

— W moim życiu też był... scenariusz, którego nigdy nie chciałam — zaczęła cicho. — Mój brat, Kang Dae-hyun. Starszy o sześć lat. Najlepszy z nas wszystkich. Studiował w Seulu, działał w organizacjach humanitarnych. Pomagał uciekinierom 

z Północy, tym, którzy próbowali dostać się przez Chiny.

Park zamarł. Nie poruszył się ani o centymetr.

— Pewnego dnia... zniknął — kontynuowała. — Ostatni raz kontaktował się z nami z Dandong, przy granicy. Mówił, że spotkał kogoś, kto potrzebuje pilnej pomocy. Potem ślad się urwał.

Jej głos lekko drżał, ale mówiła spokojnie. 

— Rodzice szukali go przez miesiące. Zapłacili fortunę, błagali o pomoc kogo się dało. Bez skutku. Oficjalnie uznano go za zaginionego. Nieoficjalnie — mówi się, 

że zginął z rąk służb z Północy.

Park poczuł, jak coś ściska mu gardło. Z trudem utrzymał obojętną minę.

— To dlatego jesteś tu? — spytał cicho.

— To dlatego robię to, co robię — odparła. — Nie wierzę, że pokój jest możliwy bez prawdy. Nawet między Północą a Południem, między Wschodem a Zachodem... wszędzie to samo — ludzie cierpią, bo ktoś inny decyduje, co jest „słuszne”.

Park odwrócił wzrok.

— Czasem ludzie, którzy decydują, też są więźniami.

Eun-ji spojrzała na niego, zaskoczona tą nutą w jego głosie. 

— To brzmi... jakbyś mówił o sobie.

Park nie odpowiedział. Tylko uśmiechnął się krótko, z tym melancholijnym wyrazem twarzy, który u niego był bardziej maską niż gestem.

— A ty? — zapytała po chwili. — Dlaczego jesteś w wywiadzie?

Zamiast odpowiedzieć, spojrzał przez okno. Za szybą przesuwały się rzędy drzew 

i smugi deszczu.

— Każdy ma swoje powody — powiedział w końcu. — Niektórych nie da się opowiedzieć bez... złamania samego siebie.

Rozmowa urwała się. Eun-ji odchyliła głowę, jakby chciała dać mu przestrzeń. 

Ich cisza nie była już obca — była spokojna, jak coś, co zaczyna nabierać sensu. Pociąg kołysał się lekko. W przedziale obok ktoś słuchał cicho muzyki klasycznej — Vivaldi, „Zima”. Wtedy telefon Parka zawibrował. Nieznany numer. 

Spojrzał na ekran. Serce zabiło szybciej.

— Przepraszam — powiedział, wstając. — To może być coś ważnego, z Seulu.

Eun-ji skinęła głową, nie podejrzewając niczego. Park wyszedł na korytarz. 

Szedł powoli, aż dotarł do końca wagonu, gdzie znajdowała się toaleta. 

Zamknął drzwi, wyjął telefon i oddzwonił. Po kilku sygnałach odezwał się głos. Zimny. Mechaniczny. Bez emocji.

— Hwaryong. Wiesz, kim jestem.

Park zamarł. W jego dłoni telefon wydawał się ciężki jak ołów.

— Nie wykonałeś rozkazu. Jesteś w Polsce. Masz dwa dni. Jeśli tego nie zrobisz... twoi rodzice — Kim Seong-won i Chae Mi-yeon, ulica Changseong 3, Pjongjang — zginą.

Park zamknął oczy.

— Zastanów się dobrze. Dwa dni. Nie więcej.

Połączenie się urwało. Przez dłuższą chwilę Park stał w bezruchu, patrząc w swoje odbicie w lustrze. Widział tam mężczyznę, którego nie poznawał. W oczach miał cień strachu, gniewu i czegoś, co przypominało rozpacz. Spojrzał na swoje dłonie. 

Dłonie, które miały ocalić — i zabić.

Park przez chwilę stał jeszcze w bezruchu, aż w końcu schował telefon do kieszeni 

i przemył twarz zimną wodą. Gdy spojrzał w lustro, jego spojrzenie znów było spokojne, chłodne — jakby w ciągu kilku sekund zdążył zabetonować wszystkie emocje głęboko w sobie. Wyszedł z toalety i ruszył w stronę przedziału. 

Korytarz był pusty, tylko zza drzwi sąsiednich wagonów dobiegał stukot kół i szum rozmów. Gdy otworzył drzwi do swojego przedziału, Eun-ji właśnie spoglądała 

przez okno, z zamyśloną miną. Odwróciła się natychmiast, gdy usłyszała jego kroki.

— Joon-ho... długo cię nie było. Wszystko w porządku? — zapytała z lekkim niepokojem w głosie.

Park skinął głową, siadając naprzeciw niej.

— Tak. Małe problemy z połączeniem. Nic ważnego.

Eun-ji przyjrzała mu się uważnie, jakby wyczuwała, że coś jest nie tak. 

Ale Park już zdążył nałożyć maskę obojętności. 

Na jego twarzy zagościł uśmiech — ten sam, który ukrywał prawdę.

— Napijesz się jeszcze herbaty? — zapytała cicho.

— Tak — odparł, nie odrywając wzroku od okna, gdzie w mroku przesuwały się blade światła mijanych stacji.

Za szybą, w odbiciu szkła, zobaczył jej sylwetkę — ciepłą, żywą, nieświadomą. 

A w jego oczach odbił się cień człowieka, który wiedział, że każda chwila spędzona obok niej zbliża go do granicy, z której nie będzie już powrotu.

***

Dworzec w Koninie był niemal pusty. Zimny wiatr znad Warty niósł zapach spalin 

i wilgoci, rozrzucając po peronie gazety i złoto- żółtawe liście. Kang Eun-ji poprawiła płaszcz, zmarzniętymi dłońmi przyciskając torbę do boku. Park Ji-hoon stał obok niej, oparty o metalową barierkę, z nieodłącznym spokojem człowieka, który widział już zbyt wiele, by się denerwować.

– Więc... nie ma żadnego połączenia? – zapytała po chwili, gdy z zamkniętego okienka informacji odbiło się echo jej własnego głosu.

– PKS do Sompolna jutro rano. O szóstej czterdzieści – odpowiedział, trzymając 

w dłoni wydrukowany rozkład jazdy. – Pociąg nie jeździ, a taksówki… cóż, próbowałem zadzwonić.

– I?

– Kierowca nie mówił po angielsku. – Park wzruszył ramionami z lekkim, ironicznym uśmiechem.

Eun-ji westchnęła, zerkając na rozświetlony napis „Hotel Konin” widoczny na końcu ulicy. W tej części miasta światła neonów miały melancholijny urok, jakby ktoś próbował na siłę nadać blask miejscu, które dawno zapomniało, czym jest ruch.

– Chodźmy tam. Może mają wolne pokoje – zaproponowała, idąc pierwsza przez przejście.

W hotelowej recepcji pachniało starym dywanem i perfumami z lat dziewięćdziesiątych. Starsza recepcjonistka spojrzała na nich z lekkim zdziwieniem, kiedy poprosili o dwa pokoje.

– Niestety, proszę państwa... został tylko jeden – odparła łagodnym tonem. 

– Pokój małżeński.

Park przez chwilę milczał. Eun-ji spojrzała na niego, unosząc brwi.

– To tylko jedna noc. Nie mamy wyboru – stwierdziła stanowczo.

– Jeśli pani nalega – odparł chłodno. – Ale to ja śpię na podłodze.

Pokój okazał się zaskakująco przytulny: ciepłe światło lamp, ciężkie zasłony, zapach drewna. Na stoliku czekała butelka czerwonego wina i dwa kieliszki.

– Chyba ktoś przewidział nasze nastroje – zażartowała Eun-ji, nalewając trunek.

Park uniósł kieliszek, przez chwilę obracając go w dłoni, jakby analizował kolor.

– Nie pamiętam, kiedy ostatnio mogłem się tak po prostu napić w spokoju – powiedział cicho.

– Bo nigdy sobie na to nie pozwalasz – odpowiedziała z uśmiechem. 

– Nawet w Seulu wyglądałeś, jakbyś na barkach nosił kłopoty całego świata.

Zamilkli. W tle grało coś cicho z telewizora, jakaś polska ballada o jesieni. 

Zza okna dochodził szum ulicy. Wino rozgrzewało policzki, rozluźniało gesty, topiło granice między formalnością a czymś delikatniejszym, nieuchwytnym.

– Dziękuję, Ji-hoon – powiedziała po chwili. – Za tamto w Seulu i Warszawie. 

Wciąż trudno mi uwierzyć, że…

– Nie dziękuj mi. To była moja praca.

– Czasem robisz coś więcej niż pracę. Czasem… ratujesz komuś życie.

Na moment ich spojrzenia spotkały się. Park odwrócił wzrok pierwszy.

– Skończyło się wino – zauważyła Eun-ji, zaglądając do butelki.

– Zejdę po drugą – zaproponował Park, już sięgając po klucz.

– Nie, tym razem ja coś zrobię. – Uśmiechnęła się lekko. – Ty napracowałeś się już dziś wystarczająco dużo.

Zeszła na dół po cichu. Restauracja była prawie pusta, oświetlona ciepłym światłem lamp, które odbijały się w butelkach wina za barem. Eun-ji już miała podejść do kelnerki, gdy jej wzrok zatrzymał się na sylwetce siedzącej samotnie przy jednym 

ze stolików. Mężczyzna, ubrany w ciemny garnitur, odwrócił się, jakby wyczuwając jej obecność.

Ich spojrzenia spotkały się.

– Eun-ji? – głos zabrzmiał miękko, z niedowierzaniem. – Nie wierzę. To naprawdę ty?

Kobieta na chwilę zamarła, po czym jej usta rozciągnęły się w lekkim, zaskoczonym uśmiechu.

– Han Min-jun…? – wyszeptała. – Co ty tu robisz?

Mężczyzna wstał, a jego ruchy miały tę samą pewność, którą pamiętała sprzed lat. 

W Seulu był jednym z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy telewizyjnych — prezenter, komentator polityczny, człowiek, którego twarz codziennie pojawiała się 

w wieczornych wiadomościach. Inteligentny, błyskotliwy, a przy tym niebezpiecznie czarujący.

– Relacjonuję konferencję pokojową NATO–Rosja w Sompolnie dla KBS – odpowiedział, uśmiechając się półgębkiem. – Największe wydarzenie dekady, 

a pewnie i stulecia. Ale szczerze? Nie spodziewałem się spotkać tu ciebie, w hotelu 

w środku Polski.

– Moje życie ostatnio lubi niespodzianki – odparła, siadając naprzeciwko niego.

Min-jun skinął kelnerce i zamówił dwa kieliszki czerwonego wina. 

Przez chwilę przyglądał jej się z tą samą mieszaniną ciekawości i podziwu, którą miała w pamięci.

– Nadal taka sama – powiedział po chwili. – Tylko chyba bardziej zmęczona.

– Praca w dyplomacji to nie wakacje – odparła z lekkim uśmiechem. 

– A ty? Wciąż w świetle kamer?

– Zawsze. To mój żywioł. – Zaśmiał się cicho. – Ale wiesz… czasem tęsknię 

za tamtymi dniami. Za tą dziewczyną, która w ministerstwie w Seulu próbowała mnie uciszyć, gdy zadawałem zbyt wiele pytań o tajne negocjacje.

– To była moja pierwsza misja – przypomniała mu. – I twój pierwszy skandal.

– Skandal, który był wart każdego tytułu w gazecie – mruknął z uśmiechem. 

– Bo poznałem ciebie.

Eun-ji parsknęła cicho śmiechem, ale w jej oczach błysnęło coś miękkiego, może sentymentalnego. Min-jun miał w sobie tę zdolność – sprawiał, że świat na chwilę stawał się mniej ciężki.

– Nadal wiesz, jak mówić to, co ludzie chcą usłyszeć – zauważyła, unosząc kieliszek.

– Nie wszyscy – powiedział Min-jun, patrząc na nią z powagą. – Niektórzy chcą, żebym przestał mówić. Zwłaszcza teraz, gdy wojna i pokój znów wiszą na włosku.

Zamilkli na moment. Wino w kieliszkach zadrżało od cichego dźwięku fortepianu płynącego z głośników. I właśnie wtedy drzwi restauracji otworzyły się cicho.

Park Ji-hoon stanął w progu, jego sylwetka odbiła się w lustrze za barem. 

W jego oczach błysnęło coś między zaskoczeniem a nieufnością, gdy zobaczył Eun-ji siedzącą przy stoliku z mężczyzną o perfekcyjnie przystrzyżonych włosach, 

w eleganckim garniturze, z tym rodzajem pewności siebie, jaką mają tylko ludzie, którzy przyzwyczaili się do kamer.

– Ji-hoon! – zawołała Eun-ji, prostując się gwałtownie. – Chodź tutaj. Pozwól, 

że ci kogoś przedstawię.

Park podszedł bliżej, jego krok był spokojny, ale spojrzenie – chłodne.

– To Han Min-jun – powiedziała z lekkim uśmiechem. 

– Znany dziennikarz koreańskiej telewizji, obecnie w Polsce. Relacjonuje konferencję w Sompolnie.

– Miło mi – odezwał się Min-jun, wstając i podając dłoń. – Nie sądziłem, że spotkam tu panią Kang. A już na pewno nie w takim towarzystwie.

– Park Joon-ho – przedstawiła go Eun-ji, może odrobinę zbyt formalnie. 

– Mój… współpracownik z MSZ. Park uścisnął dłoń Min-juna. Uścisk był krótki, zbyt mocny, by był przyjazny.

– Również miło.

– Więc – Min-jun uniósł brew, siadając z powrotem – pani współpracownik pilnuje pani nawet po godzinach?

– W mojej pracy bezpieczeństwo nie ma godzin – odparł Park chłodno.

Eun-ji westchnęła, próbując rozładować napięcie.

 – Panowie, błagam. To nie przesłuchanie, tylko kieliszek wina po długiej podróży.

– W takim razie – Min-jun sięgnął po karafkę – za to, żeby nasze drogi częściej przecinały się w takich miejscach.

– I za to, żeby kończyły się spokojnie – dodał Park, z pozornym spokojem, lecz wzrok miał ostry.

Eun-ji uśmiechnęła się niepewnie, czując, jak między nimi narasta subtelne, 

ale gęste napięcie – to, którego nikt nie nazwie, ale wszyscy wyczują.

– Musimy już iść – powiedział Park po chwili. – Jutro czeka nas wczesny wyjazd.

– Ji-hoon… – zaczęła, lecz on tylko skinął głową.

– Rozmowa była miła – rzucił chłodno w stronę Min-juna. – Ale w takich czasach nawet miłe rozmowy potrafią być niebezpieczne.

Odszedł pierwszy. Eun-ji spojrzała jeszcze na Min-juna, który obserwował ich 

z cieniem smutku i ciekawości. Wiedziała, że to spotkanie nie zakończyło się tutaj. Ji-hoon i Eun-ji wrócili do pokoju bez słowa. Park rozłożył koc na podłodze, trochę dalej od łóżka. Eun-ji długo jeszcze leżała, wpatrując się w sufit, czując dziwny ciężar między nimi – mieszaninę ciepła i chłodu, której nie umiała nazwać. 

Tymczasem w restauracji Han Min-jun dopił swoje wino, po czym sięgnął po telefon. Wybrał numer swojego stałego, zaufanego informatora mającego dostęp 

do rządowych danych i akt służb specjalnych.

– Tu Han. Potrzebuję informacji – powiedział cicho, gdy po drugiej stronie odezwał się głos.  

– Park Ji-hoon. Odpowiedzialny za ochronę delegacji południowokoreańskiej na szczycie Sompolno 2029. Najprawdopodobniej… agent Narodowej Służby Wywiadu. Sprawdź mi go, proszę. I szybko. 

Odłożył słuchawkę, wpatrując się w odbicie w lustrze za barem. Przesunął palcem po krawędzi kieliszka, aż wydał cichy, dźwięczny ton. Uśmiechnął się lekko, niemal zbyt spokojnie.

– Eun-ji… – szepnął do własnego odbicia. – Nie pozwolę ci tak po prostu odejść. Nie tym razem.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AlexPretnicki · dnia 04.02.2026 14:59 · Czytań: 81 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
spawngamer
10/02/2026 08:48
Dziękuję za komentarz Jolu. Też pozdrawiam. »
JOLA S.
09/02/2026 23:11
Tekst, jego forma przykuwa uwagę. Jak dla mnie niezwykła.… »
Zbigniew Szczypek
09/02/2026 22:02
Valerio Smakowanie owocu jest jak smakowanie miłości, można… »
spawngamer
09/02/2026 19:20
Dziękuję Berele, tak, dlatego ten obraz nasunął mi sam… »
Afrodyta
09/02/2026 19:17
Zbyszku, Anatomio, bardzo dziękuję za obecność i… »
Berele
09/02/2026 18:51
Tekst nie jest zaangażowany światopoglądowo i jest ciekawą,… »
Berele
09/02/2026 17:30
Bardzo ładny tekst. Podoba mi się, jak „podpaliłeś” to… »
japoneczka
08/02/2026 22:50
Jestem wdzięczna Zbyszku za Twoje komentarze.Dużo się można… »
Zbigniew Szczypek
08/02/2026 18:19
Tetu Ja sobie żartuję ale skoro grożą dziennikarzom, to… »
tetu
08/02/2026 16:33
Nikogo nie zamierzam mordować :) Miło widzieć Zbysia ;)»
Anatomia
08/02/2026 14:31
Dziękuję za refleksję nad moim wierszem Zbyszku. To zawsze… »
Berele
08/02/2026 13:40
»
Berele
08/02/2026 13:00
Spodobałop mi się twoje pisanie, a obraz zaintrygował. W… »
Zbigniew Szczypek
08/02/2026 02:21
"Przedwiośnie" jak nic, kolejne w Twoim życiu? Bo… »
Zbigniew Szczypek
08/02/2026 00:30
Tetu Możesz mnie zabić narodzę się nowy... Tak, najgorzej… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 09/02/2026 22:07
  • Wiktorze - mam jakąś "kotarę" na dole głównej strony, towarzyszącą mi na każdej stronie, Tak samo jakaś ikonka "kurs kreatywnego pisania"-te dwie rzeczy blokują. Ile razy chcę coś napisać, odświerzam.
  • Wiktor Orzel
  • 09/02/2026 15:02
  • Zbyszku, o jakie nakładki chodzi? Podeślesz na maila redakcyjnego screeny?
  • gertruda burgund
  • 06/02/2026 18:48
  • szkoda że MALOWANIE SŁOWEM to tylko pięć tekstów... :( może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/02/2026 16:19
  • Czy te nowe nakładki/skórki na stronie są konieczne? przeszkadzają w normalnym korzystaniu ze strony PP? Może na stałe z boku, dla zainteresowanych? A nie nachalnie
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/02/2026 16:16
  • Trochę mnie z Wami nie było - serdecznie pozdrawiam!
  • Darcon
  • 04/02/2026 15:20
  • Dla zainteresowanych edytowałem swój wpis w wątku UTWORY konkursu Malowanie słowem.
  • Darcon
  • 09/01/2026 08:00
  • Mamy to. :) Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory :)
  • Redakcja
  • 07/01/2026 13:49
  • Wszystkiego dobrego Wszystkim Portalowiczom!
  • Kushi
  • 04/01/2026 21:22
  • Wszystkiego najlepszego w Nowym 2026 roku dla całego Portalu Pisarskiego <3 :)
Ostatnio widziani
Gości online:107
Najnowszy:frybezowski