Dariusz Zawadzki — Królowa droidów
https://zawadzkiart.pl/wp-content/uploads/2018/11/droid_queen_2015_100_100_cm_CORR_low_rgb-1-e1581935147119.jpg
Tomek miał kłopot z zapamiętywaniem dat. Ostatnie polecenie od szefa polegało na mozolnym przepisywaniu danych z protokołów różnych lokalizacji do programu komputerowego — ręcznie, choć nie na papierze, tylko na laptopie. Na skanie widniało 22.03.24, a on musiał wbić 2022-03-24. Niby drobiazg. W praktyce: pole minowe.
Nie było to dla niego łatwe, bo te liczby nic istotnego nie znaczyły. To były daty wyrwane z kontekstu, ślady po czyichś wyjściach w teren, typowych czynnościach zawodowych jakiegoś inspektora albo rzeczoznawcy — bez historii, bez sensu. Zapamiętywanie polega na skojarzeniach, a tu panował chaos i brak logiki. Najczęściej przepisywanie każdej z tych dat składało się z kilku kroków oraz ostatecznego sprawdzenia, dla pewności. Jego mózg był w tej pracy głównym przegranym — nigdy nie dostawał nagrody w postaci hormonów szczęścia, jak tłumaczy psychologia.
Wiosna była w pełni. Maj gęsty i wilgotny, drzewa opuchnięte od deszczu, liście ciężkie. Zieleń miała tę barwę, którą można zapisać jako cyfrowy wzorzec dla grafików komputerowych. Pogoda zmieniała się kilka razy dziennie: słońce, deszcz, znów słońce — jakby ktoś nie mógł podjąć ostatecznej decyzji.
Minęło już prawie pół wieku od momentu globalnego wycofania kolorowych, plastikowych kontenerów na śmieci. Z powodu ogromnej ilości mikroplastiku w oceanach zabroniono używania tego materiału poza przemysłem zbrojeniowym. Do tego materiał odzyskiwany w każdym kolejnym cyklu wtórnego wykorzystania był coraz niższej jakości, bardziej kruchy i mniej kolorowy. Dla przykładu: produkowanie mocnych, trwałych trytytek stało się nieopłacalne, a wręcz niewykonalne. Nastąpiło bezpowrotne przejście na drewno, bez sentymentów.
Osiedle nie śpi. Siedzą na schodach pod klatką. Jest dziewiąta wieczorem, komary. Wszyscy mają otwarte piwo. Jacek sobie coś przypomniał.
— Słyszeliście, co się stało wczoraj na Sienkiewicza? Typ otworzył drzwi od windy i się ogarnął, że tam nie ma windy. Chciał się cofnąć, ale było już za późno i zaczął tańczyć na progu, tak jakby, i potem wpadł do szybu.
— Chaaaa! Tańczył Afrobeats!
Wszyscy wybuchają półgłośnym śmiechem, z tym lekkim dreszczem, który zawsze towarzyszy tragicznym historiom.
— No ja zawsze najpierw puszczam starszych przodem...
— A wyobraźcie sobie jego myśl w tej sekundzie, kiedy już leci: „O cholera. Dobrze, że to nie ja”.
Znów śmiech. Ich stary refren, który zawsze bawi.
Piotrek kiwa głową.
— A podobno winda w jakimś bloku w Łodzi się zerwała. Spadła z ósmego piętra na sam dół. Uderzyła w sprężyny, które są na dnie szybu, odbiła się i wleciała z powrotem na jakieś piętro.
Długa pauza. Wszyscy popijają. Tomek czuje, że w butelce jest już mniej niż połowa.
Lucek wyciąga z kieszeni papierosa.
— A nie wiecie, co słychać u Jakuba?
Nikt nie pyta, który Jakub. Wszyscy wiedzą.
— Podobno w końcu Mirella go przyłapała.
— No, ja mówiłem! Mówiłem jej, że on spotyka się z tą Julią!
— I jeszcze z tą, co pracuje w Żabce.
Wszyscy jednogłośnie:
— Coo? Nee.
Trwa rozkmina.
— Mirella jest biedna. Ale to jej wina, że tak mu pozwala. Szkoda, bo to fajna laska.
— Nie wiem, jak on to robi. Przecież to incel.
— Ma BMW. Wystarczy.
Znowu pauza. Na trawniku ktoś, pod presją spojrzeń, sprząta po swoim psie. Wszyscy patrzą bez słowa.
— Wystarczy umyć. Stare BMW wystarczy, że jest czyste, i już!
— Prawda. Kobiety nie rozróżniają roczników. Rozróżniają tylko, czy się błyszczy.
— I czy głośno huczy.
— No i głośno huczy. Oczywiście.
Jacek udaje, że trzyma kierownicę. Robi bardzo poważną minę.
— Brum, brum. Mistrz kierownicy ucieka.
Wszyscy się śmieją. Potem cisza. Komar ugryzł Tomka. Uderza się sam w twarz.
— Cholera.
— Dobrze, że to nie ty — mruczy Jacek.
I znów wszyscy wybuchają tym samym śmiechem, który już słyszeli sto razy, który nigdy nie jest nudny. Wszystko jest śmieszne. Wszystko jest dobrze. Nic się nie dzieje i czas leci tak wolno, że prawie go nie widać.
Powietrze jest przyjemne, niesie zapach bzu. Beton schodów wciąż trzyma ciepło popołudniowych godzin. Słychać samochody ruszające spod świateł i od czasu do czasu głośny motor.
Ola scrolluje. Jest w dresie i klapkach. Ma nogi podkurczone pod sobą i opiera się o poręcz. Za powiekami chowa duże oczy skierowane w głąb smartfona. Tomek patrzy na nią z profilu. Myśli: fajnie, że jest tu z nami i że dobrze czuje się w takim towarzystwie. Jest uzupełnieniem.
Czyta jej emocje, rytmicznie wyzwalane przez odległe informacje z otchłani i sporadyczny udział w rozmowie na schodach. Umysł Oli wydaje się częściowo przezroczysty. Są otwarte klapy, ale i połacie niedostępne. Widać działające mechanizmy: koła zębate, pasy transmisyjne. Tomka intryguje genialnie wykorzystywany aparat słuchu. Przy niektórych słowach, emocjach i zabawniejszych reakcjach kółka poruszają się sprawniej, a młot stuka szybciej — młot, który w istocie jest kolczykiem w stylu fabryczno-kolekcjonerskim, jeśli puścić wodze wyobraźni. Lubi moment, kiedy powieki dziewczyny składają się jak przegub grubej rury i oczy wracają do tu i teraz. Nieobrana pomarańcza maluje się na zachodniej stronie nieba.
Pauza. Juras ma już ojebane któreś piwo i postanawia sprowadzić dyskusję na poważne tory.
— Wiecie, co jest najgorsze na tym świecie? Blachary! Ja wam powiem. Jak widzą, że masz hajs, to od razu zamieniają się w aniołki. Kobieta w ogóle nie wie, co w samochodzie się liczy. Wystarczy umyć stare BMW i już robi jej się mokro w majtkach — powtarza wcześniej podawany argument.
Na sekundę zapada cisza.
Oczy ich królowej odrywają się od ekranu i mierzą Jurasa. Głos ma taki, jakby komentowała pogodę.
— Nie pij tyle, debilu.
Wszyscy wybuchają śmiechem. Jacek pali głupa i składa broń.
— Przepraszam, ekscelencjo.
Ktoś zagaduje z tyłu:
— Ale trzeba też w środku posprzątać. Cha, cha, cha!
Grupa też wybucha śmiechem.
— Cha, cha, cha, cha.
— Cha, cha, cha! Cha, cha, cha! Cha, cha, cha! — Grześek wpada w histerię. Kompiluje śmiech z wrzaskiem grubego zwierza. Wszyscy patrzą na niego i śmieją się jeszcze głośniej. Nikomu nawet nie wydaje się to dziwne.
Piwo się rozlewa, plami odzież, niektórzy czują lepki słód na rękach. Grześek wreszcie się uspokaja i ociera łzy z policzków.
— A wiecie, co myśli moja Jowita?
— Co? — mówią wszyscy naraz.
— Że „diesel” to znaczy „zdezelowane” auto. Serio. Nigdy nie wejdzie do żadnego diesla. Mówi, że nie jeździ szrotem. Cha, cha, cha!
— Nie musi wiedzieć, że to diesel — zauważa Tomek. — Cha, cha.
Tomek cichnie. Wygłupy przerywa cisza. Uśmiech schodzi mu z twarzy. Zastępuje go mały, gorzki grymas, który koledzy dobrze znają. Odpala się — zresztą nie pierwszy raz.
— Na sto procent rzucam tę robotę. Ten szef to idiota.
Wszyscy kiwają głowami. Wszyscy wiedzą, że nie rzuci.
— Mówisz tak od samego początku, jak tam pracujesz — wtrąca ktoś z grupy.
— Nie, dwa tygodnie mu się podobało — śmieje się ktoś inny.
Tomek ciągnie dalej:
— Rzucę tę robotę. Na sto procent. Ten szef to idiota.
Kiwnęli głowami. Wszyscy wiedzieli, że nie rzuci.
— Mówisz tak od zawsze — padło z boku.
— Przez dwa tygodnie mu się podobało — ktoś się zaśmiał.
— Nie jestem, kurwa, imigrantem, żeby robić za niewolnika — ciągnął Tomek. — Z tym typem się nie da.
Ola zeszła na najniższy stopień. Spojrzała na psy ganiające się po trawniku.
— W poniedziałek poproś o podwyżkę — powiedziała spokojnie. — Daj mu dwa tygodnie. Jak nie da, napiszę ci CV.
Ulga rozlała się po schodach.
— A jak…
— Nic nie będzie.
Wstała, schowała telefon.
— Idę spać.
Wszyscy jej machają. Nikt nie mówi „dziękuję”. Nigdy nie mówią „dziękuję”.
Idzie. Znika za drzwiami swojej klatki.
Długo nikt się nie odzywa. Tomek otwiera kolejne piwo. Uśmiecha się po raz pierwszy tego wieczoru.

, to znaczy Ola. Fajnie zaznaczyłeś jej ciche liderowanie w grupie, posłuch, który ma. To jak chłopcy ją traktują i jak ona sama wydaje się tego nie zauważać. Jednak jest parę rzeczy, które mnie nie przekonały lub ich zabrakło. Miniatura nie zmierza do jakiegoś konkretnego celu, jest bardziej zarysowaniem lub wręcz częścią większego tekstu. Rozproszył mnie też początek, bo duży fragment poświęciłaś Tomkowi, później przerodziło się to w opis świata, i nagle zakończyło rozmową grupki przyjaciół. I choć bohaterowie mi się podobali, to miniatura wydaje mi się niespójna.




Pozdrawiam.
może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt